JAKOŚ TO BĘDZIE ŹLE BĘDZIE

Kazanie na 33 niedzielę zwykłą 16 listopada 2014

 Ewangelia dziś włącza się w popularną grę „Mam talent”, może nawet na zasadzie promocji, o tym więcej mówię w kazaniu głosem – www.itinerarium.pl. (zakładka „Kazania nowe”).

Martwi mnie posiadacz „jednego talentu”, nazwany „złym i gnuśnym” oraz „nieużytecznym”. Aż by się prosiło o jakiś gest miłosierdzia dla nieszczęśnika, a spotyka go wyrzucenie na zewnątrz.

Można coś zrobić ze swoim życiem, można też – przede wszystkim z lęku – czekać aż życie coś zrobi z nami. Tak się zachował człowiek od jednego talentu „Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi”. O zbawienie, szczęście, miłość trzeba zawalczyć. Wielką pomyłką jest pasywne oczekiwanie na rozwój wypadków, z nadzieją, że bezgranicznie miłosierny Bóg i tak załatwi za nas wszystko.

No nie tak, nie tak. Każdy z nas musi coś od siebie dać, wyreżyserować życie według miłości (najlepiej), trochę się postarać, człowiek od jednego talentu miał – statystycznie patrząc – najłatwiejsze zadanie, jednak z lęku nie zrobił nic. Może ufał, jak niestety wielu z nas, że „jakoś to będzie”.

Będzie dobrze, wspaniale będzie, jeżeli nasz czas, pieniądze, uwagę, serce, czułość, solidarność, damy innym. Wyrzucić trzeba daleko dewizę „Jakoś to będzie”. Guzik prawda, jakoś to będzie, czyli źle będzie.

 

LITURGIA SŁOWA

 

 

(Mt 25,14-30)
Jezus opowiedział uczniom tę przypowieść:
Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

(Prz 31,10-13.19-20.30-31)
Niewiastę dzielną któż znajdzie?
Jej wartość przewyższa perły.
Serce małżonka jej ufa,
na zyskach mu nie zbywa;
nie czyni mu źle, ale dobrze
przez wszystkie dni jego życia.
O len się stara i wełnę,
pracuje starannie rękami.
Wyciąga ręce po kądziel,
jej palce chwytają wrzeciono.
Otwiera dłoń ubogiemu,
do nędzarza wyciąga swe ręce.
Kłamliwy wdzięk i marne jest piękno:
chwalić należy niewiastę, co boi się Pana.
Z owocu jej rąk jej dajcie,
niech w bramie chwalą jej czyny.

(Ps 128, 1-2. 3. 4-5)
Refren: Błogosławiony, kto się boi Pana

Szczęśliwy człowiek, który się boi Pana
i chodzi Jego drogami.
Będziesz spożywał owoc pracy rąk swoich,
szczęście osiągniesz i dobrze ci będzie.

Małżonka twoja jak płodny szczep winny
w zaciszu twojego domu.
Synowie twoi jak oliwne gałązki
dokoła twego stołu.

Tak będzie błogosławiony człowiek, który się boi Pana.
Niech cię z Syjonu Pan błogosławi
i abyś oglądał pomyślność Jeruzalem
przez wszystkie dni twego życia.

(1 Tes 5,1-6)
Nie potrzeba wam, bracia, pisać o czasach i chwilach. Sami bowiem dokładnie wiecie, że dzień Pański przyjdzie tak, jak złodziej w nocy. Kiedy bowiem będą mówić: Pokój i bezpieczeństwo – tak niespodzianie przyjdzie na nich zagłada, jak bóle na brzemienną, i nie ujdą. Ale wy, bracia, nie jesteście w ciemnościach, aby ów dzień miał was zaskoczyć jak złodziej. Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności. Nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi!

(J 15, 4. 5b)
Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwał będę. Kto trwa we Mnie, przynosi owoc obfity.

 

Itinerarium

PRZERWA OD BOGA

Sobota 15 listopada 2014

 Podróżowałem niedawno ze znajomym. Zaproponowałem żebyśmy odmówili koronkę do Bożego Miłosierdzia.

Znajomy zaczął się wzbraniać:

 

– O, nie! Dziękuję, ja mam przerwę …

 

– Przerwę w kontakcie z Bogiem?

