Człowiek powinien myśleć racjonalnie. Czyli, na przykład, zakładać, że jutro jeszcze nie będzie końca świata, więc warto dziś wieczorem posprzątać na biurku.
Może to nie jest dobry przykład, bo ja i tak nigdy nie sprzątam na biurku, a żonie nie pozwalam, choć się do tego pali. Aha, skoro już o żonie, to miała pewne pretensje, bo ostatnio napisałem, że oszukuję głównie siebie. A ona twierdzi, że oszukuję także ją. Oczywiście, czasem oszukuję, ale wydaje mi się, że u świętoduchowców obowiązuje doktryna, że mąż i żona to jedno, więc jak piszę, że oszukuję siebie, to chyba jasne, że ją też oszukuję. Tyle wyjaśnienia.
Ale ma być o racjonalności. No więc wyobraź sobie, ewentualny Czytelniku, taką oto sytuację:
Jesteś uczestnikiem telewizyjnego quizu. Przed tobą troje drzwi. Za jednymi jest czek na milion złotych (albo jeszcze lepiej: euro), za dwoma innymi banany (też fajnie, ale to jednak nie to samo). Możesz wskazać dowolne drzwi i zabrać to, co znajdziesz.
Prowadzący quiz wie, gdzie są konfitury, a gdzie banany, ale ma twarz nieprzeniknioną, jak Hubert Urbański w milionerach. Po długich wahaniach wskazujesz w końcu jakieś drzwi. Pan H.U. robi małpie miny, ale wcale ich nie otwiera, bo lubi dręczyć – w końcu za to mu płacą. W zamian otwiera inne drzwi, za którymi widzisz banana. I teraz pan H. składa ci wyjątkowo wredną propozycję: albo pozostajesz przy swoim pierwotnym wyborze, albo go zmieniasz i wskazujesz drugie drzwi, za którymi też może być milion. Ale za zmianę płacisz 10 zł.
Czujesz już, jak zaczynasz się pocić? Milion to niezła sumka. I myślisz sobie: jak to dobrze nie mieć wyboru, po co ten H.U. w ogóle się wtrącił. (O dobrodziejstwach braku wyboru będzie innym razem, bo to już wyższa szkoła jazdy, mądrość Wschodu, a my tu na razie jesteśmy na kursie podstawowym). No ale ad rem: zmieniacie drzwi, czy nie?
Googlajcie sobie do woli przez tydzień. I tak nic nie znajdziecie. Tym razem trzeba pomyśleć, a nie tak jak ostatnio wklepać dwa słowa i myk.
Dla ułatwienia dodam, że ja wybrałem nieracjonalnie. Ale chociaż już wiem, że wybrałem nieracjonalnie, to i tak gdybym miał wybierać jeszcze raz, wybrałbym tak samo. Człowiek stuprocentowo racjonalny jest jeszcze bardziej nieznośny, niż człowiek stuprocentowo cnotliwy.
Bohater zagadki z zeszłego tygodnia, Leszek Kołakowski, też nie zawsze postępował supercnotliwie i superracjonalnie, a wielkim filozofem i człowiekiem jest. Czego i wam życzę.
A oto nagrody-porady dla laureatów konkursu:
Dla Pani Agnieszki: Nie wystarczy znać tytuł eseju, trzeba jeszcze esej przeczytać, najlepiej ze zrozumieniem.
Dla Pani Marii: O godz. 3:20 należy spać, a jeśli już musimy czytać, to Kołakowskiego, a nie „Spoza kruchty”. W ostateczności można też czytać „Itinerarium”.
Dla Pani Rysbar: Odpowiadać wprost, bo to przecież ja daję zagadki.
Dla Pani Ewy: Przekazać dzisiejszą zagadkę Panu Karolowi. Taki mądry, a ciekawe czy rozwiąże…
Dla Pani Kasi: Nie udawać, że się nie wie, jak się wie.
Dla Pani Moniki: Mniej dbać o pamięć, bo jak się wszystko pamięta, to nie da się żyć.
Dla pozostałych nie mam porad, bo skończyły mi się pomysły.
Jan Pleszczyński

