TĘSKNOTA ZA PIĘKNEM

Środa 18 sierpnia 2021

Dlaczego małe drewniane kościoły i cerkwie budzą w nas zachwyt i czujemy, że mamy do czynienia z pięknem? Nie znam do końca odpowiedzi. We mnie wzbudzają też uczucia religijne i strumień myśli, dziękczynnych zwykle, skierowanych ku Panu Bogu.

Każdą klepkę, deskę, miał w swoich rękach człowiek, musiał dobrze dopasować do większej części małe elementy, a większe spoić w całość. Zrobił to bez pomocy programów komputerowych i elektronicznych mierników. Cały plan miał w głowie i sercu.

Współczesne świątynie są bardzo funkcjonalne, ale chyba tęsknimy za klimatem takich drewnianych arcydzieł, jak to na zdjęciu. Być może dlatego, że tęsknimy za Pięknem, które schodzi na dalszy plan w dzisiejszych konstrukcjach. Za Pięknem, które jest jednym z Bożych Imion.

Na zdjęciu: cerkiew św. Jura w Drohobyczu, z przełomu XV i XVI  wieku.

Itinerarium

WOŁAM  O ZAKAZ CHOWU KLATKOWEGO LUDZI

Wtorek 17 sierpnia 2021

Bardzo przepraszam z góry tych wszystkich z Was, którzy mieszkają w wielkich blokach, z setkami takich samych mieszkań. Piszę w Waszej obronie, choć krytycznie. I przepraszam także ewentualnie dewelopera, którego „dzieło” widnieje dziś na zdjęciach.

Za sześć lat w krajach Unii Europejskiej kury, kaczki, gęsi, cielęta i króliki (pewnie inne zwierzęta także), uwolnione zostaną z klatek, zostanie wprowadzony zakaz chowu klatkowego, uznano go za okrutny.

Niestety żadna agenda Unii czy inna nie podjęła się zakazu chowu klatkowego ludzi. Na przykładzie Lublina (zdjęcia) widać, że idea klatek dla ludzi ma się dobrze, a nawet owocnie rozwija. W jednym bloku, w takich samych, jota w jotę, mieszkaniach można stłoczyć przynajmniej kilkaset osób albo i więcej. Oczywiście, rozumiem, że zbudowanie takiego bloku jest proste, nie wymaga finezji projektanta ani choćby cienia sztuki architektonicznej u wykonawców, jest też tanie. Tanie z punktu widzenia kieszeni inwestora, nie tanie a nawet bardzo drogie z punktu widzenia nabywców.

Komfort zamieszkiwania w takich blokach, często z jedynym widokiem z okien na podobny budynek naprzeciwko, jest wątpliwy. Moi znajomi psychologowie (solidni!) przytaczają od razu kilkanaście argumentów za destrukcyjnym wpływem takiego lokum na psychikę, samopoczucie, wyobraźnię i jakość relacji międzyludzkich.

Argument, że jednak takie budownictwo jest tańsze i odpowiada na rosnące potrzeby bytowe mieszkańców jest błędny. Chów klatkowy kur i królików też jest kilkukrotnie tańszy a jednak będzie zakazany! Bo jest okrutny! Rozumiem też – choć nie zgadzam się – inny argument, że nie stać nas na droższe ale bardziej ludzkie konstrukcje mieszkalne. Konkretnych obywateli nie stać, prawda. Ale mamy przecież państwo (i ewentualnie Unię, póki w niej jesteśmy)! Państwo, które może zadbać o dobro obywateli i tak pokierować procedurami, aby deweloper budował nie klatki ale przyjazne domy. I, na przykład, dopłacić do ludzkich domów. Słaby jest też argument, że kury i króliki wciskane są do klatek bez ich woli, a ludzie dobrowolnie wybierają klatki w blokach. Są zmuszeni, nie mają wyboru (zwykle ze względów finansowych).

Przypuszczam, że może teraz pojawić się argument typu – „A księża mieszkają w ładnych plebaniach i nie muszą tłoczyć się w blokach!” To prawda, choć znam i takich księży, co żyją w blokach. Jednakże … Oj, dostanie mi się! Jednakże księża mieszkają w ładnych plebaniach, które ufundowali im wierni, czyli pewnie duża liczba czytających ten wpis!

Potrzebny jest ruch wyobraźni na początek, naprawdę można próbować wymóc zmianę myślenia i praktyki, zarówno u deweloperów jak i u regulatorów rynku mieszkaniowego. Tak na koniec powiem – kurom i królikom się udało, to i ludziom udać się może! Skoro one już za kilka lat przestaną żyć w nieludzkich (okrutnych) warunkach, to i my ludzie możemy wyrwać się z kurzych i króliczych (jak dotąd) klatek.

