PRAWDZIWI POLACY W AKCJI

Piątek 19 maja 2017 Khasan, zaprzyjaźniony Czeczen, uciekł do Polski po drugiej wojnie z Rosją, w roku bodajże 1999. Poszedł w Lublinie do sklepu po koszulę, coś tam półgłosem mówił do żony. Usłyszał to inny klient, Polak i zapytał skąd jest. Jak usłyszał, że z Czeczeni, gdzie Rosja krwawo dławiła wolność dżygitów, kazał mu wybrać trzy koszule i zapłacił za nie, a potem serdecznie go wyściskał. „Prawdziwy Polak” – skomentował Khasan.

Tony, znajomy Nigeryjczyk, mieszka od ponad 20 lat w Lublinie, uczy tu angielskiego. Prawie miesiąc temu kilku młodych ludzi w centrum miasta otoczyło go szturchając i popychając. Przy okazji usłyszał: „Jeb… Murzyna! Wypier… do Afryki!” Prawdziwi Polacy.

Itinerarium

LUDZI PRZYJĄĆ

Czwartek 18 maja 2017 Henryka poznałem wczoraj, dwie godziny wcześniej wysiadł z pociągu z Rzeszowa, którym wracał do Lublina z więzienia w Uhercach Mineralnych – brzmi prawie jak uzdrowisko. Przesiedział tam dwa lata, wrócił „goły”, bez pieniędzy, mieszkania, pracy, bez rodziny, która rozeszła się w trakcie odbywania kary.

Nie poszedł spać głodny, pracę pewnie pomogę mu znaleźć, mieszkania i rodziny nie wynajdę. Henryk jest po 60-tce, ale ma ogromną wolę zaczęcia wszystkiego na nowo, tryska entuzjazmem i humorem, da się szybko polubić.

Codziennie spotykamy jakichś ludzi, witamy się z nimi, rozmawiamy, wymieniamy spojrzenia, czasem pijemy kawę czy herbatę. Ludzi są wielkim darem, największym. I nie potrzeba niczego więcej, jak tylko posłuchać ich i przyjąć.

Itinerarium

TRWAJCIE CICHO I SOCZYŚCIE

Środa 17 maja 2017 Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwać będę. Niezwykły jest obraz z dzisiejszej Ewangelii. Może winorośli nie widzieliście z bliska, ale brzozę na pewno. Co robi młoda gałązka, żeby żyć? Nic. Po prostu trwa w więzi, zjednoczeniu wszystkich włókien z pniem.

Gałązka brzozowa (podobnie i latorośl winna) nie robi nic, tylko trwa. To nie tak, gałązka robi najlepszą rzecz, trwa! Przenosząc to na życie duchowe, trzeba powiedzieć, że coraz mniej umiemy trwać. Wierzymy w moc działania, w ruch, rwetes, w „coś się dzieje”, zadymę, akcję. Nie umiemy trwać.

Dlatego proponuję na dzisiaj prostą lekcję trwania. Zapatrzcie się w brzozową gałązkę (chyba, że ktoś ma przed oczyma winną latorośl), nic nie robi bo robi to, co najważniejsze, trwa. Cicho, spokojnie, mocno, głęboko, soczyście. Tylko wtedy przyniesiemy obfity owoc, owoc miłości.

 

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który go uprawia. Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeżeli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. 

Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. Potem ją zbierają i wrzucają w ogień, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami». (J 15, 1- 8)

Itinerarium

WESOŁY WTOREK MIĘDZY ODRĄ A BUGIEM

Wtorek 16 maja 2017 W spisie powszechnym z roku 1938 mieszkańcy Rzeczpospolitej zamieszkujący na wchód od Bugu określili swoją narodowość jako „tutejsi”, nie Polacy, nie Ukraińcy, nie Białorusini, ale „tutejsi”. Swojego czasu, nieopodal Houston przedstawiłem się amerykańskiej nauczycielce, że jestem z Polski, a pani z uśmiechem skomentowała: „Yeah, this is a little city on the west of Russia …” (małe miasto na zachodzie Rosji). Nie pobiłem pani profesor, bo w Teksasie prawo pozwala nieukom nauczać, a za bicie wsadza się do ciężkich więzień.

