I JESZCZE USCISKI DLA WAS!

W filmie jest prawie wszystko, poza ogromnymi podziękowaniami i uściskami dla Was wszystkich, co czynię tutaj. Bezpiecznie bo zdalnie.

https://vimeo.com/409292831/d0add2ba29

Ks. Mietek

Jak możecie wspomagać?

Użyteczne telefony – 81 5342652 – maseczki zbieranie krawcowych i krawców.

TELEFONICZNE WSPARCIE PSYCHOLOGICZNE

663 551 680

Użyteczne konto:

Maseczki:

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu

ul. Jezuicka 4

20-113 Lublin

64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

Z dopiskiem: darowizna na cele statutowe – maski.

Żywność dla ubogich:

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu

ul. Jezuicka 4

20-113 Lublin

64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

Z dopiskiem: darowizna na cele statutowe – dzban.

Itinerarium

A CZEGO WY CHCIELIBYŚCIE ? Sobota 18 kwietnia 2020

O to chodzi! Krysia tak właśnie wciela w życie pomysły chłopaków. Mamy nadzieję,  że bawicie się dobrze razem z nami.

https://vimeo.com/409255095/0e51ffd3df

Naprawdę wkrótce wszystko się pięknie wyjaśni. Do zobaczenia w następnym odcinku jutro wieczorem!

Mietek

Itinerarium

W SUTANNIE PRZECIW NIEMCOM I KOMUNISTOM

Na płycie nagrobnej księdza Jana zawsze płonie kilka zniczy, skromny napis wieści, że spoczywa tu „Proboszcz parafii Tomaszowice w l. 1952 – 1972. Więzień Zamku Lubelskiego”. W pamięci parafian zachował się jako serdeczny pasterz, który był blisko swoich wiernych. W dokumentach jawi się także jako odważny patriota.

W SUTANNIE PRZECIW NIEMCOM I KOMUNISTOM

Sześćdziesiąt lat temu w Lublinie toczył się proces przeciwko księdzu Janowi. Zarzucano mu, że „usiłuje rozniecać w społeczeństwie antagonizm światopoglądowy, wykorzystując ludzką ciemnotę do celów wrogich władzy ludowej”. W czasie kazania na  pogrzebie jednego z członków PZPR, kapłan krytycznie odniósł się do powojennej sytuacji w Polsce. – Po okupacji nadeszła plaga ze Wschodu, plaga komunizmu, której kroki i zamiary skierowane były przeciwko Kościołowi.

Komunistyczna prasa rzucała obficie błotem w księdza, „Sztandar Ludu” krzyczał w tytule „Nie wolno nadużywać sukni duchownej!”. Sąd wojewódzki skazał księdza Jana w listopadzie 1958 r. na dwa lata więzienia i 400 zł opłaty. Przeciwko wyrokowi protestują parafianie – Podpisy kładli nie tylko starsi ale i dzieci oraz młodzież ze wszystkich wiosek i kolonii z całej parafii. Także kółka rolnicze, straż ogniowa, Koło Gospodyń Wiejskich i gromadzcy radni z Tomaszowic – czytamy w kronice parafialnej. Księdza broniła także kuria, w osobie ks. dra Piotra Stopniaka, ówczesnego wikariusza generalnego diecezji. Wzburzenie było znaczne, z Lublina  zawezwano oddział Korpusu Bezpieczeństwa Narodowego, który zagroził karami za dalsze protesty.

Ksiądz odwołał się od wyroku. Tymczasem  tzw. władza ludowa nie dawała mu spokoju. W grudniu 1959 roku, włodarze powiatu lubelskiego oznajmili, że „został zdjęty z urzędu proboszcza parafii w Tomaszowicach”, a na zapytanie co to oznacza usłyszał, iż „odtąd władze państwowe nie będą odpowiadać na pisma i prośby”. Powodem gniewu było odprawianie – bez pozwolenia władz – nabożeństw na cmentarzu we Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. Proboszcz wstawia się za swoimi parafianami, którym władze w ramach przymusowego kontyngentu zabierają ostatnie krowy.

