MOLTO VIVO CHRZEŚCIJANIE!

Piątek 20 czerwca 2014

 Pani fotograf robi zdjęcie dojrzałemu mężczyźnie, przypatruje mu się z lewej i prawej strony oraz na wprost. I wreszcie, w celu uzyskania najlepszego portretu, prosi:

 

– Niech pan się uśmiechnie!

– Ale dlaczego? –pyta bez cienia wzruszenia klient.

 

Powoli zaczyna robić karierę powiedzonko: „Ludzie co wy tacy smutni i poważni jak na procesji Bożego Ciała?!” Tak też nasze procesje odbierają choćby przybysze z Afryki, gdzie normą jest taniec, śpiew, podskoki, oklaski i walenie w bębny. Jest Pan Jezus, jest fiesta, jest radość i energia. Na naszych procesjach, dość zabawny jest moment, kiedy poważny, znużony, majestatycznie kroczący lud, słyszy na początek od ołtarza: „W tym radosnym dniu …” Z tym, że zwykle słowa te padają w tempie grave i adagio, czyli ciężko i wolno, bez szans na rezonans w słuchaczach.

Siedemnaście lat temu, w Paryżu, w trakcie Światowego Dnia Młodzieży, Jan Paweł II, kołysał się przy ołtarzu (w trakcie liturgii słowa) w rytm harców jakiejś grupy hip – hopowej. Kilka razy widziałem, że do psalmu responsoryjnego przygotowywano specjalne układy choreograficzne i taneczne, a papieże (nawet Benedykt VI), nie mdleli przy tym, przeciwnie sprawiali wrażenie uradowanych.

Boże Ciało, cała liturgia i nasza wiara, to sprawy poważne, bardzo poważne. Ale przecież można te poważne sprawy wyrażać w formie radosnej, a nie smutnej i totalnie stonowanej. Ewangelia, jeśli jej dobrze posłuchać, brzmi w tempie allegro, vivace i presto, czyli ruchliwie, żywo i śpiesznie, a czasami nawet furioso, mocno radośnie! W monstrancji niesiemy nie trumnę ze zwłokami ale Zmartwychwstałego, żywego i pełnego mocy Chrystusa. Jest Pan Jezus, winna być fiesta i radocha!

Badacze kultury dowodzą, że nasze czasy charakteryzują się akceleracją, czyli przyśpieszeniem wszystkich procesów i zjawisk. Nie sugeruję bynajmniej, żeby procesje przybierały formę pobożnego joggingu. Ale, bez wątpienia, naszej pobożności życzyłbym czegoś w rodzaju molto vivo!

I bardzo proszę, na koniec wpisu, uśmiechnijcie się! Chrystus zmartwychwstał, my będziemy żyć wiecznie, czas jest piękny – dziś jeszcze wiosna a jutro już lato! – a ludzie są dziesięciokrotnie lepsi niż myślimy!

Itinerarium

CHLEB MIŁOŚĆ WIECZNOŚĆ

Kazanie na Uroczystość Bożego Ciała Czwartek 19 czerwca 2014

Kwiatki kolorowe, dziewczynki w białych sukienkach, bogato ustrojone ołtarze, tłumy ludzi w jednej zwartej wspólnocie, idące za monstrancjami. Boże Ciało to ładny dzień.

Dla mnie to dzień, w którym biegnę ku życiu wiecznemu, mojemu i waszemu. Serce mocno mi jaśnieje, bo wierzę, że hostia, cienka wersja chleba, ma zasadniczy związek z moim trwaniem pomimo śmierci. Ja naprawdę bardzo wierzę, że spożywając codziennie hostię, Ciało Chrystusa, buduję sobie niekończącą się historię losu. „Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.”– mówi Chrystus. Dlatego spożywam, codziennie. Wierzę i spożywam. W ustach smakuję chleb i wino, ale naiwny nie jestem, Bóg musi smakować normalnie, znajomo, powszednio. Jak chleb. Inaczej byśmy nie uwierzyli.

