Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Jeden drugiego brzemiona
noście. Ta słynna zachęta św. Pawła do pewnego momentu brzmi poetycko i wzniośle.
Dopóki nie zamieni
się w codzienne noszenie. Zdarzyło mi się już prosić kilka razy Pana Boga, żeby
to brzemię drugiego człowieka było trochę lżejsze. Każdy z was, kto codziennie
opiekował się kimś chorym, wie o czym mówię.
Jedni drugich
brzemiona noście. Zapewniam was jednak, że człowiek jest tak skonstruowany, że
da radę nosić brzemię przynajmniej jednej innej osoby. Chyba nawet tak
zostaliśmy stworzeni przez samego Pana Boga. I chyba bez tego noszenia brzemion
innych czegoś nam brakuje.
O ubogich dzisiaj będzie. Pan Stanisław mieszka w dużej psiej budzie. To nie
makabryczny żart, ale obrazek z centrum Lublina. Buda jest w dość dobrym stanie,
swobodnie mieści pana Stasia, wygląda na to, że pies wyprowadził się z niej
dawno. Dzisiaj jest święto pana Stanisława i tysięcy jemu podobnych ludzi.
Bo dzisiaj przypada Światowy Dzień Ubogich. Napisałem tę
nazwę, wymyśloną 4 lata temu przez papieża Franciszka, z pewną wątpliwością.
Raz w roku można obchodzić Dzień Ubogich, pozostałe dni należą do bogatszych.
Nie krytykuję papieża, dobrze, że powoli ten Dzień zadomawia się w kalendarzu przeróżnych
Świąt.
I ma trzy sprawy związane z Dniem Ubogich. Na końcu wpisu znajdziecie
Orędzie Franciszka, warte przeczytania. Tuż przed tym orędziem jest prośba, którą
przedstawiam w imieniu własnym i naszego lubelskiego Centrum Wolontariatu i na którą
spójrzcie proszę ze zrozumieniem.
A najpierw zachęcam do obejrzenia krótkiego filmu z naszego wolontariackiego
dzieła, które nazywamy Mobilnym Gorącym Patrolem. W ramach tego dzieła
odwiedzamy tych bezdomnych, którzy żyją w totalnym oderwaniu od społeczeństwa –
w zawaliskach, ruinach, opuszczonych wagonach kolejowych, pustostanach,
altankach na ogródkach działkowych albo jak pan Stanisław. Film ma 3 minuty i jest tutaj:
Tak jak widać na filmie dowozimy naszym siostrom i braciom pożywienie,
ciepłe rzeczy, witaminy i leki przeciw przeziębieniom, koce, kołdry. Rozmawiamy
z nimi, próbujemy przekonywać o potrzebie ratowania życia. Dzięki Bogu, są
dobre efekty naszej służby – już tej jesieni kilka osób udało się uratować. O
tym napiszę niedługo.
A dzisiaj razem z naszymi ubogimi siostrami i braćmi zjemy dwudaniową
kolację, z zupą i schabowym, będzie też ciasto. Pan Stanisław też przyjdzie.
A teraz zapowiedziana prośba.
Prosimy też o
wsparcie naszych działań. Posiłki wydajemy w lokalu usytuowanym przy Dworcu
Głównym PKP, który wynajmujemy od miasta. To szansa aby “Nasi” – bo
tak nazywamy osoby, którym pomagamy, mogli zjeść posiłek pod dachem i ogrzać
się przed nocą. Roczny koszt utrzymania tego miejsca to 12 tys. zł (czynsz i
energia elektryczna, woda). I tu prośba. Jeśli chcecie nas jakoś
wspomóc i możecie dorzucić swój grosz, prosimy o wpłaty na
Stowarzyszenie
Centrum Wolontariatu
ul. Gospodarcza 2
20-217 Lublin
PL 64 1240 1503 1111
0000 1753 2101
tytułem: darowizna na
cele statutowe – bezdomni.
Serdecznie
dziękujemy.
I na koniec
wspomniane Orędzie Franciszka:
ORĘDZIE
OJCA ŚWIĘTEGO
NA IV
ŚWIATOWY DZIEŃ UBOGICH
XXXIII
Niedziela Okresu Zwykłego
15 listopada 2020 r.
“Wyciągnij
rękę do ubogiego” (Syr 7, 32)
“Wyciągnij rękę do ubogiego” (Syr 7, 32). Starożytna
mądrość postawiła przed nami te słowa jako uświęcony kodeks do wprowadzania w
życie. Brzmią one dziś z całą swoją znaczeniową mocą, pomagając nam
skoncentrować wzrok na tym, co istotne i przekroczyć barierę obojętności.