W lipcu r. 1961 Sąd Najwyższy w Warszawie uniewinnia proboszcza z Tomaszowic, zwalniając go także z uiszczenia opłat sądowych. – Sprawiedliwości stało się zadość, ale kto mi zwróci szkody i udręki z tych 4 lat? – odnotował w kronice ks. Jan. Z gratulacjami w specjalnym liście pośpieszył sam Prymas Polski, kard. Stefan WyszyńSTO DOLARÓW ZA ŻYDOWSKIE DZIECKOKsiądz Jan urodził się w Spiczynie, 10 stycznia 1907 r. Ukończył szkołę w pobliskich Kijanach, potem uczył się gimnazjach w Lublinie oraz Pińsku, tam też w wieku 21 lat wstąpił do seminarium duchownego. Po roku przenosi się do Lublina, przyjmuje święcenia kapłańskie w r. 1933, po czym studiuje na KUL-u prawo i teologię, kończąc ją z tytułem doktora. Kto wie czy doktorat poświęcony istocie męstwa w ujęciu św. Tomasza z Akwinu nie wpłynął na stanowczą i nieugiętą postawę księdza Jana, najpierw wobec Niemców a potem komunistów.Po studiach uczy religii w kilku lubelskich szkołach, m.in. w Szkole Budownictwa i gimnazjum drogowym. Jeszcze 20 lat później zapraszany jest do udziału w zjazdach absolwentów. Tuż przed wybuchem wojny służy jako kapelan w szpitalu wojskowym oraz w Dowództwie Okręgu Korpusu II. Gestapo aresztuje go w grudniu 1939 r. i umieszcza w grupie 84 duchownych na lubelskim zamku, razem z biskupami Fulmanem i Wł. Goralem, późniejszym męczennikiem i błogosławionym. Zostaje wpisany, razem z 11 innymi duchownymi na tzw. pierwszą listę śmierci, z postanowieniem rozstrzelania w dn. 26 grudnia w odwecie za zabójstwo dwóch Niemców. Od egzekucji chroni skazańców interwencja komendanta polskiej straży więziennej, p. Portycha. Po pół roku zostaje zwolniony z więzienia i skierowany do kościoła Św. Ducha.W kościele świętoduskim zaczyna się jedna z najpiękniejszych kart kapłaństwa i miłosierdzia w życiorysie ks. Jana. Na parterze plebanii aptekę – jedną z najlepszych w okresie międzywojennym – prowadził Emil Szymon Żółtowski, potomek piastowskiego rodu z okolic Płocka. Przed wojną bodaj najbogatszy lublinian, jeżdżący po mieście jedynym wówczas mercedesem, specjalnie wykonanym w Stuttgarcie i łowiącym ryby wędką zdobioną brylantami. Interesy farmaceutyczne wiązały Żółtowskiego z wieloma Żydami, którzy w obliczu zagłady szukali u niego pomocy. Aptekarz w porozumieniu ze swoim pracownikiem, Januszem Stanisławskim, nawiązali kontakt z konspiracją. Chcieli ratować Żydów, masowo wysyłanych wtedy do getta lub od końca r. 1941 do obozu na Majdanku. – Wyszedłem z więzienia na Zamku lubelskim i objąłem zastępstwo rektoratu kościoła św. Ducha w 1940 r., stąd często mogłem widywać się z p. Żółtowskim i pomagać mu – napisze kilkanaście lat później ks. Jan – Pomoc była różnego rodzaju. Sam mgr Żółtowski  udzielał Żydom darów pieniężnych, skierowywał ich do ludzi sobie znanych i zaufanych na noclegi, wyrabiał Arbeitskarty (zezwolenia na pracę), a mnie prosił o dostarczanie metryk urodzenia i chrztu, nie tylko dla wielu z inteligencji żydowskiej z Lublina, ale i z Warszawy i z Radomia. Byli to aptekarze, kupcy, adwokaci i rzemieślnicy.Niemcy ustanowili także cenę za „wykupienie” jednego dziecka, z getta lub z obozu na Majdanku, było to 100 dolarów w złocie. Nie wiadomo ile osób uratowali do spółki aptekarz z księdzem. Zaopatrzeni w nową tożsamość Żydzi przedostawali się do dystryktu galicyjskiego, gdzie łatwiej można było przeżyć. Nazwiska mieli już polskie, jak Wiśniewski czy Kwiatkowski, bądź ukraińskie, jak Miszczuk czy Hawryluk. – Niebezpieczeństwo wpadki było duże – wyjaśnia ks. Jan – dlatego po wyświadczeniu takiej przysługi nie interesowaliśmy się dalszym losem tych ludzi. Z naszej strony był to akt miłosierdzia chrześcijańskiego ale i wyraz patriotyzmu polskiego.