Chleb, Ciało Chrystusa, życie wieczne. Żadnych cudów, żeby Cud Największy mógł się stać. Tak, jak z miłością. Niby nic, dajesz głodnemu chleb, idziesz na widzenie w więzieniu, zaprzyjaźniasz się z przybyszem z Groznego czy z Krymu. Niby nic, ale przecież życie wieczne. Bo cokolwiek uczyniłem jednemu z tych najmniejszych, Tobie Chryste zrobiłem.

Jest bardzo prosto i zwykle. Chleb. Spożywany i dawany. Chleb. Miłość. Życie. Wieczne.

 

Liturgia słowa

 

 

(J 6,51-58)
Jezus powiedział do Żydów: Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata. Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: Jak On może nam dać /swoje/ ciało do spożycia? Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.

Itinerarium

BÓG

Środa 18  czerwca 2014

W niewielkich – na razie – gromadkach szpaki kołują nad wiśniowymi i czereśniowymi plantacjami, strzeżcie się sadownicy!

Lubelscy wolontariusze, o czym już tu wspominałem, skuwają tynki w jednej z serbskich szkół, zrujnowanej przez niedawną powódź (polecam codzienne relacje na profilu Stowarzyszenia Solidarności Globalnej – FB). Skuwanie zmurszałych tynków, po to by kiedyś, oby w tym roku, do tej szkoły już wyremontowanej, mogli wejść uczniowie.

Hamuję przed przejściem dla pieszych, starszy pan uśmiecha się szeroko i wznosi kciuka w geście i zwycięstwa i sympatii.

Na schodach młody chłopak, przeczesuje włosy dziewczyny, trzeba uważać, kleszcze są liczne i niebezpieczne, a wybrankę należy chronić przed każdym nieszczęściem.

Prawie poważnie wyglądający pan zagaduje kobietę na przystanku. „Ma pani zegarek?”. A ona: „Oczywiście, jest za piętnaście …” Pan przerywa i mruga oczami: „Nie o to chodzi! Nieźle się pani powodzi!”

Trzy panie, już emerytki, dywagują po wyjściu z kościoła, a jedna konkluduje: „No jak była maj, była litania do Maryi, teraz jest do Serca Jezusa, a potem przerwa do października, jak się zacznie różaniec ..”

Znajoma chwali się, że już „rozdeptuje” buty, bo za niecałe dwa miesiące rusza na Jasną Górę, a na 320 km trzeba mieć obuwie rozchodzone. Więc chodzi, do sklepu, na działkę i do przedszkola po wnuka.

Dwie bardzo młode znajome studiują plan Lusaki, bo niedługo polecą tam (Zambia), aby przepracować wakacje z dziećmi ulicy.

Dzwoni bliski znajomy, odbieram i zderzamy się naraz w tym samym zdaniu: „Jak się czujesz?” – „Jak się czujesz?”. To nas rozśmiesza, ale przecież od tego prawie wszystko zależy.

Bóg. W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy.

Itinerarium

FRASZKA O WTORKU

Wtorek 17 czerwca 2014

Putin ma niewiarygodnie wysokie poparcie wśród swoich rodaków, Rosjan, prawie dziewięćdziesiąt procent. Wszystkie gazety, radia, telewizje i portale chwalą go za przywrócenie do ruskiej macierzy Krymu. Rosja upaja się wielkością, gra na nosie całej Europie. Europa to kupuje, bo kocha wygodne samochody i pikantne skrzydełka z kurczaków. A do tego Europie potrzebny jest rosyjski gaz.

Tak jak Rosjanie mają wielkie święto, my w Polsce mamy Wielką Aferę, bo dwóch panów przy wódce bredziło o pieniądzach i stanowiskach.

Oczywiście wiemy, że Putin jest dyktatorem, a panowie od wódki śmieszni i żałośni. Nie od tego jednak nasze szczęście zależy.

Może tego nie zauważamy, ale media próbują narzucić nam scenariusze życia, nachalnie sugerując, że to czy tamto jest ważne. Jeżeli, odkładając rozum i serce, uwierzymy w festiwale serwowane przez media, zgubimy szczęście. Właśnie rozpoczynają się pierwsze winobrania, a z nich za dwa miesiące wytłoczone zostanie wczesne wino. Dojrzały już czarne jagody, bogate w witaminę C, w lasach wyrosły dorodne kurki, młode bociany trenują pierwsze loty.

