ZAROBEK NA SZCZĘŚCIU

Niewielu z was uwierzy, ale prawda jest taka, że szczęścia nie ma. No, może łagodniej – jest takie słowo. Na tym słowie i odmienianiu go na różne przypadki zarabiają autorzy piosenek i powieściopisarze, a także dziennikarze i recenzenci. Szczęścia nie ma, ale ktoś pisze piosenkę (jak zgrabna to można zarobić), potem ktoś ją emituje w eterze (też zarabia). Tak samo z powieściami o szczęściu – i autor i wydawca i recenzent zarobią. Nawet belfer, który wpajać będzie młodzieży tezy o szczęściu na podstawie lektury.

Zadziwiające – nieprawdaż – ile można zarobić na czymś co nie istnieje? Choć wszyscy chcielibyśmy, aby istniało. Najlepiej po dwa złote w supermarkecie przy kasie. Żeby przy okazji dorzucić do koszyka.

Piosenki o szczęściu mamią słuchacza, powieści czytelnika. Skoro ludzie to biorą ( i to bierze ludzi), biznes trzyma się nieźle.

Potrzebujemy mitu? I jakoś wciąż pozwalamy sobie, by ktoś tę potrzebę wykorzystał. Dziewczyna daje sobie powróżyć – Cygance – oddając za wizje szczęścia całe dwa tysiące złotych. Kupujemy to i tamto (do kuchni, łazienki, garażu, na regał, na ręce i szyję) setki, tysiące przedmiotów. I wszystkie puste. Ani ziarenka, najdrobniejszego, szczęścia.

POZIOMKI

Znów nikt nie uwierzy. No, może prawie nikt. Wczoraj – w środę – wczesnym popołudniem, znalazłem w centrum mojego miasta, największym centrum, przypadkiem się pochylając – dwie poziomki. Wiem, miasto jest duże, jest połowa września. Uwierzcie nie byłem pod działaniem czegokolwiek zniekształcającego pole widzenia, jak i teraz gdy piszę Itinerarium. Dwie poziomki – większą, którą nazwałem matką i drugą maleńką, córkę. Dwie poziomki, we wrześniu, w środku wielkiego miasta.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.