O LICEALISTCE CO WSTĄPIŁA DO NIEBA

Kazanie na uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego

Niedziela 1 czerwca 2014

Pewna licealistka przechodziła jakiś czas temu „kryzys wiary”, co najbardziej martwiło jej mamę, od której znam całą historię. Narzekała na kościół, przykazania i wszystkie możliwe prawdy wiary. W dyskusjach rodzinnych stawiała serie skomplikowanych pytań, przy których mama i tata kapitulowali. Sprawa zdawała się być coraz bardziej beznadziejna.

Aż jednego razu … Wiem, że brzmi jak w bajce, ale nie będę się silił na jakieś ornamenty. Jednego razu panna z liceum wróciła do domu bardziej niż zwykle promienna, życzliwsza całemu światu, nawet rybkom w akwarium, więcej podskakiwała i bardziej jaśniała. Z dnia na dzień życiowy entuzjazm dziewczyny rósł, wkładała kolorowe stroje, jakieś spinki i zapinki we włosach, zaczęła podśpiewywać i bardzo chętnie zmywać naczynia. Mądra mama wyczuła, że córka się zakochała, co zdarza się licealistkom i wszystkim innym paniom pewnie także.

 

– Zakochałaś się, prawda?

– Mamo! Jest cudownie! Kocham go całym sercem! Jest czuły, wyrozumiały, delikatny, mogę z nim siedzieć pięć godzin i jest fantastycznie! A jak mnie przytula, to normalnie … Nie wiem, jest odlotowo!

– Jak w niebie, prawda?

– No masz! Pewnie, nie wiem co powiedzieć!

– Widzisz, mówiłaś, że nie wierzysz w Boga i w niebo. A teraz masz niebo, a Pan Bóg, który Cię kocha to, co teraz czujesz i przeżywasz ocali na zawsze i jeszcze z siedem razy pomnoży.

– Żartujesz?

– Nie, teraz masz pierwsze niebo, w jego oczach i uściskach, ale Pan Bóg zapowiedział Nowe Niebo, w którym wszystko zostanie rozciągnięte na wieki!

 

Dziewczyna porzuciła wszystkie wątpliwości, wierzy we wszystkie prawdy wiary i jest szczęśliwa.

Opowiadam tę historię w wielkim skrócie i z zawstydzeniem. Nigdy nie powiedziałem tak dobrego kazania jak ta mama swojej córce. Nawet namawiałem ją, żeby kiedyś zechciała we Wniebowstąpienie na kazaniu wystąpić. Odmówiła:

 

– Nie, wy księża, mówicie o niebie o wiele mądrzej!

 

Obawiam się, niestety, że ma rację. I pewnie dlatego mało kto nas słucha, że o uwierzeniu w to, co mówimy, nie wspomnę.

To krótko na koniec, wspomnijcie  wszystkie chwile waszego szczęścia, zakochania, narzeczeństwa, narodziny dzieci, pierwsze mieszkanie, jakaś wędrówka po górach, momenty zachwytu czeremchą i jaśminem, radość z jakiegoś psalmu czy innej modlitwy, pasjonujące spotkania z przyjaciółmi. To wszystko, ale i wiele innych historii, to są nasze pierwsze nieba, a Nowe, obiecane przez Chrystusa, pomnoży sens tych pierwszych przynajmniej siedmiokrotnie!

 

PS. Pozdrawiam mamę, która podzieliła się historią ze swoją latoroślą, bo wiem, że czasem tu zagląda.

 

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

 

(Dz 1,1-11)
Pierwszą Księgę napisałem, Teofilu, o wszystkim, co Jezus czynił i czego nauczał od początku aż do dnia, w którym udzielił przez Ducha Świętego poleceń Apostołom, których sobie wybrał, a potem został wzięty do nieba. Im też po swojej męce dał wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym. A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca: Słyszeliście o niej ode Mnie – /mówił/ – Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym. Zapytywali Go zebrani: Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela? Odpowiedział im: Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi. Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba.

(Ps 47,2-3.6-9)
REFREN: Pan wśród radości wstępuje do nieba.

Wszystkie narody klaskajcie w dłonie,
radosnym głosem wykrzykujcie Bogu,
bo Pan Najwyższy straszliwy,
jest wielkim Królem nad całą ziemią.

Bóg wstępuje wśród radosnych okrzyków,
Pan wstępuje przy dźwięku trąby.
Śpiewajcie psalmy Bogu, śpiewajcie,
śpiewajcie Królowi naszemu, śpiewajcie.

Gdyż Bóg jest Królem całej ziemi,
hymn zaśpiewajcie
Bóg króluje nad narodami,
Bóg zasiada na swym świętym tronie.

