DOPALACZE I INNA DROGA Piątek 10 lipca 2020

Prawdę mówiąc spodziewałem się tego,  z maleńką nadzieją, że się pomylę. Wczoraj wieczorem w jednej z zatok przystankowych w Lublinie policjanci z drogówki (znajomi), testowali kierowców autobusów na obecność narkotyków (może i alkoholu). To oczywiście pokłosie dwóch wypadków w Warszawie, sprawcami były osoby po użyciu narkotyków.

 Nie znalazłem nigdzie potwierdzenia, że to narkotyki były przyczyną wypadków. Podobnie nie zawsze alkohol jest bezpośrednią przyczyną wypadków popełnianych przez kierowców jadących pod jego wpływem.

Nie bronię w  żaden sposób narkotyzujących się czy nadużywających alkoholu kierowców. Nie ganię tez panów z drogówki, raczej współczuję, i bez testowania kierowców mają dużo pracy. Drogówka dostała zlecenie, nie można wykluczyć, że zmasowane testy wykryją większą liczbę smakoszy amfetaminy za kierownicą. Społeczeństwo uwierzy, że istnieje jakiś logiczny związek między kierowaniem autobusami miejskimi a sięganiem po amfę. I uwierzy, że sprawne działania służb wyeliminują biorących prochy i kierujących komunikacją miejską.

Żadne kontrole nie wyeliminują takich przypadków. Jeśli za jakiś czas dwóch taksówkarzy po narkotykach spowoduje wypadki, drogówka będzie miała nowe zadanie. I niech dojdzie do wypadku z udziałem maszynisty kolejowego po amfetaminie, powstanie jeszcze jeden nowy problem, tym razem nie dla drogówki ale dla kolejówki (czyli sokistów). Nie ma żadnego powodu, aby uważać, że procent spożywców narkotyków u kierowców autobusów miejskich jest wyższy niż u taksówkarzy czy maszynistów. Są jednak badania, które pokazują, że ten procent jest dużo wyższy u pracowników korporacji, ci na szczęście nie prowadzą pojazdów z większą liczbą pasażerów.

Na przestrzeni ostatnich blisko 40 lat obserwuję jak bezradnie kolejne władze podchodzą do kwestii narkomanii. Był czas, kiedy niemal wszystkie podmioty zajmowały się tym problemem, było wielkie larum, uliczne i medialne kampanie ostrzegawcze. To był czas  ś. p. Marka Kotańskiego, początki Monaru, z natężeniem tak wysokim, że pojawiały się sarkastyczne prośby o choćby jeden dzień w telewizji „bez Kotańskiego”.  Aż w końcu wykluło się rozwiązanie, które usunęło problem ze świadomości społecznej, ale problem pozostał i narasta. Narkomanię zaliczono do chorób, jak każda inna choroba, do tego liczne są oddziały Monaru, zatem jak ktoś chce, może się kurować.

W mojej ocenie liczba osób używających narkotyki rośnie i będzie rosła, tak jak rośnie liczba środków odurzających (przypomnę tylko sromotną porażkę władz wszelkich z dopalaczami). Nasilenie narkomanii jest efektem rosnącego poczucia pustki, samotności, bezsensu i oddalania się ludzi od siebie. Narkotyki, dopalacze, antydepresanty to wierzchołek góry lodowej. Żadne kontrole nie wyeliminują źródła ludzkich problemów. Skrzywienie cywilizacji przepełnionej kulturą posiadania („więcej mieć”) i egoizmu, będzie potęgowało chęć ucieczki z niej, z pozoru zrealizuje ją „odlot”, narkotykowy, alkoholowy, dopalaczowy. Pustka i samotność pozostaną, chwilowo zamglone amfetaminą i innymi środkami.

Jak w tej sytuacji mówić o prymacie „być” nad „mieć”, prymacie człowieka nad rzeczą, etyki nad techniką i miłosierdzia przed sprawiedliwością? Czyli o filarach Cywilizacji Miłości. Mówię, przypominam. Jest inna droga.

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.