Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Dziś święto mają Archaniołowie,
Michał, Gabriel i Rafał, istoty znane z kart Biblii, chyba najbardziej
popularny jest Gabriel, który przyszedł z wizytą do Marii w Nazarecie.
Przy tej okazji chcę
przypomnieć, że istnieje świat duchowy. Trudno dzisiaj przekonywać, że istnieje
jeszcze coś więcej oprócz tego, co jemy, widzimy i dotykamy.
Może to wydać się wam
dziwne, mnie jednak nawet proste doświadczenia przenoszą w świat ducha. Nawet
kilka sekund wpatrywania się w oset. Bo za ostem jest już Coś Więcej, piękno,
prostota, jakaś czysta radość istnienia, blask prawdy i wezwanie do miłości.
Z więzienia dostaję
różne listy, najczęściej dołączone są do nich talony na ubrania lub artykuły higieniczne,
prośby o znaczki z kopertami i o paczki żywnościowe.
Ostatnia prośba była
jednak inna. Przemek poszedł do więzienia po raz drugi. Ma dopiero 28 lat,
ostatnie kilka spędził właśnie za kratkami. Wcześniej przebywał w ośrodku
wychowawczym, a jeszcze wcześniej w domu dziecka. Nie zna rodziców, nic o nich
nie wie, tak samo o rodzeństwie. Poznałem go pod dworcem kolejowym, na
prymitywnym legowisku pod gołym niebem, w miesiąc po zakończeniu kary. Udało
się dać mu dach nad głową, skończył nawet kurs zawodowy i zaczął staż. Nie
nauczył się jednak jeszcze, że nie wolno bezkarnie kogoś bić. Przez to znowu
znalazł się w areszcie, czeka na rozprawę i wyrok, grozi mu od 2 do 12 lat,
zapewne sędzia wymierzy coś pośrodku, sześć, daj Boże pięć lat.
Już z aresztu Przemek
przysłał list z prośbą. Z prośbą o Biblię. Wie, że będzie miał dużo czasu na lekturę.
Ma zamiar przeczytać całe Pismo Święte, od deski do deski. Nie wiem czy mu się
to uda. I nie o to chodzi.
Przemek nie stracił
nadziei, Chrystus zaprosił go na tę drogę przez chęć poznania Biblii. Wystarczy,
że przeczyta jeden wers, ten z wczorajszej Ewangelii – że nierządnice,
więźniowie i celnicy wejdą do Królestwa Bożego. Wejdą, bo chcieli się nawrócić.
Czemu Przemek prosi o Biblię? Usłyszał wezwanie do nawrócenia. I odpowiedział
na nie.
Historia Przemka może
wydać się banalna. Dla mnie jest ogromną radością, bo przecież chłopak ucieszył
całe niebo, gdzie fetują jego nawrócenie. Zgodnie z prawdą, że tam jest większa
radość z jednego nawróconego niźli z 99 porządnych. Dzielę się z wami tą
radością, prawdziwą radością nieba.
Dziękuję Bogu za każdego
uchodźcę i emigranta, za te wszystkie moje siostry i braci, których spotkałem w
życiu. Za te wspaniałe „Gwiazdy Czeczenii” na zdjęciu, które gościmy już od dawna
w Lublinie. I mam wielką radość, że niektórym z nich mogłem choć trochę pomóc.
Byłem przybyszem, a przyjęliście
Mnie, tak czytamy w Ewangelii o Sądzie Ostatecznym (Mt 25). Uchodźców i
emigrantów spotykam w zasadzie codziennie; uchodźców czyli tych, co uciekają
przed skutkami wojen, prześladowań i terroryzmu oraz emigrantów, którzy szukają
w Polsce pracy czy miejsca nauki. Ich historie bywają zdumiewające, znam Tadżyka,
muzułmanina, który uciekał ze swojego kraju, ponieważ tamtejsze władze (muzułmańskie) uznały go za radykała,
ma ogromną wiarę, że w Polsce (i Europie) nikt go za wyznawanie islamu nie będzie
gnębił i wsadzał do więzienia.
Patrząc na to, co się
dzieje na świecie, myślę, że w Polsce jesteśmy dopiero przed szczytem napływu uchodźców.