(Ef 1,17-23)
Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego. [Niech da] wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących – na podstawie działania Jego potęgi i siły. Wykazał On je, gdy wskrzesił Go z martwych i posadził po swojej prawicy na wyżynach niebieskich, ponad wszelką Zwierzchnością i Władzą, i Mocą, i Panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem wzywanym nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym. I wszystko poddał pod Jego stopy, a Jego samego ustanowił nade wszystko Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem, Pełnią Tego, który napełnia wszystko wszelkimi sposobami.

(Mt 28,19.20)
Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.

(Mt 28,16-20)
Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.

 

Itinerarium

JAK DALEKO JESTEŚ OD CENTRUM ŚWIATA?

Sobota 31 maja 2014

Znaczna część ludzkości ogarnięta jest poszukiwaniem Centrum Świata, w przekonaniu, że tam wreszcie zrozumie sens całej nudnej i bezbarwnej historii i uzyska także poczucie wartości swojego życia. Coraz większa łatwość podróżowania jeszcze bardziej nasila ten ruch.

W poszukiwaniu Centrum ludzie ze Wschodu wędrują ku tzw. regionom rozwiniętym i trafiają do Berlina, Paryża, Rzymu, Madrytu i Londynu, czasem do Nowego Jorku. W tych „rozwiniętych regionach” znajdują przeważnie tłok, hałas i bardzo nieczyste powietrze, ale rozumieją, że to jest cena smaku i widoku Centrum.

Z kolei od dziesiątków lat ludzie z Zachodu wierzą, że Centrum położone jest gdzieś w okolicach Bangkoku, Madrasu lub na szczycie Mount Everest. Nie jestem całkowicie pewien, ale słyszałem, że wśród zdobywców Mount Everest są tylko Europejczycy, Amerykanie i inni przedstawiciele bogatego świata. Tubylcy są zwykle zdziwieni parciem obcych na górę (choć mają z tego profity, niosąc ich plecaki) i dobrze wiedzą, że Mount Everest służy do czegoś zupełnie innego niż włażenia nań i wtykania różnokolorowych flag. Niemniej Zachód uparcie szuka Centrum w najwyższych górach, poważna część skręca nogi w sztuce jogi, gotowa jest nawet wyrzec się (na jakiś czas) papieru toaletowego i klimatyzacji, ale wszyscy rozumieją, że taka jest cena doznania Centrum.

W mikroskali naszym szczęściodajnym Centrum są centra handlowe albo jakieś urokliwe Stare Miasta z kafejkami, gdzie można poczuć atmosferę inną niż na co dzień. Czasem wystarczy też przyłączyć się do reprezentatywnej i modnej grupy na portalu społecznościowym, też w sumie Centrum.

Od kiedy zacząłem się uczyć wędrowania w głąb siebie samego, wiem, że jest to jedyne Centrum Świata godne odwiedzania. To nie jest żadna deklaracja pychy, każdy z was ma Centrum Świata w sobie samym. Jasne, dla zabawy można zwiedzić Paryż i zapłacić kilkaset dolarów szerpom w Himalajach, jak kogoś stać. Jednak jedynym koniecznym warunkiem zrozumienia sensu życia, odnalezienia Żywego Boga i dostępu do źródła czystej radości i miłości, jest podróż do głębi siebie samego.

Itinerarium

KAZANIE NA POGRZEB GENERAŁA JARUZELSKIEGO

Piątek 30 maja 2014

Dziś pogrzeb ś. p. gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Wiem, że jakikolwiek wpis w obecnej atmosferze jatki (bo nie dyskusji) politycznej, powoduje natychmiastowe linczowanie za jakiekolwiek dobre słowo na rzecz generała lub pohukiwanie w przypadku krytyki. Nie wiem jak będzie odebrana ta notka, ale chcę dać świadectwo czasom w jakich żyłem.

W okresie dyktatury gen. Jaruzelskiego doświadczyłem wielu przykrości ze strony reżimu, kilkukrotną odmowę wydania paszportu (wówczas paszport trzymała komenda milicji i wydawała albo nie wydawała proszącemu obywatelowi), kilka zatrzymań bez powodu, parę razy dostałem pałką po grzbiecie i po głowie, zasądzono mi chyba jedną grzywnę (spłaconą zresztą solidarnie przez znajomych i nieznajomych) czy wreszcie areszty w różnych komendach i przesłuchania. To nic nadzwyczajnego dla mojego pokolenia. Zatem powinienem mieć osobiste powody przynajmniej do niechęci. Jeśli dodam do tego krzywdy jakich doznali inni Polacy, jeśli dodam ofiary śmiertelne tego czasu (np. bł. Ks. Jerzy Popiełuszko czy górnicy z Wujka), powinienem być zawziętym wrogiem generała. Nie jestem. I przyznaję, że odrzucają mnie awantury wokół formuły pogrzebu zmarłego, z niesmakiem przyjmowałem także wycie protestujących każdego 13 grudnia przed domem generała.

