CIOCIA FILOMENA ZMIENIA ŚWIAT

Poniedziałek 26 października 2015

Kiedy po koniec lat 70-tych ub. wieku, zaczęto zmieniać czas w Polsce, jedna z sióstr babci, o pięknym imieniu Filomena przesunęła swoje zegary o dwie godziny. Propaganda w telewizji trąbiła, że zmiana czasu o jedną godzinę przyniesie wiele oszczędności, a Filomena wywnioskowała, że zaoszczędzi dwukrotnie więcej. Po dwóch miesiącach była bardzo rozczarowana, koguty piały niezgodnie z zegarami, krowy dawały się doić zgodnie ze wschodem i zachodem słońca i za nic miały cyferblat, szczypiorek i rzodkiewka także lekceważyły propagandę.

Ciocia Filka wyniosła z tej historii naukę, że władza nie nadaje się do zmieniania rzeczywistości, a zegarki to najlepiej przestawiają dzieci. Przy tej okazji Filka postanowiła rzucić palenie i skutecznie to się jej udało. Ta zmiana zależała tylko i wyłącznie od niej.

Zmieniają się rządy, władze, zmienił się czas. Najważniejsze zmiany zależą od nas.

Itinerarium

ALBO GRAĆ ALBO WYGRYWAĆ

Niedziela 25 października 2015

 Jeśli chcesz osiągnąć sukces, buduj kościół. Rozumiał to Pan Jezus i dlatego zbudował zespół, na początek złożony z 12 współpracowników, ten zespół ma na imię „Kościół”. Grecka „ecclesia” odpowiada hebrajskiemu „kahal”, chodzi o zwołanie ludzi, „święte zwołanie”, bo dokonuje go sam Bóg.

Bardzo  nam dziś jest potrzebne zwoływanie się, wychodzenie z nor internetowych, różnych smutnych samotności i fałszywych świątyń, w których kwitnie kult „ja”. Współczesność coraz bardziej przypomina jedne wielkie pole narcyzów.

Kościół zaczyna się tam gdzie ludzie zbliżają się do siebie, łączą i jednoczą wokół jakiegoś dobra, piękna czy solidarności. Za takim zwołaniem zawsze jest Bóg. Z tej podstawowej więzi wyrastają potem dzieła, w chrześcijaństwie były (i są) to katedry, bazyliki i niezwykłe monastyry.

Tę zasadę rozumiał też Steve Jobs, którego sukcesy zaczęły się dopiero w momencie, gdy pojął, że musi zbudować zespół. I zbudował.

I jeszcze jedna sprawa. Lider, przywódca, szef musi być mocny i głęboko wierzący w sens i powodzenie misji. Legendarny trener piłkarski Helenio Herrera, w czasach kiedy osiągał światowe sukcesy z Interem Mediolan (początek lat 60-tych ub. wieku), ukarał jednego ze swoich zawodników sumą równowartą 1000 dolarów za to, że powiedział w wywiadzie: „Przyjechaliśmy zagrać  w Rzymie”. Zdumiony piłkarz zapytał, co powinien był powiedzieć. „Jak to co? – wrzasnął trener – Przyjechaliśmy do Rzymu, żeby zwyciężyć!”

Pan Jezus ujął to w stosunku do swojego zespołu – w którym jak mniemam gramy – krótko i dobitnie: „Miejcie odwagę, Jam zwyciężył świat” (J 16,33).

PS. Dziś obchodzimy uroczystość poświęcenia kościołów, do których chadzamy.

(Mt 16,13-19)
Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” A oni odpowiedzieli: „Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków”. Jezus zapytał ich: „A wy za kogo Mnie uważacie?” Odpowiedział Szymon Piotr: „Ty jesteś Mesjaszem, Synem Boga żywego”. Na to Jezus mu rzekł: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr – Opoka i na tej opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie”.

Itinerarium

ILE DNI DA SIĘ ŻYĆ BEZ RZĄDU?

Sobota 24 października 2015

Piszę te słowa jeszcze na trochę przed początkiem „ciszy”, ale już  się da wyczuć dziwny nastrój. Znajoma zaplanowała na godzinę przed północą wyłączyć Internet, bo ma być przesunięty czas o 60 minut (co prawda z soboty na niedzielę, ale lepiej być przezornym), poza tym ma wrednych sąsiadów, którzy tylko czyhają. Trzeba się pilnować, żeby nie złamać tej ciszy, prawie jak przed grzechem czy zjedzeniem schabowego w piątek.