Ubóstwo ma różne twarze, które domagają się uwagi pod jednym, szczególnym
względem: w każdej z nich możemy spotkać Pana Jezusa, który objawił nam, że
jest obecny w swoich najmniejszych braciach (por. Mt 25, 40).
1. Weźmy do rąk Księgę Syracydesa ze Starego Testamentu.
Znajdujemy tu słowa jednego z mistrzów mądrości, który żył prawie dwieście lat
przed przyjściem Chrystusa. Poszukiwał on mądrości, która czyni ludzi lepszymi
i zdolniejszymi do dogłębnej obserwacji wydarzeń życiowych. Czynił to w
chwilach ciężkich prób, przez które przechodził lud Izraela, w czasie bólu,
żałoby oraz biedy z powodu obcej dominacji. Będąc człowiekiem wielkiej wiary,
zakorzenionym w tradycji przodków, Syracydes pomyślał najpierw o tym, by
zwrócić się do Boga i poprosić Go o dar mądrości. A Pan nie pozbawił go tej
pomocy.
Już od pierwszych stron Księgi, Syracydes przedstawia rady
dotyczące wielu konkretnych sytuacji życiowych, a wśród nich ubóstwa. Nalega
on, aby w niebezpieczeństwie pokładać ufność w Bogu: „Zachowaj spokój serca i
bądź cierpliwy, a nie trać równowagi w czasie utrapienia! Przylgnij do Niego, a
nie odstępuj, abyś był wywyższony w twoim dniu ostatnim. Przyjmij wszystko, co
przyjdzie na ciebie, a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały! Bo w
ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu – w piecu poniżenia. Bądź Mu
wierny, a On zajmie się tobą, prostuj swe drogi i Jemu zaufaj! Którzy boicie
się Pana, oczekujcie Jego zmiłowania, nie zbaczajcie z drogi, abyście nie
upadli” (Syr 2, 2-7).
2. Strona po stronie odkrywamy cenny zbiór rad odnośnie do sposobu
postępowania w świetle intymnej relacji z Bogiem Stworzycielem, który kocha
swoje stworzenie, jest sprawiedliwy i opatrznościowy dla swoich synów. Ciągłe
odnoszenie się do Boga nie odwraca jednak wzroku od konkretnego człowieka,
przeciwnie, te dwie rzeczy są ze sobą ściśle połączone.
Ukazuje to jasno fragment, z którego zaczerpnięty jest tytuł
niniejszego Orędzia (zob. Syr 7, 29-36). Modlitwa do Boga i
solidarność z ubogimi i cierpiącymi są nierozłączne. Aby sprawować kult Panu
przyjemny, konieczne jest, żeby rozpoznać w każdej osobie, również w tej najbardziej
potrzebującej i odrzuconej, obraz Boga, który w niej jest odciśnięty. Dzięki
temu otrzymujemy dar błogosławieństwa Bożego, który jest przyciągnięty
szczodrością okazywaną potrzebującemu. Z tego też powodu czas poświęcany na
modlitwę, nie może nigdy stać się wymówką dla zaniedbania bliźniego w
trudnościach. Wręcz przeciwnie: błogosławieństwo Pana spływa na nas, a nasza
modlitwa osiąga swój cel wtedy, gdy towarzyszy im służba ubogim.
3. Jakże aktualne jest to starotestamentalne nauczanie również dla
nas! Słowo Boga przekracza czas, przestrzeń, religie i kultury. Szczodrość,
która wspiera słabego, pociesza uciśnionego, łagodzi cierpienia i przywraca
godność temu, kto został jej pozbawiony, jest warunkiem życia w pełni
ludzkiego. Poświęcenie naszej uwagi ubogim oraz ich wielorakim potrzebom, nie
może być uwarunkowane posiadanym czasem lub prywatnymi zainteresowaniami, ani
bezdusznymi projektami pastoralnymi czy społecznymi. Siły, która jest w łasce
Boga, nie można zdławić tendencją narcystyczną, która zawsze stawia nas samych
na pierwszym miejscu.
Trudno jest utrzymać wzrok na ubogim, ale jest to konieczne, aby
obrać w naszym życiu osobistym i społecznym słuszny kierunek. Nie chodzi tu o
wielomówstwo, ale przede wszystkim o konkretne zaangażowanie życia poruszonego
przez miłość Boga. Co roku, podczas Światowego Dnia Ubogich, powracam do tej
fundamentalnej dla życia Kościoła rzeczywistości, ponieważ ubodzy są i zawsze
będą z nami (por. J 12, 8), aby pomóc nam przyjąć towarzystwo
Chrystusa w codzienności.