Bardzo dobrze pamiętam rok 1989. Pamiętam film z egzekucji Nicolae Ceaușescu, rumuńskiego odpowiednika Jaruzelskiego. Pluton żołnierzy, prawdopodobnie pijanych, rozstrzelał jego i małżonkę, nie zawiązując im nawet oczu. Wszystko to działo się w dzień Bożego Narodzenia. Erich Honecker, dyktator z NRD, jesienią 1989 r. salwował się ucieczką najpierw do ZSRR, a potem do Chile, gdzie zmarł. Bułgarski hegemon, Todor Żiwkow, zmarł w areszcie domowym, zasądzonym przez nowe demokratyczne władze. Naprawdę myślę, że dobrze się stało, iż gen. Jaruzelski nie został rozstrzelany, nie został osadzony w więzieniu czy areszcie czy też że nie musiał emigrować. Bogu dzięki, nasza tradycja w zasadzie nie zna przypadków mordowania swoich władców. Casus zamachu na Gabriela Narutowicza lekko temu przeczy, ale jest do dziś powodem do wstydu a nie dumy. Przeciwnie, rzekomo wysoko rozwinięta cywilizacja francuska szczyci się bestialskim mordem na Ludwiku XVI (gilotyna odcięła mu głowę) w czasie rewolucji. Podobnie, cywilizacja rosyjska do niedawna gloryfikowała mord na carze Mikołaju II (wraz z żoną, czterema córkami, synem, pokojówką, kamerdynerem, domowym lekarzem i chyba kucharzem); ich zwłoki pośmiertnie oblano kwasem, poćwiartowano i wrzucono do studni. To był rok 1918, przyzwoity pogrzeb odbył się dopiero w roku 1991.

Patrząc z innej perspektywy, historia, również polska, zna przykłady prześladowania obywateli przez władzę. Tak w najnowszych czasach postępowali Jaruzelski, Gierek, Gomułka i Bierut, a Piłsudski ma także plamę w postaci Berezy Kartuskiej. To są powody do wstydu, gniewu i żalu.

Generał Jaruzelski nie mieszkał, wzorem innych dyktatorów, w wystawnej willi czy pałacu, nie miał gigantycznych sum na kontach za granicą i tuzina najdroższych aut.

Z mojego punktu widzenia, świadka czasów w których działał Jaruzelski, generał był zwolennikiem fałszywej doktryny (w skrócie: komunizm) i w jej imię popełnił wiele zła. Na pal z nim? Wygonić z kraju? Zwłoki poćwiartować? Czuję, że mimo wszystko zachowaliśmy się – i Bogu dzięki – jak Jurand ze Spychowa. A w dniu pożegnania generała Jaruzelskiego, zgodnie powiedzmy: „Niech odpoczywa w pokoju!”

 

 

Jurand słuchał opowiadania bez jednego drgnienia i ruchu, tak że obecnym zdawać się mogło, iż pogrążony jest we śnie. Słyszał jednak i rozumiał wszystko, bo gdy Hlawa zaczął mówić o niedoli Danusi, wówczas w pustych jamach oczu zebrały mu się dwie wielkie łzy i spłynęły mu po policzkach. Ze wszystkich ziemskich uczuć pozostało mu jeszcze jedno tylko: miłość do dziecka.

Potem sinawe jego usta poczęły się poruszać modlitwą. Na dworze rozległy się pierwsze, dalekie jeszcze grzmoty i błyskawice jęły kiedy niekiedy rozświecać okna. On modlił się długo i znów łzy kapały mu na białą brodę. Aż wreszcie przestał i zapadło długie milczenie, które przedłużając się nad miarę, stało się na koniec uciążliwe dla obecnych, bo nie wiedzieli, co mają z sobą robić.

Na koniec stary Tolima, prawa Jurandowa przez całe życie ręka, towarzysz we wszystkich bitwach i główny stróż Spychowa, rzekł:

– Stoi przed wami, panie, ten piekielnik, ten wilkołak krzyżacki, który katował was i dziecko wasze; dajcie znak, co mam z nim uczynić i jako go pokarać?

Na te słowa przez oblicze Juranda przebiegły nagle promienie – i skinął, aby mu przywiedziono tuż więźnia.

Dwaj pachołkowie chwycili go w mgnieniu oka za barki i przywiedli przed starca, a ów wyciągnął rękę, przesunął naprzód dłoń po twarzy Zygfryda, jakby chciał sobie przypomnieć lub wrazić w pamięć po raz ostatni jego rysy, następnie opuścił ją na piersi Krzyżaka, zmacał skrzyżowane na nich ramiona, dotknął powrozów – i przymknąwszy znów oczy, przechylił głowę.

