I PO WIOŚNIE

20 czerwca 2005

Słoneczko wstało dziś o czwartej czternaście. Położy się pięknie spać dopiero minutę po dwudziestej pierwszej. Szesnaście godzin i czterdzieści siedem minut cudownej pracy. Kończy się wiosna i dziś jest najdłuższy bodaj dzień w roku. Zaraz wyskoczy lato, dni jeden po drugim coraz krótsze, i tak aż do końca grudnia.

Nie zmieniłem Itinerarium na wersję astronomiczną, nie. Piszę tylko dlatego o tych szaleństwach na nieboskłonie, bo bardzo pozwalają przyswajać przesłania ewangeliczne. Czytam dziś: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni.” I dalej o zaburzeniach wizualnych, gdy lepiej się dostrzega źdźbło (vel drzazgę) w oku sąsiada niż belkę (na przykład taką o średnicy 25 cm) we własnym ślicznym oczku.

Trzeba się napatrzeć na wschody słońca o czwartej z groszami i zachody po dziewiątej, aby odłożyć chęć sądzenia, etykietowania i porównywania się z innymi. Piękno lasu czy jeziora pozwala nam w końcu zapomnieć o sobie i nieustannej grze w „lepiej – gorzej” (w stosunku do innych). Grubaśne dęby nie boczą się na smukłe brzozy. Robią swoje. Sójkom do głowy nie przyjdzie źle świergotać o głośnych dzięciołach.

Nie porównuj się z innymi, czy już są przed tobą czy nadal parę kroków za tobą. Podziwiaj wschody i zachody słońca. I pozwól sercu pracować jak słońce na niebie, równym blaskiem ozłacając każdego, co obok, przed czy za tobą, idzie.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

Comments are closed.