NA DIABŁA OJCA WOJEN BROŃ

Sobota 27 listopada 2021

Wojna, gdyby nie ta ostatnia światowa, pewnie kończyłbym Uniwersytet Stefana Batorego w Wilnie z dewizą Hinc itur ad astra (Stąd się idzie do gwiazd), choć i tak nie narzekam, bo ukończyłem Uniwersytet Katolicki w Lublinie z niemniej pięknym zawołaniem Deo et Patriae (Bogu i Ojczyźnie). Trochę zagalopowałem się, kiedy zaczynałem studia nad Wilejką tlił się już cherlawy sowiecki Uniwersytet Wileński.

Tamta wojna uśmierciła część mojej wileńskiej rodziny, katami byli i Niemcy i Sowieci. Kiedy dziadek Julian stanął przed wyborem, wziąć sowiecki paszport czy wyjechać na tzw. ziemie odzyskane, bez wahania zarządził pakowanie i podróż w nieznane, okazało się, że aż do Kołobrzegu.

Wiele wskazuje na to, że wielki konflikt w pobliżu polskiej granicy zamieni się w wojnę. Tuż pod gruzińskim Gori, w r. 2008, ś. p. prezydent Lech Kaczyński wieszczył, niestety prawdziwie, że dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, a pojutrze może Polska. Po zdławieniu niepodległości Czeczeni w drugiej wojnie – przypomnę, że w pierwszej Wielka Rosja przegrała z dwumilionową zaledwie kaukaską republiką – mały pułkownik KGB rozhuśtał ambicje swojego narodu i z aplauzem rodaków odebrał Gruzji dwie prowincje, Abchazję i Osetię Południową. Sześć lat później jeszcze bardziej wzmógł entuzjazm zakompleksionych obywateli znad Wołgi zajmując ukraiński Krym i podburzając Donbas. Kwestią niewiadomą pozostaje „pojutrze”, czyli czas na Polskę.

Zapatrzeni jesteśmy w oblicza dramatów na granicy z Białorusią, słusznie. Tymczasem Armia Czerwona (tak się zwie jeszcze?) mnoży się przy granicy z Ukrainą, gotowa „przywrócić do ruskiej macierzy” przynajmniej Małą Rosję (czyli Donbas), podobne zresztą marzenia mają wielkie Chiny wobec niesfornego Tajwanu.

Zagrożenie wojną jest bardzo realne, choć jeszcze odwoływalne, oby tak się stało. Co robić, kiedy pachnie wojną? Przede wszystkim nie bać się, tylko racjonalnie opracować dobry plan dla siebie, rodziny, najbliższego środowiska. Wyrzucić warto złudzenia i zgubne mity, zabawnie było w lipcu 1939, Polacy radośnie świętowali rocznicę zwycięstwa pod  Grunwaldem i przekonani byli (przy wsparciu propagandy rządowej), że sytuacja powtórzy się znowu. Wywiad pewnie odpoczywał w Truskawcu, bo jakoś przeoczył koncentrację wojsk niemieckich przy granicy. Nie wiem gdzie tegorocznego lata relaksowały się nasze służby, skoro nie wykryły na czas kilkudziesięciu tysięcy przybyszów z Azji i Afryki zlatujących się do Mińska, no chyba, że samoloty leciały nocą, a wtedy, wiadomo, nic nie widać. Znajomy, dawniej oficer w służbach, mówi, że są one dzisiaj mniej więcej na tym samym poziomie jak nasi piłkarze (nożni). Historia przekonuje, że państwo nas nie obroni, ostatni raz udało się to Piłsudskiemu (1920), a wcześniej … chyba Sobieskiemu pod Wiedniem (1683).

Nasze siostry i bracia z Ukrainy wyczuwają zapach wojny, jeden ze znajomych deweloperów twierdzi, że blisko połowę nowych mieszkań w Lublinie wykupują właśnie oni. I to jest mądra postawa, lepiej w czasie najazdu rosyjskiego mieszkać w Europie niźli nad pięknym skądinąd Dnieprem. Jednak całych 40 milionów nie pomieścimy, w ostatnich dwóch latach opuściło swoją ojczyznę ponad pół miliona Ukraińców.

Nie można być także naiwnym, że Ukrainę obroni Unia czy Ameryka, raczej będą słać pełne oburzenia protesty i rezolucje, kto z Brukseli czy Filadelfii zechce umierać za Drohobycz czy Sumy? W 1939 nikt w Londynie i Paryżu ani myślał o nadstawieniu głowy za Gdańsk, coś się zmieniło dziś?

Jeśli wojna jest blisko, trzeba robić rzeczy proste i najważniejsze. Mniej kupować perfum, a więcej bandaży i wody utlenionej. Odłożyć kłótnie i waśnie, odnowić przyjaźnie i sympatie. Dwa razy więcej modlić się i zaprzestać głupich dywagacji. Mocniej ukochać najbliższych, zorganizować sąsiadów, aby szybko sobie pomagać.  Dużo żartować i ładnie psocić, aby przegnać wredne strachy. Jak trzeba – to teraz do sióstr i braci spod Lwowa i Kijowa – chwycić za karabin, może lepiej za dron.

Nadzieję rozniecić, miłość pomnożyć i tarcze wiary ku wrogom obrócić, to nie tylko małego pułkownika Władimira pokona, ale i samego Diabła, ojca wszystkich wojen.

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.