CO DO ZBAWIENIA CZYTAĆ TRZEBA?

Czwartek 5 listopada 2015
Merton, o którym tu od dwóch dni wspominam, coś jeszcze przywiódł mi na myśl. Zwykle z dużą rezerwą odnoszę się do wszelkich ulotek, jednodniówek, okazjonalnych druków i broszurek. Rozumiem, że na potrzeby reklamy czy promocji tworzy się coś krótkiego, uproszczonego i niepełnego. Na ulicy biorę ulotkę czy jakiś informator przez grzeczność dla rozdających, ale nie czytam.

Dopóki ulotki czy broszurki służą komercji, nie widzę problemu. Często jednak spotykam tego typu druki, odnoszące się do spraw bardzo ważnych i najważniejszych. Socjotechnika podpowiada, że najlepiej wszystko zmieścić na jednej stronie, bo jesteśmy za leniwi, żeby odwrócić kartkę. Ambitniejsi mogą przejrzeć najwyżej kilka stroniczek, w sam raz tyle ile ma broszurka.

Najwięcej broszurek poucza o tym, jak być szczęśliwym, to jasne, bo niczego tak nie pragniemy jak szczęścia. Tyle samo, a może nawet więcej (nie mam statystyk) jest prospektów doradzających jak być bogatym. Całymi seriami wychodzą broszury na temat miłości, przyjaźni, kariery, udanego małżeństwa i wychowania dzieci.

Coraz częściej spotykam też, pieczołowicie rozkładane najczęściej w przedsionkach kościołów, kilkustronicowe folderki poświęcone zbawieniu, niebu (ale i piekłu i czyśćcu) czy wieczności. Okazuje się, że w celu osiągnięcia jakiegoś Bożego dobra trzeba odmówić zestaw określonych modlitw (litanii), ofiarować sekwencję postów (postów, w sensie poszczenia, a nie wpisów w Internecie!), dokonać jakiejś intronizacji albo udać się z pielgrzymką do określonego sanktuarium.

Czy wystarczy, aby się zbawić, przeczytać parę stroniczek w folderze i zrobić to, co tam napisane? Myślę, że do zbawienia potrzebna jest znajomość całej grubej Biblii, a nawet więcej, trzeba jeszcze treść Pisma zamienić na konkrety życia. Z kolei, żeby coś mądrego wiedzieć o przyjaźni, polecałbym lekturę „Małego Księcia” i to kilka razy. Cokolwiek więcej o zawiłościach życia dowiemy się po mozolnym wgryzieniu się w „Siedmiopiętrową Górę” (Thomas Merton) albo „Złotą Nić” (Bede Griffiths) – każda ma setki stron, zapisanych dość drobnym drukiem. Początek do poszukiwań mistycznych może stanowić na przykład „Droga na Górę Karmel” (św. Jan od Krzyża), ale to 421 stron, wcale nie łatwych w czytaniu, wiem co mówię. Dla bardziej dociekliwych wskazałbym „Dzieła” św. Teresy od Jezusa, ale uwaga, sam drugi tom to 745 stron.

Nic, co wielkie, prawdziwe, mądre, piękne i dobre, nie zmieści się na kilku stronach broszury, choć pokusy będą. Lektur miłych i długich życzę.

Itinerarium

CYGARA I NOWE ŻYCIE

Środa 4 listopada 2015

Nie wiem, jak przekonywać kogokolwiek do nowego życia, za którym tęsknimy i o którym mówi Ewangelia. Skoro wczoraj wspomniałem Mertona, to spróbuję przy jego  pomocy coś podpowiedzieć.
Czasami widzę nagle „niebiańskość”, na przykład w niepokalanie czystej bieli kwiatów derenia na tle ciemnych iglaków w ogrodzie. Także „niebiańskość” śpiewu nieznanego ptaka, który jest tu być może tylko przelotem na jeden lub dwa dni. Śliczny, dogłębnie prosty śpiew. Czysty i bez patosu, bez orzekania o czymkolwiek, bez pragnienia czegokolwiek, po prostu czysty, niebiański dźwięk. Jestem owładnięty tą niebiańskością, jak gdybym był dzieckiem, jak gdybym miał umysł dziecka, na który niczym sobie nie zasłużyłem i przez który mam swój własny udział w tej niebiańskiej wiośnie. Nie jest to z tego świata ani nie jest to moim wytworem (…) Mam wrażenie, że ta leżąca u podłoża wszystkiego niebiańskość jest prawdziwą naturą rzeczy. Nie ich naturą, ale głębszą prawdą, która mówi nam, że są one darem wolności i miłości i że to jest ich prawdziwą rzeczywistością.

Słowa te zapisane w dzienniku pod zabawnym (dla mnicha cysterskiego) tytułem „Ślub konwersacji” powstały w opactwie Getsehmani (niedaleko Louisville, Kentucky, USA). W tym samym diariuszu za kilka dni pojawia się notatka skreślona po pobycie w mieście.

