PALĄCA POTRZEBA NR 1

W każdym z nas są pokłady dobra, zdolność do współczucia, solidarności i chęć pomocy innym, zwłaszcza gdy widzimy, że jest z nimi źle.

Jeśli przypominam tę z pozoru banalną prawdę, to tylko w przekonaniu, że trzeba to robić, aby nie zapomnieć i nie zatracić tego wymiaru naszego człowieczeństwa. A myślę, że szybko postępuje przesuwanie odpowiedzialności na instytucje i struktury, z jednoczesnym zwalnianiem siebie z poczucia powinności. Płacę podatki, niemałe, więc niech ktoś – państwo, miasto, pomoc społeczna – weźmie się i rozwiąże problem ubogich dzieci, bezdomnych czy uchodźców. Prócz podatków mogę jeszcze wysłać esemesa na jakąś dobrą akcję, wrzucić coś do puszki w zbiórce ulicznej. I dobre samopoczucie gwarantowane – jakoś się przecież dołożyłem, włączyłem w zbożne dzieło. Niestety nie są to metody rzeczywistego rozwiązywania problemów, ponadto tworzą iluzję zaangażowania. Najpoważniejszy deficyt to nie środki rzeczowe czy finanse, ale ludzie, którzy zdolni są emanować dobrem czy współczuciem. Powoli następuje przyrost różnych dotacji i finansów na rzecz tzw. obszarów wykluczenia. I co? Nadal następuje – prawie proporcjonalnie – przyrost bezdomnych, ubogich dzieci i ludzi zagubionych. Świadomość, że pieniądze, nawet największe dotacje, nie rozwiązują najważniejszych problemów, że potrzeba głównie ludzi przejętych sytuacją innych, ma rozstrzygające znaczenie.

W sukurs takiemu myśleniu przychodzi też Ewangelia, która w żadnym miejscu nie postuluje pieniędzy czy innych środków jako antidotum na zło i biedę. Przeciwnie, Ewangelia wciąż postuluje miłość jako receptę na zło. A jak miłość, to przede wszystkim ty, z całym potencjałem dobra i współczucia. Najbardziej potrzeba ciebie.

NAJWAŻNIEJSZA , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.