MOJE PRZYPADKI Z SYSTEMEM

Piątek 2 czerwca 2017 Chciałem zakupić pewną książkę w znanej sieci księgarń. Podchodzę do kasy, miły młody pan kieruje moją zdobycz ku czytnikowi raz, potem drugi i trzeci. I oznajmia:

– Hmm, nie mogę panu sprzedać tej książki, system jej nie widzi.

Trzymam książkę w ręce ale system jej nie widzi. Nie odczyta ceny, a ja pomimo tego, że mam fundusze i książkę, nie zakupię jej. Sprzedawca, z etykietką „Obsługa klienta”, widząc moje zaambarasowanie, śpieszy mi z pomocą:

– Może pan poczytać na miejscu, tutaj …

Czasu i ochoty na lekturę w gwarnej księgarni nie miałem, ale przyszedł mi do głowy żarcik:

– A czy system będzie widział, że ja czytam?

Obsługa klienta na chwilę się zamyśliła, po czym, całkiem serio pomachała przodem, tyłem i grzbietem książki przed jakimś urządzeniem (skaner?) i orzekła:

– Chyba nie widzi, bo nie ma tu żadnego chipa.

W końcu pan odłożył tomik na półkę,  wziął mój numer telefonu i powiedział, że kolega w Krakowie na pewno w dwa dni zmusi system do ujrzenia mojej książki. Wczoraj upłynęły dwa tygodnie od tej historii, więc postanowiłem sprawdzić co tam z systemem. W miejsce męskiej
„Obsługi klienta” były trzy żeńskie. Pierwsza żwawo zaczęła gmerać w komputerze i niemal z radością wysyczała: „Jest!” Pobiegła do półki z książkami, ale po 10 minutach wróciła i zdziwiona skonstatowała:

– Dziwne, komputer ją widzi, a na półce nie ma!

Pospieszyłem pani z wyjaśnieniami, że dwa tygodnie temu było na odwrót, książka była tylko system jej nie widział. Pani wezwała na pomoc drugą żeńską „Obsługę klienta”, ta znowu pobiegła w kierunku półki ale potwierdziła zeznania pierwszej. Po naradzie dziewczyny przywołały trzecią „Obsługę klienta” (raczej najładniejszą z tria), która zlustrowała po raz kolejny półki, pobiegła też na zaplecze. Książki nie było. Próbowałem wybawić panią z kłopotu, że mam inne książki do czytania i mogę spokojnie poczekać. Obsługa klienta przyjęła sugestię, wzięła mój numer telefonu i obiecała, że jak jutro wróci kolega (ten sprzed dwóch tygodni) to wszystko wyjaśnią i zadzwonią.

Wszystko niby to banalna historyjka, gdyby nie książka. Chciałem zakupić kolejną część „Archiwum Mitrochina”, czyli zbiór tajnych dokumentów sowieckiego KGB, które ów właśnie Mitrochin wywiózł na Zachód i czym rozeźlił całe imperium (rok 1992).

I pomyślałem sobie, że może System, ten KGB (a właściwie FSB, następca tej pierwszej) widzi, że chcę kupić książkę obnażającą jego krwawe machinacje. A ponieważ rosyjscy hakerzy niedawno wynieśli na prezydenturę pana Trumpa w USA i omal nie doprowadzili do triumfu pani Marine Le Pen we Francji – tak mawiają różni eksperci – to może i zaatakowali system, który nie widzi mojej książki? A jak już ją widzi, to książki fizycznie nie ma, ale cóż to za problem dla dobrych służb, prawda?

Jakby ktoś miał do pożyczenia najnowszą część wspomnianego „Archiwum”, będę zobowiązany. Poza tym pamiętam, że Wielki Brat patrzy, wszyscy czytaliśmy „Rok 1984”.

 

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.