Na razie wzbiera fala uchodzących z Białorusi wskutek nasilania się represji
tamtejszej dyktatury. Inni będą przybywać nadal ze Wschodu i Południa, niczym
się od nich nie odgrodzimy.
Cieszę się, że coraz
lepiej przyjmujemy siostry i braci z Ukrainy, są dla nas wspaniałym
błogosławieństwem. Ufam, że podobną gościnnością obejmiemy Białorusinów,
Czeczenów wciąż pukających do naszych bram i Syryjczyków, którzy na razie mają u nas polityczny szlaban.
Chrystus przychodzi
tak, jak zapowiedział, jako Przybysz, Obcy, Inny. Dalej znajdziecie także orędzie Franciszka na
tegoroczny 106 Dzień Migranta i Uchodźcy.
ORĘDZIE
OJCA ŚWIĘTEGO
NA 106. ŚWIATOWY DZIEŃ MIGRANTA I UCHODŹCY
[27
września 2020 r.]
Jak
Jezus Chrystus, zmuszeni do ucieczki.
Przyjąć, chronić, promować i integrować przesiedleńców wewnętrznych
Na początku tego roku, w moim przemówieniu do członków Korpusu
Dyplomatycznego akredytowanego przy Stolicy Apostolskiej, do wyzwań
współczesnego świata zaliczyłem dramat przesiedleńców wewnętrznych: „Konflikty
i kryzysy humanitarne, zaostrzane przez zawirowania klimatyczne, powiększają
liczbę przesiedleńców i oddziałują na osoby, które już żyją w poważnym
ubóstwie. W wielu krajach dotkniętych tymi sytuacjami brakuje odpowiednich
struktur, które pozwoliłby zaspokoić potrzeby wysiedlonych” (9 stycznia 2020 r.).
Sekcja ds. Migrantów i Uchodźców Dykasterii ds. Integralnego
Rozwoju Człowieka opublikowała „Wytyczne duszpasterskie na temat osób
przesiedlonych wewnętrznie” (Watykan, 5 maja 2020 r.), dokument, który ma na
celu inspirowanie i animowanie działań duszpasterskich Kościoła w tym
szczególnym obszarze.
Z tych powodów postanowiłem poświęcić niniejsze orędzie dramatowi
osób przesiedlonych wewnętrznie, dramatowi często niedostrzeganemu,
zaostrzonemu przez światowy kryzys spowodowany pandemią COVID-19. Kryzys ten,
ze względu na swoją gwałtowność, powagę i zasięg geograficzny, nadał nowe
wymiary wielu innym kryzysom humanitarnym, które dotykają milionów ludzi,
odsuwając inicjatywy i pomoc międzynarodową, niezbędną i pilną dla ratowania
życia, na dalszy plan krajowych programów politycznych. Ale „nie jest to czas
na zapominanie. Kryzys, z którym się zmagamy, nie powinien sprawić, byśmy
zapominali o wielu innych sytuacjach kryzysowych, które niosą ze sobą
cierpienie wielu osób” (Orędzie Urbi et Orbi,
12 kwietnia 2020 r.).
W świetle tragicznych wydarzeń, które naznaczyły rok 2020,
obejmuję tym orędziem, poświęconym osobom przesiedlonym wewnętrznie, także tych
wszystkich, którzy przeżywają i nadal doświadczają niepewności, opuszczenia,
marginalizacji i odrzucenia z powodu COVID-19.
Zacznę od obrazu, który pobudził papieża Piusa XII do opracowania
Konstytucji Apostolskiej Exsul Familia (1 sierpnia 1952 r.).
Podczas ucieczki do Egiptu Dzieciątko Jezus doświadczyło wraz z rodzicami
tragicznego stanu bycia wysiedlonym i uchodźcą, „naznaczonego lękiem,
niepewnością, trudnościami” (por. Mt 2, 13-15.19-23).