 

– Tak, to jest dłuższa przerwa, dziękuję za koronkę.

 

Pomyślałem sobie (a potem powiedziałem znajomemu), że dobrze iż Pan Bóg nie ma podobnych pomysłów. Nie robi sobie przerw w kontakcie z nami. Co więcej, On nawet nie zdrzemnie się ani nie zaśnie, nieustannie czuwa nad każdy z nas (Ps 121).

Itinerarium

COKOLWIEK BY NAS LĘKAŁO

Piątek 14 listopada 2014

Pod powierzchnią naszego życia bardzo często skrywa się lęk. Poniekąd jest to normalna sprawa, bo czasy są bardzo napięte, przyszłość niepewna, a relacje międzyludzkie wyjątkowo podłe. Nawet nie zauważamy jak strach zakorzenia się w naszych myślach, uczuciach i dążeniach.
Stare przysłowie, stosowane czasem jako przygana, mówi: „Jak trwoga, to do Boga”. Bronię tej porady, no bo jak trwoga, to do kogo? Słusznie czynimy, jeżeli w chwilach lęku uciekamy się do Boga.
Czemu to takie słuszne? Dlatego, że Bóg jest tym, kto się nie boi. Bóg się nie lęka! „Choćbym przechodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Ps 23), wyznał prawie 3 tysiące lat temu jakiś izraelski pasterz lub poeta. Godne polecenia i dzisiaj. Potrzebujemy bliskości Tego, kto się nie boi, a Bóg się nie lęka. Z Nim iść możemy we wszystko, cokolwiek by nas lękało.

Itinerarium

CZAS ŚPIĄCYCH SUMIEŃ

Czwartek 13 listopada 2014

Zastanawiam się kiedy ostatni raz mieliśmy do czynienia z „przebudzeniem sumienia”. Pytanie to może postawić sobie zresztą każdy sam, w świetle swojej historii życia, ja myślę o bardziej powszechnym zjawisku.

Przywykliśmy do codziennych dawek okrucieństwa, śmierci i szaleństwa, dozowane są przez niemal każde medium. Informacje o zabijaniu chrześcijan na Bliskim Wschodzie, w Nigerii, codzienne raporty o ofiarach konfliktu na Ukrainie, terrorystyczne zamachy w Pakistanie i Afganistanie. Z polskiej perspektywy to daleko i nie u nas. Ale giną ludzie, choć ich dramaty i śmierci przesłonięte są obrazkami w TV i Internecie.

Już u nas mieliśmy nie tak dawno historię „matki Madzi” z Sosnowca, morderstwo kilkorga noworodków wepchanych do beczki po kapuście i zagłodzonego kilkumiesięcznego Oliviera. Żadna z tych zbrodni nie spowodowała przebudzenia polskich sumień, każda stanowiła na pewno solidną pożywkę dla mediów.

Nie potrafię zrozumieć dobrze jak do tego doszło, ale żyjemy w Epoce Uśpionych Sumień. Kiedy sumienie drzemie i usypia każde zło wydaje mu się możliwe, normalne i zrozumiałe. Pojawia się także poczucie bezradności – i tak nic nie mogę zrobić. A za tym idzie zaszycie się w jakimś bezpiecznym (rzekomo) kręgu, który jest wyspą dobra i szlachetności – moja rodzina, moi przyjaciele (u nas nic takiego nie może się zdarzyć). Zgroza zła i bezsensownej śmierci blednie, dobro jawi się jako słabe i naiwne. Powstaje szary, jednolity pejzaż, beznadziejny i mdły.

Mobilizacji sumień nie da się zadekretować, wzywanie do przebudzenia jest daremne. Musi się zdarzyć coś, co dotknie najgłębszych ludzkich strun, gwałtownie i mocno.

Co takiego musi się zdarzyć? Szczerze? Nie wiem.

Itinerarium

CZEMU POLSKA MŁODZIEŻ RZUCA KAMIENIAMI ?

Środa 12 listopada 2014

 Sto tysięcy protestujących na ulicach stolicy. W ruch poszły race, kamienie, demonstranci przewracali i podpalali samochody. Doszło do starć z policją, rannych było 50 osób, zatrzymano ponad 30. To Bruksela i protest przeciwko pomysłom oszczędnościowym tamtejszego rządu, kilka dni temu.

