MIŁOŚĆ NA CZTERY PIĘTRA

Czwartek 23 września 2021

Jeden z moich dawnych kolegów, działo się to w ubiegłym wieku kiedy fantazja jeszcze królowała nad pieniądzem, zerwał na lubelskim klombie chyba ponad sto róż. Zaniósł je pod drzwi dziewczyny, w której się zakochał „na zabój”, ale ona go nie chciała. Dziewczyna mieszkała na czwartym piętrze paskudnego bloku przy dawnej alei PKWN w Lublinie, znajomy zawlókł kwiecie pod drzwi jej stancji, wyścielając nim wszystkie piętra, od parteru do czwartego etażu. I zapukał, ona otworzyła, on wyrzekł- „Kocham Cię! Tu są róże, ściąłem je dla Ciebie, nie mam pieniędzy na kupienie, ale ściąłem i masz!”

Panna wpadła w przerażenie, kazała spadać absztyfikantowi na parter, wraz z koleżanką upchały jakoś kwiatki w wazonach, słoikach, szklankach, musztardówkach, trzech butelkach po piwie (puszki dopiero miały nadejść w Polsce), nawet w czterech głębokich talerzach. Na koniec jakieś trzydzieści wpakowały do wanny w łazience i nie korzystały z niej przez dni kilka aż do zwiędnięcia szlachetnych rozet.

Wszystko to było dawno, dawno, ale prawda. Happy endu nie było, on dziś jest prezesem ważnej firmy w Lublinie (sorry Wojtek), ona babcią i emerytowaną nauczycielką pod Szczecinkiem (sorry Alicja).

No i co z tą szaloną miłością dzisiaj? Nie da rady, Straż Miejska przyjedzie i mandat wlepi, kamery widzą  wszystkie skwery z różami i nawet ze stokrotkami, masakra.

Jednak tak w skrytości serca myślę, że jest jeszcze gdzieś ta, co we wszystko wierzy, nigdy nie ustaje, wszystko przetrzyma i nigdy nie ustaje.  A aleję PKWN przemianowano 25 lat temu w ulicę Głęboką.

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.