DO PANA BOGA ZA POLITYKÓW

Czwartek 6 listopada 2014

Wiecie co jest jedną z najcenniejszych form miłości? Proszę nie przestać czytać! Otóż niezwykle cenną  formą miłości jest POLITYKA!

Proszę się nie denerwować, ja tylko cytuję papieża Franciszka: Polityka, tak bardzo oczerniana, jest powołaniem wzniosłym, jest jedną z  najcenniejszych form miłości, ponieważ szuka dobra wspólnego”. 

Za niecałe dwa tygodnie zmierzymy się z polityką wybierając tych, którzy zarządzać będą naszymi gminami, miastami, powiatami i województwami. Przypuszczam, że większość z was zna przynajmniej niektórych kandydatów. Generalnie jesteśmy przeciwko polityce i politykom, seanse wzajemnych napaści, składanie pustych obietnic i nie liczenie się z życiem zwykłych ludzi, możemy długo wyliczać grzechy naszych przywódców. Jesteśmy zresztą w tym bardzo dobrzy.

Zakładam, w nawet w niektórych przypadkach wiem, że kandydaci na wójtów, burmistrzów i prezydentów, naprawdę kochają swoje wsie, gminy i miasta. Znają je, mieszkają tam, rozumieją ludzi. Wiedzą także, że decydując się na kandydowanie wystawią się na krytykę, hejtowanie w Internecie i podejrzenia. Część pewnie czuje się dobrze w atmosferze walki, bo tak wygląda dziś scena polityczna. Pomyślmy jednak także, że taka jest cena służby.

Jest wielu uczciwych i sensownych polityków, podobnie jak nauczycieli, taksówkarzy i dziennikarzy (i w każdej innej sferze). Polityka nie jest jakimś szczególnym miejscem zła i anomalii.

Marzą mi się politycy pochyleni nad biednymi, bezdomnymi, niedożywionymi; trochę już takich mamy.

A jeśli już nie umiemy się przełamać i polubić świata polityki, zróbmy to co Franciszek, pomódlmy się za naszych polityków. Nie sądzę, aby taka intencja gościła często w naszych westchnieniach do Boga. Miałem okazję przekazać niedawno jednemu z naszych ministrów cytowany niżej fragment z adhortacji papieskiej. Ucieszył się i skomentował: „Dobrze, że ktoś jeszcze tak o nas myśli i modli się za nas.”

 

  1. Proszę Boga, by rosła liczba polityków zdolnych do podjęcia

autentycznego dialogu ukierunkowanego na skuteczne uzdrowienie

głębokich korzeni, a nie zewnętrznych przejawów chorób naszego świata! Polityka, tak bardzo oczerniana, jest powołaniem wzniosłym, jest jedną z  najcenniejszych form miłości, ponieważ szuka dobra wspólnego. Musimy się przekonać, że miłość «jest nie tylko zasadą relacji w skali mikro: więzi przyjacielskich, rodzinnych, małej grupy, ale także w skali makro: stosunków społecznych, ekonomicznych

i politycznych».

Proszę Pana, by obdarzył nas politykami, którym

rzeczywiście leży na sercu dobro społeczeństwa, ludu, życie ubogich!

Koniecznie trzeba, by rządzący i władza finansowa podnieśli wzrok

i poszerzyli swoje perspektywy, by postarali się, żeby godna praca,

oświata i opieka zdrowotna były dostępne dla wszystkich obywateli.

A dlaczego nie zwracać się do Boga, by zainspirował ich plany? Jestem

przekonany, że otwarcie się na transcendencję mogłoby uformować

nową mentalność polityczną i  ekonomiczną, która pomogłaby

przezwyciężyć absolutną dychotomię między ekonomią a społecznym

dobrem wspólnym. (Franciszek, Adhortacja „Evangelii Gaudium”, 205).

 

Itinerarium

BÓG NA DZIEŃ DOBRY I PRZY PODUSZCE

Środa 5 października 2014

Dom trzyma się dzięki mocnym, solidnym, niezawodnym fundamentom. Dla żołnierzy na froncie punktem oparcia są okopy, chroniące przed kulami. Taternik potrzebuje liny zabezpieczającej przed skutkami nagłego odpadnięcia od skały.

