OCHRA ZMIESZANA Z POMARAŃCZĄ

Czwartek 19 lipca 2012

Pewien malarz miał ciągle w głowie wizję pięknego obrazu. Już od dzieciństwa marzył, aby przelać na płótno swoje przeczucia i wyobrażenia. Potem, w młodości, kupował farby, pędzle i ramy. Kilka razy przysiadał i już prawie zaczynał malować. Ale wtedy przychodziła mu myśl, że jeszcze nie sprecyzował niektórych szczegółów. Dalej więc szedł i wpatrywał się w pola, drzewa i kwiaty, szukając natchnień do swojego życiowego pejzażu.
Niestety, artystom także zdarza się żeniaczka. I sprawy z żoną, dziećmi, domem i pieniędzmi wciąż przesuwały w przyszłość powstanie obrazu. Najgorsze zaczęło się wraz z wnukami, którym trzeba było opowiadać co się dzieje za siedmioma górami i rzekami a pędzle wiotczały na strychu.
Parę lat po siedemdziesiątce artysta wybawił już wnuki i zasiadł wreszcie przy sztalugach. Przeraził się, bo nie potrafił już dobrze rozróżniać błękitu paryskiego od pruskiego, kolor fiołkowy zlewał się w jedno z fuksją, a ochra zdawała się być zwykłą pomarańczą. Pewnego ranka, stara żona znalazła artystę martwego w samotnym atelier na poddaszu.
Każdy z nas nosi w sobie cudowne wizje i idee, które odkłada na odległe „kiedyś”. I tak możemy pomrzeć bez jedynych dzieł, dla których naprawdę urodziliśmy się i żyjemy.

Itinerarium , , , , , , ,

1 response to OCHRA ZMIESZANA Z POMARAŃCZĄ


  1. m.

    Cudowny tekst – brak czasu na jedyny obraz, który nosimy tylko w sobie zostawi po nas pustkę, jeśli nie ujawnimy jego piękna ….to wielkie zaniedbanie!
    Dziękuję!
    I pozdrawiam z Wrocławia!
    M.

Dodaj komentarz