TYLKO DONIA OCALAŁA

Czwartek 20stycznia 2022

Pielgrzymowałem w swoim życiu do różnych świętych miejsc na świecie, przyznam, że najlepiej czułem się nie w tych ociekających złotem, ale tam, gdzie było prosto, np. w Porcjunkuli. W roku 2000 św. Jan Paweł II zrównał pielgrzymki do świętych miejsc z odwiedzaniem chorych czy więźniów, bo oni są szczególnymi sanktuariami, naznaczonymi obecnością Chrystusa. Te drugie pielgrzymki wymagają o wiele większej odwagi i wysiłku niźli peregrynacje do budowli.

Przyznam się także, że odbywam od dłuższego czasu też coś w rodzaju antypielgrzymek do miejsc, które nazwałbym antysanktuariami. Do miejsc, w których zapadały decyzje o zbrodniach. Dwa razy odwiedziłem Berlin i Dom Konferencji w Wannsee (Haus der Wannsee-Konferenz), dokładnie osiemdziesiąt lat temu, 20 stycznia 1942 r. w tym miejscu została podjęta decyzja o „ostatecznym rozwiązaniu” kwestii żydowskiej. Zebrani tam Niemcy – z Reinhardem Heydrichem na czele – uchwalili zagładę Żydów, co pociągnęło za sobą wymordowanie ponad miliona niewinnych dzieci, kobiet i mężczyzn, mówię tylko o obecnym regionie Lubelszczyzny i pięciu innych niemieckich wówczas dystryktach. Piętnastu skądinąd zacnych Niemców, prawników i filozofów, w dziewięćdziesiąt minut zdecydowało o zbrodniach, których skutki trwają do dzisiaj.

Reinharda zastrzelili czescy spiskowcy, ale – jeśli wierzyć niektórym historykom – na jego cześć akcja wymordowania Żydów m.in. na Lubelszczyźnie przyjęła nazwę „Reinhardt”.  W niecałe trzy miesiące po imprezie nad jeziorem Wannsee, połączonej oczywiście z ulubionym koniakiem Niemców, z Lublina ruszyły pierwsze transporty Żydów do Bełżca i Sobiboru. Następnie, 24 marca 1942 r. Niemcy (w asyście kilku ukraińskich wachmanów) wywieźli do kopalni piasku na lubelskich Tatarach ponad sto żydowskich sierot, tam zabijali je (pijani) kulą w główki, mniejsze uśmiercano pałkami, bo amunicję oszczędzano. Przy likwidacji getta Niemcy zniszczyli wszelką dokumentację ochronki, jakimś cudem ocalało jedno imię spośród wymordowanych sierot – to dziewczynka, Donia.

Dlaczego o tym wspominam? Najpierw z tego powodu, że Centrum Wolontariatu i Stowarzyszenie Solidarności Globalnej w Lublinie ma obecnie siedzibę 500 metrów od miejsca tamtej zbrodni, wkrótce napiszę jak ten „jubileusz” mordu niewinnych dzieci uczcimy (choć dobrego sposobu nie ma). Dalej dlatego, że wciąż odnoszę wrażenie, iż Niemcy źle tłumaczą winy, zbrodnie i rzezie dokonane przez swoich przodków. Czynią to na zasadzie rodziców, tłumaczących swoich synów po wypadku ze skutkiem śmiertelnym – „No cóż, był pijany …” Tak, Niemcy byli pijani zachwytem nad swoim narodem.

Po trzecie, poza hymnem i barwami narodowymi, źle mi się kojarzą wszystkie rzeczy narodowe, nieważne czy niemieckie, rosyjskie czy polskie. Zamiast rzeczy narodowych wolałbym dobre i mądre, narodowe mogą prowadzić do nienawiści do innych, do kolejnych holocaustów.

Wracając do intuicji Jana Pawła II, prawdziwymi sanktuariami są ludzkie serca, tam mieszka Chrystus. W Wannsee, w ludzkich – niemieckich – sercach Chrystusa nie było.

Modlę się, żeby Wannsee nie powtórzyło się. I dziękuję, że chociaż Donia ocalała, tylko w imieniu.

Ilustracja – willa w Wannsee.  

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.