Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Mamy już tradycję
pielgrzymowania z naszymi ubogimi i bezdomnymi siostrami i braćmi. Dzięki
wielkiemu sercu naszych przyjaciół i sympatyków mogliśmy już być w Wąwolnicy
oraz w ub. roku na spotkaniu z Ojcem Świętym Franciszkiem w Kownie. Jutro wyruszamy
do Częstochowy.
Będzie nas w sumie
blisko 60 osób, nasze siostry i nasi bracia bezdomni, wolontariusze, dwóch
braci kapucynów i dwie siostry kapucynki oraz wolontariusze z Centrum
Wolontariatu. Mamy gotowe różańce, śpiewniki, 360 kanapek, jabłka, batoniki, wodę,
herbatę i kawę. Bez szału, ale wystarczy.
W Częstochowie
nawiedzimy kaplicę cudownego obrazu, będziemy uczestniczyć we Mszy Świętej i
Drodze Krzyżowej. Potrzebujemy wszyscy duchowych mocy, które nieustannie płyną
od Maryi, Wspomożycielki wiernych.
Będziemy także
pamiętać o wszystkich naszych dobroczyńcach i przyjaciołach – bardzo dziękujemy.
Dobrze, że cuda dzieją się w sposób prosty, spokojny i niecudowny. Komunia
święta, opłatek, z mąki i wody. Życie wieczne.
To, co najważniejsze jest w zasięgu wiary. Słyszymy słowa Chrystusa: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew,
ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym”. Dalej jest już wiara, która te słowa zamienia na życie wieczne.
Wierzymy ludziom. Kierowcom, którzy kierują autobusami, sprzedawcom, że nie
podają nam trucizny w maśle. Wierzymy, że za słowami „Kocham Cię” kryje się
prawda i szczęście.
Wiara sięga najdalej. Dlatego codziennie przyjmuję komunię świętą. I
spokojnie smaruję chleb masłem.
Żydzi sprzeczali się między sobą, mówiąc: «Jak On może nam dać swoje ciało
do jedzenia?»
Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie
będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli
życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja
go wskrzeszę w dniu ostatecznym.
Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem.
Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim.
Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie
spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie
jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa
ten chleb, będzie żył na wieki».
Żyjemy w Europie,
kontynencie który przez ostatnie tysiąc lat zasłynął najbardziej krwawymi
wojnami. To tutaj rozgrywała się wojna stuletnia, trzydziestoletnia, północna,
wiele sukcesyjnych i niepoliczona liczba domowych (włącznie z naszymi polskimi),
tu też zaczęły się dwie wojny, które ogarnęły cały świat i pochłonęły setki
milionów ofiar.
Od 15 lat Polska jest
w Unii Europejskiej, organizacji, która od ponad pół wieku próbuje jednoczyć
narody Europy, aby w końcu przestały się wyrzynać, zabijać i niszczyć i
spróbowały porozumieć się, współpracować i lubić. Od końca drugiej wojny
światowej – jej finał świętował wczoraj i świętuje dzisiaj wiele narodów
europejskich – mamy najlepszy czas w Europie. My, Polacy, korzystamy z tego
czasu obficie. Ktokolwiek mówi przeciwko Unii, powinien trochę pomyśleć i
zdobyć jakąś wiedzę o historii.
Dziękuję dziś Bogu za
twórców Unii Europejskiej, za Roberta Schumana (kandydata na błogosławionego) i
jego kolegów z Niemiec, Anglii, Belgii i Holandii, którzy pomyśleli, że Europa
może być miejscem zgody i przyjaźni a nie terenem walk i śmierci. Dzięki temu
żyjemy w pokoju i wolności.
Pan Bóg działa w
historii ludzi i narodów, dał nam także Unię. Mamy dobry dzień do radości i
dziękczynienia.
Boimy się władzy, władza
ma siłę, może karać, wsadzać do więzienia i zabijać. Boimy się władzy na
poziomie policji, kierowcy miarkują się widząc radiowozy a jeszcze bardziej
radary. Słynne „niemanie świateł”, wpisywane do mandatów przez milicjantów i
policjantów, ma pewnie w swoich archiwach wielu posiadaczy samochodów.