Doniesienia medialne z Francji mówią o kolejnych rannych, policjantach i demonstrantach, ostatnio zamieszki wywoływali imigranci, były też o charakterze antysemickim. Zyskały miano „gwałtownych zamieszek”, co oznaczało rzucanie koktajlami Mołotowa, brukiem, walką z policją. Najczęściej dochodzi do nich w Paryżu. W niemieckiej Kolonii ze stróżami porządku starli się kilkanaście dni temu kibice, 12 policjantów zostało rannych.

W cywilizowanym świecie dochodzi do demonstracji i starć z policją, chyba jest to koszt demokracji. Nie dziwią mnie wczorajsze wydarzenia w Warszawie, choć wolałbym aby było inaczej, spokojnie i radośnie, w duchu jedności.

Policja zawsze i wszędzie odbierana jest jako element systemu, przeciw któremu organizuje się protesty z różnych powodów i dlatego nic nadzwyczajnego, że to z nią się biją demonstranci (bo niby z kim innym?). Rozbawiła mnie wczoraj nieobecność TVN w czasie Marszu Niepodległości, stacja ratowała się zdjęciami nadsyłanymi przez widzów. Jakiś lęk odważnej telewizji? Co będzie w przypadku, kiedy trzeba będzie relacjonować zbrojny konflikt? Pamiętam, że TVN stracił jeden samochód kilka lat temu, więc stąd pewnie strach. To, że akurat ta stacja odbierana jest jako element systemu także nie dziwi.

Zamieszki w Warszawie były dziełem młodzieży. I tu jedna uwaga, najistotniejsza. Więcej niż 500 lat temu Jan Zamoyski wyrzekł zdanie, które w wolnej Polsce po 1989 r. poszło w zapomnienie: Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie… Nadto przekonany jestem, że tylko edukacja publiczna zgodnych i dobrych robi obywateli.

Nie ma co się oszukiwać, kolejne władze i rządy zarzuciły kompletnie wychowanie dzieci i młodzieży, na rzecz treningów w zakresie techniki, zdobywania umiejętności i poznawania języków. Rodziny pozbawione są wsparcia w procesie wychowania, próbują coś robić organizacje pozarządowe i środowiska kościelne. Państwo w tej sferze jest nieobecne i w zasadzie mamy to, na co zasłużyliśmy.

Zamieszki w Warszawie nie były niczym nadzwyczajnym na tle tego, co się dzieje w tzw. cywilizowanej Europie. Są jednak ważnym sygnałem, albo zaczniemy na serio traktować Wychowanie albo przygotujmy się na gorsze scenariusze.

Itinerarium

TEŚCIOWA I WOLNY POLSKI DUCH

Kazanie na Święto Niepodległości Wtorek 11 listopada 2014

Trzeba było jakoś zszyć tę Polskę po 123 latach okupacji, pruskiej, rosyjskiej i austriackiej. Zszywał ją Piłsudski, Daszyński, Moraczewski, Paderewski, Witos, Dmowski, Grabski i wielu innych. Cudem im się udało, zrosła się Polska, obroniła zaraz przed bolszewikami w 1920.

Potem była nowa wojna, nie daliśmy rady, przyszły ciemne lata komunizmu. W tych czasach duch Polaków karmił się słowami i ideami tych, co nam wolność w 1918 zdobyli. Trochę z tych ciemnych lat pamiętam, jak choćby to zdanie Marszałka: Być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo.

Duch Polski, Polek i Polaków nie jest bezosobową siłą, która bytuje w chmurach i nagle spada na nas. Noszą go w sobie żywi ludzie i dzielą się nim przez swoje życie i śmierć. Dziś, w Święto Niepodległości przypominam jedną z takich nosicielek Ducha Bożego i polskiego, przy okazji patronkę teściowych.

W historii Marianny Biernackiej nie ma patosu i wzniosłości. Dziewczyna urodziła się w biednej rodzinie na Suwalszczyźnie, nie umiała czytać i pisać, rodziny nie stać było na kształcenie dzieci. Koniec XIX wieku, ponure czasy rosyjskiego zaboru. Wychodzi za mąż w wieku 16 lat, jest matką sześciorga dzieci. Owdowiawszy mieszka razem z synem Stanisławem i synową Anną. „Żyliśmy skromnie, jedliśmy wspólnie z jednej miski, ale byliśmy szczęśliwi”, pisze we wspomnieniach Anna.