Mam świadomość bycia w całkowicie obcym świecie. Świecie bezustannego ruchu, gdzie sądzi się, że coś się dzieje; gdzie – jeśli to konieczne – aranżuje się pomysłowe i złożone zdarzenia pochłaniające cały czas uwagę mnóstwa ludzi.

Nowe życie. Nie odkładaj. Pójdź na spacer. Zapal cygaro. Zmów koronkę do Miłosierdzia Bożego. Wypij gorącą herbatę albo zimną wodę.

Itinerarium

WIDZIELIŚCIE TANIEC LIŚCI?

Wtorek 3 listopada 2015

Widzieliście taniec liści, niesionych podmuchami ostrego jesiennego wiatru? Coś mi mówi, że w tym zjawisku ukryta jest tajemnica wszechświata!

Brian Greene („Piękno wszechświata”) pisze o koncepcji superstrun, jako jednego z możliwych modeli wyjaśnienia struktury kosmosu. Nie widzimy tego, ale cały wszechświat nieustannie tańczy, wszystkie cząsteczki drgają w jakimś wibrującym tańcu.

Z kolei, Thomas Merton („Nowy posiew kontemplacji”) mówi, że „jesteśmy zaproszeni, by celowo o sobie zapomnieć, pozwolić by wiatr porwał tę naszą okropną powagę, i przyłączyć się do powszechnego tańca”.

Nic bardziej nie ucieszy Boga, nic bardziej zbawiennego dla nas, aniżeli pójść w ślady listopadowych liści.

Itinerarium

RZUT OKA NA KRAINĘ ŻYCIA

Poniedziałek 2 listopada 2015

kazanie na Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych

Wszystko ma nas ochronić przed myślą o śmierci, cała piękna i kolorowa telewizja, rozmrugane reklamy, wesołe dźwięki, wynalazki, które organizują nam każdą chwilę – bo przecież trzeba i na sms odpowiedzieć i obdzwonić znajomych.

Opowiadał mi ktoś, że pracując w Stanach w domu pomocy społecznej, widział w pięknie urządzonych jednoosobowych salach, ludzi, którzy nie rozstawali się z telewizorami, umilając sobie każdą chwilę. Kapelan chciał porozmawiać z jedną z mieszkanek tego domu, widząc, że jest bliska agonii. Proponował rozmowę, spowiedź, może sakrament namaszczenia chorych, komunię. Ustawicznie odmawiała, prawie nie odrywając oczu od ekranu telewizora. Któregoś wieczoru obsługa domu znalazła ją, już zmarłą. Z trudem udało się rozewrzeć palce, by z dłoni zmarłej wyjąć pilot od zmieniania kanałów w TV. Umarła w trakcie zmieniania kanałów w zaprzyjaźnionym, do ostatniej chwili, telewizorze.

Mieszkań, po Tamtej Stronie jest wiele, jak dziś czytamy. Jak tam dotrzeć? Najpewniej z kimś, kto zna drogę, bo sam ją przeszedł. Zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Nie pójdziemy w niepewność, w jakąś ciemność czy niebyt, pójdziemy tam, gdzie doszedł już jeden z nas, Jezus z Nazaretu.

Nie ma takiego wynalazku, który unicestwiłby myśl o śmierci. Jest ktoś, z kim możemy przez śmierć przejść. Dlatego dziś, stając przy grobach, patrzymy na stojące na nich, drżące światełka zniczy (znak naszej nadziei), ale widzimy o wiele dalej, krainę życia, już zamieszkałą. Z wieloma mieszkaniami, naszym także.

Itinerarium

CIĄŻENIE AUREOLI

Niedziela 1 listopada 2015

kazanie na uroczystość Wszystkich Świętych
1 listopada 2015

Czy to aby wypada chcieć być świętym ? Kto tak deklaruje, przypomina gościa, który pcha się do pierwszego rzędu.

Niektórzy tak cenią wolność głowy, że nawet aureola by im ciążyła.

No i jeszcze ta ciężka wstawiennicza praca po śmierci, a to „Święty Antoni, pomóż, bo portfel zgubiłem”, a to „Święty Judo Tadeuszu, trzeci raz do egzaminu podchodzę, pomóż!”

Może zamiast, pachnącej niezręcznym tupetem, woli świętości, zaryzykować miłość, płakać z płaczącymi, ubogich nie odganiać, w imię pokoju godzić zwaśnionych, o sprawiedliwość głośno się dopominać, w miłosierdzie zamieniać pensję.

Itinerarium

W KAŻDEJ CHWILI

Sobota 31 października 2015

Słuchaj i patrz uważnie. Nie ma dni bez znaczenia. Nie ma nijakich godzin ani nawet chwil bezużytecznych. A przypadki istnieją tylko w życiu leniuchów.

Misterium życia rozgrywa się zawsze tu i teraz. Uśpieni monotonią zajęć i powszedniością zdarzeń, przeoczamy ważne chwile nawiedzeń. Niedosłyszymy pieśni objawienia, które płyną w każdej minucie nieprzerwanym strumieniem, abyśmy doznali oświecenia.