Znam Polaków, którym katar kojarzy się tylko z nosem i nie wyobrażają sobie, że nie w nosie ale w Doha Katar ma stolicę. Pamiętam pogawędkę z młodym Chińczykiem, którego rozśmieszało moje przekonanie, że Polska leży w środku Europy. Dla niego, obywatela Państwa Środka (Chiny), jesteśmy na skraju niewielkiego kontynentu, a my, wszyscy Polacy, pomieścilibyśmy  się w Pekinie i okolicach. Święty Józef to dla nas, Polaków, ważna postać w Świętej Rodzinie, dla obywateli Kostaryki to stolica ich państwa (San Jose).

Piszę to wszystko po to, żebyśmy mieli w sobie trochę pokory i humoru. Jesteśmy siostrami i braćmi wielu fantastycznych ludzi, nic a nic lepsi od stłoczonych pekińczyków czy bogatych Katarczyków.  A ten wiosenny wtorek, między Odrą a Bugiem niech będzie ładny i wesoły.

Itinerarium

JAK SIĘ MISTRZ DUCHOWY POCHOROWAŁ

Poniedziałek 15 maja 2017 Pewien znany mistrz duchowy wspiął się na wyżyny kontemplacji, doznawał objawień, stygmatów i miał dar proroctwa. Jego nauk chętnie słuchały tłumy a książki zdobywały miliony nabywców.

Nawet największych mędrców nie omijają jednakże choroby. Nasz bohater znalazł się w szpitalu i pewnego razu nachyliła się nad nim młoda pielęgniarka z burzą loków na głowie i wielkimi orzechowymi oczyma. Mistrz poczuł wielką zmianę w duszy, sercu i w całym ciele, podobny wicher owładnął dziewczynę. Zakonnik postanowił zrzucić czterdziestoletni habit i zapowiedział przeorowi pożegnanie z klasztorem. Ten naszedł chorego z wyrzutami:

– Jakżeż ty, wzorze świętości, wizjonerze boskich spraw i posiadaczu niezwykłych ran, mogłeś upaść tak nisko?

– Ależ nie, drogi ojcze – odrzekł świątobliwy pacjent – przeciwnie, dopiero zaczynam się unosić … Wszak znasz ostatni werset z trzynastego rozdziału pierwszego listu św. Pawła Apostoła do Koryntian.

Przeor pośpiesznie zaczął gmerać w pamięci, wreszcie znalazł, rozpromienił się delikatnie, ścisnął dłoń współbrata i zapowiedział:

– Ja się chyba dobrze przebadam, może i mnie coś dolega, oj to moje słabe zdrowie …

I czy my się wszyscy musimy pochorować, żeby wiedzieć co tam jest w ostatnim wersecie tego słynnego listu?

Itinerarium

PAN JEZUS I MIESZKANIE PLUS

Niedziela 14 maja 2017 Pan Jezus, deklarujący – w dziś czytanej Ewangelii – że w domu Jego Ojca jest mieszkań wiele, byłby znakomitym sprzymierzeńcem programu „Mieszkanie Plus”, gdyby zechciał się weń włączyć. Coś w tym jest, że dziś mylimy mieszkanie z życiem i istnieniem.

Troska o mieszkanie, własne cztery ściany, najlepiej domek z ogrodem ogarnia nie od dziś wielu ludzi. Dom, mieszkanie, są powodem do dumy, znakiem zaradności właściciela i jego poziomu finansowego (rzadziej estetycznego). Niedawny prezydent Ukrainy, Wiktor Janukowycz, miał w swojej willi (pałacu) pod Kijowem pozłacane sedesy, wyobraźcie sobie jaka to rozkosz zasiąść na takim sprzęcie i zrobić to, co zwykle robimy na prostym wyrobie z Koła.

Nasi przodkowie, zajmujący jaskinie czy przemieszczający się z miejsca na miejsce z jurtami z jelenich skór, wcale nie byli ludźmi mniej szczęśliwymi niżeli my, w marmurowych willach. Umiemy budować coraz bardziej wykwintne sadyby i coraz mniej umiemy żyć. Syndromem zagubienia współczesnego pokolenia jest zasada – najpierw mieszkanie, potem dziecko. Bogu dzięki, że nie było tak nieco dawniej, bo inaczej nie miałbym szans na pojawienie się na tym świecie.