Wszystkie Boże stworzenia, kaczki, króliki, cielęta oraz ludzie, zasługują na godne warunki. Amen.

Itinerarium

W TANIEC Z BOGIEM

Poniedziałek 16 sierpnia 2021

Prowadzisz mnie według swojej rady, deklaruje psalmista (Psalm 73). Może właśnie o to chodzi w wierze, aby pozwolić się prowadzić Bogu.

Coś na podobieństwo tańca, gdzie jedno prowadzi a drugie stąpa za nim. Wiara to piękny taniec, w którym to Pan Bóg prowadzi. No a grzech to ta samowola, wściekły upór, żeby jednak błąkać się po parkiecie życia, po swojemu.

Itinerarium

NIE MA DRABINY DO NIEBA

Kazanie na Wniebowzięcie Marii Niedziela 15 sierpnia 2021

Wniebowzięcie Maryi, które dziś świętujemy, owszem jest wspomnieniem Jej losów, ale bardziej jeszcze jest naszym świętem.

Maria nie weszła do nieba, została tam wzięta, stąd wniebowzięcie. W ewangelicznym życiorysie dziewczyny z Nazaretu nie znajdziemy żadnych heroicznych czynów, cudów czy nadzwyczajności (co innego w apokryfach, gdzie aż roi się od tego typu zmyśleń). Maria nie miała żadnej tajemniczej drabiny, po które wspięła się do nieba.

My z kolei jak najbardziej próbujemy konstruować takowe, jedni budują drabiny z dobrych uczynków, inni z coraz większych i sroższych wyrzeczeń, jeszcze inni z mnożenia modlitw. Daremne to wszystko, bo dzisiejsza uroczystość pokazuje, że do nieba można być tylko wziętym, jest to inicjatywa Pana Boga. Z naszej strony potrzeba  tylko zgody. O, zgody! A to jest o wiele trudniejsze niż serie umartwień, setki litanii czy największe ofiary. No tak, przecież my chcemy jakiejś nagrody, za jakieś czyny nasze! Chcemy mieć udział, chcemy wykonać jakąś pracę i w zamian dostać dobre miejsce w niebie.

Maria została wzięta do nieba w chwili zwiastowania, kiedy odpowiedziała Bogu „tak” na Jego propozycję. I jeśli marzymy o niebie, to pozwólmy, aby Bóg nas wziął, tak jak On chce. Drabin do nieba nie ma i nie będzie. Możemy jednak zgodzić się na Boży pomysł wzięcia nas do nieba, to sprawa najgłębszej sfery naszego serca. Tam, gdzie powiemy Bogu „tak” na Jego plan.

Itinerarium

CO ZA KORZYŚĆ Z JUBILEUSZU

Św. Maksymiliana Kolbe sobota 14 sierpnia 2021

Przeglądam codziennie serwisy agencji katolickich, zawsze zaskakuje mnie ogromna liczba świętowanych rocznic, jubileuszy, obchodów jakichś wydarzeń. Trochę wygląda to tak, jakby spojrzenie w przeszłość było najważniejsze. Przy czym zaznaczam, że pasjonuję się historią na równi z obecnym oglądem świata, historia podpowiada co może przynieść przyszłość. Jednak samo wspominanie, delektowanie się piękną przeszłością może zamienić życie religijne w wielką aczkolwiek nudną „akademię ku czci” (czegoś lub kogoś).

I tak dochodzę do 80-tej rocznicy męczeńskiej śmierci św. Maksymiliana, dziś właśnie przypadającej. I żeby nie popaść w ton akademijny, przyznam, że chciałbym mieć choć trochę wiary i odwagi tego świętego, zresztą wiara i odwaga chyba się łączą ze sobą, z wielkiej wiary wyrasta wielka odwaga. Bez wiary zadrżymy nawet w obliczu byle czego. Może zatem nie uczczę jakoś uroczyście św. Maksymiliana, ale najmocniej jak umiem pomodlę się o wiarę i odwagę, dla Was i dla siebie.

Itinerarium

PAN JEZUS NA PLAŻY

Piątek 13 sierpnia 2021

Brata Bogumiła, jednego z pierwszych współczesnych a dziś zapomnianych polskich pustelników, spotkałem przed laty na plaży w Kołobrzegu. Chadzał nad morzem w marnym ubraniu z napisem „Czyńcie pokutę”, ludzie patrzyli z niedowierzaniem na dziwaka, na chwilę odkładali butelki z piwem (puszek jeszcze nie było!). Pisałem już o nim , m.in. tutaj: http://itinerarium.pl/2012/02/07/jesli-jeszcze-szukamy/

W siermiężnych czasach komuny był to znakomity pomysł, wielu ludzi podchodziło do brata Bogumiła, zagadywało, podejmowało ważne życiowe decyzje. Może tak właśnie trzeba dziś prowadzić Nową Ewangelizację.

