Czwartek 8 czerwca 2017 Zauważyłem, że smartfon stał się dla wielu ludzi reżyserem ich życia. Rezonans na działanie tego małego urządzenia staje się celem samym w sobie. Właściwie obserwuję zjawisko posługiwania się ludźmi przez smartfony, tak nie pomyliłem się – nie tyle ludzie posługują się smartfonami, co smartfony posługują się ludźmi. Przy czym nie sądzę, że działa tu jakiś spisek twórców aplikacji, raczej następuje mimowolne podporządkowanie się „mocom” techniki.
Kilka dni temu dzwonię do pewnej pani (poważnej), nie odbiera. W niecałą minutę otrzymuję smsa: „Kończy się komunia św., za 10 minut oddzwonię”. Inna pani (mniej poważna) stwierdziła, że w sytuacjach, które można nazwać intymnymi, zawsze tak ustawia smartfon, żeby móc od czasu do czasu spojrzeć na jego ekran. Historie śmierci wyreżyserowane przez telefony komórkowe, poprzez pisanie/odbieranie wiadomości w trakcie jazdy samochodem, wchodzenie pod pojazdy przy przeglądaniu portali internetowych, są dobrze znane. Prawdopodobnie liczba ofiar zamachów terrorystycznych byłaby niższa, gdyby w ich trakcie pierwszym odruchem uczestników było rzucanie się do ucieczki a nie sięganie po smartfon w celu uwiecznienia niezwykłych chwil.
Wyobraźcie sobie sytuację, kiedy ktoś natrętnie zmusza nas – „Musisz to zobaczyć”, „Przestań teraz myśleć!”, „Wyjdź stąd!”. Oburzamy się, nikt nie będzie nam rozkazywał! Nikt, oprócz smartfonu. To jego funkcje – dźwięki, obrazy, teksty – powodują, że wybiegamy z ważnych spotkań, przerywamy wizyty, nie doczytujemy do końca artykułu. Jesteśmy na zawołanie smartfonu, jesteśmy jego sługami, gotowymi prawie zawsze zareagować na jego sygnał.
Postępujcie drogą miłości, zachęca Pan Bóg w Piśmie Świętym. No ale jak Panie Boże, jak? Jak, skoro znowu przyszedł sms (tylko z reklamą, ale zawsze coś)?
Poważny pan stoi pięć metrów przed ołtarzem, właśnie kończę modlitwę eucharystyczną (ta przed Ojcze Nasz). Szybko znajduje srebrny smartfon, zgrabnie wciska przycisk „Odbierz” i głośno rzuca: „Zadzwoń później, na mszy jestem”. A ja swoje – „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie, Tobie Boże Ojcze Wszechmogący, w jedności Ducha Świętego, wszelka cześć i chwała, prze wszystkie wieki wieków”. A lud Boży: „Amen”. Obawiam się, że kiedyś usłyszę „Enter”.

Zwykle bardzo dbamy o to, co spożywamy. Patrzymy na datę przydatności, producenta, nie jemy i nie pijemy byle czego. Dobrze wiemy, że od tego zależy nasze zdrowie i życie.
Przy większości dawnych kościołów pod wezwaniem Ducha Świętego funkcjonowały szpitale, domy opieki społecznej, schroniska dla bezdomnych czy przytuliska dla doświadczonych chorobami psychicznymi. Przykłady znajdziemy w Warszawie, Krakowie (nieistniejący już), Sandomierzu, Chełmnie, Szydłowie (w pobliżu Staszowa), a bliżej nas w Kraśniku i oczywiście w Lublinie.
Prawie codziennie poznaję nowych ludzi. Jedni podają mi wizytówki z funkcjami jakie pełnią w ważnych gremiach, inni podają i ściskają rękę. Padają słowa, zdawkowe, czasem ważne. Wiem też, że jutro, pojutrze i w następne dni spotkam jeszcze innych ludzi.