Dziewczyna grzebiąca w smartfonie na czerwonym świetle miała pecha, bo stał za nią radiowóz. Uprzejmy policjant musiał wysiąść z samochodu, żeby pokazać szoferce zielone światło, a potem poprosić o zjechanie na pobocze w wiadomym celu. Tu się akurat nic złego nie stało, wszystko wyglądało raczej komicznie. Statystyki wypadków świadczą o tym, jak groźne są chwile nieuwagi na drogach.
Kunsztowną filiżankę z dobrej porcelany toczy się długo, sekunda nieuwagi zmienia ją w skorupę. W ogóle niszczenie dzieje się błyskawicznie, tworzenie wymaga sił i czasu.
Mniejsza o rzeczy, ale towarzyszę często ludziom, którzy stracili wiarę, porzucili nadzieję bądź zwątpili w miłość. „Przechowujemy ten skarb – wiary – w naczyniach glinianych”, ostrzega św. Paweł. Nadzieja i miłość to także skarby cenne, ale kruche. Jak ich nie stracić?
Prostych recept nie mam, na pewno pomaga mi modlitwa (przypomnienie jednej z nich jest na końcu wpisu). Mam też codzienną praktykę. Kiedy wydaje mi się, że nic już się nie da zrobić, odwołuję się do nadziei, która zawieść nie może. A kiedy wszyscy wokół wyliczają, że szanse są zerowe, sięgam po wiarę, dla której rzeczy niemożliwych nie ma. I wreszcie kiedy dopada mnie deficyt sensu, kiedy ludzie zawodzą, kiedy przeciwności rosną, to wzywam miłość, która nigdy nie ustaje.
Akt wiary
Wierzę w Ciebie, Boże żywy, w Trójcy jedyny,
prawdziwy; Wierzę, coś objawił Boże, Twe słowo mylić się nie może.
Akt nadziei
Ufam, Tobie, boś Ty wierny, wszechmogący i miłosierny; Dasz mi grzechów
odpuszczenie, łaskę i wieczne zbawienie.
Akt miłości
Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję. Nad wszystko, co jest
stworzone, Boś Ty dobro nieskończone.