Obecni mniemali, że się namyślał. Ale cokolwiek bądź czynił, nie trwało to długo, gdyż po chwili ocknął się – i skierował dłoń w stronę bochenka chleba, w którym utkwiona była złowroga mizerykordia.

Wówczas Jagienka, Czech, nawet stary Tolima i wszyscy pachołkowie zatrzymali dech w piersiach. Kara była stokroć zasłużona, pomsta słuszna, jednakże na myśl, że ów na wpół żywy starzec będzie rzezał omackiem skrępowanego jeńca, wzdrygnęły się w nich serca.

Ale on, ująwszy w połowie nóż, wyciągnął wskazujący palec do końca ostrza, tak aby mógł wiedzieć, czego dotyka, i począł przecinać sznury na ramionach Krzyżaka.

Zdumienie ogarnęło wszystkich, zrozumieli bowiem jego chęć – i oczom nie chcieli wierzyć. Tego jednak było im zanadto. Hlawa jął pierwszy szemrać, za nim Tolima, za tymi pachołkowie. Tylko ksiądz Kaleb począł pytać przerywanym przez niepohamowany płacz głosem:

– Bracie Jurandzie, czego chcecie? Czy chcecie darować jeńca wolnością?

– Tak! – odpowiedział skinieniem głowy Jurand.

– Chcecie, by odszedł bez pomsty i kary?

– Tak!

Pomruk gniewu i oburzenia zwiększył się jeszcze, ale ksiądz Kaleb, nie chcąc, by zmarniał tak niesłychany uczynek miłosierdzia, zwrócił się ku szemrzącym i zawołał:

– Kto się świętemu śmie sprzeciwić? Na kolana! I klęknąwszy sam, począł mówić:

– Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje…

I odmówił “Ojcze nasz” do końca. Przy słowach: “i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”, oczy jego zwróciły się mimo woli na Juranda, którego oblicze zajaśniało istotnie jakimś nadziemskim światłem.

A widok ów w połączeniu ze słowami modlitwy skruszył serca wszystkich obecnych, gdyż stary Tolima o zatwardziałej w ustawicznych bitwach duszy, przeżegnawszy się krzyżem świętym, objął następnie Jurandowe kolano i rzekł:

– Panie, jeśli wasza wola ma się spełnić, to trzeba jeńca do granicy odprowadzić.

– Tak! – skinął Jurand.

Coraz częstsze błyskawice rozświecały okna; burza była bliżej i bliżej.

(Henryk Sienkiewicz, KRZYŻACY, rozdz. XXV)

 

PS. Dla mniej oczytanych: Krzyżak Zygfryd wyłupił Jurandowi ostanie oko i porwał córkę, Danuśkę, więził ją, co przypłaciła utratą zdrowia, a potem i życia.

 

Itinerarium

RADA DLA PONURYCH I ZACHĘTA DLA POGODNYCH

Nieraz uśmiech twój wlać może do duszy zniechęconej jakby nowe życie, nadzieję, że nastaną lepsze czasy, że nie wszystko stracone, że Bóg czuwa. 
Dzisiaj liturgiczne wspomnienie św. Urszuli Ledóchowskiej i bardzo pogodny fragment z Jej  pism. Życiorys – na koncu.
Radujcie się w Panu

 