https://vimeo.com/408337359/203bcab750

Na początku roku 1943, Niemcy zaczęli podejrzewać księdza o pomoc Żydom. Do czasu wkroczenia Armii Czerwonej duchowny ukrywa się w Babinie i Matczynie. Posługuje jako kapelan w oddziale „Nerwy” Narodowych Sił Zbrojnych, w okolicach Bychawy. W nowym ustroju widział zagrożenie zarówno dla polskości i religijności. W czasie sfingowanych wyborów do sejmu, w r. 1947, agitował przeciwko komunistom głosząc publicznie hasło „Chcesz jeść wszy, głosuj na listę trzy!” Trochę wcześniej władze partyjne zmusiły księdza do zmiany nazwiska, od 26 lipca 1946 r. zamiast dotychczasowego ks. Jan Fiuta musiał podpisywać się ks. Jan Fiuta – Faczyński. Emil Zółtowski za udział w AK trafia do obozu w Krzesimowie, tam dopada go ciężka choroba, władze odbierają mu aptekę, umiera wycieńczony pod koniec roku 1951.

– To był bardzo przyjazny ksiądz – wspomina swojego proboszcza p. Stanisława Szymańska z Miłocina – zachodził do każdego domu, czasem wypijał mleko prosto z kanki. Rozmawiał ze wszystkimi, dobrze nas rozumiał, czuliśmy, że jest blisko Pana Boga.

Itinerarium

SŁOWO OJCA DYREKTORA

Marcin Wąsowski jest dyrektorem. Jest też ojcem wspaniałych dzieci, z których najbardziej dogadywałem się z Jadzią. Dlatego, jak najsłuszniej wygłosił słowo ojca dyrektora.

https://vimeo.com/408938689/f5eca67ad6

I wiecie co? Do tej pory myślałem, że to będzie radio, o czym mówili wcześniej Krysia Cugowska, Grzesiek Głuch i Tomek Danielewicz. Ale teraz myślę, że to będzie chyba coś innego.

Jak już podniesiecie się ze śmiechu, napiszcie co.

Mietek Puzewicz (bo wiadomo, że jestem na TY).

Itinerarium

I DZIĘKUJĘ I BÓG ZAPŁAĆ

Radziłbym wszystkim Wam, abyście jak najszybciej rozstali się z perspektywą powrotu Do Tego Co Było Przed Pandemią. Nie będzie już tak jak było. Będzie inaczej. Rozumiem tęsknotę za tzw. normalnością, ale chyba musimy sobie czym prędzej wymyślić nową normalność.