Prawdziwym domem są ludzie, w co i tak nie uwierzą ci z was, którzy spoglądają codziennie na kurs franka, pożyczonego na taką czy inną chatę. Częściej spoglądacie na ten kurs franka niźli w oczy swoich dzieci (które prawdopodobnie dokończą spłatę kredytów).

Prawdziwym mieszkaniem są ludzie i to o nich dziś mówi Pan Jezus.

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę». 

Odezwał się do Niego Tomasz: «Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?» 

Odpowiedział mu Jezus: «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście». 

Rzekł do Niego Filip: «Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy». 

Odpowiedział mu Jezus: «Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: „Pokaż nam Ojca”? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. To Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła! 

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, a nawet większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca». (J 14, 1 12)

 

Itinerarium

CO NAS OBCHODZI KREW TYBETAŃCZYKÓW

 

Sobota 13 maja 2017 Solidarność umiera w Polsce coraz szybciej. Co prawda istnieje jeszcze związek zawodowy i peryferyjna partia z solidarnością w nazwie, a w ostatnich wyborach ponoć zmagały się ze sobą Polska solidarna i liberalna. To oczywiście kit wyborczy.

Od kilku miesięcy na sąsiedniej Białorusi uwięziono kilkaset osób demonstrujących przeciwko reżimowi Łukaszenki. Niespecjalnie ktokolwiek z naszych elit politycznych zająknął się w ich obronie. Przyczyna jest prosta, sprzedajemy ogromne ilości jabłek i innych owoców na Białoruś, tam są one metkowane miejscowymi naklejkami i posyłane dalej do Rosji. Embargo moskiewskie nie dopuszcza naszych jabłek na swój rynek, białoruskie owszem. Przy czym produkcja jabłek białoruskich (polskich w istocie) jest zawrotna, na poziomie kilkunastu ton z jednej jabłoni. Jak będziemy się domagać swobody słów u naszego sąsiada skoro on kupuje nasze jabłka niechciane w Rosji? Utracilibyśmy rynek zbytu. Ja to rozumiem, rozumiem ale się nie zgadzam.

Obecnie premier mojego kraju dopina w Chinach znakomite kontrakty dla polskich firm. Ani ona ani nikt z polskiej delegacji nie zająknie się o ciemiężeniu Tybetu z dziesiątkami tysięcy ofiar śmiertelnych czy eksterminacji Ujgurów, nie padnie żądanie ustania prześladowania katolików wiernych Watykanowi. Mogłoby to zablokować chińskie inwestycje nad Wisłą. Ja to rozumiem, ale się nie zgadzam.

Oczywiście jeżeli miernikiem wartości narodu i państwa jest wysokość PKB, nasze interesy z Białorusią i Chinami są w porządku. Zapomnijmy jednak wtedy o solidarności. Czy ma jakieś znaczenie krew zabijanych i torturowanych Tybetańczyków i Ujgurów albo karcery w których więzieni są białoruscy idealiści? Musimy dobrze sprzedać nasze jabłka, musimy ściągnąć jak najwięcej juanów nad Wisłę. By żyło nam się lepiej i dostatniej.

Itinerarium

ZBAWIENNE 5 SEKUND

Piątek 12 maja 2017 Wiele naszych modlitw kończy się doksologią, czyli krótkim i treściwym pochwaleniem Pana Boga. Najbardziej znaną i popularną doksologią – a zarazem wyznaniem wiary – są słowa: Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu. Jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.

Wszyscy macie mało czasu, za mało na pracę, na odpoczynek i na modlitwę. Jednak na to Chwała wystarcza 5 sekund. Dla nas krótko, dla Pana Boga jak w sam raz.