4. Zawsze spotkanie osoby ubogiej jest dla nas wyzwaniem i
pytaniem. Co możemy zrobić, aby wyeliminować lub przynajmniej zmniejszyć jej
marginalizację i cierpienie? Jak możemy pomóc jej w ubóstwie duchowym?
Wspólnota chrześcijańska jest wezwana do zaangażowania się w to doświadczenie
dzielenia się, mając świadomość tego, że nie może ona delegować tego zadania
innym. Aby być wsparciem dla ubogich, fundamentalną rzeczą jest osobiste życie
ubóstwem ewangelicznym. Nie możemy czuć się „w porządku”, kiedy członek naszej
rodziny ludzkiej jest zepchnięty na tyły i staje się cieniem. Krzyk milczenia
wielu ubogich musi docierać do Ludu Bożego będącego zawsze i wszędzie w
gotowości, by dać im głos, aby solidaryzować się z nimi i bronić ich przed
hipokryzją oraz wieloma obietnicami bez pokrycia, a także by zaprosić ich do
udziału w życiu wspólnoty.
Prawdą jest, że Kościół nie ma do zaproponowania rozwiązań
kompleksowych, ale oferuje, z łaską Pana, swoje świadectwo oraz gesty
współdziałania. Ponadto, Kościół czuje się w obowiązku wskazywać na potrzeby
tych, którzy nie mają tego, co jest konieczne do życia. Przypominanie wszystkim
o wielkiej wartości dobra wspólnego jest życiowym zobowiązaniem ludu
chrześcijańskiego, które realizuje się w próbie ocalenia od zapomnienia tych wszystkich,
których człowieczeństwo jest naruszone w ich podstawowych potrzebach.
5. Wyciąganie ręki pozwala odkryć przede wszystkim temu, który to
robi, że istnieje w nas zdolność do wykonywania gestów, które nadają życiu
sens. Ileż wyciągniętych rąk widzimy codziennie! Niestety, coraz częściej
zdarza się, że pośpiech wciąga nas w wir obojętności do takiego stopnia, że nie
potrafimy docenić ogromu dobra, które codziennie dokonuje się w ciszy i z
wielką szczodrością. Zdarza się, iż dopiero wtedy, gdy dzieją się rzeczy
wywracające kurs naszego życia, nasze oczy stają się zdolne do zobaczenia
dobroci „świętych z sąsiedztwa”, którzy „żyją blisko nas i są odblaskiem
obecności Boga” (Adhort. apost. Gaudete et esultate, 7), ale o których nikt
nie mówi. Złe wiadomości są obficie obecne na stronach gazet, w internecie, na
ekranach telewizorów, do tego stopnia, że wydaje się, iż zło króluje
niezwyciężone. Tak jednak nie jest. Z pewnością nie brakuje złości i przemocy,
nadużywania władzy oraz korupcji, ale życie jest utkane przede wszystkim aktami
szacunku i szczodrości, które nie tylko równoważą zło, ale popychają do wzniesienia
się ponad i do bycia pełnymi nadziei.
6. Wyciągnięcie ręki jest znakiem: to znak, który natychmiast
przywołuje do bliskości, solidarności i miłości. W ostatnich miesiącach, w
których cały świat był jakby przytłoczony przez wirusa przynoszącego ból i
śmierć, zniechęcenie oraz zagubienie, ileż wyciągniętych rąk mogliśmy widzieć!
Wyciągnięta ręka lekarza, który przejmuje się każdym pacjentem, starając się
znaleźć właściwe lekarstwo. Wyciągnięta ręka pielęgniarki i pielęgniarza,
którzy nie patrząc na godziny pracy, zostają, aby troszczyć się o chorych.
Wyciągnięta ręka tych, którzy pracują w administracji i organizują środki, aby
ocalić jak najwięcej ludzkich istnień. Wyciągnięta ręka aptekarza,
realizującego tak wiele próśb, wystawiając się jednocześnie na ryzykowny
kontakt z ludźmi. Wyciągnięta ręka kapłana, który błogosławi ze ściśniętym
sercem. Wyciągnięta ręka wolontariusza, który pomaga tym, którzy żyją na ulicy,
ale też i tym, którzy mają dach nad głową, ale nie mają co jeść. Wyciągnięta
ręka kobiet i mężczyzn, którzy pracują, aby zapewnić konieczne usługi i
bezpieczeństwo. I jeszcze wiele innych wyciągniętych rąk, które moglibyśmy tu
wyliczać, aż do skomponowania litanii dobrych dzieł. Wszystkie te ręce rzuciły
wyzwanie zarazie oraz strachowi, aby dać wsparcie i pociechę.