I my się zmienimy, owszem będziemy tymi samymi ludźmi, ale nie takimi samymi. Będziemy mieli inne państwo, inną edukację, inną służbę zdrowia (oby lepiej zorganizowaną), inny Kościół, inne społeczeństwo. Jasne, nie jestem prorokiem i nie wiem jak bardzo Inne będzie wszystko i jak bardzo Inni będziemy my sami. Ale w tym, co Inne i w Tym, Kto jest Inny, może tajemniczo przychodzić sam Bóg (czynię tu aluzję do intuicji Emmanuela Levinasa).

https://vimeo.com/408866799/5c13813d8b

Na naszym froncie budowania Cywilizacji Miłości uszyliście dzisiaj kolejnych 700 maseczek, swoją drogą nasza wielka szwalnia na niemal 300 osób wyprzedziła trochę powstającą obecnie w Polsce inicjatywę. Wielkie ponad 25 kilogramowe paczki powędrowały do kolejnych ubogich rodzin w naszym regionie, pakowali je dzisiaj terrytorialsi lubelscy i nasi bezdomni. Biblijny Dzban na razie nie wyczerpuje się, dzięki Waszej hojności.

Ponad 300 osób odmówiło modlitwy za powierzonych sobie ludzi.

Za to wszystko nagrodę będziecie mieć w Niebie, tu na ziemi macie podziw i Dziękuję albo Bóg Zapłać. Albo jedno i drugie. Alleluja!

Ks. Mietek

Jak możecie wspomagać?

Użyteczne telefony – 81 5342652 – maseczki: zbieranie krawcowych i krawców.

TELEFONICZNE WSPARCIE PSYCHOLOGICZNE

663 551 680

Użyteczne konto:

Maseczki:

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu

ul. Jezuicka 4

20-113 Lublin

64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

Z dopiskiem: darowizna na cele statutowe – maski.

Żywność dla ubogich:

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu

ul. Jezuicka 4

20-113 Lublin

64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

Z dopiskiem: darowizna na cele statutowe – dzban.

Itinerarium

OSZALAŁA DLA SERCA JEZUSA

Przybliżając postać bł. Klary Szczęsnej trzeba zmierzyć się najpierw z grupą zakonów o nazwie sercanki. Najbardziej znane są cztery, tzw. francuskie (założone w Paryżu), tzw. niemieckie (założone we Wrocławiu, w 1928 r.) oraz dwa polskie konwenty, bezhabitowy, stworzony przez bł. H. Koźmińskiego i młodszy już w habitach, będący pomysłem św. bpa J.S. Pelczara.

2020.04.17 Słowo Boże na Piątek

https://vimeo.com/408323566/ba53db7228

BŁOGOSŁAWIONA UCIECZKA

Bł. Klara, natchniona przez św. Pelczara, zawiązała w 1894 r. w Krakowie pierwszą wspólnotę sióstr pod nazwą „Zgromadzenie Służebnic Najświętszego Serca Jezusa. Miała wówczas 31 lat. Wcześniej Ludwika Szczęsna (Klara to imię zakonne) była przez 10 lat członkinią sercanek bezhabitowych (Zgromadzenie Córek Najczystszego Serca Najświętszej Maryi Panny), tam nosiła imię Honorata, zapewne z wdzięczności dla o. Honorata, który podczas rekolekcji poparł jej zamiar wstąpienia na drogę życia poświęconego wyłącznie Bogu i ludziom. Jeszcze wcześniej Ludwika, powodowana chęcią służenia Chrystusowi, uciekła w wieku 17 lat z domu rodzinnego ponieważ ojciec pomimo sprzeciwu dziewczyny chciał wydać ją za mąż. Była śliczną panną, o niebieskich oczach z jasno-kasztanowatymi włosami, zabijali się o nią kawalerowie z całego Lubowidza na Mazowszu. Po ucieczce przez cztery lata dawała sobie radę utrzymując się z krawiectwa.

