KLUSIA  OCALONA ZA 700 PUSZEK

Piątek 24 września 2021

Klusię znam od prawie roku, mieszka sobie pod Lublinem, na działkach w starym opuszczonym wagonie kolejowym. Mieszka tam razem ze swoimi opiekunami, Anią i Markiem.

Klusia jest szczurzą samicą (szczurzycą?) i jedyną codzienną towarzyszką pary żyjącej bez domu. W wagonie nie ma światła (poza nikłym z baterii), wody, kanalizacji i lodówki. Klusia zawdzięcza swoje imię miłości do klusek, makaronu i pyz, nie znosi frytek.

Miesiąc temu podczas nieobecności gospodarzy do wagonu wkradła się inna, dzika pani szczurowa, pani, bo zaatakowała Klusię, gdyby to był pan szczur, to zająłby się na pewno czym innym na widok pięknej i młodej mieszkanki. Atak był krwawy, Klusia miała poharatane podbrzusze.

Ania z Markiem przez dwie noce latali nocami i rankami po lubelskich osiedlach przy Zalewie, zbierali puszki po piwie i innych napojach. Musieli uciułać 45 zł na weterynaryjną operację Klusi, a 45 zł to prawie 14 kg puszek! A jeden kilogram to minimum 50 puszek, zatem 14 x 50 = 700! Na szczęście lublinianie nie zawiedli, pili i zostawiali puste pojemniki, uff! Przy okazji – nie wrzucajcie na osiedlach puszek do kosza, raczej zostawiajcie obok, to bardzo ułatwi pracę Ani, Markowi i chyba stu innym poszukiwaczom blaszanych skarbów.

Ania z Markiem mają zasady, nie kradną, bo to grzech, nie żebrzą bo to wstyd. Pracują nocami znakomicie wspomagając służby od śmieci.

Ania nawet sobie chwali tamte noce, bo schudła o dwa kilogramy. Pieniądze szły na operację Klusi, trzeba było pościć, a nie kupować mortadelę.

Klusię odwiedziłem wczoraj, jest już w świetnej formie, psoci i strzyże wąsami – patrz zdjęcie. Opiekunowie trochę sfolgowali,  zarobili ostatnio 16 złotych, czyli zebrali ile puszek?

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.