7. Ta pandemia nadeszła nagle i zastała nas nieprzygotowanych,
pozostawiając wielkie poczucie dezorientacji i niemocy. Wyciągnięta ręka w
stronę ubogiego nie pojawiła się jednak znikąd i niespodziewanie. Ten gest
zaświadcza raczej o tym, iż przygotowujemy się do rozpoznania ubogiego i do
wsparcia go wtedy, gdy zacznie potrzebować pomocy. Nie improwizuje się narzędzi
miłosierdzia. Konieczny jest codzienny trening, który rozpoczyna się od
świadomości tego, jak bardzo my sami, jako pierwsi, potrzebujemy wyciągniętej
ręki w naszą stronę.
Ta chwila, którą teraz przeżywamy, podała w wątpliwość wiele
pewników. Czujemy się biedniejsi i słabsi, ponieważ doświadczyliśmy poczucia
granic własnych możliwości oraz ograniczenia wolności. Utrata pracy, czułości
naszych bliskich, jak również brak zwyczajnych relacji międzyosobowych, otwarły
nagle horyzonty, które odzwyczailiśmy się już dostrzegać. Nasze bogactwa
duchowe i materialne zostały postawione pod znakiem zapytania, i odkryliśmy
strach. Zamknięci w ciszy naszych domów, odkryliśmy, jak bardzo jest ważna
prostota oraz zwrócenie oczu na to, co istotne. Dojrzeliśmy do potrzeby nowego
braterstwa, zdolnego do wzajemnej pomocy i szacunku. Teraz jest czas pomyślny,
aby „odczuć, że potrzebujemy siebie nawzajem, że jesteśmy odpowiedzialni za
innych i za świat, […]. Zbyt długo pozostawaliśmy w stanie degradacji moralnej,
drwiąc z etyki, dobroci, wierności, uczciwości. […] To zniszczenie wszelkich
podstaw życia społecznego prowadzi do wzajemnej konfrontacji w imię obrony
swoich interesów. Powoduje pojawienie się nowych form przemocy i okrucieństwa
oraz uniemożliwia rozwój prawdziwej kultury troski o środowisko naturalne”
(Enc. Laudato si’, 229). W końcu, ciężkie kryzysy
ekonomiczne, finansowe i polityczne nie ustąpią dotąd, dopóki pozwolimy, że
będzie pozostawać w letargu odpowiedzialność, którą każdy powinien odczuwać w
odniesieniu do bliźniego i każdej osoby ludzkiej.
8. “Wyciągnij rękę do ubogiego” jest zatem zaproszeniem do
odpowiedzialności będącej bezpośrednim zaangażowaniem tych, którzy czują, że
dzielą ten sam los. To jest wezwanie do wzięcia na siebie ciężarów osób
najsłabszych, jak przypomina św. Paweł: „Miłością ożywieni służcie sobie
wzajemnie! Bo całe Prawo wypełnia się w tym jednym nakazie: Będziesz miłował
bliźniego swego jak siebie samego. […] Jeden drugiego brzemiona noście” (Ga 5,
13-14; 6, 2). Apostoł Paweł naucza, że wolność, która została nam dana przez
śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, jest dla każdego z nas
odpowiedzialnością, by zaangażować się w służbie innym, przede wszystkim
najsłabszym. Nie jest to jakaś opcjonalna zachęta, ale warunek autentyczności
wiary, którą wyznajemy.
Księga Syracydesa przychodzi nam tu z pomocą: sugeruje konkretne
działania na rzecz najuboższych i przywołuje również pewne sugestywne obrazy.
Najpierw rozważa słabość tych, którzy są smutni: „Nie usuwaj się od płaczących”
(Syr 7, 34). Czas pandemii zmusił nas do izolacji, uniemożliwiając
nam nawet niesienie pociechy i przebywanie blisko naszych przyjaciół i
znajomych cierpiących z powodu straty swoich bliskich. Dalej kontynuuje autor
natchniony: „Nie ociągaj się z odwiedzeniem chorego człowieka” (Syr 7,
35). Doświadczyliśmy niemożliwości przebywania obok tego, kto cierpi,
jednocześnie uświadomiliśmy sobie kruchość naszej egzystencji. Zatem, Słowo Boże
nigdy nie daje nam spokoju i pobudza nas do dobra.
