CZEGO Z KRZYŻA SIĘ UCZĘ Kazanie na Podwyższenie Krzyża Świętego poniedziałek 14 września 2020

Pierwsze krzyżyki kreśliły mi na głowie babcia i mama, to zapewne wiele razy uchroniło mnie w dzieciństwie od niebezpieczeństw, jak choćby wtedy gdy odbiłem się od jadącego samochodu. W komunistycznym liceum dyrektor uznał, że przeciwnicy systemu oznaczają się krzyżykami na szyi i zabronił tego znaku, co jak wiadomo od razu zachęciło mnie i kolegów do eksponowania krucyfiksów.

Pamiętam też głębokie wrażenie, jakie zrobiła na mnie książka Dawida Wilkersona, „Krzyż i sztylet”, opisująca misję tego protestanckiego kaznodziei wśród nowojorskich gangsterów; do środowiska gdzie sztylet stanowił argument on szedł z nauką o krzyżu, jak znaku miłości Boga.

Z wiekiem coraz lepiej rozumiem najistotniejsze sensy krzyża. Pierwszy, że krzyż jest znakiem Bożym, przywołuje pamięć o Jego obecności i bliskości. Drugi sens krzyża to znak całkowitego oddania się Bogu i zaufania Jemu, tak jak uczynił to Chrystus na swoim krzyżu. Trzeci to tajemnica miłości, ale miłości rozżarzonej do maksimum, co rzadko przydarza się ludzkim miłościom, zwykle oszczędnym i najwyżej ciepłym. Czwarty sens, to różne krzyże z mojej biografii, te wzięte zgodnie z wezwaniem Chrystusa („Kto chce iść za Mną, niech weźmie krzyż swój …”), często od nich chciałbym uciec, ale z wewnątrz płynie wsparcie – „Nie poddawaj się, wystarczy sił!”

Mijam przy drogach krzyże, które zostawili tam bliscy tych, którzy zginęli w wypadkach, ogarniam ich krótką modlitwą. Te krzyże są przecież złączone jakoś z krzyżem Chrystusa, ktoś oznaczył nimi wiarę w wieczność.

Dwa ostatnie sensy krzyża, którymi się dzielę, to nadzieja i moc. Krzyż pozwala mi widzieć szanse tam, gdzie po ludzku i z pozoru ich nie ma. I daje siłę, żeby ciągle próbować.

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.