Przyszła wojna, w okolicach Lipska zabito niemieckiego policjanta. Gestapo aresztowało kilkanaście osób w odwecie. Przyszli także do domu Biernackich z zamiarem zabrania Stanisława i Anny. Marianna błagała, żeby zamiast synowej w ciąży, wzięto ją. „Jak ona pójdzie, jest przecież w ostatnich tygodniach ciąży, ja pójdę za nią”. Tak się stało. Mariana i jej syn zostali dwa tygodnie później, 13 lipca 1944 roku, rozstrzelani niedaleko Grodna. Prawdopodobnie pochowano ich (wraz z innymi ofiarami mordu) w zbiorowym dole, w nieznanym miejscu.

Dzięki ofierze teściowej Anna przeżyła, a potomkowie Marianny do dziś mieszkają w Lipsku i okolicach (powiat augustowski). To jest właściwie koniec historii, choć dodać muszę, że od 13 czerwca 1999 roku, Marianna jest błogosławioną Kościoła (beatyfikacja dokonana przez Jana Pawła II w Warszawie). Zupełnie nieznana błogosławiona, nazywana „patronką teściowych”.

Polskie Duch, to dzieła i ofiary tysięcy Polek i Polaków, tych, którzy się o wolność starali i bili, tych, którzy dawali świadectwo miłości wobec ludzi. Wolność zawsze zaczyna się w ludziach, w ich sercach i umysłach, niekiedy wymaga ofiary i gestów miłości. Naszej polskiej niepodległości, ducha Polskiego, nie byłoby też bez ofiary błogosławionej teściowej.

Itinerarium

ROZSUPŁAJ NIE PRZECINAJ

Poniedziałek 10 listopada 2014

Córka, nastoletnia, usiłowała szybko otworzyć paczkę, która nadeszła pocztą. Co chwila chwytała za inny brzeg sznurka, ale ten się zapętlał i ściskał, robiły się nowe węzły i wszystko się coraz mocniej komplikowało. Wreszcie poszła do kuchni po nóż. Wtedy ostro zaprotestowała matka:

 

– Nie przecinaj, rozsupłaj!

– Mamo, już nie mogę …

– Ćwicz cierpliwość, będzie ci jej kiedyś dużo potrzeba wobec męża!

 

Tę historię zasłyszałem, ale przytaczam ją z przekonaniem, że w naszych czasach naznaczonych ogromnie niecierpliwością, pośpiechem i chęcią natychmiastowych skutków (efekt syndromu „enter” i „delete”?), przydałyby się jakieś warsztaty z nabywania cnoty cierpliwości. Mogłyby się w nich znaleźć moduły typu: „Sztuka czekania”, „O wyższości słuchania nad mówieniem”, „Eliminacja zbędnego pośpiechu z życia zawodowego, rodzinnego i towarzyskiego”.

Cierpliwość, wobec mężów i żon, dzieci i rodziców, przyjaciół i koleżeństwa, mnoży przyjaźń i miłość, pozwala trwać w spokoju i nadziei. I jeszcze upodabnia nas do samego Pana Boga, który jest nad wyraz cierpliwy, inaczej byłoby po nas! Miej cierpliwość nade mną, Panie!

Itinerarium

WIARA I MURY

Kazanie na 9 listopada niedziela

Święto rocznicy poświęcenia Lateranu

 

Dwadzieścia pięć lat temu runął Mur Berliński. Wielka historia, na marginesie przypomnę, że miłośnicy wiewiórek odetchnęli wówczas z ulgą. O tym mówię dziś w kazaniu głosem na www.itinerarium.pl .

W dzisiejszej Ewangelii czytam jak Jezus patrzy na wspaniały budynek świątyni, podważając jego trwałość, zresztą słusznie, bo za 40 lat w tym miejscu były już tylko ruiny. Święto rocznicy poświęcenia bazyliki na Lateranie, które akurat wypada dziś, odsyła do czasu, kiedy jeszcze nie było bazyliki św. Piotra, kojarzonej z centrum świata katolickiego. Przez ponad 1 000 lat to właśnie Lateran symbolizował jedność katolicyzmu.