Porównania zawsze mają słabe strony, ale najważniejszym oparciem życiowym jest zaufanie Bogu. Fantastycznie wyraził to św. Paweł, cytuję niżej jego zapis z Listu do Rzymian. Choroby, wypadki, strata pracy czy majątku, napięcia w życiu rodzinnym, zawodowym, niepewność przyszłości, groźba wojny, w różnym stopniu te sprawy dotyczą każdego z nas. Zaufać Bogu, który ani na chwilę nie traci nas z oczu, mimo dramatów dookoła nas.

Oprócz tych gorszych chwil, zaufanie Bogu jest także światłem w codzienności. Dobrze jest otwierać oczy z pewnością, że Ktoś już na nas czeka. I dobrze jest zasypiać z Bogiem przy poduszce. Dobrze jest zaprosić Go do samochodu, zanim wyruszymy w drogę, podczas której nie wszystko od nas zależy. Dobrze jest iść z Nim na trudną rozmowę i razem z Nim szukać rozwiązania dla skomplikowanych spraw.

Ufność w Bogu czyni nas mocnymi ludźmi, którzy mają w Nim niezwodne oparcie w złych dniach i cichą radość w najzwyklejszych momentach, od świtu po głęboką noc.

 

 

Cóż więc na to powiemy? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł za nas śmierć, co więcej – zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami? Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: “Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź”. Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. 

I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. (Rz 8).

 

Itinerarium

WIĘCEJ MIŁOŚCI

Wtorek 4 listopada 2014

Szesnasty października, 1978. Drugi kwietnia, 2005. Data wyboru na papieża, data Jego śmierci. Osiemnasty maja, 1920, dzień urodzin Wojtyły. Dwudziestego siódmego kwietnia, 2014, kanonizacja na świętego.

I jest czwarty listopada, imieniny Karola, we wspomnienie św. Karola Boromeusza. Od Karola z Wadowic po świętego czczonego na całym świecie. Codziennie myślę o nim, modlę się przez Jego wstawiennictwo. Dla mnie On cały czas jest. Pierwszego listopada, dawno bo w 1946 roku został księdzem, wyświęcony trochę potajemnie przez kardynała Sapiehę.

Wiem, są filmy, piosenki, wiersze o Karolu, który został papieżem i to Wielkim. Karol Wojtyła sam pisał wiersze i poezje, grał w piłkę nożną, spływał kajakami na Mazurach, poznawał języki obce, jeździł na obozy z młodzieżą, dużo czytał, myślał, pisał, znał smak fizycznej pracy (w Solwayu, chemia), grał w teatrach, lubił śpiewać przy ogniskach. A potem? Potem były encykliki, adhortacje, listy apostolskie, wizyty w ponad 100 krajach, od Polski po Kazachstan i Kubę, od Ukrainy po Papuę Nową Gwineę. I setki innych niezwykłych rzeczy i słów, z których najmniej może ważne są te o kremówkach po maturze.

W toku zwykłych zajęć i zdarzeń, pośród pracy, nauki i rozmów, nie możemy zapomnieć o miłości do Boga i ludzi. Peany na cześć wielkości Wojtyły i Jana Pawła II, pomijają ten aspekt. Człowiek rośnie na  świętego przez stałą, codzienną miłość, przy pracy w fabryce chemikaliów, przy komputerze, wtedy, gdy pisze wiersze i wstukuje w szablon dane do faktur i pitów. I wtedy, gdy zasiada do pisania encykliki, i wtedy gdy odpisuje na emaila.

Więcej miłości, święty Janie Pawle, Karolu z Wadowic, uproś nam!

