NIE MA BOŻEGO NARODZENIA BEZ DZIELENIA

Środa 6 grudnia 2017 Chleba nam nie brakuje, jedliśmy i piliśmy już prawie wszystko, nie wzruszy nas tłuste mięso i wyborne wina z proroctwa Izajasza czy chleb i ryby z dzisiejszej Ewangelii. Te obrazy mogą przemówić do wyobraźni trzech milionów Jemeńczyków, zagrożonych śmiercią głodową (o czym pisze się rzadko).

My będziemy jeść i pić, oni może coś włożą do ust a może nic, my będziemy śpiewać „Bóg się rodzi”, oni będą organizować pogrzeby swoich dzieci. O dalekim Jemenie, gdzie toczy się wyniszczająca wojna wiemy mało.

W Polsce, Lublinie, może nikt z głodu chyba nie umrze. Na pewno jednak dziesiątki tysięcy ubogich i bezdomnych Polaków – w Lublinie myślę, że przynajmniej blisko dwa tysiące – nie zjedzą w Święta do syta. Często, to prawda, z własnej winy, również z powodu bezradności, alkoholizmu.

Ci głodni rodacy nie przyjdą do naszych mieszkań i domów, nie wedrą się na nasze salony i nie zabiorą nam karpi, śledzi i uszek do barszczu. Te niezjedzone karpie, śledzie i uszka wyrzucimy zresztą na śmieci po Świętach.

Uczniowie Jezusa z dzisiejszej Ewangelii dawali tłumom chleb i ryby, tak nakarmili głodnych. Głodni i ubodzy nie przyjdą sami po nasze dwanaście potraw. My możemy ich nakarmić, mamy z czego.

Święta są farsą, żałosną fiestą obżartych i rozśpiewanych kolędami chrześcijan. Nie ma Bożego Narodzenia bez dzielenia. Jeśli nie podzielimy się swoimi smakołykami, jesteśmy poganami darmo idącymi na Pasterki i kłaniającymi się Dzieciątku w żłóbkach. My śpiewamy i kłaniamy się, głodni i ubodzy nasycą się dopiero na uczcie Pana Boga.

 

Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarz wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody; raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza, zdejmie hańbę ze swego ludu na całej ziemi, bo Pan przyrzekł. 

I powiedzą w owym dniu: Oto nasz Bóg, Ten, któremu zaufaliśmy, że nas wybawi; oto Pan, w którym złożyliśmy naszą ufność; cieszmy się i radujmy z Jego zbawienia! Albowiem ręka Pana spocznie na tej górze. (Iz 25, 6 – 10a)

 

Jezus przyszedł nad Jezioro Galilejskie. Wszedł na górę i tam siedział. I przyszły do Niego wielkie tłumy, mając z sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyli ich u Jego stóp, a On ich uzdrowił. Tłumy zdumiewały się, widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, niewidomi widzą. I wielbiły Boga Izraela. 

Lecz Jezus przywołał swoich uczniów i rzekł: «Żal Mi tego tłumu! Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze». Na to rzekli Mu uczniowie: «Skąd tu na pustkowiu weźmiemy tyle chleba, żeby nakarmić tak wielki tłum?» Jezus zapytał ich: «Ile macie chlebów?» Odpowiedzieli: «Siedem i parę rybek». A gdy polecił tłumowi usiąść na ziemi, wziął siedem chlebów i ryby, i odmówiwszy dziękczynienie, połamał, dawał uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do syta, a pozostałych ułomków zebrano jeszcze siedem pełnych koszów. (Mt 15, 29 – 37)

Itinerarium

Dodaj komentarz