Lubimy stare, wyniosłe budowle, zwłaszcza kościoły. W jakimś sensie kojarzą się nam z pięknem i wielkością naszej wiary. Tu jednak jest pewna pułapka. Pamiętajmy, że przez pierwsze kilka wieków chrześcijaństwo nie posiadało bazylik i katedr, a rozwijało się niezwykle dynamicznie, były to przede wszystkim żywe wspólnoty wierzących w Chrystusa. Budowle, nawet najwspanialsze, są absolutnie wtórne dla wiary, msza Jezusa odbyła się w niezwykle skromnej scenerii „pomieszczenia na górze”, czyli Wieczernika. Mierzenie mocy wiary ilością świątyń i ich kunsztem jest pokusą i błędem.

Twórcy Muru Berlińskiego ufali jego sile, faktycznie było to monstrum, sam widziałem. Mur jednak nie zapobiegł przelotom myśli, marzeń i ludzkich nadziei i to one doprowadziły do jego rozkruszenia.

Najważniejszą świątynią jest ludzkie serce, jeśli w nim mieszka Chrystus, dokonuje się tajemnica zbawienia. Kiedy serca ludzkie, wypełnione wiarą w Chrystusa łączą się, mamy najwspanialszy Kościół, wspólnotę wierzących. Cegły, kamienie, kopuły i liczba naw mogą być ładnym uzupełnieniem, ładnym ale niekoniecznym dla zbawienia.

 

Liturgia słowa

(J 2,13-22)
Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: Weźcie to stąd, a z domu mego Ojca nie róbcie targowiska! Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie. W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz? Jezus dał im taką odpowiedź: Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo. Powiedzieli do Niego Żydzi: Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni? On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy więc zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus.

 

(Ez 47,1-2.8-9.12)
Podczas widzenia otrzymanego od Pana zaprowadził mnie anioł z powrotem przed wejście do świątyni, a oto wypływała woda spod progu świątyni w kierunku wschodnim, ponieważ przednia strona świątyni była skierowana ku wschodowi; a woda płynęła spod prawej strony świątyni na południe od ołtarza. I wyprowadził mnie przez bramę północną na zewnątrz i poza murami powiódł mnie od bramy zewnętrznej, skierowanej ku wschodowi. A oto woda wypływała spod prawej ściany świątyni, na południe od ołtarza. A On rzekł do mnie: Woda ta płynie na obszar wschodni, wzdłuż stepów, i rozlewa się w wodach słonych, i wtedy wody jego stają się zdrowe. Wszystkie też istoty żyjące, od których tam się roi, dokądkolwiek potok wpłynie, pozostają przy życiu: będą tam też niezliczone ryby, bo dokądkolwiek dotrą te wody, wszystko będzie uzdrowione. A nad brzegami potoku mają rosnąć po obu stronach różnego rodzaju drzewa owocowe, których liście nie więdną, których owoce się nie wyczerpują; każdego miesiąca będą rodzić nowe, ponieważ woda dla nich przychodzi z przybytku. Ich owoce będą służyć za pokarm, a ich liście za lekarstwo.

(Ps 46,2-3.5-6.8-9)
REFREN: Bóg jest we wnętrzu swojego Kościoła

Bóg jest dla nas ucieczką i siłą:
najpewniejszą pomocą w trudnościach.
Przeto nie będziemy się bali, choćby zatrzęsła się ziemia
i góry zapadły w otchłań morza.

Nurty rzeki rozweselają miasto Boże,
najświętszy przybytek Najwyższego.
Bóg jest w jego wnętrzu, więc się nie zachwieje,
Bóg je wspomoże o świcie.

Pan Zastępów jest z nami,
Bóg Jakuba jest naszą obroną.
Przyjdźcie, zobaczcie dzieła Pana,
zdumiewające dzieła, których dokonał na ziemi.

(1 Kor 3,9b-11.16-17)
Jesteście uprawną rolą Bożą i Bożą budowlą. Według danej mi łaski Bożej, jako roztropny budowniczy, położyłem fundament, ktoś inny zaś wznosi budynek. Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje. Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście.

(2 Krl 7,16)
Wybrałem i uświęciłem tę świątynię, aby moja obecność trwała tam na wieki.