Niestety, w naszych czasach miliony rodzin mogą rozpoznać siebie w tej
rzeczywistości. „Prawie każdego dnia telewizja i gazety informują o uchodźcach,
uciekających przed głodem, wojną i innymi poważnymi zagrożeniami, w
poszukiwaniu bezpieczeństwa i godnego życia dla siebie i swoich rodzin” (Anioł Pański, 29
grudnia 2013). W każdym z nich jest obecny Jezus zmuszony, jak w
czasach Heroda, do ucieczki, aby siebie ocalić. Jesteśmy wezwani, by w ich
twarzach rozpoznać oblicze Chrystusa głodnego, spragnionego, nagiego, chorego,
obcego i więźnia, który jest dla nas wyzwaniem (por. Mt 25,
31-46). Jeśli Go rozpoznamy, to my będziemy Mu dziękować za to, że mogliśmy Go
spotkać, miłować i służyć Mu.
Osoby przesiedlone dają nam tę możliwość spotkania z Panem, „choć
naszym oczom niełatwo jest Go rozpoznać – w podartym ubraniu, z brudnymi
stopami, z twarzą zniekształconą, z ciałem poranionym, nieumiejącego mówić
naszym językiem…” (Homilia, 15 lutego 2019). Chodzi o wyzwanie
duszpasterskie, na które winniśmy odpowiedzieć czterema czasownikami, jakie
wskazałem w moim orędziu na tenże dzień w 2018 roku: przyjmować, chronić, promować
i integrować. Chciałbym teraz do nich dodać sześć par czasowników, które
odpowiadają bardzo konkretnym działaniom, połączonych ze sobą w związku
przyczynowo-skutkowym.
Trzeba znać, żeby zrozumieć. Poznanie jest
niezbędnym krokiem wiodącym do zrozumienia drugiego. Sam Jezus naucza tego w
wydarzeniu z uczniami z Emaus: „Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam
Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak
że Go nie poznali” (Łk 24, 15-16). Kiedy mówimy o migrantach i
wysiedlonych, zbyt często zatrzymujemy się na liczbach. A tu nie chodzi o
liczby, tylko o osoby! Jeśli się z nimi spotkamy, to dojdziemy do ich poznania.
I znając ich historie, będziemy w stanie ich zrozumieć. Będziemy mogli na przykład
zrozumieć, że niepewność, jakiej doświadczyliśmy w związku z cierpieniem w
wyniku pandemii, jest stałym elementem w życiu osób przesiedlonych.
Trzeba zbliżyć się, aby służyć. Wydaje się
to oczywiste, ale często tak nie jest. „Pewien zaś Samarytanin, będąc w
podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko:
podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził
go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go” (Łk 10,
33-34). Lęki i uprzedzenia – bardzo wiele uprzedzeń – sprawiają, że trzymamy
się z dala od innych i często uniemożliwiają nam „zbliżenie się” i służenie im
z miłością. Podejście do bliźniego często oznacza gotowość do podejmowania
ryzyka, czego nauczyło nas w ostatnich miesiącach wielu lekarzy i pielęgniarek.
Ta bliskość w służbie wykracza poza czyste poczucie obowiązku; najwspanialszy
wzór tej postawy pozostawił nam Jezus, kiedy umywał nogi swoim uczniom: zdjął
szatę, ukląkł i pobrudził sobie ręce (por. J 13, 1-15).
Trzeba słuchać, żeby się pojednać. Uczy
nas tego sam Bóg, który, posyłając swego Syna na świat, zechciał słuchać jęku
ludzkości ludzkimi uszami: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego
Jednorodzonego dał, […] by świat został przez Niego zbawiony”(J 3,
16-17). Miłość, która jedna i zbawia, zaczyna się od słuchania. W dzisiejszym
świecie mnożą się przesłania, ale zatraca się postawa słuchania. A tylko przez
pokorne i uważne słuchanie możemy naprawdę się pojednać. W roku 2020 na naszych
ulicach tygodniami panowało milczenie. Było to milczenie dramatyczne i
niepokojące, ale dało nam ono możliwość usłyszenia krzyku najbardziej
bezbronnych, osób wysiedlonych i naszej poważnie chorej planety. A słuchając,
mamy szansę na pojednanie się z bliźnim, z jakże wieloma odrzuconymi, z samymi
sobą i z Bogiem, który niestrudzenie obdarza nas swoim miłosierdziem.
Trzeba się dzielić, żeby się rozwijać.