Podaję wam tu rodzaj apostolstwa, które nie domaga się od was ciężkiej pracy, wielkich umartwień i trudów, ale które szczególnie dziś, w naszych czasach, bardzo jest pożądane, potrzebne i skuteczne, mianowicie apostolstwo uśmiechu.
Uśmiech rozprasza chmury nagromadzone w duszy. Uśmiech na twarzy pogodnej mówi o szczęściu wewnętrznym duszy złączonej z Bogiem, mówi o pokoju czystego sumienia, o beztroskim oddaniu się w ręce Ojca niebieskiego, który karmi ptaki niebieskie, przyodziewa lilie polne i nigdy nie zapomina o tych, co Jemu bez granic ufają. Uśmiech na twej twarzy pozwala zbliżyć się bez obawy do ciebie, by cię o coś poprosić, o coś zapytać – bo twój uśmiech już z góry obiecuje chętne spełnienie prośby. Nieraz uśmiech twój wlać może do duszy zniechęconej jakby nowe życie, nadzieję, że nastaną lepsze czasy, że nie wszystko stracone, że Bóg czuwa. Uśmiech jest nieraz tą gwiazdą, co błyszczy wysoko i wskazuje, że tam na górze bije serce Ojcowskie, które zawsze gotowe jest zlitować się nad nędzą ludzką.
Ciężkie dziś życie, pełne goryczy, i Bóg sam zarezerwował sobie prawo uświęcania ludzi przez krzyż. Nam zostawił zadanie pomagać innym w bolesnej wędrówce po drodze krzyżowej przez rozsiewanie wokoło małych promyków szczęścia i radości. Możemy to czynić często, bardzo często, darząc ludzi uśmiechem miłości i dobroci, tym uśmiechem, który mówi o miłości i dobroci Bożej.
Mieć stały uśmiech na twarzy, zawsze – gdy słońce świeci albo deszcz pada, w zdrowiu lub w chorobie, w powodzeniu albo gdy wszystko idzie na opak – o to niełatwo! Uśmiech ten świadczy, że dusza twa czerpie w Sercu Bożym tę ciągłą pogodę duszy, że umiesz zapomnieć o sobie, pragnąc być dla innych promykiem szczęścia.
Julia Maria urodziła się w wielodzietnej rodzinie hrabiowskiej 17 kwietnia 1865 r. w Loosdorf koło Wiednia. Była rodzoną siostrą bł. Marii Teresy Ledóchowskiej, powszechnie nazywanej matką czarnej Afryki, założycielki sióstr klawerianek, beatyfikowanej przez Pawła VI w 1975 roku. W latach 1874-1883 Julia Maria kształciła się w Instytucie Najświętszej Maryi Panny prowadzonym przez Panie Angielskie w austriackim Sankt Polten. W roku ukończenia nauki przybyła wraz z rodziną do nabytego przez ojca majątku w Lipnicy Murowanej koło Bochni.
Jako 21-letnia dziewczyna wstąpiła do klasztoru urszulanek w Krakowie i w dniu obłóczyn, 17 kwietnia 1887 r., przyjęła zakonne imię Maria Urszula. Wyróżniała się gorliwością w modlitwie i umartwieniach. Pierwszą profesję zakonną złożyła 28 kwietnia 1889 roku. Następnie pracowała w krakowskim internacie sióstr. W 1904 roku jako przełożona domu kierowała internatem. Dwa lata później założyła pierwszy na ziemiach polskich internat dla studentek szkół wyższych. Swoje powołanie do wychowania młodzieży i opieki nad nią odkryła jeszcze w nowicjacie.
W 1907 r., mając błogosławieństwo papieża Piusa X, z dwiema siostrami wyjechała w świeckim stroju do pracy dydaktycznej w Petersburgu. Objęła tam kierownictwo zaniedbanego polskiego internatu i liceum św. Katarzyny. Już w rok później została erygowana w Petersburgu autonomiczna placówka urszulańska. Następnie s. Urszula przeniosła się do Finlandii, gdzie otworzyła gimnazjum dla dziewcząt. Podczas I wojny światowej apostołowała w krajach skandynawskich, wygłaszając odczyty o Polsce, organizowała pomoc dla osieroconych polskich dzieci. Jednocześnie nie zaniedbywała swego zgromadzenia – rozrastał się nowicjat i dom zakonny w Szwecji. Pod koniec wojny przeniosła go do Danii, gdzie założyła również szkołę i dom opieki dla dzieci polskich.
W roku 1920 Urszula wróciła do Polski. Osiedliła się w Pniewach koło Poznania, gdzie – z myślą o pracy apostolskiej w nowych warunkach – założyła zgromadzenie Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego, zwane urszulankami szarymi. Kiedy poprosiła papieża Benedykta XV o zatwierdzenie nowego zgromadzenia, otrzymała je od razu, w dniu 7 czerwca 1920 r. Włodzimierz Ledóchowski – rodzony brat Urszuli, ówczesny generał jezuitów – był rzecznikiem dzieła swojej siostry wobec Stolicy Apostolskiej. Całe życie s. Urszuli było ofiarną służbą Bogu, ludziom, Kościołowi i ojczyźnie. Wiele podróżowała, wizytowała poszczególne domy, kształtowała w siostrach ducha ewangelicznej radosnej służby. “Naszą polityką jest miłość. I dla tej polityki jesteśmy gotowe poświęcić nasze siły, nasz czas i nasze życie” – powtarzała często.
Umarła 29 maja 1939 r. w Rzymie. Tam też została pochowana w domu generalnym mieszczącym się przy via del Casaletto. Beatyfikowana została przez św. Jana Pawła II 20 czerwca 1983 roku w Poznaniu. W 1989 r. jej zachowane od zniszczenia ciało zostało przewiezione z Rzymu do Pniew i złożone w kaplicy domu macierzystego. 18 maja 2003 roku, w dniu swoich 83. urodzin, św. Jan Paweł II ogłosił ją w Rzymie świętą.
Założone przez św. Urszulę Ledóchowską zgromadzenie Urszulanek Serca Jezusa Konającego realizuje swe zadania apostolskie przede wszystkim w dziedzinie wychowania i nauczania dzieci i młodzieży oraz służąc potrzebującym i pokrzywdzonym. Siostry prowadzą kilkadziesiąt dzieł w Polsce, kilkanaście we Włoszech i pojedyncze w 12 innych krajach.
Ze zgromadzeniem zaprzyjaźniony był św. Jan Paweł II, który jako biskup krakowski spędzał nieliczne wolne chwile w gościnnym domu sióstr na Jaszczurówce w Zakopanem. Także będąc w Warszawie nocował często w domu zgromadzenia na Wiślanej. Tam spędził swoją ostatnią noc przed wylotem do Rzymu na konklawe w październiku 1978 r. Już jako papież odwiedzał domy urszulanek w Rzymie (1986 r.), w Zakopanem (1997 r.) i w Warszawie (1999 r.).
Itinerarium