Itinerarium

ŻYWSZE TEMPO LISTOPADA

Poniedziałek 3 listopada 2014

Bałtyckie łososie rozpoczęły właśnie okres godowy, w tym celu wpływają do rzek, a nawet strumieni, szukają kamienistego i piaszczystego dna, gdzie złożą ikrę. W okresie tarła są także pstrągi. Z punktu widzenia mieszczuchów listopad, zimno i perspektywa mrozów, nie wydają się dobrą porą do większej aktywności. Niektórzy hołdują zasadzie – aby do wiosny, z tym, że często oznacza to zamianę lenistwa jesienno-zimowego na wiosenno-letnie.

Może po wizytach na cmentarzach lepiej rozumiemy, że wszystko uzależnione jest od czasu i że wcale nie mamy go za wiele. Patrząc na nagrobki i daty śmierci, dobrze jest wziąć się serio za najważniejsze sprawy naszego życia. Zwykle są poodkładane, poprzesuwane i zamrożone. Myślę o sprawach do przebaczenia, do powiedzenia, do oddania, do zaczęcia. Czasu wcale nie mamy za wiele i obyśmy zdążyli.

Czasu potrzebujemy także na przyjaźń i miłość. One umierają w atmosferze „od czasu do czasu”. Skąpiąc czasu oddalamy się od spełnienia marzeń i planów, nic nie wyjdzie na wiosnę z rzeczy odłożonych w listopadzie.

Chcemy zdążyć, z życiem, z miłością, z Bogiem – musimy przyśpieszyć od dziś.

Itinerarium

RAZ SIĘ ŻYJE

Kazanie na Dzień Zaduszny Niedziela 2 listopada 2014

Raz się żyje. Dlatego trzeba to zrobić najpiękniej jak można.

Po to, by nie żałować. Ale tak, by życie się nie kończyło, najwyżej przemieniało w chwili śmierci.

Wierzę w ciała zmartwychwstanie i żywot wieczny. Amen.

Kazanie głosem: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

 

(Łk 23,44-46.50.52-53;24,1-6a)
Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach wyzionął ducha. Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Wysokiej Rady. On to udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany. W pierwszy dzień tygodnia poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał.

Itinerarium

POMNOŻENIE MIŁOŚCI

Kazanie na 1 listopada sobota

Wszystkich Świętych

Mówimy dziś o bliskich zmarłych, wspominamy ich, idziemy do ich grobów, odmawiamy modlitwy, zapalamy znicze, kładziemy kwiaty. Tyle z miłości możemy zrobić. Wiadomo, że ona śmierć pokonuje. Dlatego, jak już wrócimy z cmentarzy, podwójmy miłość do tych, z którymi jeszcze idziemy przez życie.

Bardzo dobrze, że dbamy o zmarłych. Oni są. I my będziemy.

Itinerarium

POLSKIE I ŚWIĘTE

Piątek 31 października 2014

Mam w swoim życiorysie spotkania przynajmniej z dwoma osobami uznanymi za święte i błogosławione, dlatego przez ich wstawiennictwo modlę się codziennie. Święty Jan Paweł II i błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko dla mojego pokolenia wydają się bardzo bliscy, „nasi”; żyliśmy w tych samych czasach, te same wydarzenia są częścią ich i naszego życiorysu.Może ta bliskość wynika też z tego, że jeszcze pamiętam ich wyraz twarzy, głos, gesty. To są święci z „pamiętnych czasów”.

Fascynują mnie jednak także święci z czasów niepamiętnych, choć wcale nie tak odległych. Zdumiewający jest na przykład fakt, że najbardziej znaną Polką na świecie jest św. Faustyna Kowalska, nieoczekiwana promotorka Polski, dzięki koronce do Bożego Miłosierdzia. W różnych miejscach na świecie spotkałem się ze skojarzeniem: „Polska? A tak, Koronka! Faustyna!” Inna, niezwykła polska święta, Urszula Ledóchowska, napisała mało znany, ale kapitalny tekst o apostolacie uśmiechu (choć Polacy to raczej mistrzami świata w tej dyscyplinie nie są):