 

Itinerarium

W WEEKEND WOJNA ALBO MIŁOŚĆ

Sobota 8 października 2014

Wojna, ta druga światowa, rozpoczęła się w piątek (1 września 1939). Z dzisiejszej perspektywy powiedzielibyśmy, że straszny niefart i jak popsuty weekend! Wojny powinny się rozpoczynać w poniedziałki albo wtorki, tak by było o czym gadać w nudne dni pracy. Związek Radziecki rozpoczął podbój Rzeczpospolitej w niedzielę 17 września 1939 r. Japończycy zaatakowali Amerykę (Pearl Harbour) w niedzielę 7 grudnia 1941 r.

Niczego złego nie chcę wieszczyć na rozpoczynający się (kolejny) długi weekend, pewnie nie będzie najgorzej. Zwracam tylko uwagę, że przeżywanie życia w kołowrocie cyklów, od poniedziałku do piątku w pracy (szkole, na uczelni) i potem upojny weekend, zabija w nas tempo rozwoju. Proszę tylko pomyśleć, czy kończący się tydzień bardziej przybliżył was do osiągnięcia życiowych celów? Staliście się lepsi? Mądrzejsi? Pomnożyliście miłość? Bliżej wam do zbawienia? Odwołuję się do linearnego rozumienia czasu, gdzie każda godzina, każdy dzień, każdy tydzień jest inny, niepowtarzalny, jedyny. Jeśli ktoś w każdy piątek i sobotę zapija się, a w niedzielę leczy kaca i z bólem myśli o poniedziałku, gnuśnieje i traci życie.

Chrześcijanie, o ile o tym wiedzą, za pierwszy dzień tygodnia przyjmują niedzielę, dzień zmartwychwstania Chrystusa. Dobra okazja do nowego początku. Druga uwaga, historyczna i zabawna nieco. Pamiętam czasy, kiedy tydzień pracy trwał 45 godzin, po 8 od poniedziałku do piątku i 5 w sobotę. Dziś pracujemy (lub chodzimy do pracy …) 40 godzin, a czas wolny jest znacznie dłuższy. Pytanie, czy pracujemy ciężej? – wątpię.

Ktoś, bardzo skrupulatny, zapytał mnie kiedyś czy popełnił grzech, bo 10 minut po północy z czwartku na piątek zjadł dwa plasterki polędwicy. Zgodnie z prawdą odrzekłem, że Pan Bóg najprawdopodobniej nie wie kiedy jest środa a kiedy sobota – przekazy biblijne podpowiadają, że u Pana Boga zawsze jest „dziś” i „teraz”.

Ewangelia mówi też bardzo ważną rzecz – nigdy nie można osłabić czujności i stracić z oczu celów swojego losu. „Nie znacie dnia ani godziny”. Jaki piękny weekend otrzymaliśmy od Pana Boga, na nowe życie i na pomnożenie miłości!

Itinerarium

SPALENI W PAKISTAŃSKIEJ CEGIELNI

Piątek 7 listopada 2014

Trzy dni temu, czwartego listopada. Pendżab, Pakistan, okręg Kasur, którego nazwa niewiele mi mówi. Chrześcijańscy małżonkowie, 24-letnia Szama w ciąży i jej 26-letni mąż Szahzad Masih zostają oskarżeni o znieważenie Koranu. Kilkusetosobowy tłum muzułmanów siłą zaciąga oskarżonych do miejscowej cegielni, w której pracowało małżeństwo. Zostają wrzuceni do rozpalonego pieca i płoną żywcem. Oszczędzono dwójkę małych dzieci. Według różnych doniesień do żadnego znieważenia Koranu nie doszło, raczej był to barbarzyński akt przeciwko chrześcijanom. Takie akty zdarzają się niemal codziennie.

Z perspektywy europejskiej i polskiej nie mieści mi się to w głowie, XXI wiek i palenie żywcem inaczej wierzących. Pakistan daleko, Nigeria i Syria także (tam ostatnio najczęściej dochodzi do masakry chrześcijan). U nas mamy wiarę spokojną, bezbolesną raczej, choć wrogości, głównie werbalnej, nie brakuje także.

Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Tak opisał przyszłość wierzących Jezus (J 15, 20). Aktualne do bólu. Aktualne do niewyobrażalnej temperatury w rozpalonym piecu w pakistańskiej cegielni. Czwartego listopada, wtorek. Wtorek choć taki sam jak Wielki Piątek.

Itinerarium