PRZYJACIÓŁKA BEZCENNA

Czwartek 29 maja 2014

Prawda została dziś zastąpiona sztuką narracji. Źródłowo „narracja” oznacza cokolwiek innego niż dziś stosowane znaczenie. Dziś narracja to opowiadanie o czymś, przy czym prawdziwość opowieści jest mało istotna. Ważne jest to czy narracja kogoś przekonuje i czy za jej pomocą można osiągnąć jakiś cel.

Mamy dziś w obiegu przynajmniej dwie narracje o katastrofie smoleńskiej, jest kilka narracji o rosyjskiej agresji na Krymie, ba, pojawiła się nawet nowa narracja o Powstaniu Warszawskim („Obłęd 44”, książka napisana w duchu zniekształcenia historii).

Nie mówimy już, że ktoś kłamie, tylko, że „posługuje się inną narracją”. W średniowieczu kara wyrwania języka za krzywoprzysięstwo hamowała w pewnym stopniu zapał do „innych narracji”. Kłamstwo dziś zyskało mocną pozycję i jest całkowicie bezkarne. Nawet w sądzie można zmienić zeznania. Jeśli ktoś cię okłamie i w dosadny sposób mu to wygarniesz, to ewentualne konsekwencje poniesiesz ty. Nie masz żadnej obrony przed kłamstwem. W niektórych dziedzinach, np. podatkowej, powstają podręczniki, które uczą jak skutecznie skłamać, żeby mniej zapłacić; zdolność manipulowania ludźmi za pomocą kłamstwa zyskała status „umiejętności wpływania na ludzi”. Ósme przykazanie w dekalogu przypomina trochę piękną brzozę w zasiekach krzewów ciernistych. Poza tym sankcje pośmiertne, że Ktoś nas Kiedyś rozliczy, nie są w modzie.

Za mistrzów „sztuki narracji” (i marketingu) uważa się Austriaków, którzy w zasadzie przekonali świat, że Hitler był Niemcem a Beethoven Austriakiem, choć było akurat na odwrót. Francuzi mienią się znawcami i  mecenasami sztuki i dzięki tej narracji  przetrzymują w zbiorach w Luwrze, skradzione przez siebie eksponaty (np. nijak nie da się dowieść, że Nike z Samotraki, starogrecka rzeźba, winna rezydować w Paryżu, Grecy także umieją troszczyć się o muzealia). Fantastycznie bogata Ameryka chwali się, że dobrobyt zawdzięcza energiczności i pracowitości swoich obywateli. W tej narracji opuszcza się fakt, że pierwsze pokolenia Amerykanów to w znacznej mierze bandy złodziei i morderców, łupiące i zabijające autochtonicznych Indian, a następne generacje też się nie przesilały w pracy, bo wykonywali ją czarnoskórzy niewolnicy, przez setki lat pozbawieni wszelkich praw.

Po zmartwychwstaniu Chrystusa, ci co widzieli Go znów żywego, mówili krótko: „Widzieliśmy Pana!”, „On żyje” (pierwsze wyznanie wiary było szokująco proste: „Jezus jest Panem”, wierząc w to miałeś zbawienie – Rz 10,9). Oczywiście, obok tych krótkich informacji, pojawiła się też próba „innej narracji”, wymyślona przez arcykapłanów: Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: «Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu». Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego.(Mt 28, 12 – 15)

Ano trwa ta narracja, nawet niektórzy na jej podstawie habilitowali się.

Prawda to rzadka dziś przyjaciółka, może tym bardziej cenna. Bezcenna!

 

Itinerarium

MIŁOŚĆ. ZRÓB TO.

Środa 28 maja 2014

Dość często piszę tu o miłości a nawet o Cywilizacji Miłości, niektórzy podpowiadają, że za często. Poniekąd i prawda, bo w moim przekonaniu miłość należy to kategorii spraw o których mniej się powinno mówić a więcej robić („Don’t talk about it, but just do it!”)

Wiem, że nasze myślenie, wyobrażanie i mówienie o miłości przesycone jest sentymentalizmem. Jawią się nam obrazki z przytulonymi parami na ławeczkach, nad nimi pachnie bez i koncertują słowiki; albo pocałunki na moście a potem jakaś kłódeczka (najbardziej zakuty most tego typu widziałem chyba w Rydze); albo „darmowe przytulanie” („free hugs”) na ulicach; albo dwójka staruszków pod parasolem idących wśród spadających jesiennych liści. Ok, to też, ale nie Przede Wszystkim.