„Uśmiech rozprasza chmury nagromadzone w duszy. Uśmiech na twarzy pogodnej mówi o szczęściu wewnętrznym duszy złączonej z Bogiem, mówi o pokoju czystego sumienia, o beztroskim oddaniu się w ręce Ojca niebieskiego, który karmi ptaki niebieskie, przyodziewa lilie polne i nigdy nie zapomina o tych, co Jemu bez granic ufają. Uśmiech na twej twarzy pozwala zbliżyć się bez obawy do ciebie, by cię o coś poprosić, o coś zapytać – bo twój uśmiech już z góry obiecuje chętne spełnienie prośby. Nieraz uśmiech twój wlać może do duszy zniechęconej jakby nowe życie, nadzieję, że nastaną lepsze czasy, że nie wszystko stracone, że Bóg czuwa. Uśmiech jest nieraz tą gwiazdą, co błyszczy wysoko i wskazuje, że tam na górze bije serce Ojcowskie, które zawsze gotowe jest zlitować się nad nędzą ludzką”. 

Urszula, ale również bł. Marcelina Darowska i bł. Franciszka Siedliska założyły zgromadzenia, którym zawdzięczamy ocalenie ducha polskości wśród dziewcząt w czasach rozbiorów. Urszulanki, niepokalanki i nazaretanki do dziś prowadzą znakomite szkoły. Z kolei bł. Celina Borzęcka założyła razem z córką Jadwigą zakon dedykowany zmartwychwstaniu Polski. Naprawdę szkoda, że polskie kino nie sięga po życiorysy tych kobiet, to są gotowe scenariusze na porywające filmy. Przypuszczam, że gdyby to było w USA, Hollywood zrobiłby już wiele superprodukcji. Wspomniane wyżej święte i błogosławione są ludźmi z krwi i kości, zawzięte, świadome celów, pełne werwy. Marcelina i Celina były także żonami i matkami.

Kilka razy wspominałem tu już o świętym szaleństwie jedenastu sióstr męczenniczek z Nowogródka (patrz: http://itinerarium.pl/2010/11/10/polska-jedenascie-kobiet/#.VFKR4vmG_XU) czy heroizmie Alicji Kotowskiej (patrz: http://itinerarium.pl/2012/11/10/trzysta-czternascie-polskich-psow-albo-kazanie-na-swieto-niepodleglosci/#.VFKSTfmG_XU).

Dziś Wigilia Wszystkich Świętych. Piszę o polskich świętych, niektórych, bo wiem, że bez nich nie byłoby dzisiaj wolnej Polski. Piszę także z wdzięcznością, ponieważ polska świętość jest również częścią mnie samego, mojego myślenia, odczuwania, sposobu wartościowania i inspiracji do działania. Mam także radość i dumę, że to, co polskie bywa także święte.

Itinerarium

ZAZDROŚĆ ZŻERAJĄCA

Czwartek 30 października 2014

Są choroby duszy podnoszone dzisiaj do rangi cnoty i zaliczane do zalet. Taką karierę robi zazdrość, od dawna umieszczana w katalogu rzeczy szkodliwych a w chrześcijaństwie wśród grzechów głównych.

Zazdrość może być motorem rozwoju i źródłem energii. Zgoda, o ile działa na zasadzie wyścigu do dobra, „chcę być taki jak ty”. Najczęściej jednak mechanizm zazdrości uruchamiany jest w odniesieniu do rzeczy, które mają inni a nam ich brak – pieniądze, uroda, powodzenie, szczęście, sukcesy. W żaden sposób, zazdroszcząc komuś, nie osiągniemy tego co mają inni.

W biblijnej Księdze Mądrości znalazłem radę: „Nie pójdę drogą zżerającej zazdrości, bo ona z Mądrością nie ma nic wspólnego”. Zżerająca zazdrość! Porównania są często ułomne, ale zazdrość jest tym dla duszy czym rdza dla żelaza. Zazdroszcząc niszczymy siebie, wprowadzamy do duszy smutek, gorycz, niechęć do innych. Człowiek zazdrosny nie widzi złotych liści właśnie przebarwiającego się octowca, nie cieszy się z orzeźwiających jesiennych przymrozków, często życzy źle tym, którzy mają więcej, są piękniejsi, sprytniejsi i lepiej ustawieni. Zazdrosny  żyje pragnieniem upadku innych, ich klęska jest jego radością.

