Dwadzieścia lat temu narodziły się Światowe Dni Młodzieży. I po raz pierwszy w Rzymie młodzież, na apel Jana Pawła II, zeszła się w Rzymie. Zeszła i zjechała (rzymskim metrem i kolejkami), z Rzymu i okolic, niewielu było spoza Włoch, bo to jeszcze wtedy wszyscy myśleli, że to będzie raz. Raz i więcej nie. Był wówczas (za sprawą ONZ) Rok Młodzieży. Więc wszyscy myśleli, że to przy okazji pokadzi się młodym, że są ważni, połechce ich ambicje i tyle. A tu nowy nurt, strumień buchnął i płynie już dwadzieścia lat. Teraz, w Kolonii i całych Niemczech, będzie wirował i skręcał, jeszcze nie wiadomo gdzie. Jaki ważny – teraz to można powiedzieć – ten strumień, siła wielu wspólnie czujących serc. Czujących, że miłość jest ważna, że przyjaźń łamie lody wszelkie, że w gruncie rzeczy jesteśmy niewyobrażalnie blisko. I to jest nadzieja, szlak i pokrzepienie wielkie. Za dwadzieścia lat zrozumiemy pewnie dlaczego i po co to wszystko.
Bóg jest wciąż młody. Odmładza się w sercu każdego, kto wybiera sercem i otwartą myślą. Schodzi się z ludźmi, którzy czynią pierwszy krok. Rozgaszcza się w ludziach, którzy idą, budują i wierzą. Tak jesteśmy jednym wielkim spotkaniem – Boga z nami, Boga między nami i Boga w nas.