Itinerarium

A LUD DRZE SIĘ VIVA EL PAPA

Czwartek 11 maja 2017 Dzieje Apostolskie opisują pierwsze lata głoszenia Ewangelii. Apostołowie głosili w zasadzie jedną rzecz – widzieliśmy jak zabito Jezusa i spotkaliśmy Go żywego. Przy czym równie mocno podkreślali śmierć Jezusa (żeby nie było wątpliwości) jak i fakt, że On po swojej śmierci jest żywy, powstał z martwych. To działało piorunująco, po pierwszym kazaniu św. Piotra nawróciło się „około trzech tysięcy dusz” (Dz 2, 41).

Dzisiaj, żeby głosić Ewangelię (z ambony), trzeba przeżyć 6 lat w seminarium, zdać kilkadziesiąt egzaminów, przeczytać ogrom książek, odbyć kilka praktyk duszpasterskich i poprawnie się zachowywać, żeby nikomu nie podpaść. A potem stanąć przy ambonie i nawracać. A ile dusz się wówczas nawraca?

W kościołach z ambon słyszymy co i gdzie kaznodzieja akurat przeczytał, zwykle odnosząc się do prasy, bo cytowanie książek zanika. Może z tego powodu, że blisko 70% Polaków nie czyta w ogóle książek. Często słyszymy o tym, co kaznodzieja usłyszał albo zobaczył. Na własne uszy słyszałem – dawno – jak mówca rozpoczął: „Jak byłem w Ameryce, widziałem w telewizji jak jeden Murzyn okładał pięściami drugiego. Bracia i siostry, na świecie jest dużo przemocy …” Czy da się dowieść bez wizyty w USA i oglądania tamtejszej TV obecności okrucieństwa? Często w trakcie nabożeństw przypominane są przykazania, które większość słuchaczy od dziecka zna na pamięć. Ile dusz się nawraca?

Absolutnym hitem kazaniowym była czteroczęściowa opowieść pewnego kaznodziei, który powrócił właśnie z pielgrzymki do Rzymu. Działo się to na początku lat 80-tych ubiegłego wieku. Pierwsze pielgrzymkowe kazanie dotyczyło śpiwora. Wówczas o ten sprzęt łatwo nie było, kupić go można było po znajomości. Niemniej był niezbędny przy noclegach na polach namiotowych w pobliżu Rzymu. Wierni – w tym i ja – wysłuchali w ciągu prawie 30 minut informacji na temat różnic pomiędzy śpiworem a kołdrą i pierzyną. Drugie kazanie, po tygodniu, opisywało przejazd autokarem przez Alpy i zachowania celników, z których najgorsi byli Czesi. Trzecie, pełne oburzenia, traktowało o publicznym piciu wina i kawy przez zakonnice w Wiecznym Mieście, w kawiarniach nad Tybrem – zaznaczam, że ten proceder nadal jest uprawiany przez rzymskie duchowieństwo. Nie tylko przez rzymskie, bo sam też piłem w Rzymie. Kawę, bo z win preferuję gruzińskie. Czwarta mowa, finalna, krytykowała wiernych na Placu św. Piotra, którzy zamiast modlić się wykrzykiwali „Viva El Papa!”

Wskutek kazania św. Piotra nawróciło się od razu trzy tysiące dusz. Ja wskutek wspomnianego wyżej kazania szybko kupiłem sobie śpiwór („spod lady”).

Pan Jezus został zabity, naprawdę umarł. Potem jednak żywy spotykał się z Apostołami i uczniami. Prawda. A cala reszta to jedynie mniej lub bardziej udane przypisy. I dodam, że na placu św. Piotra nadal lud drze się” „Viva El Papa!”.

Itinerarium

SPÓJRZCIE NA NIEGO

Środa 10 maja 2017 vJeden z moich ulubionych wersetów z Psalmów mówi: „Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością” (34,6).

I jest to znakomita podpowiedź dla tych, co chcą znaleźć Pana Boga. Spójrzcie na Niego. Czyli gdzie? W niebo? Jest ryzyko, że intensywnie obecnie żerujące (i wydalające żery) ptaki, mogą sprawić nam psikusa.

Bardziej bezpieczne i pewne jest spojrzenie w lustro. Żyje we mnie Chrystus, zapewnia św. Paweł (Gal 2,20) jednych z pierwszych chrześcijan, rozglądających się po gwiazdach i obłokach na firmamencie. Spójrzcie na Niego, na tego, który żyje w Was.

Itinerarium