W tradycji mamy Wielką Ciszę w Wielką Sobotę (przed Wielkanocą), mamy też Cichą Noc (Wigilia), ciche dni (między żonami i mężami), jest jeszcze „Cichy Don” (książka Szołochowa), Budka Suflera ma „Ciszę jak ta”, a Skaldowie „Ciszę, która krzyczy”. Można sobie wybrać odpowiedni klimat na sobotni dzień.

Ważniejsze jest to, co będzie w dzień po ciszy, a nawet jeszcze później. Śmieszna sprawa przydarzyła się Belgom, którzy nie potrafili wybrać nowego rządu przez 541 dni (2010-2011), a w ub. roku obyli się bez rządu przez 135 dni. I patrzcie, ta Belgia ma się dobrze, ciut lepiej nawet od naszego kraju.

W niedzielę idę stawiać „iksa”, i w tym proszę mnie naśladować.

 

Itinerarium

OKNA ŻYCIA W PODZIEMIU

Piątek 23 października 2015

ONZ wezwał Polskę do likwidacji „okien życia”, bo nie dają dzieciom szans na poznanie swojej tożsamości. Pojawiły się głosy, żeby raczej zlikwidować ONZ. Ten postulat prędzej czy później będzie zrealizowany, z wielu powodów.

Okna życia istnieją w kilkudziesięciu krajach, w Polsce jest ich 55, dotychczas pozostawiono w nich 86 dzieci. Jeśliby doszło do likwidacji okien, pierwszy zacznę myśleć jak kontynuować ten pomysł nielegalnie, w sposób „podziemny”.

Pisałem kiedyś w tym miejscu o blisko 100 żydowskich dzieciach uratowanych z obozu na Majdanku przez ks. Jana Fiutę – Faczyńskiego (mojego poprzednika w rektoracie Św. Ducha w Lublinie) i Emila Żółtowskiego, lubelskiego aptekarza (tu: http://itinerarium.pl/2013/09/05/normalna-spolka-ksiedza-z-aptekarzem/#.VilF_X7hDIU). Pan Emil wykupował dzieci z rąk hitlerowskich a ks. Jan nadawał im tożsamość bądź zmieniał, na polską i katolicką. Większość z nich nigdy nie poznało swojej historii ani nie miało możliwości identyfikacji nazwisk. Ale wszystkie przeżyły. Oczywiście, pomysł księdza i aptekarza był w świetle okupacyjnego prawa nielegalny, a nawet karany śmiercią w przypadku ujawnienia.

Jak zacznie obowiązywać dyrektywa ONZ, organizujemy podziemie pod nazwą „okna życia”. Wiem, że wesprzecie.

A ONZ? Nigdzie nie zapisano, że mają tam być ludzie mądrzy, wrażliwi czy choćby obeznani z historią.

Itinerarium

PŁASZCZ KTÓRY NAWRACA

Czwartek 22 października 2015

Jest już taki październik, że warto pamiętać o płaszczu lub dobrej kurtce. I o różańcu, na którym szczególnie w tym miesiącu wielu się modli.

Kilkanaście lat temu towarzyszyłem ś. p. Arcybiskupowi Życińskiemu w wykładzie, jaki wygłosił w jednym z instytutów naukowych, był październik. Po zakończeniu zawiązała się jeszcze dyskusja, wychodziliśmy jako jedni z ostatnich. Podałem mu płaszcz, ale arcybiskup stwierdził, że to nie jego. W szatni pozostały zaś tylko kurtki. Życiński orzekł, że cudzego płaszcza nie weźmie a sprawę mam wyjaśnić następnego dnia. Dyrektor instytutu mało nie zemdlał, bo złodziei wśród gości akurat się nie spodziewał. Zadzwoniłem, płaszcza nie było, zostawiłem kontakt do siebie na wszelki wypadek, metropolita pogodził się ze stratą.

Tydzień później jest telefon z instytutu, zguba się odnalazła. Pojechałem, dyrektor zaprosił do gabinetu, robił dziwne miny i wreszcie wyjaśnił. We wspomnianym wykładzie uczestniczył poważny szef jednej z dużych firm, wychodził wcześniej i wrzucił na siebie omyłkowo płaszcz arcybiskupa, zresztą obydwa okrycia były mocno podobne. Ów pan był na bakier z Kościołem i praktykami religijnymi, blisko 30 lat nie był u spowiedzi. To mu pozostało po dawnych czasach, kiedy jawna pobożność hamowała możliwość kariery. Kiedy dojeżdżał do domu, sięgnął do kieszeni i zdziwiony wyciągnął zeń różaniec. Popatrzył i zaniepokoił się niespodziewanym znaleziskiem, nawet przypuszczał, że ktoś mu złośliwie je podrzucił. I od progu zaczął skarżyć się małżonce:

– Patrz, ktoś mi to włożył do kieszeni …

– Heniu! A komu ty płaszcz ukradłeś? – zawołała spostrzegawcza połowica.