Jednym z fundamentalnych elementów pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej było
dzielenie się: „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden
nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne” (Dz 4,
32). Bóg nie chciał, aby zasoby naszej planety przynosiły korzyści tylko
niektórym. Nie, tego nie chciał Pan! Musimy nauczyć się dzielić, aby razem się
rozwijać, nie pomijając nikogo. Pandemia przypomniała nam, że wszyscy jesteśmy
w tej samej łodzi. Zadnie sobie sprawy, że mamy wspólne troski i obawy, ukazało
nam po raz kolejny, że nikt nie może ocalić się sam. Aby naprawdę się rozwijać,
musimy rozwijać się razem, dzieląc się tym, co posiadamy, jak ten chłopiec,
który ofiarował Jezusowi pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby… I to
wystarczyło dla pięciu tysięcy osób (por. J 6, 1-15)!
Trzeba angażować, żeby promować. Tak
właśnie uczynił Jezus z Samarytanką (por. J 4, 1-30). Pan
zbliża się do niej, słucha jej, mówi do jej serca, aby następnie doprowadzić ją
do prawdy i przemienić w zwiastunkę Dobrej Nowiny: „Pójdźcie, zobaczcie
człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest
Mesjaszem?” (w. 29). Czasami zapał, by służyć innym nie pozwala nam dostrzec
ich bogactwa. Jeśli naprawdę chcemy promować osoby, którym oferujemy pomoc,
musimy je zaangażować i sprawić, aby odgrywały pierwszoplanową rolę w swoim
wybawieniu. Pandemia przypomniała nam jak ważna jest współodpowiedzialność, i
że tylko przy udziale wszystkich – także tych, którzy są często niedoceniani –
możemy stawić czoło kryzysowi. Musimy „odnaleźć odwagę do otwarcia przestrzeni,
gdzie wszyscy mogą się poczuć powołani i zezwolić na nowe formy gościnności,
braterstwa i solidarności” (Rozważanie na Placu św. Piotra, 27 marca
2020).
By budować trzeba współpracować.
Właśnie to zaleca św. Paweł Apostoł wspólnocie w Koryncie: „przeto upominam
was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni, i by
nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli” (1
Kor 1, 10). Budowanie królestwa Bożego jest zaangażowaniem wspólnym
dla wszystkich chrześcijan i dlatego trzeba, abyśmy nauczyli się współpracować,
nie ulegając pokusie zazdrości, niezgody i podziałów. A w aktualnym kontekście
należy powtórzyć: „Nie jest to czas na egoizmy, ponieważ wyzwanie, przed którym
stajemy, jest wspólne dla nas wszystkich i nie czyni różnic między ludźmi” (Orędzie Urbi et Orbi,
12 kwietnia 2020 r.). Aby chronić wspólny dom i sprawić, by coraz
bardziej przystawał do pierwotnego planu Boga, musimy starać się o zapewnienie
współpracy międzynarodowej, globalnej solidarności i lokalnego zaangażowania,
nikogo nie pomijając.
Chciałbym zakończyć modlitwą zainspirowaną przykładem św. Józefa,
zwłaszcza gdy musiał uciekać do Egiptu, aby ocalić Dzieciątko Jezus.
Ojcze, powierzyłeś świętemu Józefowi to, co miałeś najdroższego:
Dzieciątko Jezus i jego Matkę, aby ich chronił przed niebezpieczeństwami i
groźbami nikczemnych.
Daj nam również doświadczyć jego ochrony i pomocy. Spraw, aby ten,
który doświadczył cierpienia osób uciekających z powodu nienawiści możnych,
pocieszył i chronił wszystkich tych braci i siostry, którzy z powodu wojny,
ubóstwa i potrzeb opuszczają swoje domy i swoją ziemię, aby wyruszyć jako
uchodźcy w miejsca bezpieczniejsze.
Pomóż im, za jego wstawiennictwem, aby mieli siłę iść naprzód,
pociechę w smutku, męstwo w trudnym doświadczeniu.
Daj tym, którzy ich przyjmują nieco czułości tego sprawiedliwego i
mądrego ojca, który miłował Jezusa jak prawdziwego syna i wspierał Maryję w
drodze.
Niech ten, który zarabiał na chleb pracą rąk własnych, zapewni
tym, którym życie odebrało wszystko, godność pracy i niezakłócony spokój domu.