Trzeba, myślę, wiedzieć co się dzieje wokół, czytać gazety i znać wieści. Ale drugie ucho, drugie oko, stale warto mieć skierowane na piękno życia, żeby nie dać się zmanipulować.

I ani jednego dnia nie warto przeżyć bez miłości. Tym bardziej wtorku, siedemnastego czerwca.

Itinerarium

KIEDY DZIEWCZYNY BYŁY SŁUPKAMI

Poniedziałek 16 czerwca 2014

Wiele się w futbolu zmieniło za mojego życia. Na przykład kiedyś dziewczyny z ochotą zastępowały słupki, dziś nie do pomyślenia. Brazylijski mundial przywołał moje zmagania piłkarskie. Było to dawno, ale prawda.

Zacznijmy od boiska, dzisiaj są Orliki i wiele innych obiektów. Kiedyś mogliśmy grać tylko i wyłącznie na „ziemi niczyjej”, tzn. na łące, którą wioskowa społeczność uznawała za wspólną lub nie należącą wyraźnie do jakiegokolwiek z gospodarzy. Oczywiście była to trzeciorzędna łąka, taka na którą z wielką łaską wychodziły krowy na popas. Inne łąki, wiadomo, służyły do wyższych celów, czyli wypasu bydła i sianokosów. Nasze boisko z jednej strony graniczyło z bagnem, co powodowało zmienną wielkość terenu do gry. Wiosną i jesienią boisko było mniejsze, bo bagno się rozlewało, latem była wersja maksi. Bagienne pogranicze kazało nam także ustalić żelazną zasadę – po piłkę, która wyleciała na aut zawsze brodził (czasem po kolana) ten, kto ją tam akurat wybił, a nie ten – jak dziś – kto ją miał wyrzucać.

Długość meczów była także zmienna. Rozgrywki zasadniczo trwały od wiosny, po stopnieniu śniegu, do pierwszego mrozu, zawieszane były przy ogólnej zgodzie na czas żniw, pogrzebu lub wesela we wsi. Wiosną i jesienią grywaliśmy krócej, bo i wieczory bywały krótsze, latem znacznie dłużej. Najczęściej ustalaliśmy, że gramy do „dziesięciu”, czyli, który zespół szybciej strzeli dziesięć goli. Zdarzało się też że mecz trwał „aż nie będzie widać”, czyli do takiej ciemnicy, że nikt nic nie widział; jeśli ciemność zapadła przy stanie 8:5, taki był wynik ostateczny.

Ze składem był notoryczny problem. Nikt nie chciał być bramkarzem – każdy chciał strzelać gole –  więc pozycja ta rotacyjnie przypadała każdemu, co parę minut była zmiana. Podział na klasyczne formacje – defensywa, pomoc, atak – był wysoce umowny. Jak mieliśmy piłkę, wszyscy biegliśmy pod bramkę przeciwnika, żeby strzelić gola. Jak traciliśmy, musiał się martwić akurat ten, kto stał na bramce, bo rzadko komu chciał się wracać.

Instytucja sędziego była zbędna. Prawidłowość danego zagrania (np. faul, „ręka”) ustalana była po krótkiej dyskusji wszystkich zawodników, a w przypadku braku porozumienia, najsilniejszy na boisku decydował autorytatywnie, coś w stylu: „Był faul i będzie karny. A jak się komuś nie podoba, to dam w ryja!”. Podobało się nam wszystkim, zasada była jasna.