Żona była osobą żarliwie praktykującą, trochę na zasadzie „za siebie i za niego”, i w długiej nocnej rozmowie przekonywała pana Henia, że to znak od Boga, ostrzeżenie i wezwanie do nawrócenia, żeby w końcu poszedł do spowiedzi. Obiecała też, że sama odwiezie płaszcz do instytutu. Wskutek argumentacji małżonki (bo przecież nie dla świętego spokoju) pan Henio do spowiedzi poszedł po 30 latach, wrócił nawet zadowolony.

A pani faktycznie okrycie podrzuciła na miejsce, nie omieszkała oczywiście wybadać komu mąż podmienił płaszcz. Prosiła, aby przekazać podziękowanie, okraszając je szczegółową relacją z cudu, jakiego zwykły płaszcz może dokonać.

Na marginesie, mężowie powinni zabierać na spotkania naukowe swoje połowice, przynajmniej z powodu troski o kompletność własnej garderoby.

 

 

Itinerarium

JAK JEŹDZIĆ BEZ PRAWA JAZDY I NIE GRZESZYĆ

Środa 21 października 2015

Czy to grzech jeździć bez prawa jazdy? Takie zapytanie otrzymałem od pewnej młodej damy. W zasadzie uważam, że dla wykonywania jakiegoś działania istotniejsze są umiejętności niźli papier (nie sympatyzuję przy tym z radykałami). Wiem, że wspomniana pani jeździ od dawna, nie spowodowała żadnego wypadku i nie bierze udziału w nielegalnych wyścigach. Trochę się jednak zdziwiłem, że jeździ bez prawa jazdy i odrzekłem, że grzech to nie jest, raczej ryzyko, bo nie wszyscy, zwłaszcza policjanci, podzielają moje (słuszne) poglądy.

Okazało się, że odważna szoferka zdała jak najbardziej poprawnie egzamin na prawo jazdy, dokument miała, ale go dwa lata temu zgubiła. I nie zdołała dotychczas wyrobić nowego plastiku, bo ciągle o tym zapomina. To znowu mnie nie zdziwiło, bo znam przypadki dłuższej amnezji. Z ciekawości drążyłem jednak jak sobie radzi przy kontrolach drogowych. Usłyszałem:

– Normalnie. Uśmiecham się ładnie do policjantów, zaczynam szukać w torebce, przewracam wszystkie pomadki, pudry, kremy, pilniczki, lusterka po kilka razy, pod nosem mruczę: „Nie mogę znaleźć… Nie mogę znaleźć…” No i oni zawsze po pięciu minutach mówią: „Dobrze, dobrze, niech pani już nie szuka”. Potem mnie upominają i każą jechać dalej.

W istocie pani nie okłamuje stróżów porządku, bo mówiąc: „Nie mogę znaleźć”, nie mija się z prawdą. Rzadko można znaleźć coś czego się nie ma.

I na koniec wróćmy do pytania o grzech. W sprawie prowadzenia samochodów Ewangelia za wiele nie mówi. Niemniej zachęca do przebiegłości na podobieństwo węży (Mt 10,16) oraz chwali ludzi obrotnych (Łk 16,1-8). Oczywiście, pani szofer bez papieru na żmiję w żadnym calu nie wygląda. Radzi sobie kobieta, i o to chodzi!

Itinerarium

NA HEL CZY DO ZAKOPANEGO?

Wtorek 20 października 2015

Praktyka „kopiuj, wklej” święci triumfy, z ledwością bronią się przed nią uczelnie, wprowadzając programy „anty – plagiat”. Zupełnie bezkarnie można stosować tę praktykę w odniesieniu do życia. Może dlatego coraz więcej nudy na świecie i coraz mniej oryginalnych i ciekawych ludzi. Takich, których godzinami można słuchać i czegoś mądrego się dowiedzieć.

W mojej rodzinie przechowało się zapytanie: „A na co ci to?”, z pozoru banalne, ale całkowicie różne od „Co z tego będziesz miał?”. Zawsze odsyłało mnie do namysłu i szukania celu działań i wyborów.