Prosimy Cię o to przez Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, którego
święty Józef ocalił uciekając do Egiptu, i przez wstawiennictwo Dziewicy Maryi,
którą zgodnie z Twoją wolą miłował jako wierny oblubieniec. Amen.
Rzym, u św. Jana na Lateranie, 13 maja 2020 r., Wspomnienie Matki
Bożej Fatimskiej.
Przez tę pandemię
odkryłam ciekawą osobowość mojej siostry, z którą do tej pory mijałam się w
drzwiach, stałyśmy się sobie bliższe, ogromnie się polubiłyśmy. Tak mówiła
młoda dziewczyna w piątek w czasie wirtualnego spotkania w ramach tegorocznego
Miasteczka Integracyjnego, organizowanego przez nasze Centrum Wolontariatu.
Pandemia to nie same
straty, ale i zyski. Większa świadomość odpowiedzialności za przyrodę i klimat,
które akurat zyskały wskutek lockdownu trochę oddechu. Czas izolacji pozwolił
też odkryć osoby, które się o nas troszczą, są nam życzliwe i zainteresowane
naszym losem. Było dużo więcej czasu na zastanowienie się nad sobą.
Słuchałem kilkudziesięciu
młodych ludzi, głównie z Polski, ale też m.in. z Gruzji, Salwadoru, Tunezji,
Meksyku czy Nigerii. Chciało im się myśleć, rozmawiać na najważniejsze tematy,
próbować rozumieć sytuację swoją i swoich narodów, patrzeć w przyszłość.
Urzekło mnie to, że młodzież ma w sobie zapał do zaangażowania, że nie chce się
oglądać na działania polityków, że widzi w sobie potencjał do wspólnego
działania. Rozumieją też, że pandemia stwarza szansę dla nowego początku, że
świat wcale nie musi być już dalej taki sam jak dotąd.
W sobotę i niedzielę
od 15:00 do 16:30 na antenie Nowego Radia – www.noweradio.pl
– możecie posłuchać dalszego ciągu Miasteczka, dotkniemy ważnych wymiarów
globalnej solidarności. Oczywiście szkoda, że Miasteczko nie może się odbyć w
zwyczajnej formie – patrz zdjęcie z lat poprzednich. Dobrze jednak, że świat
może się w przyszłości znaleźć w rękach mądrych młodych ludzi.
Często dopytuję ludzi
w jakim celu chcą to czy tamto zrobić. I jest to pytanie kłopotliwe. Dlatego,
że coraz bardziej zmuszani jesteśmy do działań bezcelowych, przykładem jest
choćby absurdalny zakaz wchodzenia do lasów sprzed kilku miesięcy.
Nasze zachowania
wymuszane są przez aplikacje i tzw. programy lojalnościowe, bezwiednie podpisywane
umowy, etc. Szczerze powiem, że unikam tego wszystkiego jak tylko mogę, razi mnie
przede wszystkim poziom bezsensu i próby wmanipulowania mnie w czyjeś gry (i
interesy). Staram się żyć według maksymy mojego wileńskiego dziadka, dla
którego kluczowym pytaniem było: „A po co to?” Mnie to pytanie pozwala odrzucać
pozory i zaoszczędzać czas.
Ten człowiek na
zdjęciu, ubogi Kubańczyk, zarzuci za chwilę linki do połowu ryb w oceanie.
Dzięki temu nakarmi siebie i swoją rodzinę, może jeszcze sprzeda trochę połowu
na targu. Jest cel i sens.
Tam, gdzie jest cel i
sens, jest i Pan Bóg. A nasz wróg, szatan, zawsze zaprasza, żeby „jakoś to było”,
a najlepiej wesoło i głośno.
Dziewczyna grzebiąca
w smartfonie na czerwonym świetle miała
pecha, bo stał za nią radiowóz. Uprzejmy policjant musiał wysiąść z samochodu,
żeby pokazać szoferce zielone światło, a potem poprosić o zjechanie na pobocze
w wiadomym celu. Tu się akurat nic złego nie stało, wszystko wyglądało raczej
komicznie. Statystyki wypadków świadczą o tym, jak groźne są chwile nieuwagi na
drogach.