W Polsce przetrwała,
mam nadzieję, tradycja sprzeciwu w słusznej sprawie wobec władzy. Patronem tej
cnoty jest św. Stanisław Biskup, męczennik dzisiaj uroczyście wspominany w
liturgii. Symbolami postawy sprzeciwu są Tadeusz Kościuszko, Józef Piłsudski,
Romek Strzałkowski (1956, Poznań), Janek Wiśniewski (właściwie Zbyszek
Godlewski, Gdynia 1970) i Lech Wałęsa (symbolem, cokolwiek sobie o nim myślimy).
Jest głębsza treść w
tej postawie. Wyższość prawdy, dobra, solidarności i uczciwości nad kłamstwem,
obojętnością, przemocą i pychą. Jeszcze bardziej prosto – wyższość tego, co
Boże nad tym co ziemskie.
Gdziekolwiek i
kiedykolwiek władza odchodzi od wartości należy się jej sprzeciwiać i walczyć.
To bardzo polska tradycja, słuszna i chwalebna. Za to także poniósł śmierć Pan
Jezus, a za Nim apostołowie i św. Stanisław, patron Polski.
My Polacy nigdy nie
jesteśmy sami winni temu, że jest źle. Zwykle tłumaczymy sobie, że winni są
politycy. Albo wredni sąsiedzi. Albo zrzędzący małżonek. Albo księża. Albo niskie
ciśnienie. Gdybyśmy tylko mieli lepszych polityków, sąsiadów, małżonków, księży
i podzwrotnikowe ciśnienie, byłoby wspaniale. A tak, przez nich, to jest źle.
Kto popsuł długą
polską majówkę? Przecież należało nam się słońce, ciepłe wieczory, gwieździste
niebo przy piwku i leżakowanie. A tu lipa, czapeczki się przydają, co bardziej
wrażliwym nawet rękawiczki. Na Putina trudno zgonić ten stan rzeczy, może
trochę na Trumpa, wszak nie widzi zmian klimatycznych. Na dodatek na razie im
dalej w maj tym gorzej z pogodą.
Od dłuższego czasu
modliłem się o deszcz, dobrze, że trochę padało, bo bilans wodny mamy tragiczny.
A że przy okazji ciut chłodniej było to mały mankament. Miałem bardzo udany
początek maja, którego nie nazywam „długim weekendem”, bo jeszcze nie
zgłupiałem, żeby od wtorkowego wieczoru obchodzić koniec tygodnia. Pięć powodów
mojej radości podaję do wiadomości.
Pierwszy jest taki,
że w końcu zaczęły rozkwitać octowce, potrzebowały wilgoci. Drugi jest taki, że
koncertują już słowiki, słyszałem je w tarninach. Trzeci, że rozbrzmiewają już
niezwykłe głosy kukułek, niech tam drozdy i sroki uważnie patrzą co im podrzucą
do gniazd. Czwarty, że przybyły już ostatnie z lęgowych ptaków, czyli
prześliczne wilgi (patrz foto).
Mamy na razie bardzo
piękny maj, świetną pogodę. Politycy są w formie, sąsiadów moglibyśmy mieć o
wiele gorszych, o małżonkach się nie wypowiadam z powodu braku, o księżach z
powodu wiadomego, na ciśnienie mam dobrą kawę.
Piąty powód mojej
majowej radości to ludzie – że istnieją, są obok mnie, ze mną, przy mnie, że
rozumieją i słuchają, że mają w sobie tak wielkie pokłady dobra. Przepięknie to
wszystko Pan Bóg wymyślił, Alleluja!
Po z martwych wstaniu uczniowie nie od razu rozpoznają Jezusa, jest trochę
inny niźli przedtem. Ten sam ale nie taki sam.
Popatrzmy na swoje zdjęcia z dzieciństwa. To my, zupełnie jednak inni
teraz.
Po naszym z martwych wstaniu będzie podobnie. To będę ja, ten sam, ale nie
taki sam. W końcu wciąż się zmieniamy aby osiągnąć postać godną życia
wiecznego.
Jezus znowu ukazał się nad Jeziorem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób:
Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej,
synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do
nich: «Idę łowić ryby». Odpowiedzieli mu: «Idziemy i my z tobą». Wyszli więc i
wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie ułowili.
A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na
brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus.
A Jezus rzekł do nich: «Dzieci, macie coś
do jedzenia?»
Odpowiedzieli Mu: «Nie».
On rzekł do nich: «Zarzućcie sieć po
prawej stronie łodzi, a znajdziecie». Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie
mogli jej wyciągnąć.