Z bramkami byłam osobna mecyja. Nie było, jak dziś, prostokątów ze słupkami i poprzeczkami. Po prostu wbijaliśmy dwa kije oddalone jakieś 4-5 metrów, a poprzeczkę ustalaliśmy na metr sześćdziesiąt, co naturalnie wywoływało spory, rozstrzygane gołym okiem przez najsilniejszego. Niekiedy patyki wyznaczające końce bramki  zastępowane były przez  kamienie albo cegły, a jeśli mecz rozgrywaliśmy zaraz po szkole,  przez tornistry. Z wyjątkiem niektórych niedziel. Otóż w niedzielne popołudnia (po kościele rzecz jasna, ale wtedy był porządek i ostatnia msza, czyli suma, odbywała się najpóźniej w południe!), na obrzeżach boiska zjawiały się nasze koleżanki. Nie żeby zaraz kibicować ale raczej w celu skomentowania owłosienia naszych nóg. Obecność koleżanek sprawiała, że przestawaliśmy kląć, bo przecież nie wypadało przy białogłowach. Koleżanki zgadzały się także spełniać role słupków, stawały więc dwie w odległości 4-5 metrów od siebie i należało wbić piłkę pomiędzy nie. Koleżanki robiły to bardzo chętnie, ba, nawet czuły się wyróżnione do spełnienia niezwykłej roli. Rodziło to spore zamieszanie. Po pierwsze, koleżanki – słupki, rzadko mogły ustać w miejscu, więc szerokość bramki fluktuowała w zależności od ruchliwości dziewcząt. Po drugie, niektóre słupki były węższe, a inne szersze, w zależności od postur koleżanek. Po trzecie, strzelający gole stawali czasem przed dylematem, w który róg kopnąć. Już miałem kopać w lewo, ale słyszę: „Mietek! Nie kop we mnie!”, więc strzelam w prawo i pudłuję! W innych sytuacjach, kiedy ktoś trafił w słupek, czyli koleżankę, zbyt silnie, ta schodziła z murawy. Stawialiśmy zatem w jej miejsce patyk, ale druga z pary ostentacyjnie też schodziła, bo nie będzie stała przecież w jednej linii z kijem!

Były też perypetie ze środkami dopingującymi w postaci wina. Zasady, które przyjęliśmy pozwalały na łyk trunku tylko tym, którzy byli już po podstawówce i to jedynie w przerwie lub po meczu. Bezwzględnie karaliśmy też dezerterów. Jak ktoś oznajmiał, że musi wcześniej zejść z boiska, bo jutro ma klasówkę, dostawał karę wykluczenia z kolejnych trzech meczów. I słusznie, nie będzie nam kujon paprał mundialu!

Dzisiaj mundial to lipa, o golu decydują komputery (jakby nie było najsilniejszego!), piłkarze grają dwa razy po 45 minut, a nie do 10, choć to znacznie ciekawsze. No i te słupki, drętwe pale, milion razy bardziej beznamiętne niż nasze wspaniałe koleżanki!

Itinerarium

PRZYTULAJ I NAŚLADUJ TRÓJCĘ ŚWIĘTĄ

Kazanie na Uroczystość Trójcy Świętej

Niedziela 15 czerwca 2014

 

 

Kiedy kłamiemy, bluźnimy przeciw Trójcy Świętej, a kiedy kogoś szczerze przytulamy, naśladujemy Trójcę. Ściemniam? Czytaj dalej.

Wielki opus o Trójcy Świętej Augustyn pisał 13 lat,  św. Tomasz swój znacznie krócej, ale po dzieła z zakresu trynitologii dziś sięga bardzo niewielu. Może zresztą zawsze tak było, że rzeczami błahymi zajmowały się miliony, a ważnymi i najważniejszymi jeden, dwóch, najwyżej dziesięciu. Fragment Tomaszowego wnioskowania, raczej dla podziwu, wklejam na końcu.

Mam przeczucie, że Trójca Święta, zdefiniowana jako jedna z sześciu „prawd wiary” (znajdziecie je dalej) jest kwestią rozstrzygającą o sensie naszego życia tutaj i wizji najdalszej przyszłości. Najgłębsza z możliwych więzi, czyli jedność trzech Osób Boskich, mówi bardzo wiele o tym, jak powinniśmy żyć i do czego dążyć. Kierunek „ku jedności” wielokrotnie pojawia się w Ewangelii. Małżeństwo to nie kontrakt, dość umowny, ale przestrzeń jedności: „A tak już nie są dwoje, ale jedno ciało.” (Mt 19,6). Pozornie niepokonalne różnice wiary, narodu, płci czy statusu społecznego, są jednak (tym)czasowe a finałem jest niezwykła jedność: „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie.” (Ga 3,28). Pełnia jedności, zdaniem św. Pawła była zawsze zamiarem Boga: „aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi” (Ef  1,10). Modlitwa Chrystusa w Wieczerniku obejmuje również wątek jedności: „aby wszyscy stanowili jedno” (J 17,21). Oczywiście, znam herezję panteizmu, w której – upraszczając – „wszystko jest Bogiem”, znam też różne koncepcje monistyczne.