Pytanie o cel jest dziś kłopotliwe. Należę pewnie do pokolenia, które chce wiedzieć czy jedziemy na Hel czy do Zakopanego. Dzisiaj ważne jest, żeby jechać i to jak najszybciej. I najlepiej żeby dojechać do Hel – Panego.

 

 

Itinerarium

O LĘKU PRAWDZIE I WOLNOŚĆI

Poniedziałek 19 października 2015

Trzydzieści jeden lat to całe wieki z dzisiejszej perspektywy, kiedy co godzinę musimy mieć newsa. Pamiętam dobrze ks. Jerzego Popiełuszkę, ze spotkań, mszy, kazań i rozważań. Wiele z jego przesłań jest nadal dla mnie ważna. Zapamiętałem je, może któreś z trzech niżej cytowanych przyda się komuś z was.

Praw­da jest niez­mien­na. Praw­dy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą.

Za­sad­niczą sprawą przy wyz­wo­leniu człowieka i na­rodu jest przezwyciężenie lęku.

Prze­moc nie jest oz­naką siły, lecz słabości.

19 października przypada liturgiczne wspomnienie bł. Ks. Jerzego Popiełuszki, patrona Solidarności, zamordowanego przez funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa w 1984 r.

 

 

 

 

Itinerarium

NIECH TAŃCZĄ TAK JAK MY PRZYGRYWAMY

Kazanie na 29 niedzielę zwykłą 18 października 2015

Macie pewnie, każdy z was, jakiegoś „pierwszego” nad sobą, prezesa, naczelnego, dyrektora, kierownika, przełożonego. A gdybyście pokusili się o taki eksperyment: „Szefie, Pan Jezus powiedział, że pana rolą jest służenie mnie i innym pracownikom…” Tak wynika z dzisiejszej Ewangelii, gdzie czytamy, że „kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich”. Eksperyment o którym mówię jest dobry zwłaszcza dla tych z was, którzy chcą szybko zmienić pracę. Poza prezesami i dyrektorami, do służby przeznaczeni są także ministrowie (z łac. „służący”), zwłaszcza „pierwszy minister” (premier), prezydenci, burmistrzowie, wójtowie i „jedynki” na listach wyborczych.

W rodzinach też zawsze ktoś dowodzi, ona lub on, jest pierwszy i najważniejszy. A za tym idzie możliwość narzucania swojej woli i przeżywania radości, że inni tańczą tak jak najważniejszy zagra. I tańczą wokół niego żony, z dziećmi, czasem z  wnukami. Żony rzadziej górują, ale mogę się mylić.

W tych wszystkich sytuacjach, prezesów, dyrektorów, szefów rodzin, czyha pierworodny grzech, poczucie bycia (prawie) Bogiem, od którego woli zależy pomyślność, dobrobyt, praca czy nawet los innych. Na początku pokusie tej ulegli Adam i Ewa, uwierzyli, że „będą jako bogowie”.

A że każdy z nas był, jest lub będzie w sytuacji „pierwszego” (choćby jedynie w duecie), pokusa jest powszechna. Bardzo pomocne jest uważne odmawianie Ojcze Nasz i chwila namysłu przy frazie „Bądź wola Twoja”. Może zrozumiemy, że Bóg jest jedynym Pierwszym, a my się do Niego upodobnić możemy tylko wtedy, gdy umiemy służyć tym, z którymi idziemy przez życie. Kiedy umiemy służyć, czyli inaczej mówiąc, kiedy staramy się kochać.

Liturgia słowa

(Mk 10,35-45)
Jakub i Jan synowie Zebedeusza zbliżyli się do Jezusa i rzekli: Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy. On ich zapytał: Co chcecie, żebym wam uczynił? Rzekli Mu: Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twej stronie. Jezus im odparł: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony? Odpowiedzieli Mu: Możemy. Lecz Jezus rzekł do nich: Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których zostało przygotowane. Gdy dziesięciu [pozostałych] to usłyszało, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.

 

(Iz 53,10-11)
Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem. Jeśli On wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży, a wola Pańska spełni się przez Niego. Po udrękach swej duszy, ujrzy światło i nim się nasyci. Zacny mój Sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości On sam dźwigać będzie.

(Ps 33,4-5.18-20.22)
REFREN: Okaż swą łaskę ufającym Tobie

Bo słowo Pana jest prawe,
a każde Jego dzieło godne zaufania.
On miłuje prawo i sprawiedliwość,
ziemia jest pełna Jego łaski.