Powiedział więc do Piotra ów uczeń,
którego Jezus miłował: «To jest Pan!» Szymon Piotr, usłyszawszy, że to jest
Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę – był bowiem prawie nagi – i rzucił
się wpław do jeziora. Pozostali uczniowie przypłynęli łódką, ciągnąc za sobą
sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko – tylko około dwustu
łokci.
A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli rozłożone
ognisko, a na nim ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: «Przynieście
jeszcze ryb, które teraz złowiliście». Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na
brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak
wielkiej ilości sieć nie rozerwała się. Rzekł do nich Jezus: «Chodźcie,
posilcie się!» Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: «Kto Ty
jesteś?», bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał
im – podobnie i rybę.
To już trzeci raz Jezus ukazał się uczniom
od chwili, gdy zmartwychwstał.
A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do
Szymona Piotra: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli
ci?»
Odpowiedział Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że
Cię kocham».
Rzekł do niego: «Paś baranki moje».
I znowu, po raz drugi, powiedział do
niego: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?»
Odparł Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię
kocham».
Rzekł do niego: «Paś owce moje».
Powiedział mu po raz trzeci: «Szymonie,
synu Jana, czy kochasz Mnie?»
Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci
powiedział: «Czy kochasz Mnie?» I rzekł do Niego: «Panie, Ty wszystko wiesz, Ty
wiesz, że Cię kocham».
Rzekł do niego Jezus: «Paś owce
moje.
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś
młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się
zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie
chcesz».
To powiedział, aby zaznaczyć, jaką
śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to, rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» (J
21,1 – 19)
Trwa właśnie 69 i 70
wędrówka w ramach projektu Nowa Droga. W drodze są Tadeusz z byłym młodym
osadzonym oraz Jola mająca pod opieką dziewczynę, która niedawno opuściła
więzienie. Już od siedmiu lat dajemy szansę młodym ludziom, którzy po
opuszczeniu zakładu karnego (często na zwolnieniu warunkowym) chcą zacząć nowe
życie. Każdy z 70 uczestników idzie pieszo w towarzystwie starszego opiekuna
lub opiekunki trasę z Lublina do Zgorzelca lub Krakowa. Cały dobytek niosą w
plecakach. Po drodze są rozmowy o życiu, wolności, rodzinie, przyszłości,
przyjaźni, miłości i o Bogu. Wspólna wędrówka, w większości szlakiem św.
Jakuba, pozwala na przemyślenie i przegadanie tego, co najważniejsze w życiu,
na co nie ma czasu ani możliwości w więzieniu. Wtedy też powstaje plan na
przyszłość, gdzie szukać zamieszkania, pracy, nowego środowiska. W tym także
pomagamy.
davdavdav
Wielu z uczestników Nowej
Drogi ma za sobą trudne historie, lata pobytu w domach dziecka, życie w
rodzinach alkoholickich, kontakt z narkotykami i dopalaczami, rzadko ktoś
ukończył coś więcej niż gimnazjum. Coraz więcej mamy przypadków, że młody
chłopak lub dziewczyna nie mogą wrócić do rodzin – albo ich nie mają albo
powrót groziłby ponownym wdepnięciem w dawne bagno. Oprócz osób z Lubelszczyzny
mamy w projekcie młodzież z Poznania, Śląska, Krakowa, Pomorza, Olsztyna i
Rzeszowa.
Patrząc z perspektywy
siedmiu lat widzimy, że młodzi po Nowej Drodze układają sobie życie – pracują,
zakładają rodziny, rozwijają pasje życiowe. Sześciu niestety trafiło ponownie
do więzienia.
Droga, rozmowa, duży wysiłek, obecność i zrozumienie drugiego
człowieka, to działa. Najlepiej działa najstarsza metoda – człowiek przy
człowieku. Wielu ludzi nam sprzyja – służby więzienne, kuratorzy, pracownicy
urzędów pracy i pomocy społecznej, pracodawcy. Są tacy, którzy wspierają
modlitwą. Wszystkim bardzo dziękuję. Jeszcze raz pozdrawiam tych, którzy
projekt tworzyli i obecnie realizują.
Zdjęcia z wędrówki 69 i 70. Więcej o Nowej Drodze pisałem tutaj:
Co zaszkodzi obiecać?