Kunsztowną filiżankę
z dobrej porcelany toczy się długo, sekunda nieuwagi zmienia ją w skorupę. W
ogóle niszczenie dzieje się błyskawicznie, tworzenie wymaga sił i czasu.
Mniejsza o rzeczy,
ale towarzyszę często ludziom, którzy stracili wiarę, porzucili nadzieję bądź
zwątpili w miłość. „Przechowujemy ten skarb – wiary – w naczyniach glinianych”,
ostrzega św. Paweł. Nadzieja i miłość to także skarby cenne, ale kruche. Jak
ich nie stracić?
Prostych recept nie
mam, na pewno pomaga mi modlitwa (przypomnienie jednej z nich jest na końcu wpisu).
Mam też codzienną praktykę. Kiedy wydaje mi się, że nic już się nie da zrobić,
odwołuję się do nadziei, która zawieść nie może. A kiedy wszyscy wokół
wyliczają, że szanse są zerowe, sięgam po wiarę, dla której rzeczy niemożliwych
nie ma. I wreszcie kiedy dopada mnie deficyt sensu, kiedy ludzie zawodzą, kiedy
przeciwności rosną, to wzywam miłość, która nigdy nie ustaje.
Akt wiary
Wierzę w Ciebie, Boże żywy, w Trójcy jedyny,
prawdziwy; Wierzę, coś objawił Boże, Twe słowo mylić się nie może.
Akt nadziei
Ufam, Tobie, boś Ty wierny, wszechmogący i miłosierny; Dasz mi grzechów
odpuszczenie, łaskę i wieczne zbawienie.
Akt miłości
Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję. Nad wszystko, co jest
stworzone, Boś Ty dobro nieskończone.
To już 24 lata jak
Agata Budzyńska nie śpiewa tu na ziemi. I pewnie dobrze się odnajduje w chórach
anielskich. Pozostawiła po sobie wiele pięknych przesłań. A jedno, kto wie czy
nie najważniejsze w naszych niepewnych czasach, to opowieść o przyjaźni. Do
posłuchania tu:
Kiedy was nie ma – to jakby nagle
Zabrakło w moim życiu muzyki
Kiedy Was nie ma – to czas mnie straszy
Że przeminę, że będę chwilą
Kiedy was nie ma – to jakby niebo
Miało się rozstać na zawsze ze słońcem
Kiedy Was nie ma – dosyć mam wszystkiego
I pragnę stąd na zawsze odejść
Moi
przyjaciele
Moi przyjaciele
Moi przyjaciele bądźcie zawsze ze mną
Moi przyjaciele
Moi przyjaciele
Z wami
wiem, że wszystko mogę
Że wystarczy tylko chcieć
Jak mam wyśpiewać, jak mam dziękować
Jak wytłumaczyć, że bez was mnie nie ma
Przytulam do was moją miłość
I wdzięczność mą w modlitwę zamieniam
Milion aniołków narysuję
I wszystkie razem postrącam z nieba
Dom na górze wybuduję
I zagram klauna kiedy trzeba
Kiedyś w codziennym
pacierzu przypominaliśmy sobie dwa przykazania miłości – będziesz miłował Pana Boga swego, całym swoim
sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. Będziesz miłował swego
bliźniego jak siebie samego. Dopiero potem odmawiało się 10 Przykazań Bożych, z
nie kradnij, nie zabijaj i innymi.
Jest w tym porządku
ładna logika, najpierw miłość, potem wymagania i nakazy. Codzienne przypominanie
o prymacie miłości ma także głęboki sens, bo chroni przed innymi miłościami, które
pragną zawładnąć naszymi sercami. Na pierwsze miejsce chcą się wkraść emocje z
adrenaliną, pieniądze, rzeczy, sława i poklask, tysiące innych zawodników.
Codziennie trwa walka o tron naszego serca.
Przypomnienie o
miłości do Pana Boga i do ludzi, z którymi idziemy przez życie, zajmuje
kilkanaście sekund. Chroni jednak przed zatruciem serca przez sprawy błahe,
przemijające i niegodne.
Będziesz miłował Pana
Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. Będziesz
miłował swego bliźniego jak siebie samego.