Oczy Pana zwrócone na bogobojnych,
na tych, którzy czekają na Jego łaskę,
aby ocalił ich życie od śmierci
i żywił ich w czasie głodu.

Dusza nasza oczekuje Pana,
On jest naszą pomocą i tarczą.
Panie, niech nas ogarnie Twoja łaska
według nadziei, którą pokładamy w Tobie.

(Hbr 4,14-16)
Mając arcykapłana wielkiego, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trwajmy mocno w wyznawaniu wiary. Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu. Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla /uzyskania/ pomocy w stosownej chwili.

(Mk 10,45)
Syn Człowieczy przyszedł, żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.

 

Itinerarium

MÓJ WKŁAD W NAWRÓCENIE PRZY SZAMBIE

Sobota 17 października 2015

Poszedłem w sobotę rano do sklepu i zaraz po 6:30 zacząłem szukać gazet, które szczególnie w weekend bywają ciekawe. Nie mogąc znaleźć, zapytałem panią czy są. Z dużą dezaprobatą pani wycedziła, że są ale nierozpakowane. Poza tym dodała, że jest wakacyjna sobota a ludzie kupują „to” i wzrokiem odesłała mnie do kolejki, w której klienci w koszykach mieli przede wszystkim góry kiełbasek i puszek z piwem. Na koniec poradziła, że mogę sobie sam rozpakować. W wolontariacie jestem biegły, więc nie było problemu.

Całkiem niedawno poszukiwałem w pracy „Dziennika Gazety Prawnej” (bardzo dobra gazeta, z czystym sumieniem polecam)  i zapytałem czy ktoś ją wziął. Jedna z praktykantek rzuciła:

– A w jakie dni wychodzi ta gazeta?

– Przecież to dziennik! – zdziwiłem się.

– To wiem, ale się pytam w jakie dni wychodzi …

Myślę, że w języku polskim są pułapki. Bo jeśli czytam nocą dziennik to przypadkiem nie mam w ręku nocnika? A jeśli trzymam w ręku w ciągu dnia nocnik, to czy nie jest to dziennik?

Gazety mogą dokonywać cudów. Kiedyś w Polsce (komuna) za czytanie „złych” gazet (nie akceptowanych przez reżim) szło się nawet do więzienia. Tak jest nadal na Kubie i w Chinach, niedługo podobnie może być w Rosji. Te „złe” gazety, dzienniki, tygodniki, miesięczniki i kwartalniki, w dużej mierze przyczyniły się do tego, że żyjemy w wolnej Polsce.

Sam przed laty wydawałem miesięcznik „Spojrzenia”, który przynajmniej w jednym przypadku, dość dramatycznym, odmienił życie pewnego młodziana spod Lublina. Promowałem kiedyś „Spojrzenia” w małej miejscowości, po spotkaniu rozdałem z redakcją kilkadziesiąt egzemplarzy gratis.

Dwa lata później głosiłem rekolekcje w tej parafii. Proboszcz oznajmił, że przedstawi mi chłopaka, którego nawróciłem. A jak? Chłopak był na spotkaniu promującym gazetę, wziął w kolegami kilka egzemplarzy, potem poszli na piwo i coś więcej. W nocy postanowili zrobić sobie zabawę. Odkryli właz do szamba, z którego wydobywał się palny gaz, podpalili „Spojrzenia” (miesięcznik młodzieży katolickiej) rzucając je w stronę otworu. Liczyli, że jak zawsze będzie głośny wybuch, który obudzi całą wieś. I był wybuch, ale przy okazji zarwała się betonowa pokrywa od szamba, dwóch niedoszłych czytelników wpadło do środka, a jednemu z nich buchający płomień osmalił wszystkie włosy. Tenże koleś, wygramoliwszy się z kloaki, przypomniał sobie, że 10 lat nie był u spowiedzi. A potem zrozumiał, że nie wolno palić „świętych gazet”. Poszedł do proboszcza i z wiarą wyznał: „To wszystko przez to, żeśmy podpalili te świętą gazetę”.  Już nawrócony zaczął nawet służyć do mszy, czytywał lekcje mszalne jako lektor. Podziękował mi za „Spojrzenia”, które radyklanie odmieniły jego życie, bez konieczności czytania.

A ja w kilka lat potem zacząłem pisać Itinerarium. I mam pewność, że żadnego wpisu nie podpalicie i włos wam z głowy nie spadnie.

 

Itinerarium