Itinerarium

NATYCHMIAST I RAZEM NA MODLITWIE

Środa 11 sierpnia 2021

Pamiętam wiele takich sytuacji, gdy ktoś przychodził z jakąś niepokojącą wiadomością i prosił o modlitwę. Zwykle od razu mówię wtedy – „Dobrze, to módlmy się teraz, razem”. Zdarzało się, że taka propozycja była zaskoczeniem – „Jak to? Teraz? Razem? Tutaj?”.

Wspólna modlitwa ma jakąś tajemnicę w sobie. Nie mam na myśli modlitwy liturgicznej, w kościele, ale modlitwę zarządzoną „od razu”, spontanicznie, w dowolnym miejscu. Taka modlitwa jest natychmiastową odpowiedzią na ważne wydarzenie, możemy o coś wspólnie prosić (nawet krótko) czy dziękować (np. „Chwała Ojcu …”). Doświadczenie takiej modlitwy daje poczucie bliskości Boga, chyba bardziej niż w czasie indywidualnej. To, o czym wspominam, dobrze wyjaśniają dwa zdania z dzisiejszej Ewangelii:

„Powiadam wam: Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.

Ponadto, kiedy modlę się z jedną czy kilkoma osobami, powstaje bardzo dobra, głęboka więź, zupełnie inna niż bliskość emocjonalna czy fizyczna. Ilekroć sam byłem zaproszony do takiej modlitwy, odpowiadałem chętnie i czułem mocną jedność. I jeszcze to, że rosła moja wiara.

Chyba dwa razy ktoś – raczej żartobliwie – skomentował, że to protestancki zwyczaj. Na pewno bardzo ewangeliczny, wymaga tylko przełamania prywatnego podejścia i odrobiny wiary, którą na pewno w sobie nosimy.

Itinerarium

Z ZAUFANIEM W PIASKACH W PRAWO ALBO W LEWO

Wtorek 10 sierpnia 2021

Jedna z moich wychowanek przed laty wstąpiła do sióstr Matki Teresy z Kalkuty. Na zakończenie formacji siostry otrzymywały wówczas (może jest tak i teraz) zamkniętą kopertę z informacją na jaką placówkę zostały skierowane. Dziewczyna otworzyła i niemal krzyknęła – „Ojej! Bangladesz! Nie wiecie, gdzie to jest?”. Żartobliwy kolega skomentował od razu: „Wydaje mi się, że w Piaskach trzeba skręcić w prawo ….” A świeżo upieczona siostra zakonna na to – „Nieważne, w prawo czy w lewo, byle za Panem Jezusem!”

Wkrótce ekipa naszych wolontariuszy pojedzie na Ukrainę prowadzić obóz dla dzieci. Potrzebowaliśmy tłumacza, zapytałem jedną z wolontariuszek czy pojedzie w takim charakterze, nie podając z roztargnienia dokąd.  Po trzech dniach namysłu odpisała, że tak, bardzo chętnie. Po kilku następnych poinformowała z radością, że wszystko jest dobrze, bo otrzymała już urlop z pracy! Wreszcie wczoraj – wyjazd nastąpi za cztery dni – dostałem pytanie, czy może wiem do jakiego państwa i ewentualnie miasta pojedziemy. Owszem, wiem, szczegóły przekazałem. W sumie to chyba mało ważne do jakiego kraju i miasta się jedzie, ważne, że będzie coś dobrego i przygoda. Zwłaszcza, jak się ma dwadzieścia lat.

Maria z Nazaretu na początku też nie wiedziała, jak się potoczą jej losy. Piotr, gdyby przewidział, że kresem jego życia będzie krzyż w Rzymie, pewnie by się dłużej zastanowił czy pójść za Jezusem. Może i prawda, że nieważne gdzie i jak, ale liczy się z kim i po co wyruszamy. Zaufanie i fantazja opromieniają nasze życie. Warto spróbować.

Itinerarium

NARODOWY WSTYD

Poniedziałek 9 sierpnia 2021

Pewnie jest niejeden. Piszę o tym najnowszym, narodowym wstydzie sportowym. Mamy już prawie wszystko narodowe więc i wstyd narodowy trzeba przyjąć.

Do wstydu narodowego upoważniają wyniki polskich sportowców w ostatnich dwóch dużych wydarzeniach, Euro i Olimpiada. Przypomnę, że w mistrzostwach piłkarskich znaleźliśmy się poza pierwszą dwudziestką w Europie. Na Olimpiadzie było trochę lepiej, bo zajęliśmy – w klasyfikacji medalowej – 17 miejsce. To i tak lepiej niż przed 4 laty, kiedy Polska była 33 i jak przed 8 laty, gdy byliśmy na miejscu 24. W tym roku lepsi od nas byli m.in. sportowcy z Węgier, Kuby czy choćby Korei Południowej. A najlepsze czasy dla naszego sportu olimpijskiego? Ha, najlepiej układało nam się w epoce „ciemnej komuny”, od 1960 do 1976!

