BIERZMY SIĘ ZA CUDA!

Kazanie na 2 Niedzielę Zwykłą 16 stycznia 2022

Dzisiaj Ewangelia o słynnym cudzie w Kanie Galilejskiej. Dobrze, pewnie wielu z Was było w sytuacji, kiedy skończyły się trunki w czasie imprezy. Co robić?

Mamy kilka wyjść, całkiem racjonalnych:

– podziękować gościom i życzyć im dobrej nocy (impreza skończona)
– wysłać gońca do najbliższego sklepu i zakupić nowe butelki trunku (co to za problem, były i są nocne sklepy albo całodobowe meliny, nie inaczej było w Kanie, a już w pobliskiej Tyberiadzie na pewno jakiś bar działał). To najlepiej połączyć z odruchem solidarności imprezowej – „Zrzucamy się po parę drachm i bawimy się dalej albo koniec!”
– pożyczyć parę butelek od sąsiada (wiadomo, że sąsiad w biedzie nie zawiedzie)
– poprosić gości o bardziej oszczędne korzystanie z dobrodziejstw stołu („Jak nie zwolnicie tempa, to za godzinę kończymy!”)

A teraz wersja absurdalna, Boża, ale możliwa.– może być tak „ha dwa o” zamienić w „ce dwa ha pięć o ha”? Czyli woda w wino. Ponieważ jednak ograniczamy Pana Boga naszymi wyobrażeniami i wiemy co jest możliwe, a co niemożliwe, kończymy imprezę i zapraszamy gości w innym terminie.

Teraz o wierze, dziś porzucanej na rzecz zabobonów i uwielbienia stanu konta. Ważna rzecz – wiara to jeden ze sposobów dopuszczania Bożych rozwiązań w naszym życiu, przekraczających ludzkie wyobrażenia.


Cud, o którym dziś czytamy, nie byłby możliwy bez esencji Ewangelii, bez miłości. Mamy tu miłość młodej pary, mamy także miłość Marii i Jezusa do tych młodych. I gdyby nie miłość, nie byłoby cudu. Czytałem wiele razy w Ewangelii, wiele razy widziałem w życiu, że miłość prowadzi do przepięknych cudów. Rzadziej pewnie jakieś cuda rodzą miłość. Miłość to kolejna droga, pozwalająca na działanie Boga.

Jesteśmy ludźmi z problemami. Tak było, jest i będzie. Wiara i miłość pozwalają jednak działać samemu Bogu i odmieniać nasze życie w cuda. Ograniczamy, niestety, Pana Boga naszymi wyobrażeniami. Pan Bóg ma być pomocnikiem naszych kalkulacji i wspomożycielem oczekiwań. Tak często słyszę, że to czy tamto jest możliwe lub niemożliwe. To jednak wyznanie niewierzących.

I na koniec skojarzenie aktualne – Jezus wraz ze swoją Mamą przyszli na weselną imprezę jako ludzie, goście. Nic nie wskazuje, żeby nie wznosili toastów za pomyślność nowożeńców, no może nie śpiewali „Ona temu winna…” Jezus pijał galilejskie wino, tak, Bóg raczył się winogronowym rarytasem. Nowożeńcy przyjęli ludzkich gości, przyjęli jednak Boga samego! Bez zmian trwam w przekonaniu, że Gość w Dom, Bóg W Dom, czyli w każdym uchodźcy nadal puka do naszych drzwi Pan Jezus.

Ew. św. Jana rozdz. 2

W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: «Nie mają wina».

Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czy jeszcze nie nadeszła godzina moja?»

Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie».

Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary.

Jezus rzekł do sług: «Napełnijcie stągwie wodą». I napełnili je aż po brzegi.

Potem powiedział do nich: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu». Ci więc zanieśli.

Gdy zaś starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – a nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory».

Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.