Często spotykam ludzi śpiących. To moje bardzo osobiste spostrzeżenie i opinia.
Ludzi, dla których większego znaczenia nie ma upływ czasu, którzy akceptują bez oporów trochę prawdy i trochę kłamstwa w swoim życiu, którzy w równym stopniu cenią dobro i zło, a żywsze reakcje objawiają dopiero gdy zabraknie im piwa albo gdy zmarzną niespodzianie.
Nawet nie chodzi o to, że nie dokonają niczego wżyciu. Tracą jednak to, co najpiękniejsze. Nie pokochają nikogo na całego, nie dostaną także od nikogo prawdziwej miłości. Bóg pozostanie dla nich jedną z wielu niewiadomych, której nie poświęcą szczypty uwagi. Pojedzą, popiją, ponarzekają na wredny świat i pójdą spać, w przekonaniu, że to jedna z największych przyjemności. Ludzie śpiący. A życie to nieustanny bal przebudzonych.