9. “Wyciągnij rękę do ubogiego” uwydatnia, przez kontrast,
zachowanie tych, którzy trzymają ręce w kieszeni i nie pozwalają sobie na
współczucie spowodowane widokiem ubóstwa, do którego często także i oni
przyczyniają się. Obojętność i cynizm są ich chlebem powszednim. Jakaż różnica
w porównaniu do szczodrych rąk, które opisaliśmy! Są bowiem ręce wyciągnięte,
aby pisać szybko na klawiaturze komputera i przesuwać sumy pieniędzy z jednej
strony świata na drugą, dekretując bogactwo wąskich grup oligarchów i biedę
mas, a nawet upadek całych narodów. Są ręce wyciągnięte do zagarniania
pieniędzy poprzez sprzedaż broni, której inne ręce, również te dziecięce, użyją
do siania śmierci i ubóstwa. Są wyciągnięte ręce, które w cieniu wymieniają
dawki śmierci, aby wzbogacić się i żyć w luksusie oraz ulotnym
nieuporządkowaniu. Są też ręce wyciągnięte, które w ukryciu wymieniają
nielegalne przysługi, aby zarobić łatwo dzięki korupcji. Są także wyciągnięte
ręce tych, którzy z poważną twarzą hipokrytów uchwalają prawa, których sami nie
przestrzegają.
W tym przeglądzie ludzkich zachowań „wykluczeni nadal czekają. W
celu utrzymania stylu życia wykluczającego innych, albo żeby móc entuzjazmować
się tym egoistycznym ideałem, rozwinęła się globalizacja obojętności. Nie
zdając sobie z tego sprawy, stajemy się niezdolni do współczucia wobec krzyku
boleści innych, nie płaczemy już wobec dramatu innych, ani nie interesuje nas
troska o nich, tak jakby odpowiedzialność za to nie dotyczyła nas” (Adhort.
apost. Evangelii gaudium, 54). Nie możemy być
zadowoleni, dopóki ręce, które sieją śmierć, nie przemienią się w narzędzia
sprawiedliwości i pokoju dla całego świata.
10. „We wszystkich sprawach pamiętaj o swym kresie” (Syr 7,
36). Tym zdaniem Syracydes kończy swoją refleksję. Tekst ten pozwala na dwojaką
interpretację. Po pierwsze ukazuje, że potrzebujemy zawsze mieć świadomość
końca naszej egzystencji. Pamięć o wspólnym przeznaczeniu może być pomocna, aby
prowadzić życie pełne uwagi poświęconej temu, kto jest uboższy i nie miał tych
samych możliwości, jakie my mieliśmy. Istnieje również druga możliwość
interpretacji, która uwydatnia przede wszystkim kres, cel, w stronę którego
dążymy. Tenże kres naszego życia ukazuje, jak nieodzownym jest posiadanie
projektu do zrealizowania w życiu oraz drogi, po której się kroczy, nie
ulegając zmęczeniu. Ostatecznie kresem każdej naszej działalności nie może być
nic innego, jak miłość. To jest cel, w stronę którego wyruszyliśmy i nic nie
powinno nas od niego odciągnąć. Ta miłość jest współudziałem, oddaniem i
służbą, ale zaczyna się od odkrycia, że my najpierw zostaliśmy ukochani i
obudzeni do miłości. Kres ten pojawia się w momencie, w którym dziecko spotyka
się z uśmiechem mamy i czuje się kochane tylko ze względu na to, że istnieje.
Również uśmiech, który dzielimy z ubogim, jest źródłem miłości i pozwala żyć w
radości. Ręka wyciągnięta może zawsze ubogacić się uśmiechem tego, który nie
mierzy swojej obecności i pomocy, którą ofiaruje, ale cieszy się wyłącznie z
życia w stylu uczniów Chrystusa.
W tej drodze codziennego spotykania się z ubogimi towarzyszy nam
Matka Boga, która bardziej niż wszystkie inne jest Matką ubogich. Panna Maryja
zna dobrze trudności tych, którzy są zmarginalizowani, ponieważ ona sama
znalazła się w podobnej sytuacji, wydając na świat Syna Bożego w stajni. Ze
względu na groźby Heroda uciekła do innego kraju wraz z Józefem, swoim mężem
oraz z małym Jezusem, a sytuacja uchodźców naznaczyła na kilka lat Świętą
Rodzinę. Niech modlitwa do Matki ubogich pozwoli przystąpić jej synom umiłowanym
oraz tym wszystkim, którzy służą im w imię Chrystusa. A modlitwa niech
przemieni wyciągniętą rękę w przytulenie, które świadczy o współuczestnictwie i
o odnalezionym braterstwie.
Rzym, u Św. Jana na Lateranie, 13 czerwca 2020, we wspomnienie św.
