LEK NA STRAPIENIA

Czwartek 13 lipca 2017 Od kilku dni uczestniczę w obozie dla dzieci, są Ukraińcy i Polacy. Problemów językowych nie ma, ręce pracują na wysokich obrotach. Są inne problemy.

Wczoraj jeden z malców, nawet nie 10-letni, przeżywał ogromne strapienie. Mocno zatęsknił za mamą, tak mocno, że nie tknął obiadu, ani zupy ani drugiego dania ani kompotu. Mądra pani kierowniczka przytulała, tłumaczyła, słuchała. Włączyłem się i ja. Sytuacja się poprawiła i myślę, że chłopiec pozostanie do końca.

W zapomnianych uczynkach miłosiernych względem duszy (bo są i względem ciała) znajdziemy wezwanie, aby „strapionych pocieszać” – czwarty z siedmiu. Są strapienia, które zatruwają myśli, wyobraźnię, sięgają aż po duszę. Dorośli wiedzą, że malcowi kiedyś takie emocje przejdą, ale teraz rozłąka z mamą to wielkie strapienie.

Na strapienia małe i wielkie mamy jeden trzyskładnikowy lek. Obecność, słowo i słuchanie. Nie można od strapionych uciekać, odchodzić, lekceważyć, trzeba być. Można dać słowo, dobre, ciepłe, życzliwe, serdeczne, oczywiście nie w formule „keep smiling”. Można strapienie potraktować serio, namyślić się, poszukać słów niosących pociechę i siłę, rozpraszających smutek czy ból. Trzeba mówić – nie gadać!

Obecność i słowo to dwa składniki. Trzecim jest zdolność wysłuchania. Okazuje się, że dobrze i uważnie wysłuchane strapienie zmniejsza się o połowę a zwykle całkiem znika.

Itinerarium

Dodaj komentarz