LUBLIN NA TRASIE KLARY

Kto wie, jak potoczyłyby się dalsze losy błogosławionej i całego zakonu sercanek gdyby nie epizod, który rozegrał się w czasie jej krótkiego, bo niespełna trzyletniego pobytu w Lublinie. Trafiła do naszego grodu w r. 1889 jako bezhabitowa s. Honorata, z powodu carskiej kasaty zakonów siostrom nie wolno było podejmować żadnych aktywności. Do Lublina została wysłana jako nowa przełożona domu, mieszczącego się w pałacyku przy ul. 3 Maja 14, dziś siedziby konsulatu Ukrainy. Podała się duchowej opiece ks. Antoniemu Nojszewskiemu, wówczas rektorowi lubelskiego seminarium, nota bene kierownikowi bł. Marty Wołowskiej, jedynej beatyfikowanej rodem z Lublina. Tu opiekowała się służącymi, uczyła je wraz z innymi mniszkami krawiectwa i gotowania. Jedna ze służących miała siostrę, która była żoną lokaja u rosyjskiego gubernatora Władimira Tchórzewskiego. Tak wieść o nielegalnym zakonie dotarła do władz, co pociągnęło za sobą natychmiastową rewizję u sióstr. W jej toku żandarmi obszukali cały dom, w końcu wywalili na podłogę zawartość wszystkich szuflad, węsząc za jakimś dowodem przestępstwa młodych kobiet. W jednej z szuflad schowana była książeczka z konstytucją zakonu, na szczęście przy wysypywaniu skrytki zaczepiła się o górną listewkę i nie wypadła. Wypadł jedynie katechizm, a posiadanie tegoż było już legalne. Władze uznały, że dziewczyny są jakimiś nieszkodliwymi dewotkami, ale na wszelki wypadek nakazały pannom rozjechać się. Honorata wróciła do Warszawy, a stamtąd przełożone wysłały ją czym prędzej do Krakowa, przekonane, że na pewno jest śledzona i sprowadzi zagładę na istniejący zaledwie 7 lat zakon. Tam poznała św. Pelczara, który zlecił jej założenie nowych sercanek, już w habitach, co w zaborze austriackim było dozwolone. Dwie siostry, Honorata i Alojza opuściły zgromadzenie bezhabitowe, wyzwane przez dawne koleżanki od apostatek.

CAŁY ŚWIAT

Dziś sercanki bł. Klary w liczbie ponad 600 sióstr służą na trzech kontynentach, w ponad 70 domach, a od niemal 5 lat modlą się przez wstawiennictwo swojej błogosławionej, szalonej założycielki. Pięknej dziewczyny, która słabo umiała czytać i pisać, uczyła się tylko od wędrownego nauczyciela, w wieku 10 lat straciła matkę. Dziewczyny, która całą sobą ukochała Serce Pana Jezusa.

Itinerarium

WIELKA RADOSĆ Z KRASNEGOSTAWU Czwartek 17 kwietnia 2020

Jaka radość! Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Krasnymstawie dokłada się do Dzbana z mlekiem w proszku. I za to brawo! Dla prezesa Tadeusza Badacha i całej firmy. Tych z Was, którzy mają  fabryki lub hurtownie spożywcze, zachęcamy do naśladowania Krasnegostawu. Obawiam się tylko, co będzie jak do akcji przyłączy się Perła i Polmos w Lublinie … Chcąc nie chcąc, oni też mają produkty spożywcze.

https://vimeo.com/408394453/3a5f829efe

Wciąż mamy nowe zgłoszenia od ubożejących rodzin, będzie ich pewnie coraz więcej. Wasze wsparcie jest cudowne. To jest właśnie wspólne budowanie Cywilizacji Miłości. Dziękujemy. Ten wpis rozklejajcie, udostępniajcie, promujcie! Alleluja!

Ks. Mietek

Jak możecie wspomagać?

Użyteczne telefony – 81 5342652 – maseczki zbieranie krawcowych i krawców.

TELEFONICZNE WSPARCIE PSYCHOLOGICZNE

663 551 680

Użyteczne konto:

Maseczki:

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu

ul. Jezuicka 4

20-113 Lublin

64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

Z dopiskiem: darowizna na cele statutowe – maski.

Żywność dla ubogich:

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu

ul. Jezuicka 4

20-113 Lublin

64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

Z dopiskiem: darowizna na cele statutowe – dzban.