Antoniego z Padwy
Nawracajcie się i
wierzcie w Ewangelię. Znam te słowa od lat. I wiem, że od ich wypełniania zależy
sens mojego życia tutaj i ostateczny los. Wierzyć w Ewangelię, to nie znaczy
jakoś ogólnie być po jej stronie.
Uczę się, nie zawsze
dobrze, przekładać Ewangelię na życie. I czytam:
Strzeżcie się,
żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was
widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w
niebie.
Ty zaś, gdy chcesz
się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego,
który jest w ukryciu.
Nie gromadźcie sobie
skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się, i
kradną.
Nie sądźcie, abyście
nie byli sądzeni.
Nie stawiajcie oporu
złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!
A Ja wam powiadam:
Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują.
Widzę, jak wiele mam do zrobienia, żeby
ułożyć życie zgodnie z Ewangelią, w którą wierzę. Nie porzucam mojej wiary nawet
jak z trudem przychodzi mi zmówić zdrowaśkę za kogoś kto jest do mnie źle
nastawiony, nie mówiąc już o policzku, ledwo znoszę cios w ten pierwszy. Muszę
się jeszcze mocno nawracać.
Wierzę w Ewangelię, najlepszy projekt
życia jaki znam.
W trudnych czasach, w
zamieszaniu, niepewności czy rozpaczy przychodzi pokusa opadłych rąk. Pokusa,
żeby przestać się modlić, „co ma być, to będzie”, „niech się dzieje, co chce”.
To jest pokusa opadłych rąk, poddania się i rezygnacji.
Czasy, w jakich dziś
przyszło nam żyć, są wezwaniem do modlitwy, która jest walką. Walką moją i
walką o innych. Jeśli przeczytacie fragment z Księgi Wyjścia (poniżej),
zobaczycie piękny symbol. Kiedy już Mojżesz był bez sił, wspomagali go Aaron i
Chur. To zachęta do modlitewnego wspomagania tych, którzy słabną. Módl się za
mnie, ja będę modlił się za ciebie.
Wzniesione ręce to
znak, że przyzywamy mocy Pana Boga ale i że nie schodzimy z pola walki. Nie
chodzi o fizyczny gest, bardziej o to, co słyszymy w liturgii – „W górę serca!” I nie chodzi o to, żeby się
dłużej modlić albo szukać jakichś nowych, cudownych formuł.
Wskutek wielu próśb o
wsparcie w modlitwie – za chorych, ich bliskich, za zmarłych – czuję, że moja
modlitwa zmienia jakość, jest wprost kierowana ku Bogu, czasem na zasadzie
natychmiastowego wzniesienia serca. Oczywiście, chodzę, śpię, rozmawiam, jem
ale w duchu nie schodzę z pola walki.
Dlatego, siostry i
bracia, modlę się za Was i Wy módlcie się za mnie. Nie schodzimy z pola walki.
Na odpoczynek przyjdzie pora po zwycięstwie.
Mojżesz powiedział wtedy do Jozuego: «Wybierz sobie mężów i
wyruszysz z nimi na walkę z Amalekitami. Ja jutro stanę na szczycie góry z laską
Boga w ręku». Jozue spełnił polecenie Mojżesza i wyruszył do
walki z Amalekitami. Mojżesz, Aaron i Chur wyszli na szczyt góry. Jak długo
Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce
opuszczał, miał przewagę Amalekita.Gdy ręce Mojżesza zdrętwiały, wzięli kamień i położyli pod
niego, i usiadł na nim. Aaron zaś i Chur podparli jego ręce, jeden z tej, a
drugi z tamtej strony. W ten sposób aż do zachodu słońca były ręce jego stale
wzniesione wysoko.I tak zdołał Jozue
pokonać Amalekitów i ich lud ostrzem miecza.
Mam nadzieję, że
sezon na jesienne marsze w Polsce zakończył się wraz z Marszem Niepodległości.
Inaczej do przeciążenia systemu ochrony zdrowia dojdzie przeciążenie sił
policyjnych. Rozumiem uroki demokracji i chęć przekazywania swoich pomysłów
poprzez wydarzenia na ulicy, relacjonowane i komentowane przez media. I żałuję,
że my Polacy wciąż nie znajdujemy formuły spokojnej rozmowy o Polsce i jej
przyszłości.
Od ponad 30 lat mamy
niepodległość, to najdłuższy okres od ponad 220 lat, ostatni raz dłużej rządziliśmy
się sami przed r. 1772 (1-szy rozbiór). Wtedy Polska także wiecowała i wzajemnie
zwalczała się, co skutecznie wykorzystali nasi wrogowie.