Obrazy, które zamieściłbym jako ilustrację do Cywilizacji Miłości, to Czeczenka, która nielegalnie przekracza granicę Unii Europejskiej z dziećmi prowadzonymi za rękę; albo wolontariusze skuwający zmurszały tynk w jakimś domu po powodzi; albo kierowca zatrzymujący się przed przejściem dla pieszych, przy którym stoją ludzie; albo kobieta wyciągająca dłoń po mały datek, bo choruje jej mąż.

Wiem, że lubicie obrazki, załączam kilka. Miłość jest możliwa. Just do it!

Zdjęcia na FB.

Itinerarium

DLACZEGO MIŁOŚĆ

Wtorek 27 maja 2014

Miniony weekend sypnął wydarzeniami, dawno tak nie było. W sporcie po raz pierwszy w historii w finale Ligi Mistrzów zagrały dwie drużyny z tego samego miasta, Madrytu. Na Lubelszczyźnie łęczyński Górnik przywrócił regionowi ekstraklasę, a panie grające w szczypiorniaka zdobyły po raz szesnasty chyba tytuł mistrzyń kraju.

Ze smutnych wieści, odszedł Wojciech Jaruzelski, tak czy inaczej, śmierć jest wiadomością złą.

Mieliśmy nadto wybory, raczej dobre na Ukrainie, w Polsce tak nudne, że ponad trzy czwarte uprawnionych do głosowania poszło na ryby albo nie było w stanie po sobotnim grillowaniu podjąć w niedzielę jakiejkolwiek decyzji. Kraj mamy wesoły, ponoć w Kutnie ratownicy na pływalni nie umieli pływać, ani kraulem ani zwykłym pieskiem. Ta historia z Kutna doskonale pasuje jako metafora naszej sceny politycznej, nikt nam nie pomoże, radźmy sobie sami, inaczej potoniemy.

Wszystko to widzę i słyszę. Ale wiem swoje. Największa jest miłość. I wedle niej należy myśleć, mówić, wybierać i robić. Cała reszta to piana na wodzie, rozpierzchnie się zaraz, a my przecież chcemy żyć z sensem. I wiecznie. Dlatego miłość.

Itinerarium

OSCHŁYM ZACHĘTĘ

Poniedziałek 26 maja 2014

W hymnie do Ducha Świętego odmawiam wezwanie „Oschłym wlej zachętę!”.

O to się modlę za siebie i za każdego z  Was.

Itinerarium

EPOKA NADPRODUKCJI KRETYNÓW

Kazanie na 6 Niedzielę Wielkanocną

25 maja 2014

Przekupki z bazarów w hiszpańskim Toledo kłóciły się pod koniec VI wieku czy Duch Święty pochodzi „od Ojca i Syna” czy też „od Ojca przez Syna”. Jedna z wersji do dziś uznawana jest za katolicką, druga za prawosławną; pomyślcie chwilę i sprawdźcie czy wyznajecie właściwe Credo. Dziś przy kawie a nawet przy wódce temat Ducha Świętego się nie pojawi.

Obawiam się, że dziś nie wierzymy w Ducha Świętego, ba przypuszczam, że rzadko kto wierzy w ogóle w jakikolwiek świat ducha. Pamiętam doskonale z czasów liceum i studiów powszechnie propagowany materializm dialektyczny, wedle którego istnieje tylko materia a przekonanie o istnieniu bytów duchowych jest ciemnotą z której należy ludzi wyzwolić. Sam jestem dobrym przykładem, że komunistom nie udało się wyplenić tej ciemnoty. Ciekawym zjawiskiem owych czasów było to, że piewcy materializmu wieczorami modlili się do Boga, ukradkiem chrzcili dzieci (w imię „Ducha Świętego” także) i zawierali małżeństwa, z wzywaniem Ducha Świętego.

Dzisiaj liczba deklarujących wiarę w Ducha (Świętego także), jest – przynajmniej w Polsce – ogromna. Myślę jednak, że w dużym ułamku deklaracjom tym przeczy masowo praktykowany materializm, bez nazywania rzeczy po imieniu. Spróbujcie nazwać kupujących dziś w galeriach i supermarketach (a jest ich o wiele więcej niż w kościołach lub na trasach spacerowych) materialistami, albo bardziej dosadnie komunistami; rdzeniem komunizmu był materializm. Oburzą się! Przecież oni tylko, jako ludzie wolni, korzystają z możliwości wyboru między skonsumowaniem hot – doga i hamburgera, między letnimi sukienkami z wzorkami w kratkę lub w kwiatki. Każda epoka produkowała miliony kretynów, dzisiejsza jednak przebiła wszystkie poprzednie.