Czemu jednak to wszystko wspominam? Otóż dlatego, że jedność Osób w Trójcy Świętej wskazuje kierunek dla naszego myślenia, mówienia a przede wszystkim działania. Wszystko cokolwiek sprzyja jedności między nami, ostatecznie zbliża nas do sensu dziejów i naszego spełnienia. Gra toczy się wokół dwóch antagonistycznych opcji: jednoczenia i dzielenia. Przypomnę, że „diabeł” to ten, który dzieli, mąci i odsuwa. Co dzieli ludzi, oddala od siebie, waśni i skłóca? Na poziomie myśli jest to m.in. pycha, wywyższanie się czy buta. Na poziomie mowy m.in. jest to plotka, obmowa, oszczerstwo, kłamstwo czy obelga. Na poziomie czynu jest to m.in. policzek, odepchnięcie, cios czy strzał.

Co ludzi łączy i zbliża? Na poziomie myśli jest to m.in. dobromyślność i wspaniałomyślność, pokora i łagodność. Na poziomie mowy, jest to m.in. prawdomówność, cichość, szczerość i milczenie. Na poziomie czynu jest to m.in. czułość, podanie ręki, pocałunek, przytulenie, pchanie wózka inwalidzkiego i ofiarowanie swoich pieniędzy.

Prawdę o Trójcy Świętej można zgłębiać zanurzając się w fantastyczne wywody Augustyna czy Tomasza, ale można też ją praktykować myślą, słowem i czynem. Zachęcam i do jednego i do drugiego.

 

 

Sześć prawd wiary

 

1. Jest jeden Bóg.
2. Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze.
3. Są trzy Osoby Boskie: Bóg Ojciec, Syn Boży, Duch Święty.
4. Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia.
5. Dusza ludzka jest nieśmiertelna.
6. Łaska Boska jest do zbawienia koniecznie potrzebna

 

 

Św. Tomasz o Trójcy Świętej:

 

CZY W BOGU JEST TRÓJCA ?

 

Zdaje się, że w Bogu nie ma Trójcy, bo:

1. Każda nazwa albo w Bogu oznacza jestestwo, albo stosunek. Lecz nazwa “Trójca” nie oznacza jestestwa-istoty: orzekałaby przecież o poszczególnych Osobach. Nie oznacza również stosunku, gdyż nie jest nazwą wyrażającą odnośność. A więc nie należy stosować nazwy “Trójca” do Boga.

2. Nazwa “Trójca” oznacza wielość, zatem wydaje się być nazwą zbiorową. Takiej jednak nazwy nie można stosować do Boga, gdyż jedność, jaką wyraża nazwa zbiorowa, jest najsłabszą jednością; wiadomo zaś, że Bóg stanowi najwyższą jedność. A więc nazwa “Trójca” nie odpowiada Bogu.

3. Wszystko, co jest troiste, jest trojakie. Lec w Bogu nie może być trojakości, skoro jest ona gatunkiem nierówności. A więc nie może być w Nim i troistości – Trójcy.

4. Cokolwiek jest w Bogu, stanowi Jego jedyną istotę gdyż Bóg, to Boska istota. Jeśli więc przyjmiemy Trójcę w Bogu, wówczas wejdzie ona w jedność Boskiej istoty, a wtedy będziemy mieć w Bogu aż trzy istotowe jedności, co jest jawną herezją.

5. W Bogu konkret orzeka o oderwalniku czy abstrakcie; odnosi się to zresztą do wszystkiego, cokolwiek mówimy o Bogu. I tak Bóstwo jest Bogiem, ojcostwo jest Ojcem. Co do Trójcy, to wcale nie można rzec: Trójca jest troista, gdyż to równało by się herezji, że w Bogu jest aż dziewięć rzeczy. A więc nie należy do Boga stosować nazwy “Trójca”.