Itinerarium

25 PRAWIDŁOWYCH ODPOWIEDZI Piątek 17 kwietnia 2020

No i Grzegorz prawie, że wypaplał wszystko. Prawie. Chyba nie wytrzymamy i w końcu powiemy.

https://vimeo.com/408420143/9cedb1ad70

A powiemy pod warunkiem, że przynajmniej 25 osób  nadeśle prawidłową odpowiedź do Centrum  Wolontariatu. A Grzegorz powiedział w filmiku prawdę.

Itinerarium

TRZEBA TYLKO ZACZĄĆ Kazimiera Wołowska Błogosławiona męczenniczka i mistyczka z Lublina

Niewielu lublinian, tym bardziej gości, przechodząc Krakowskim Przedmieściem obok obecnej Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, zdaje sobie sprawę, że mija dom, w którym urodziła się i wychowała Kazimiera Wołowska. Jedyna lublinianka wśród błogosławionych i męczenniczek Kościoła i jedyna, zapomniana niestety, mistyczka z Lublina. 

https://vimeo.com/408057983/8fdd0b5be8

Wołowscy zajmowali pod koniec XIX wieku okazały pałac przy Krakowskim Przedmieściu, zbudowany sto lat wcześniej przez ród Morskich. Tam na świat przyszła 12 października 1879 r. Kazimiera, jako najmłodsze spośród siedmiorga dzieci Marii i Józefa Wołowskich. Ojciec administrował majątkami ziemskimi na Lubelszczyźnie, dom prowadziła matka. Rodzice zadbali o wykształcenie i wychowanie dzieci, lekcji udzielali im znakomici nauczyciele, przez długie lata posługę katechety i spowiednika dla całej rodziny pełnił ks. Antoni Nojszewski, rektor lubelskiego seminarium

OD ZAKOCHANIA DO KLASZTORU

Droga do odkrycia powołania zakonnego zaczęła się w ósmym roku życia Kazimiery, podczas rekolekcji u kapucynów w Zakroczymiu (odprawiała je z całą rodziną), jedna z sióstr felicjanek stwierdziła, że widzi w niej zakonnicę. Cierpienie, jakiego doświadczyła w wieku 13 lat przy śmierci matki, skierowało jej myśli ku sprawom duchowym, choć żadnej decyzji jeszcze nie podjęła. Kilka lat później zakochuje się, jak sama napisze, „bardzo silnie i to w człowieku wartościowym”. Uczucia obojga młodych rozwijały się gorąco aż do wtorku 1 listopada r. 1898. Przyszła błogosławiona zapamiętała w szczegółach zdarzenie, które zdecydowało o jej dalszym życiu. Wraz z ojcem i siostrą Adą poszła na uroczystość Wszystkich Świętych do pobliskiego kościoła kapucynów, jak zwykle stanęła przy konfesjonale obok zakrystii, dwa metry od niej modlił się ukochany chłopak.

– W  czasie  tej  Mszy  świętej  zaszło  coś,  czego  do  dziś  dnia  wytłumaczyć  sobie  nie  mogę.  Modliłam  się  …  Oddawałam  się  Panu  Jezusowi  na  wszystko…  – wspomina autorka w późniejszej notatce przekazanej swojemu zgromadzeniu – Pokazał  mi  Pan  Jezus  całe  moje  życie,  jakbym  je  całe  wtedy  przeżyła.  Pokazał  mi  Pan  Jezus  bliską  śmierć  mego  ukochanego  ojca  i  parę  zewnętrznych  zdarzeń,  które  się  co  do  joty  sprawdziły. Stanęło  mi  Zgromadzenie  nasze  jako  wolą  Bożą  mi  przeznaczone i jednocześnie  główne  zasady  i  cechy  Zgromadzenia. Jasnym  mi  było  że  wewnętrzne  przerobienie  do  gruntu  i  „śmierć  sobie” tam  jest  dla  mnie i że tylko od aktu silnego z mej strony zależy pójście drogą absolutnego wyrzeczenia się siebie. Od  tej  Mszy  św.  znam  Mateczkę  i  znam  ducha  Zgromadzenia.