Serce wolne od zazdrości rozkwita miłością i zdolne jest ugościć Boga.

 

Itinerarium

SPOTKANIA DO ZBAWIENIA KONIECZNE

Środa 29 października 2014

Kilka razy pisałem tu już o niebezpieczeństwie współczesnych „komunikatorów” (telefony komórkowe, Internet, skype), polegającym na tworzeniu barier między nami, pomimo, że  z założenia miały służyć tworzeniu więzi (komunii). Czasem zdaje mi się, że komunikatory mogą nawet stanowić narzędzie odrzucania innych, odstawienia na „bezpieczną odległość”.

Napisanie emaila, esemesa czy przesłanie fotografii to kwestia kilkunastu sekund. Mamy wrażenie (mylne), że spowodowaliśmy jakiś kontakt. Oczywiście, jeśli rzecz dotyczy przekazania informacji, jakichś danych to sprawa jest jasna, proces przebiega szybciej i sprawniej niż za pomocą listonosza lub paczki. Przenosimy jednak na tę formę także nasze kontakty osobowe, ludzkie. Emotikony, buźki itp., nie są w stanie zastąpić spotkania, wymiany spojrzeń, uśmiechów, wsłuchiwania się w tembr głosu. Mogą odgrodzić nas od żywego świata drugiej osoby, a nawet zamienić relację w „bezdotykową”.

Normalną przestrzenią życia jest spotykanie się z ludźmi, rozmowa, wspólne posiłki. Za tym kryje się otwartość serca, gotowość na stworzenie jedności z innymi.

Przygarniajcie się wzajemnie, bo i Chrystus przygarnął was, zachęca św. Paweł (Rz 15,7). Przygarniajcie się. Łączcie się, zbliżajcie, jednoczcie. Cały pomysł Boga na zbawienie polegał na zbliżeniu się do nas, dlatego Jezus stał się człowiekiem.

Cokolwiek może nas dzielić, odpychać, jest subtelnym działaniem diabła. Cokolwiek może nas zbliżać, łączyć i jednoczyć, pochodzi od Boga i niesie nadzieję zbawienia.

 

Itinerarium

MOC NA SPRAWY BEZNADZIEJNE

Wtorek 28 października 20134

 Patron spraw beznadziejnych, św. Juda Tadeusz, ma dzisiaj święto. Zachęcam, aby modlić się do niego codziennie.

Zdaję sobie sprawę, że większość moich spraw ma charakter beznadziejny. Zdrowie, codzienna niemal jazda samochodem, konflikty z ludźmi (nawet mimowolne), spojrzenie w przyszłość z możliwością wojen wobec których jestem bezradny. W pewnej tradycji modlitwa do św. Judy Tadeusza zalecana jest kawalerom i pannom długo nie mogącym znaleźć życiowych partnerów. Święty uznawany jest również za orędownika chorych i medyków.

Mówiąc, że większość moich spraw jest beznadziejna, mam na myśli, że w niewielkim stopniu zależą ode mnie i zdany jestem na życzliwość ludzi oraz opiekę Pana Boga. To właśnie Bóg pozwala mi z ufnością podchodzić do sytuacji w których brak jest logicznej pewności  a czasem nawet jest wielka niepewność czy lęk. Dobrze mieć gdzieś w sercu przekonanie, że to co po ludzku beznadziejne może jednak stać się wspaniałe i bardzo piękne. I tak niejednokrotnie w moim życiu było.

Paradoksalnie, mimo, że większość moich spraw jest beznadziejna, wszystkie one mają sens. Wiem, że wielu z was, może nawet od czasu do czasu każdy, doświadcza beznadziejności w życiu. Oddając takie chwile Bogu – na przykład przez wstawiennictwo św. Judy Tadeusza – zyskujemy pozaracjonalną moc, żeby się nie poddawać, nie zwątpić zupełnie i nie zwariować. Mamy tę moc za darmo, z prostej – dla niektórych może naiwnej – wiary.

Itinerarium