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

Liturgia słowa:

(Wj 34,4b-6,8-9)
Mojżesz wstawszy rano wstąpił na górę, jak mu nakazał Pan, i wziął do rąk tablice kamienne. A Pan zstąpił w obłoku, i Mojżesz zatrzymał się koło Niego, i wypowiedział imię Jahwe. Przeszedł Pan przed jego oczyma i wołał: Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność, I natychmiast skłonił się Mojżesz aż do ziemi i oddał pokłon, mówiąc: Jeśli darzysz mnie życzliwością, Panie, to proszę, niech pójdzie Pan w pośród nas. Jest to wprawdzie lud o twardym karku, ale przebaczysz winy nasze i grzechy nasze i uczynisz nas swoim dziedzictwem.

(Ps: Dn 3,52-56)
REFREN: Chwalebny jesteś, wiekuisty Boże

Błogosławiony jesteś, Panie, Boże naszych ojców,
pełen chwały i wywyższony na wieki.
Błogosławione niech będzie Twoje imię,
pełne chwały i świętości.

Błogosławiony jesteś w przybytku świętej chwały Twojej,
Błogosławiony jesteś na tronie Twego królestwa.
Błogosławiony jesteś Ty, który spoglądasz w otchłanie,
i na Cherubach zasiadasz,
Błogosławiony jesteś na sklepieniu nieba.

(2 Kor 13,11-13)
Bracia, radujcie się, dążcie do doskonałości, pokrzepiajcie się na duchu, jedno myślcie, pokój zachowujcie, a Bóg miłości i pokoju niech będzie z wami! Pozdrówcie się nawzajem świętym pocałunkiem! Pozdrawiają was wszyscy święci. Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi!

(Ap 1,8)
Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, Bogu, który jest i który był, i który przychodzi.

(J 3,16-18)
Jezus powiedział do Nikodema: Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

 

Itinerarium

LUBIĘ TWOJE DOWCIPY PANIE JEZU

Sobota 14 czerwca 2014

W powszechnej opinii Jezus odbierany jest jako ktoś totalnie poważny, nawet smutny, niezdolny do śmiechu czy wesołości. Moja wieloletnia przyjaźń z Ewangelią pozwala mi powiedzieć coś na wskroś odmiennego. Przykłady? Proszę bardzo.

Scena z tzw. „niewiernym Tomaszem”, który deklaruje, że nie uwierzy, póki nie włoży Jezusowi palca w miejsce gwoździ oraz ręki do boku. I Jezus to kupuje, pojawia się przy Tomaszu i zaprasza do eksperymentu: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!” Ta scena aż kipi ironią, dzisiaj brzmiałoby może tak: „No i co gościu? Speniałeś! Łyso ci? Jak dalej nie wierzysz, to wkładaj łapy  z paluchami!”

Podobnie jest z przerażonymi (prawie zawsze) apostołami, zatrwożonymi i wylękłymi, przypuszczającymi, że widzą ducha. Jezus prowokuje: „Dotknijcie mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że ja mam”. Żaden się nie odważył po takiej dawce sympatycznej kpiny, nawet otrzeć o zmartwychwstałego Jezusa.

Bardziej pikantne dowcipy zdarzały się Jezusowi od początku. W przypowieści o uczcie, na którą  nie chcieli przyjść zaproszeni słyszymy Jezusa drwiącego z hipokryzji potencjalnych gości: „Kupiłem pole, muszę wyjść je obejrzeć …”, drugi: „Kupiłem pięć par wołów i idę je wypróbować …”, a trzeci to już komediant: „Poślubiłem żonę i dlatego nie mogę przyjść” (ha, do dziś się zdarza niektórym mężom wymigiwać z niechcianych spotkań argumentem: „Żona mi nie pozwala …”).  Nadmierną troskę o sprawy materialne Jezus punktuje zgrabnymi docinkami: „Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy … Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą …” A i tak te ptaki i lilie piękniejsze i szczęśliwsze są od was, harujących  nad miarę i przebierających w ciuchlandach. Mało rozgarniętemu Piotrowi wyjaśnia dość proste wezwanie do nieustannego przebaczania: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy”. Dość swobodnie można by to dziś wyrazić: „Czy ja nie mówię po hebrajsku? Nie rozumiesz? Sto razy tłumaczę, a ty nic …”

Spotkania z ludźmi, rozmowy, podróże, całe życie Jezusa, jeśli nie odczytujemy go przez pryzmat kamiennej pobożności, dla której nawet uśmiech jest zapowiedzią grzechu, aż tętni wesołością i pogodą. To chyba jeden z powodów, dla których tak dobrze mi z Ewangelią.