Takie nagłe i silne wtargnięcia świata łaski w ludzkie serca towarzyszyły wielu chrześcijanom, czasem prowadząc do wyboru życia poświęconego Bogu w zakonie, kiedy indziej owocując głębokim nawróceniem – żeby przypomnieć choćby historię Andre Frossarda, który wszedł do paryskiej kaplicy jako agnostyk, by po kilku minutach wyjść jako człowiek zachwycony tajemnicą Boga.  

Po rozstaniu z wybrankiem serca, Kazimiera odwiedza Jazłowiec (dziś Ukraina), gniazdo Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny, czyli niepokalanek. Waha się jeszcze, zwłaszcza, że usilnie od wstąpienia do tego zakonu odżegnują ją znajomi jezuici. Wkrótce przychodzi mocny cios, na atak serca w r. 1899 umiera ojciec. Pół roku później Wołowska spotyka się z założycielką zgromadzenia bł. Marceliną Darowską, a jesienią r. 1900 rozpoczyna u sióstr postulat. Przyjmuje imię s. Marty od Jezusa. – „Ciężki  miałam  postulat – notuje nowa zakonnica – wszystkie  diabły  rozrywały  mą  duszę. Zostałam  jedynie  na  słowo  Matki,  które  dotąd  słyszę:  „możesz  jechać  –  furta  otwarta”.  A  ja  Mateczce  na  to,  że  jej  najcałkowiciej  ufam  i  polegam  na  jej  zdaniu”.

OD SIEROCIŃCA DO MĘCZEŃSTWA

Realizacja powołania zakonnego  s. Marty od Jezusa związana będzie z pracą na Wschodzie Rzeczpospolitej, z wyjątkiem krótkich pobytów w Nowym Sączu i Szymanowie. Pierwszą placówką, którą kierowała już jako przełożona (1919 – 1928), był Maciejów (dziś Łukiw) na Wołyniu, miasteczko w pobliżu Kowla. Zgodnie z najważniejszą misją zgromadzenia, wychowywania w wierze i miłości do Ojczyzny, siostra podjęła niezwykle skuteczne dzieło wśród tamtejszej młodzieży i dzieci. Najpilniejszą wówczas potrzebą, zaraz po wojnie, było stworzenie miejsc opieki nad sierotami wojennymi, w Maciejowie niepokalanki zbierają ich prawie sto. „Były to dzieci pozbierane z lasów i dróg – napisała s. Marta– które prócz okropności wojennych niczego w życiu nie widziały.” Do maciejowskiego sierocińca trafiały dzieci ukraińskie, żydowskie i polskie, oprócz dachu nad głową trzeba było zapewnić im wyżywienie, co wiązało się z ogromnymi problemami. S. Wołowska patrzy jednak dalej, wie, że bez umiejętności choćby czytania i pisania, przyszłość dzieci będzie ciężka. W ciągu kilku tygodni uruchamia szkołę podstawową, która działa niecały rok. Na Wołyń nadciągają hordy wojsk sowieckich, udaje się ewakuować dzieci i siostry do Szymanowa. Po przepędzeniu bolszewików, już jesienią 1920 r. s. Marta wraca do Maciejowa, na nowo otwiera szkołę i sierociniec, odnawia klasztorną kaplicę. Podejmuje ideę założenia seminarium pedagogicznego, kształcącego przyszłe wychowawczynie i nauczycielki do pracy na Wołyniu. Siostry prowadzą również pracę duszpasterską, przygotowują dzieci, młodzież i dorosłych do sakramentów, dbają o głodnych i bezdomnych, których tysiące trafiają do klasztoru. Wszystkim dziełom przyświeca dewiza założycielki niepokalanek, bł. s. Marceliny – „Trzeba tylko zacząć”. Dalej już Pan Bóg znajdzie środki i ludzi. Podobne dzieło, równie owocne – szkoła i seminarium nauczycielskie – s. Marta tworzy w nadbużańskim Wirowie, niedaleko Sokołowa Podlaskiego.