Nie ma dwóch światów. To właśnie tu w tym naszym świecie są subtelnie rozpostarte nici wieczności i najgłębsze rdzenie rzeczy. Jak się to odkryje to i miłość jest cudem i nawet poranna kawa pachnie bliskością Boga.

Itinerarium

HILDEGARDA I NIEBO

Piątek 30 października 2015

Hildegarda z Bingen otrzymywała ponoć nuty do hymnów i pieśni prosto od aniołów. Mówiła swoim siostrom: Teraz zaśpiewamy to tak i tak, bo tak mi podpowiada anioł.

Jak odległe to jednak czasy, kiedy nawet melodie muzyczne dostawaliśmy prosto z nieba. Dziś, takie można odnieść wrażenie, skazani jesteśmy tylko na siebie i własne pomysły. Może przez to – przynajmniej muzyka – jest tak mało oryginalna.

Bo z niebem dziś jest tak, że ty jesteś dla mnie niebem a ja dla ciebie.

Itinerarium

PRZYKLEJENI DO LAPTOPÓW

Czwartek 29 października 2015

Przyklejeni do laptopów, tabletów, smartfonów i komórek, niemal bez przerwy jesteśmy poza sobą. Galerie handlowe, kolorowe reklamy krzyczące na każdym skrzyżowaniu, dźwięki z radia, telewizora, nie pozwalają nam ani na chwilę wstąpić do siebie samego.

Żyjemy szybko, od wrażenia do wrażenia. Tak szybko, że omija nas to, co najlepsze i najciekawsze. To, co jest w nas.

Podobnie jak pierwsi chrześcijanie z Koryntu nie wiemy, że Jezus Chrystus jest w nas (2 Kor 13,5). Nie wiemy, bo nie zachodzimy do siebie samych.

 

 

Itinerarium

MODLITWA O GARŚĆ NADZIEI

Środa 28 października 1015

Juda Tadeusz, patron dzisiejszy, wzywany jest od dawna jako specjalista od spraw beznadziejnych. Złośliwi podpowiadają, aby modlili się do niego panowie i panie w wieku zaawansowanym, w celu pozyskania współmałżonka. We współczesnym katalogu spraw beznadziejnych ten niefart nie ma prymatu.

Z perspektywy polskiej o wstawiennictwo Judy Tadeusza należy prosić przy okazji wizyty u lekarza (planowy zabieg za trzy lata), sprawy w sądzie (trzeba mieć szczęście do sprawiedliwego wyroku) i przy posłaniu dziecka do szkoły (nauczy się, owszem, ale głównie złych rzeczy).

Prawdą jest, że niekiedy ludzka nadzieja jest za mała i potrzebujemy aby ktoś nam jej dosypał choćby kilka garści. Przyda się wszystkim, którzy przeliczają kurs franka szwajcarskiego, tym, którzy już tylko co trzeci dzień rozmawiają z żoną i tym, co odstawiają flaszkę z silnym przekonaniem, że się uda.

Z marną służbą zdrowia da się przeważnie przeżyć, sądy i gorsze szkoły zdarzają się i w Ameryce. Zawsze najbardziej beznadziejnie jest z nami samymi. Z naszą pychą, głupotą, smutą i codzienną złością. Judo Tadeuszu, módl się za każdym z nas. Dosyp garść nadziei.

Itinerarium

OBYŚCIE ZESZLI NA PSY

Wtorek 27 października 2015

Ktoś zszedł na psy, mówimy. Ma pieskie życie. A potrzebne to komu jak psu na budę. Nie dla psa kiełbasa. I słynny pies ogrodnika, co sam jabłek nie zje i drugiemu nie pozwoli. Nie wiem skąd tyle negatywnych odniesień do psów w języku polskim.

Wielu z was ma pewnie psa albo – tak jak ja – sympatyzuje z jakimiś czworonogami. Niektórzy niepotrzebnie określają swoje psy mianem „zły”. Przypomina mi się pewna historia, początkujący w języku polskim Amerykanin przechodził obok ogrodu, w którym zobaczył piękne, dojrzałe gruszki. Przy furtce odczytał napis: „Uwaga! Zły pies!” Uruchomił logikę i śmiało ruszył po gruszki w przekonaniu, że „zły pies” to taki, co nie zaszczeka, nie pilnuje i oczywiście nie gryzie; coś na podobieństwo złego roweru, na którym nie da się jechać. Potem na chirurgii dowodził, że powinniśmy pisać „Uwaga! Dobry pies!”, bo dobry to pilnuje, szczeka i oczywiście gryzie intruza.

Moja sympatia do psów ma mocne korzenie w Ewangelii. W scenie opisującej Łazarza, konającego z głodu pod pałacem bogacza, jedynymi miłosiernymi stworzeniami są psy: „Psy przychodziły i lizały jego wrzody”. Losem Łazarza nie przejął się bogacz, nikt z jego służby, żaden z gości. Jest coś przejmującego w obrazie psów, okazujących na swój sposób miłosierdzie.

I w tym kontekście, życzę sobie i wam, obyśmy zeszli na psy.

Itinerarium