W tym wieku w zasadzie idzie nam źle i miejsce w pierwszej światowej dziesiątce – oczywiste w l. 60-tych ub. wieku – pozostaje niedosięgłym marzeniem. Bardzo źle idzie nam w sportach zespołowych (wyłączając sztafety lekkoatletyczne), tylko raz piłkarze i raz siatkarze zdobyli złoto olimpijskie, a  było to tak dawno, że tylko takie leśne dziadki jak ja dobrze pamiętają.

Dlaczego tak słabo wypadamy w sporcie? Pozwolę sobie na opinię w tej kwestii, uzasadnioną wieloletnim kibicowaniem i znacznie krótszym czasem uprawiania sportu (nie tylko sportowego brydża).

Pierwsza przyczyna – nie tylko wstydu sportowego – leży w rosnącej wierze w siłę pieniędzy i rzeczy. Proszę bardzo, zbudowano w Polsce Orliki i nowoczesne stadiony, te pierwsze świecą pustkami o ile nie piją tam akurat taniego wina miejscowe żuliki (sympatyczni zwykle),  te drugie wypełniają się tylko w trakcie koncertów. Same Orliki i stadiony nie grają i nie zwyciężają! Nie zainwestowano w ludzi – w trenerów, instruktorów, szkoleniowców, wychowawców sportowych i nauczycieli wf. Na tym poziomie rodzą się sukcesy! Ludzie są najważniejsi, a ta sfera jest kompletnie niedoinwestowana.

Druga przyczyna, zwłaszcza w grach zespołowych (i nie zmienią mojej opinii efemeryczne sukcesy w siatkówce i szczypiorniaku) tkwi w silnym polskim indywidualizmie wzmocnionym w ostatnich dekadach przez kulturową promocję egoizmu. Ważne jest „ja”, mój sukces, ekspozycja pazerności i bufonady święci triumfy, nie tylko w sporcie.

Trzecia przyczyna to brak zrozumienia i wiary w sport w kolejnych elitach rządzących. Od lat dominuje raczej przekonanie, że sport to takie nieszkodliwe hobby dla grup zapaleńców. Truizmem wydaje się prawda, że sport kształtuje ludzką wolę, cierpliwość, zdolność do poświęcenia, pracowitość, dążenie do celów, wytrwałość, no i że sprzyja zdrowiu! Ale gdzieby tam z takimi prawdami na Wiejskiej w stolicy się pokazywać! Tam wszak o sprawach ważnych się dyskutuje. Doceniam, że pomimo tych niekorzystnych warunków, polscy sportowcy osiągają jakieś sukcesy, nawet wbrew antysportowym  okolicznościom. Dzięki ich pracy i wierze wyprzedziliśmy  w Tokio – ledwo ledwo ale jednak – Jamajkę, Tajpej, Katar i nawet Bahamy

Itinerarium

PROSTA WIARA ZWYKŁY CHLEB

Kazanie na 19 Niedzielę Zwykłą 8 sierpnia 2021

Pisanie o życiu wiecznym w piękną i słoneczną niedzielę nie trafia pewnie na owocny grunt. A słowa typu – „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki” – brzmią jak opowieść dla mrówek  o drapaczach chmur.

Lubię twarde fakty i dlatego wierzę, że przyjmując komunię świętą, zwykły chleb, zbliżam się do życia wiecznego. Nie skakałbym jednak z czwartego piętra na ziemię, gdyby ktoś oferował mi za to wieczne życie. Kocham komunię świętą, prosty, materialny, zbożowy powiedziałbym znak. Wierzę w Tego, który Siebie w tym znaku pomieścił.

Tak, życie wieczne to prosta wiara i zwykły chleb.

Ewangelia

Żydzi szemrali przeciwko Jezusowi, dlatego że powiedział: «Ja jestem chlebem, który z nieba zstąpił». I mówili: «Czyż to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę my znamy? Jakżeż może On teraz mówić: Z nieba zstąpiłem».

Jezus rzekł im w odpowiedzi: «Nie szemrajcie między sobą! Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. Napisane jest u Proroków: „Oni wszyscy będą uczniami Boga”. Każdy, kto od Ojca usłyszał i przyjął naukę, przyjdzie do Mnie. Nie znaczy to, aby ktokolwiek widział Ojca; jedynie Ten, który jest od Boga, widział Ojca. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne.

Ja jestem chlebem życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: Kto go je, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata».

 (J 6,41 – 51)

Itinerarium