Nie ma jednak co
marzyć o zgodnej Polsce, dopóki nie wykonamy podstawowej pracy. Myślę o
powstrzymywaniu emocji i zaniechaniu walki z innymi w rodzinach, pracy,
towarzystwie i innych gronach. O usilnym dążeniu do porozumienia, o cierpliwym
słuchaniu racji drugiej strony. Wreszcie o koniecznym przebaczeniu i
podejmowaniu współpracy. W tym wszystkim chodzi o ducha pokoju i budowania w
miejsce ognia podziałów i walk.
Nie piszę manifestu,
wiem tylko, że jesteśmy w trudnej sytuacji – z wielu powodów, z pandemicznym na
czele – i chyba będzie jeszcze gorzej. Kontekst historyczny jest inny niż przed
r. 1772, ale działa ta sama zasada – mocny naród i tworzone przezeń państwo
trwają i rozwijają się w zgodzie. Zwykle uświadamiamy sobie to po szkodzie.
Bogu dziękuję za wolną
Polskę, jesteśmy najszczęśliwszym pokoleniem od ponad 220 lat, niepodległym narodem.
Jest się z czego cieszyć ale i jest o co
drżeć.
Poświętuję rocznicę
odzyskania niepodległości Polski w środowisku, które jest mi bliskie. Razem z
osobami bezdomnymi i wolontariuszami będę modlił się za osoby bezdomne z
Lublina, które zmarły w ostatnim czasie.
W ogóle patrzę na Polskę
z perspektywy trochę innej niźli marsze, flagi, akademie, inscenizacje i
przemówienia. Znam Polskę, która – pomimo początku 21 wieku – mieszka na kilku
metrach kwadratowych bez gazu, wody i prądu. I wcale nie są to warunki
najgorsze. Gorzej mają ci dwaj moi bracia, którym dałem wczoraj wieczorem koce,
owiną się w nie pod gołym niebem. Gorzej mają inni moi trzej bracia, którzy
powalczą ze szczurami w swoim zawalisku, tam mają jednocześnie sypialnię,
jadalnię i toaletę. Mamy jeszcze do wykonania dużo pracy, aby tę Polskę
odmienić.
Ze smutkiem i
niepokojem czytam też informacje związane z osobą kard. Stanisława Dziwisza. To
także nasza polska sprawa. Doświadczenie
podpowiada mi, żeby powstrzymywać się od natychmiastowych osądów i trzymać ręce
daleko od kamieni. To samo doświadczenie podpowiada mi, żeby więcej się modlić,
żeby samemu się nawracać i bardziej ofiarnie służyć. Kościołowi i Polsce w dniu
Jej święta wyjdzie to na dobre.
Na zdjęciu – Msza Święta z osobami bezdomnymi w maju b. r. w
hali Targów w Lublinie.
Dzięki Wam,
solidarnym Polakom, zawieźliśmy w ostatnią sobotę konkretną pomoc dla uchodźców
z Białorusi przebywających w ośrodkach w Białej Podlaskiej i kol. Horbów. Solidarni
Polacy to pomysł na odpowiedź, skąd bierze się nasza pomoc. Pisałem już o tym
tutaj:
Tym razem przekazaliśmy
artykuły kosmetyczne i higieniczne. W ponad 50 paczkach była pasta i
szczoteczka do zębów, mydło, proszki do prania, żele pod prysznic i inne
podobne rzeczy, osobno dla pań i panów. Zadbaliśmy szczególnie o rodziny z
dziećmi. 70 zł miesięcznie kieszonkowego
dla uchodźcy nie wystarczy na zakup tych niezbędnych rzeczy.
Przy okazji naszej
wizyty okazało się, że oprócz uchodźców z Czeczenii już dłużej przebywających w
ośrodkach oraz przybyłych niedawno z Białorusi,
ostatnio zagościli tam również uchodźcy
m.in. z Uzbekistanu, Tadżykistanu, Afganistanu, rodzina z Mongolii i
kobieta z synem z Kuby. Na szczęście mieliśmy mały zapas paczek i na początek wystarczyło
dla wszystkich.
W najbliższą sobotę
dowieziemy dla naszych sióstr i braci żywność oraz leki i suplementy przeciwko
przeziębieniom. Zbieramy również albumy i publikacje o Polsce w różnych
językach – angielskim, hiszpańskim i rosyjskim (chyba, że ktoś ma po arabsku
lub w językach kaukaskich). Najczęściej przybysze nie wiedzą wiele o Polsce, kojarzą,
że to kraj na wschodzie Unii Europejskiej. Chętnie także przyjmiemy książeczki
do kolorowania dla dzieci o charakterze edukacyjnym, czyli takie, z których
dzieci mogłyby się uczyć podstawowych zwrotów w języku polskim.
