GWOŹDZIE I MIŁOŚĆ Droga Krzyżowa Piątek 12 kwietnia 2019 Aż do znudzenia słyszymy, że wszystko dla nas Jezus uczynił z miłości. Ponieważ nas kocha umarł za nas. Miłość i gwoździe? Miłość i grób? Czy miłość nie przegrała z okrucieństwem Drogi Krzyżowej?

Stacja 1.

Jezus na śmierć skazany

Pora zapomnieć o wszystkich wzniosłych słowach. Tłum miewa idoli, od czasu do czasu. Musi się też na kimś wyżyć.

Ten wyrok to rachunek za popularność, może tylko efekt usunięcia niewygodnego wichrzyciela.

Więc jest tak. Kochasz, a w odpowiedzi słyszysz: skazany na śmierć. Odrzucony. Odepchnięty. Warto było kochać, aby usłyszeć, że to się ma tak skończyć?

Jaki sens ma miłość, gdy otrzymuje się w zamian odrzucenie, ranę, wreszcie karę śmierci?

Stacja 2.

Jezus bierze krzyż na ramiona

Ten krzyż to najgłupszy dowód miłości ze wszystkich możliwych.

Kochać to szaleć, całować się, zanurzyć w namiętność, patrzeć w te wymarzone oczy, poczuć jak ktoś czule obejmuje.

A tu chropawa czułość drewna, nielekkie belki, w żaden sposób nie do ułożenia na plecach.

Żaden thriller z miłością w tle nie ma tak głupiego scenariusza. Że niby o miłości, a tu dźwigać trzeba bele.     

Ciszej z tą miłością.

Stacja 3.

Pierwszy upadek

Na razie to nie wygląda groźnie. To przykry przypadek, nie upadek. Są jeszcze siły i w ciele moc.

Trzeba pamiętać, że to wszystko jest z miłości. Z jednej strony tłum, którego nienawiść ciąży coraz bardziej, z drugiej strony żołnierze, którzy muszą dopilnować swoich obowiązków.

Co ja tutaj robię? Jaka miłość? Kto tu jest wart miłości? Ten wyjący tłum prostaków, żądnych widowiska? Napuszeni faryzeusze, którzy z wysokości pałacu pilotują ten spektakl? Żołnierze? Choć ci najbardziej niewinni, bo tylko dobrze wykonują rozkazy.

Upadłem. Wstaję, dźwigam i pytam: po co kochać?

Stacja 4.

Matka

Słyszała, jak mówiłem, że miłość to najważniejsza sprawa. Ona i tysiące innych, słyszała. Ona i tysiące innych, wierzyła. To miało być piękne. Królestwo Miłości.

Patrzę jej prosto w oczy. Wiesz, mamo, nic z tego nie wyszło, nikt nie chce żyć miłością,  ludzie chcą się bawić, jeździć szybkimi samochodami, lubią adrenalinę i emocje. Miłość to inna bajka.

Sorry, Mama. Nie wyszło.

Stacja 5.

Szymon

O bracie, z jednej strony dobrze, że jesteś, bo będzie lżej. Bogu dzięki, że jest jeszcze jakaś pomoc społeczna. Z drugiej trochę wstyd, że nie dam rady sam.

Szymon też wcale nie z żadnej miłości. Przymusili go, gdy wracał z pola.

Wszystko w życiu jest grą sił, wygrywają silniejsi i bogatsi, na miłość to się można w filmie pogapić albo poczytać w taniej książce. Takie jest życie, ci, co chcą żyć według miłości, mają ciężką drogę w towarzystwie przymuszonych Szymonów.

Stacja 6.

Weronika

Czuję jej ręce. Drobne dziewczęce dłonie. Niech ich nie odrywa. Nie żeby było jakoś lżej. Ale to człowiek przy mnie, tak jak uczyłem.

Może jedna szalona dziewczyna, może tylko ona uwierzyła w miłość. Dużo nie może zrobić. Ociera pot, nawet krew, która też ma prawo do mojej twarzy.

Ta jej chusta jak sakrament zbawienia.

Ale takie chwile, naprawdę chwile, czułości i zrozumienia, czy to nie złudna nadzieja? Czy miłość, która na chwilę dochodzi do głosu, odmieni świat? Weroniko, pomóż uwierzyć.

Stacja 7.

Drugi upadek

To już nie przelewki. Była czułość Weroniki, teraz spotkanie z twardym jerozolimskim brukiem.

Zapomnijmy o miłości i czułości. Chciałem zmienić świat miłością, teraz leżę na bruku. Ideał sięgnął bruku.

W życiu trzeba dbać o swoje, nie przemęczać się, mieć paru przyjaciół do brydża, dobrego laptopa i czas, by pojeździć na nartach.

Jak śmiesznie – i smutno wyszło z miłością. Teraz leżę i wraca pytanie: czy warto było.

Stacja 8.

Niewiasty

Biedne kobitki, dałyby spokój z tą histerią. Płaczą, mażą się i zawodzą.

Przecież nie o to chodziło, nie o wzruszenia i pobożny lament.

Chodziło o to, aby ludzie zaczęli żyć według miłości, by ona była dla nich najważniejsza. Aby zmieniała ich sposób myślenia i mówienia, aby zamieniała się w gesty i czyny.

