Czwartek 20 września 2018
My, Polacy, ale także inne narody, chcemy być wśród najlepszych, a upatrujemy ich na Zachodzie i w Ameryce. Dlatego jadamy w makdonaldach (choć jakość serwowanych tam potraw bywa bardziej niż obrzydliwa) i chodzimy w podziurawionych dżinsach – chociaż to kompletna wiocha, gorsza od pegeerowskiej (starsi tłumaczą młodszym ostatnie słowo).
To, co modne i powszechne z konieczności musi być płytkie, byle jakie, łatwe do skopiowania, bez jakiejkolwiek wyobraźni i polotu.
Mniejsza o stare kotlety i dziurawe gacie, gorzej jest z zachowaniami i myśleniem, czuciem i działaniem. Tu także wdarła się małostkowość, bylejakość i płycizna. Akceptujemy brzydotę (w imię rzekomego równouprawnienia gustów), dajemy przystęp kłamstwu (o ile można dzięki niemu skutecznie osiągać takie czy inne cele), chamstwo jest jedynie alternatywną wersją kultury i savoir vivru, pytania o sens życia równane są do opinii na temat kosmitów pod Opolem (Lubelskim).
Królestwo Boże Jezus przyrównuje do perły, znalezionej przez wytrwałego poszukiwacza. Perły od ponad 8 000 lat stanowią przedmiot zachwytu. Nie dlatego, żeby miały jakieś wyjątkowe właściwości lecznicze czy smakowe. Są bardzo rzadkie (z wyjątkiem tych hodowanych w akwariach), niezwykłe, oryginalne, niepowtarzalne, jedyne.
I każdy, kto pójdzie za głosem Pana Jezusa będzie taką perłą, zdobędzie pełnię życia, nawet więcej, wieczne życie.
Ilustracja – Dziewczyna ważąca perły, Jan Vermeer (1662).
Perły są jak wiadomo rzadkim towarem

