ŚWINIE ZAWSZE ZDĄŻĄ PODROSNĄĆ

Poniedziałek 10 grudnia 2012

Ania była piękną – i myślę, że nadal jest – dziewczyną. Kończyła dobry kierunek studiów, radziła sobie świetnie. I przygotowywała się do ślubu.
Frajdę sprawiało jej wyszukiwanie welonu, dobór bucików (tak mówiła, bucików, nie butów) i opracowanie scenariusza wesela. Do ślubu pozostały dwa tygodnie, miał być na początku czerwca.
Majowy spacer Ania przeznaczyła na sprecyzowanie kalendarza spotkań z koleżankami i ustalenie przebiegu bajecznego wieczoru panieńskiego. Szła alejką w parku rozszczebiotanym plotkami dorosłych i dzieci. Maj, bzy, słowiki, ławeczki, ach, och!
Szlag trafił Anię nagle. Albo łaska Boża. Jak zwał, tak zwał. Efekt taki, że zrozumiała, iż ślubu nie będzie.
Rozmawialiśmy dość długo. Ania raz się śmiała, raz beczała rozpłakana. Ślubu i wesela nie było łatwo odwołać, za mało czasu. Musiała sama wziąć na siebie kwestię obdzwonienia swojej rodziny i rodziny niedoszłego męża. Najgorzej było z babcią. „Aniu, same straty, dom weselny wynajęty, orkiestra zapłacona, świnie pobite, ciasta upieczone, wódka się mrozi …”
A Ania – „Babciu, ale ja go nie kocham!” Babcia wiedziała swoje – „Miłość przyjdzie później, teraz trzeba iść do ołtarza!”
Ania nie poszła. „To co się stało?” – pytam. „Wiesz, jak poszłam na spacer, nagle mnie olśniło, że ja go nie kocham! Wcześniej byłam na ślubie moich koleżanek, przyjaciółek. Ekstra było, suknie, welony, Ave Maria na skrzypcach, Mendelsohn … To mnie nakręciło, chciałam jak wszystkie moje koleżanki … Chodziłam z nim dwa lata, wiesz, koniec studiów, wszystkie nawijają o małżeństwie, ślubie, dzieciach. Wzięło mnie to, nakręciło. I jak poszłam na spacer, walnęło mi prosto w łeb, że ja go nie kocham! To szopka, nadmuchane jaja, bez sensu!”
Niedoszły mąż Ani jest już mężem i ojcem. Ania zakochana po uszy, myśli o małżeństwie, z zupełnie innym człowiekiem. Babcia modli się o szczęście dla wnuczki. Wódka pewnie się rozmroziła, świnie nowe podrosły.
Boże Narodzenie wyzwala nas z pozorów, gier i innych pierdół. Dokonuje się tam, gdzie naprawdę kochamy. A świnie zawsze zdążą podrosnąć.

PS. Przypominam niezmiennie, że w Adwencie opowiadam w Itinerarium historie, w których otarłem się jakoś o Boże Narodzenie. To sytuacje, które nazwałbym nawet Bożym Narodzeniem, choć chyba żadna z nich nie wydarzyła się w czasie Świąt. Wszystkie historie są prawdziwe, albo w nich uczestniczyłem albo znam je ze słyszenia, ale z pewnego źródła. Czasem napiszę dlaczego konkretna historia dawała mi przedsmak Bożego Narodzenia. Bożego Narodzenia, Tajemnicy, którą niestety chyba zatracamy w coraz bardziej bezsensownym świętowaniu.

Itinerarium , , , , ,

1 response to ŚWINIE ZAWSZE ZDĄŻĄ PODROSNĄĆ


  1. MR

    To może zlikwidujmy te święta Bożego Narodzenia i niech każdy ma Boże Narodzenie kiedykolwiek w ciągu roku, wtedy, kiedy go ta Tajemnica dotknie, jeśli go dotknie. Przecież tak naprawdę niepotrzebne są nam te choinki, żadnego powiązania z religią nie mają, tylko blichtr, pozory i inne pierdoły, miejsce, gdzie te prezenty położyć trzeba. I te karpie nieszczęsne, które zanim końca swojego żywota doczekają, często drogę kaźni zgotowanej przez człowieka przejść muszą, w brudnej wodzie albo i bez wody, w torbie foliowej, w ścisku, wreszcie nieumiejętnie ubijane lub może nawet na żywca patroszone.
    Tylko, że w sprawie tych Świąt i świętowania, zwłaszcza bezsensownego, inicjatywa ze strony Kościoła być musi.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.