Na dwa miesiące przed wybuchem drugiej wojny światowej władze zakonne delegują s. Wołowską do opieki nad wszystkim dziełami niepokalanek na Kresach i osadzają w roli przełożonej w Słonimiu (dziś Białoruś). Najpierw inwazja sowietów zmusza siostry do opuszczenia szkoły i klasztoru, a po niespełna dwóch latach nadchodzi żywioł niemiecki. Zaczyna się eksterminacja Żydów, w getcie w Słonimiu i w pobliskich lasach Niemcy dokonują egzekucji ponad 35 000 kobiet, mężczyzn i dzieci. Wielu szuka i znajduje schronienie w klasztorze niepokalanek. S. Marta pomimo świadomości grożącej jej śmierci, ukrywa i ocala życie kilkudziesięciu Żydom.  Razem ze współsiostrą Ewą Noiszewską i jezuitą o. Adamem Sztarkiem zostaje rozstrzelana 19 grudnia 1942 r. w lesie zwanym Górą Pietralewicką, dwa kilometry od Słonimia. W r. 1999 Jan Paweł II beatyfikuje siostry, rok później o. Adam pośmiertnie otrzymuje medal „Sprawiedliwy wśród narodów świata”.

Na ścianie domu obok dawnego pałacu Wołowskich w czerwcu 2003 r. zawisła okolicznościowa tablica, dedykowana bł. Marcie. Od tego czasu obraz błogosławionej znajduje się także w lubelskiej archikatedrze.

Itinerarium

CIĘŻKI BIZNES I PROSBA WIELKA Środa 15 kwietnia 2020

O ciężkim biznesie tajemniczo opowiada Kordian na filmie, ale na pewno jest to dobra praca dla bezdomnych. Miejsce ich pracy już widzicie, na razie pokonujemy gąszcze prawne.

Maseczki poszły dziś do sióstr i braci bezdomnych, żeby od jutra nie dostawali mandatów po 500 zł, których i tak by nie zapłacili.

Za to mamy lawinę telefonicznych próśb o pomoc żywnościową, ale ufamy, że DZBAN MĄKI się nie wyczerpie. Dzięki Wam także. Od jutra dystrybuujemy kolejne  1 000 paczek (każda po ok. 25 kg).

Nowa Cywilizacja Miłości to właśnie te paczki, które trafiają do rodzin, gdzie rodzice tracą pracę, a wraz z tym i nadzieję.

Wasze maseczki dotarły dziś też do naszej Policji, która będzie rozdawać je napotkanym ubogim i bezdomnym. Bo przecież siostry policjantki bracia policjanci nie chcą dawać im mandatów, bo wiedzą, że ci ubodzy nie zapłacą. A jak dostaną mandat i nie zapłacą, to pójdą do więzienia.

PS. Duchowy odcinek Itinerarium pojawia się od niedawna o godz. 5:00 rano, chyba, że ktoś na stronie internetowej www.itinerarium.pl subskrybuje sobie przesyłkę – wtedy ma wieczorem poprzedniego dnia.

https://vimeo.com/408048498/86fbb0f75c

Ks. Mietek

Jak możecie wspomagać?

Użyteczne telefony – 81 5342652 – maseczki zbieranie krawcowych i krawców.

TELEFONICZNE WSPARCIE PSYCHOLOGICZNE

663 551 680

Użyteczne konto:

Maseczki:

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu

ul. Jezuicka 4

20-113 Lublin

64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

Z dopiskiem: darowizna na cele statutowe – maski.

Żywność dla ubogich:

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu

ul. Jezuicka 4

20-113 Lublin

64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

Z dopiskiem: darowizna na cele statutowe – dzban.

Itinerarium