Kilka kwestii
prawnych i administracyjnych próbujemy rozwiązywać na bieżąco.
Wsparcie, o którym
piszę, nie byłoby możliwe bez Waszej solidarności okazanej poprzez wpłaty na
rzecz pomocy uchodźcom. Część rzeczy bierzemy ze zgromadzonych wcześniej zapasów,
inne musimy dokupić.
Kontynuujemy zbiórkę,
która umożliwia tę pomoc. Zbiórkę można wesprzeć na dwa sposoby. Przez stronę www.pomagam.pl/uchodzcybialorus
lub wpłacając dowolną kwotę na konto:
Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu
ul. Gospodarcza 2
20-217 Lublin
PL 64 1240 1503 1111 0000 1753 2101
tytułem: darowizna na cele statutowe –
uchodźcy
Podziękowanie
Za każdą formę wsparcia bardzo dziękujemy.
Dziękujemy Wam, solidarnym Polakom!
Po obserwacjach w sklepach
widzę, że wielu klientów lubi kumulację wygranych w loteriach. Sam nie biorę w
tym udziału, choć przed laty kupiłem sobie rower za trafne obstawienie wyników
meczów w lidze angielskiej.
Widzę, że obecnie
mamy kulminację kryzysów. Za zdrowotnym idzie gospodarczy i ekonomiczny, wraz z
nimi drepcze psychiczny i nerwowy. W każdym z nich bardzo ważne jest wsparcie,
dodawanie sił, umacnianie innych. Potrzebujemy dobrych, ciepłych słów, zachęt
do wytrwałości i cierpliwości, potrzebujemy nawzajem swoich głosów, rad i
zrozumienia.
Przez kryzysy
przechodzi się spokojniej kiedy jesteśmy bliżej siebie i razem.
Przeczuwam, że w
najbliższym czasie warto odnowić sobie sztukę radości z prostych rzeczy.
Oglądanie znanych zabytków i wdychanie śródziemnomorskiego powietrza zostawmy
na później.
Znajoma opowiadała mi
z zachwytem o dwóch małych jeżykach, które zagnieździły się w pobliżu domu i
przychodzą wyjadać to, czego nie dojadły koty. Wcale się nie boją ani kotów ani
ludzi, wiadomo najeżą się i są bezpieczne.
Wokół nas brązowią
się jeszcze i żółcą liście z klonów i dębów, co za fantazja! A i żurawie
odlatują z opóźnieniem, tak samo gęgawe. Sójki nie straciły rezonu i coraz
mocniej panoszą się w miejskich parkach, choć do niedawna zwane były strażnikami
lasów. Bardzo przystojnie też błyszczą się trawy z zielenią posrebrzoną przez
pierwsze przymrozki. No i sowy razem z puszczykami sposobią się do godów, uwielbiają
najdłuższe noce i najkrótsze dni.
Lockdown nie taki
straszny, jak się człowiek dobrze rozpatrzy i posłucha. I za darmo mamy te
wszystkie cuda, na pokrzepienie, radość prostą i nadzieję mocną.
Mam nadzieję, że zdążyliście zakupić oliwę przed zamknięciem sklepów
chemicznych, na nowo otwarte będą po 29 listopada.
Lubimy odkładać, zwłaszcza rzeczy najważniejsze. Jeszcze zdążę. Ze spowiedzią.
Z przebaczeniem. Z przeprosinami. Z wizytą. Z wyznaniem. Z oddaniem tego, co powinienem.
Jeszcze zdążę, jeszcze zdążę. Tak myślały i panny z dzisiejszej Ewangelii. Nie
zdążyły.
Przynaglenie, żeby zdążyć i nie odłożyć znowu, staje się bardzo żywe w
sytuacji, w jakiej dziś jesteśmy. Przypominam, że diabeł sprytnie posługuje się
zwrotami: „jutro”, „kiedyś”, „później”. Chętnie tego słuchamy, choć nie znamy
dnia ani godziny.
Siostry i bracia! Zdążymy. Z dobrem. Z radością. Ze służbą. Z
solidarnością. Zdążymy z miłością. Po to właśnie dziś czytamy tę Ewangelię.
Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść:
«Podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu
panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z
nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie
wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w
swoich naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i
posnęły.
Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oto pan młody
idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!” Wtedy powstały wszystkie owe panny i
opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej
oliwy, bo nasze lampy gasną”. Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam
nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie”.
Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były
gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. Nadchodzą w końcu i
pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam!” Lecz on odpowiedział:
„Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”.