O kłopotach z malejącą liczbą Polaków napisano już wiele, niedawno ukazała się prognoza, wedle której pod koniec tego wieku (wcale niedługo) może być nas tylko 17 milionów. Oczywiście jeżeli utrzymają się i nasilą obecnie trwające tendencje.
Ostatnie znaczące wyże demograficzne mieliśmy w latach 50 – tych i na początku lat 80 – tych ub. wieku. Od tamtej pory mamy lekkie falowanie, czyli małe wzrosty i spadki, przełomu w stronę odbudowy tkanki biologicznej narodu nie widać.
Różne diagnozy podają wiele przyczyn owego kryzysu, bodaj najbardziej rozpowszechniona i pewnie słuszna to bezwiedne kopiowanie wzorców cywilizacyjnych z tzw. Pierwszego Świata, czyli Zachodu Europy i Ameryki. Przy czym umyka uwadze fakt, że ten Pierwszy Świat staje się powoli Ostatnim, jeśli przyjmiemy miarę zmniejszania się populacji. Może się okazać, że za sto lat, w tym Pierwszym Świecie będzie najmniej ludzi, choć będą najbogatsi. A narody czy ludy wymarłe? Z różnych przyczyn nie ma już Etrusków, Longobardów czy nawet bliskich nam Jaćwingów, a Eńców (tak, jest taki naród!) jest tylko 237. Na przykładzie USA, Kanady czy Australii widzimy, że możliwe jest powstawanie zupełnie nowych narodów. I jakiś naród „europejski” możemy sobie wyobrazić.
Czy są to procesy nieuchronne? Przy fatalistycznym rozumieniu biegu cywilizacji tak. Jeśli jednak zgodzimy się, że prawdziwym bogactwem narodów są ludzie, a nie zamożność finansowa czy wzrost PKB, perspektywa może być inna. Postawienie w centrum uwagi człowieka – a nie tzw. rozwoju gospodarczego i wynikającego rzekomo z niego szczęścia – stwarza szansę demograficznego nawrócenia. Do przemiany jest także podstawowa mentalność, tę dziś dominującą św. Jan Paweł II nazywał „anty – life mentality”, mentalnością przeciwną życiu. I nie chodzi tylko o oczywiste akty śmierci w postaci aborcji czy eutanazji, ale także (i może głównie) o stawianie rzeczy nad ludźmi, techniki nad etyką i sztuki posiadania nad sztuką istnienia.
I w tym momencie pojawia się kwestia wiary w obecność i działanie Pana Boga, pojawia się pytanie o Bożą wolę, Jego zamysł wobec nas. Jak czytam w Biblii, On cieszy się z „wielu narodów”, radują Go „wszystkie narody”. Raduje Go też naród polski, na razie jeszcze nie najmniejszy, ale pod koniec wieku może się Mu zrobić smutno.