Czytam dziś: Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Tak, dzisiejszy świat nie widzi, nie zna i nie przyjmie Ducha, ani Pocieszyciela ani Prawdy.

Wcale nie jestem pesymistą! Modlę się tak jak Pan Jezus, modlę się o tego Ducha.

 

Polecam:

http://radioer.pl/informacje/2/27528/

 

Kazanie dźwiękowe – www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa :

 

 

(Dz 8,5-8.14-17)
Filip przybył do miasta Samarii i głosił im Chrystusa. Tłumy słuchały z uwagą i skupieniem słów Filipa, ponieważ widziały znaki, które czynił. Z wielu bowiem opętanych wychodziły z donośnym krzykiem duchy nieczyste, wielu też sparaliżowanych i chromych zostało uzdrowionych. Wielka radość zapanowała w tym mieście. Kiedy Apostołowie w Jerozolimie dowiedzieli się, że Samaria przyjęła słowo Boże, wysłali do niej Piotra i Jana, którzy przyszli i modlili się za nich, aby mogli otrzymać Ducha Świętego. Bo na żadnego z nich jeszcze nie zstąpił. Byli jedynie ochrzczeni w imię Pana Jezusa. Wtedy więc wkładali Apostołowie na nich ręce, a oni otrzymywali Ducha Świętego.

(Ps 66,1-7.16.20)
REFREN: Niech cała ziemia chwali swego Pana

Z radością sławcie Boga wszystkie ziemie,
opiewajcie chwałę Jego imienia,
cześć mu chwalebną oddajcie.
Powiedzcie Bogu: „Jak zadziwiające są Twe dzieła!

Niechaj Cię wielbi cała ziemia i niechaj śpiewa Tobie,
niech imię Twoje opiewa”.
Przyjdźcie i patrzcie na dzieła Boga:
zadziwiających rzeczy dokonał wśród ludzi!

Morze na suchy ląd zamienił,
pieszo przeszli przez rzekę.
Nim się przeto radujmy,
Jego potęga włada na wieki.

Przyjdźcie i słuchajcie mnie wszyscy, którzy boicie się Boga,
opowiem, co uczynił mej duszy.
Błogosławiony Bóg, który nie odepchnął mej prośby,
i nie oddalił ode mnie swej łaski.

(1 P 3,15-18)
Pana Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest. A z łagodnością i bojaźnią [Bożą] zachowujcie czyste sumienie, ażeby ci, którzy oczerniają wasze dobre postępowanie w Chrystusie, doznali zawstydzenia właśnie przez to, co wam oszczerczo zarzucają. Lepiej bowiem – jeżeli taka wola Boża – cierpieć dobrze czyniąc, aniżeli czyniąc źle. Chrystus bowiem również raz umarł za grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby was do Boga przyprowadzić; zabity wprawdzie na ciele, ale powołany do życia Duchem.

(J 14,23)
Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy.

(J 14,15-21)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie. Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie oglądał. Ale wy Mnie widzicie, ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie. W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was. Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie.

 

Itinerarium

LUDZIE I PSY URATOWANE. SOLIDARNOŚĆ.

Sobota 24 maja 2014

Serbia 1To, co mnie fascynuje w dzisiejszej kulturze i cywilizacji, to możliwość dużych i szybkich zmian. Sieci Internetowe dają sposobność do błyskawicznego powielania różnych pomysłów, oczywiście dobrych i złych. Sam przechowuję do dziś esemesa z 2 kwietnia 2005 roku, z godziny 9:21, wysłałem go do kilku osób, jego masowe rozsyłanie zwołało na lubelskim Placu Litewskim tysiące osób – „Jesteśmy. Pamiętamy. Czuwamy. Młodzież Lublina z Janem Pawłem II. Dziś 17.00 Plac Litewski. 19.00 Archikatedra. Weź świecę i żółtą chustkę. Przekaż dalej.”

Dzisiaj masowo wędrują śmieszne (nie zawsze) memy i foty, rzadko kogokolwiek wzruszające.

Wczoraj, od zaprzyjaźnionego Serba otrzymałem zdjęcie, które wklejam do wpisu. Może nie do wszystkich dotarły wieści o katastrofalnej powodzi w Bośni i Serbii. Prawie półtora miliona ludzi straciło dobytek i dach nad głową. Zdjęcie przedstawia młodego człowieka z okolic Slivajnac (80 km od Belgradu), który wyniósł z zalanego domu swoich starych rodziców, a potem narażając życie uratował także swoje dwa psy.

Zdjęcie opisałbym zdaniem: „Solidarność zawsze i z wszystkimi”. Może kiedyś nawet większość z nas tak będzie myśleć i żyć?

Itinerarium