Przyrzekać, a potem nie dotrzymać słowa? W niespełnianiu ślubów i przyrzeczeń
my Polacy jesteśmy mistrzami. W czasie pierwszych ślubów we Lwowie (1656) król
Jan Kazimierz obiecywał Matce Bożej: „przyrzekam
ponadto i ślubuję, że po nastaniu pokoju wraz ze wszystkimi stanami wszelkich
będę używał środków, aby lud Królestwa mego od niesprawiedliwych ciężarów i
ucisków wyzwolić”.
Słowa nie dotrzymał.
Przyszły zabory, potem dwie wojny, których teatrem były ziemie Rzeczpospolitej.
Po trzystu latach, w Częstochowie (1956) wybrzmiały kolejne przyrzeczenia,
kilka z nich – niespełnionych – przytaczam dla chętnych na końcu.
To prawda o nas. Na
szczęście z drugiej strony jest Matka, która na serio wzięła słowa Chrystusa
pod krzyżem: „Oto syn Twój”. Pokochała swoje przybrane dzieci, w tym i nas
Polaków. A wielka miłość wszystko rozumie, zapomina, daruje i wybacza.
My przyrzekamy,
obiecujemy, ślubujemy i nie dotrzymujemy. Ona nadal nas kocha i opiekuję się
nami. Takie są dzieje naszej pobożności i dzieje Matczynej miłości.
„Święta
Boża Rodzicielko i Matko Dobrej Rady. Przyrzekamy Ci z oczyma utkwionymi w
żłóbek Betlejemski, że odtąd wszyscy staniemy na straży budzącego się życia.
Walczyć będziemy w obronie każdego dziecięcia i każdej kołyski równie mężnie,
jak ojcowie nasi walczyli o byt i wolność Narodu, płacąc obficie krwią własną.
Gotowi jesteśmy raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać bezbronnym (…)
Przyrzekamy
dzielić się między sobą ochotnie plonami ziemi i owocami pracy, aby pod
wspólnym dachem Domostwa naszego nie było głodnych, bezdomnych i płaczących (…)
Przyrzekamy
wypowiedzieć walkę lenistwu i lekkomyślności, marnotrawstwu, pijaństwu i
rozwiązłości.
Przyrzekamy zdobywać cnoty wierności i sumienności, pracowitości i
oszczędności, wyrzeczenia się siebie i wzajemnego poszanowania, miłości i
sprawiedliwości społecznej (…)”.
Polacy rozpoczęli
grillowanie i picie, trochę chłodno ale jest żar ognisk. Ilość zjedzonych kiełbasek
i wypitego piwa dobrze wpłynie na budżet. Politycy zaczęli przechwalać się jak
dobrze jest w Polsce dzięki ich mądrym decyzjom. Te fanfary wybrzmią jeszcze
mocniej dzisiaj i jutro, im więcej pijemy tym bardziej jesteśmy z siebie dumni.
Prawie najlepsi na świecie.
Dziwię się ślepocie i
głuchocie elit politycznych i intelektualnych. Nie chcę być złowieszczym prorokiem.
Od 30 lat płyniemy tam gdzie płynie główny nurt cywilizacji euroatlantyckiej,
czyli donikąd. Mamy coraz lepsze komputery, więcej lotnisk, bardziej równe
drogi i tysiące udogodnień.
Zawsze dziwi mnie
cisza nad zjawiskami, które są widoczne dla każdego kto widzi i myśli. Nie
rozmawiamy o rosnącej liczbie samobójstw w naszym kraju, co 48 minut ktoś
odbiera sobie życie, rocznie w wyniku samobójstw ginie prawie dwa razy więcej
Polaków niźli wskutek wypadków drogowych. Zwiększa się liczba dzieci i młodzieży
targających się na swoje życie. Coś jest nie tak?
Wiem, że z roku na
rok rośnie liczba osób bezdomnych w Polsce, paradoksalnie budujemy coraz więcej
mieszkań. Coś jest nie tak? Statystyki dotyczące wzrostu liczby osób samotnych,
zwłaszcza starych (i często niepełnosprawnych) wzrastają. Coś jest nie tak?
Roztrwaniamy bodaj
największy skarb, jaki dostaliśmy w czasie najnowszej naszej historii. Ludzie,
którzy odbierają sobie życie, którzy tracą mieszkania, którzy dogorywają
samotni w domach opieki, oni wszyscy mają rodziny, sąsiadów, znajomych.
Roztrwaniamy solidarność. Ale grillujemy wesoło, piwo się leje strumieniami,
budżet rośnie. Wszystkie flagi powiewają na masztach. Coś jest nie tak?