Na początku tego wpisu przytoczyłem humor Jezusa już po zmartwychwstaniu. To dowód, że On się nie zmienił po Ostatecznej Przemianie. Bardzo dobrze! Tak sobie myślę, że jeden z wariantów mojego spotkania z Jezusem, już po Tamtej Stronie, mógłby wyglądać następująco:

 

– Mietek?! Ty tutaj? No wiesz, nie spodziewałem się tego …

– Lubię Twoje dowcipy Panie Jezu, nigdzie indziej nie byłbym godny na tak długo się zatrzymać …

– No to właź stary!

 

Stary? Tak, stary, o ile nie ułoży się inaczej (tu wstawiam „uśmiech”, ale nie wiem co mój komputer wymyśli) J

Itinerarium

WSZYSTKIE KONIE POTRAFIĄ LATAĆ

Piątek 13 czerwca 2014

W dalekich Indiach i w dawnych czasach, pewien biedny ale roztropny chłop podpadł bardzo poważnie swemu panu, maharadży. I został skazany na śmierć. Uprosił pana jednak o rok zwłoki:

 

– Panie, daj  mi rok, a nauczę twojego konia latać!

 

Pan najpierw się roześmiał, ale potem się zgodził i skierował chłopa do stajni. Tam jeden ze sług zaczął drwić ze skazańca:

 

– Aleś ty głupi! Przecież nie da się nauczyć konia latać! Po co ta heca!

 

– Widzisz bracie – odrzekł chłop – rok to wiele dni. Może w tym czasie Bóg zechce zakończyć dzieje świata? Ja chciałbym to zobaczyć! Może w tym czasie Bóg zechce powołać naszego Pana na niebiańskie stepy? A może, wszak Bóg jest wszechmogący, da koniowi dar latania? Wreszcie, wiesz, nigdy w życiu nie miałem konia, mogłem go tylko podziwiać z daleka, a teraz będę mógł go codziennie głaskać, czesać i poklepywać. To wielkie szczęście dla mnie!

 

Historię tę czytałem dawno, piszę z pamięci. Nie wiem jak się skończyła, nieważne. Ważne jest to, żeby nigdy się nie poddawać, żeby chwytać się każdej szansy. I jeszcze, wybaczcie, konie nie potrafią latać? Kto to powiedział? Zapewne umieją, tylko nikt ich tego nie uczy! Dobry trener potrafi wszystko.

Itinerarium

NAJPIERW TO CO W GŁOWIE

Czwartek 12 czerwca 2014

 Pomimo pozorów, nie broń, czołgi czy rakiety  decydują o szczęściu, nieszczęściu, pokoju czy wojnie.

Trzeba pamiętać, że zanim poleci rakieta albo zostanie powstrzymana, komuś w głowie musi narodzić się myśl o wojnie albo jej zakończeniu. Ktoś potem musi coś powiedzieć albo podpisać, np. „Do ataku!” lub „Rozejm!”

Powtarzam sobie często jedną z fraz biblijnych: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe”. (Rz 12,2). O stanu umysłu zależy najwięcej.

 

Itinerarium

NAJPIERW TO CO W GŁOWIE

Czwartek 12 czerwca 2014

 Pomimo pozorów, nie broń, czołgi czy rakiety  decydują o szczęściu, nieszczęściu, pokoju czy wojnie.

Trzeba pamiętać, że zanim poleci rakieta albo zostanie powstrzymana, komuś w głowie musi narodzić się myśl o wojnie albo jej zakończeniu. Ktoś potem musi coś powiedzieć albo podpisać, np. „Do ataku!” lub „Rozejm!”

Powtarzam sobie często jedną z fraz biblijnych: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe”. (Rz 12,2). O stanu umysłu zależy najwięcej.

 

Itinerarium