Co z tego, że parę pobożnych pań się wzruszy, popłacze nad złym światem?

Miłość przegrywa i żadne łzy jej nie pomogą.

Stacja 9.

Trzeci upadek

Nie ma już siły. To już ostatni upadek, żaden przypadek. Jestem już pewny, jak to się skończy. Szymon poszedł na kolację, Weronikę porwał tłum, panie skończyły gorzkie żale.

Jest już bardzo ciężko. Duszno. Jak wstać, kiedy te belki coraz to cięższe? I po co wstać?

Walczyłem o miłość, tłumaczyłem, powstawali na moje słowo z grzechów i Mateusz, i Maria Magdalena. Powstawali paralitycy, trędowaci szaleńcy. Powstała nawet ze śmierci córka Jaira i młodzieniec z Naim. W imię miłości i dzięki jej mocy powstawali. Czy w imię tej miłości, która teraz jest tak bezsilna, ja upadłem i prawie nie mam siły się ruszyć?

Stacja 10.

Odarcie z szat

Jest mi właściwie obojętne, czy skonam w ubraniu, czy nagi. Oby się tylko szybciej to skończyło.

Ci ludzie dyszą chęcią zysku do końca, ograbić bezsilnego skazańca to fraszka. Przecież nawet na pogrzebie można nieźle zarobić.

Chce się umierać i zapomnieć o krótkiej przygodzie pod tytułem „Droga Miłości”.

Ta miłość, w którą wierzyłem i której uczyłem, miała zakrywać wszelki grzech, miała wszystkiemu wierzyć, nie ustawać, cierpliwa być i nie zazdrościć. W zderzeniu z prawami świata, zapomnieliśmy na amen o miłości, odzierają mnie teraz z ostatniego ubrania.

Stacja 11.

Przybicie do krzyża

W finale przygody z życiem i miłością są gwoździe. Prawdziwy heavy metal, który budzi układ nerwowy. Trach, lewa ręka, trach, prawa ręka, lewa noga – trach, prawa noga – trach. Żeby tylko nie jęczeć i nie wyć z bólu.

Powtarzam mantrę: miłość wszystko przetrzyma. Przetrzyma gwoździe też? W lewej ręce, w prawej ręce. Miłość wszystko znosi, gwoździe w prawej nodze, gwoździe w lewej też.

Przygwożdżony, rozstaję się z życiem. Przykazanie nowe daje wam, abyście się wzajemnie przygważdżali.

Wbijajcie gwoździe do końca.

Stacja 12.

Śmierć

Miała być miłość, przyszła śmierć. Tak kończy się miłość. Żadnego happy endu, jak w normalnej love story.

Jak śmierć mocna jest miłość. Frazes. Śmierć jest mocna. Miłość słaba. Jest szalona i nie pamięta o śmierci. Kończy się bólem, krzyżem i beznadziejnym ostatnim tchnieniem.

Więc po co było żyć i kochać? Tylko po to, by tak haniebnie umrzeć w słońcu Golgoty? Wyzionąć ducha, by jak pieczątką potwierdzić, że miłość przegrywa?

Nie ma nikogo tutaj w chwili śmierci. Jeden Jan, jedna Maria Magdalena i Matka.

Za chwilę wpadnę w ziemię, aby obumrzeć, jak to ziarno pszenicy, które ma przynieść ponoć obfity owoc.

Tyle pytań o miłość, a tu pora umierać. Zgasnąć, zamknąć oczy. I po życiu. I po miłości.

Stacja 13.

Zdjęcie z krzyża

Bezwładne ciało, jeszcze raz na wszelki wypadek dźgnięte ostrą włócznią. Rytuał namaszczenia zwłok, owinięcia w prześcieradło.

Te tłumy, które karmiłem chlebem i rybami, które klaskały w dłonie, gdy przechodziłem po lustrze jeziora, przyjaciele z ostatniej wieczerzy – to już TAMTEN ŚWIAT.

Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.

Tak powiedziałem. Tak też zrobiłem.

Stacja 14.

Grób

Jak to się stało, że nie ma mnie w grobie, w którym byłem i który miał pozostać moim adresem już na zawsze?

Jak to się stało, że nie czuję już bólu? Że nie ma tego prześcieradła z kostnicy, trumna psuta, choć taka ozdobna i z okuciami stylowymi? Nie czuję zapachu trupa ani robaków wiercących korytarzyki w brzuchu?

Święty Janie, bierz i pisz:

            Kto miłuje, przeszedł ze śmierci do życia.

            Kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci.

            Kto miłuje, przeszedł ze śmierci do życia.

            Pisz. Może ktoś ci uwierzy.

Trudno jest wybrać miłość i pozwolić się jej poprowadzić na pośmiewisko, na kpinę, może i jakiś rodzaj gwoździ. Miłość z pozoru jest słaba i kto ją wybiera jako drogę życia, nie osiągnie splendoru, nie dorobi się roli idola i dużych pieniędzy.

Jest ofertą jedyną sensowną dla życia, ale ryzykowną i wymagającą.

Tylko wierząc, że kto kocha, przejdzie ze śmierci do życia, można ją wybrać.

Itinerarium

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.