Fragmenty zasłyszanych
rozmów są bardzo pouczające. Dzisiaj dwóch panów, pod wpływem, uzgadniało
najpierw dzień tygodnia. Pierwszy twierdził, że jest czwartek albo sobota, ale
drugi błyskawicznie sprostował: „Niedziela! Nie słyszysz, że dzwony biją co
godzinę na Mszę?”
Dywagowali również na
temat coraz zimniejszych nocy i sposobów jak sobie radzić z tym problemem. Ten
mniej rozgarnięty chlapnął nawet, że ostatnio był mróz w nocy. „Jakby był, to
by woda zamarzła, a nie widać” – skontrował kolega.
Maruda narzekał dalej, że zimno, że dawno nic
ciepłego nie jadł i że kurtkę ma bez kaptura.
– Będzie lepiej, zobaczysz! – pocieszał kompan
– Ludzie są dobrzy.
– Skarpetek nie zmieniałem od tygodnia …
– Będzie dobrze, znajdziemy nawet zimowe buty.
– Oj, ciężko, ciężko …
– Będzie dobrze, Pan Bóg nad nami czuwa! –
dodał człowiek zorientowany w dniach tygodnia .
Siostry i bracia! Na
ten nowy tydzień pozostawiam Was z przesłaniem z ulicy – Ludzie są dobrzy, Pan
Bóg nad nami czuwa! Skarpetki możecie zmienić i na pewno kurtkę z kapturem też
macie pod ręką. Będzie dobrze!
Najpierw kilka zdań do dzisiejszej Ewangelii. Mnie uczy ona, żebym nigdy nikogo
nie przekreślał i nie myślał o sobie, że jestem lepszy, bardziej zasłużony. Pan
Bóg ma swoje miary. Cieszę się, że mogę pracować w Jego winnicy, mam zrobić
swoje i nie oceniać innych i nikogo nie odrzucać. Zachęcam każdego z Was do
wiernego wypełniania swojego powołania, wiernie, solidnie i bez porównywania
się z innymi.
Teraz kilka zdań o wirusie, trochę w kontekście tej Ewangelii. Granicę 1000
zakażonych na dobę przekroczyliśmy, prawdopodobnie już dawno, ale teraz wykazały
to testy i wyniki badań. Obwinianie kogokolwiek za wzrost zachorowań (zresztą
następuje w całej Europie) jest niesłuszne, w tradycji mamy winnego w
rządzących. Nie chciałbym być na ich miejscu. Zanim obwinimy kogokolwiek
zajmijmy się sobą i własnym otoczeniem – to jest słuszne w świetle dzisiejszej
Ewangelii. Całkowite uniknięcie możliwości zakażenia jest niemożliwe, ale coś mogę
zrobić – maseczki, dezynfekcja, omijanie tłumów.
Paradoksalnie zachęcam też do nasilenia relacji z ludźmi. Miałem ostatnio
możliwość dłuższych rozmów z osobami, które znam dość długo i po raz kolejny
odkryłem, że wciąż mamy sobie do zaofiarowania wspaniałe rzeczy. Rozmawiamy
głębiej, mocniej, poza słowami następuje zjednoczenie duchowe, wymiana uczuć,
jakiś transfer całej osoby do drugiej. Nie trzeba mnożyć znajomości, ale warto odkrywać
głębie tych ludzi, których znamy. To jest też ważna praca w Bożej winnicy, w
której wszyscy jesteśmy zatrudnieni.
I na koniec, siostry i bracia, mamy niedzielę, żywe wspomnienie z martwych
wstania Chrystusa, od Niego płynie nasza nadzieja i radość, moc do życia i
miłości. Dobrego ucztowania z bliskimi! Amen.
Liturgia słowa
Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść:
«Królestwo niebieskie podobne jest do
gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej
winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy.
Gdy wyszedł około godziny trzeciej,
zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy
do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy
ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił.
Gdy wyszedł około godziny jedenastej,
spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień
bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy
do winnicy”.
A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel
winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od
ostatnich aż do pierwszych”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i
otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną;
lecz i oni otrzymali po denarze.
Wziąwszy go, szemrali przeciw
gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z
nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę”. Na to odrzekł jednemu z nich:
„Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną?
Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy
mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja
jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».