JEDNEGO CZŁOWIEKA UNIEŚĆ DASZ RADĘ Poniedziałek 16 listopada 2020

Jeden drugiego brzemiona noście. Ta słynna zachęta św. Pawła do pewnego momentu brzmi poetycko i wzniośle.

Dopóki nie zamieni się w codzienne noszenie. Zdarzyło mi się już prosić kilka razy Pana Boga, żeby to brzemię drugiego człowieka było trochę lżejsze. Każdy z was, kto codziennie opiekował się kimś chorym, wie o czym mówię.

Jedni drugich brzemiona noście. Zapewniam was jednak, że człowiek jest tak skonstruowany, że da radę nosić brzemię przynajmniej jednej innej osoby. Chyba nawet tak zostaliśmy stworzeni przez samego Pana Boga. I chyba bez tego noszenia brzemion innych czegoś nam brakuje.

Itinerarium

PAN STANISŁAW Z PSIEJ BUDY I INNI UBODZY Kazanie na IV Światowy Dzień Ubogich Niedziela 15 listopada 2020

O ubogich dzisiaj będzie. Pan Stanisław mieszka w dużej psiej budzie. To nie makabryczny żart, ale obrazek z centrum Lublina. Buda jest w dość dobrym stanie, swobodnie mieści pana Stasia, wygląda na to, że pies wyprowadził się z niej dawno. Dzisiaj jest święto pana Stanisława i tysięcy jemu podobnych ludzi.

Bo dzisiaj przypada Światowy Dzień Ubogich. Napisałem tę nazwę, wymyśloną 4 lata temu przez papieża Franciszka, z pewną wątpliwością. Raz w roku można obchodzić Dzień Ubogich, pozostałe dni należą do bogatszych. Nie krytykuję papieża, dobrze, że powoli ten Dzień zadomawia się w kalendarzu przeróżnych Świąt.

I ma trzy sprawy związane z Dniem Ubogich. Na końcu wpisu znajdziecie Orędzie Franciszka, warte przeczytania. Tuż przed tym orędziem jest prośba, którą przedstawiam w imieniu własnym i naszego lubelskiego Centrum Wolontariatu i na którą spójrzcie proszę ze zrozumieniem.

A najpierw zachęcam do obejrzenia krótkiego filmu z naszego wolontariackiego dzieła, które nazywamy Mobilnym Gorącym Patrolem. W ramach tego dzieła odwiedzamy tych bezdomnych, którzy żyją w totalnym oderwaniu od społeczeństwa – w zawaliskach, ruinach, opuszczonych wagonach kolejowych, pustostanach, altankach na ogródkach działkowych albo jak pan Stanisław. Film ma 3 minuty i  jest tutaj:

Tak jak widać na filmie dowozimy naszym siostrom i braciom pożywienie, ciepłe rzeczy, witaminy i leki przeciw przeziębieniom, koce, kołdry. Rozmawiamy z nimi, próbujemy przekonywać o potrzebie ratowania życia. Dzięki Bogu, są dobre efekty naszej służby – już tej jesieni kilka osób udało się uratować. O tym napiszę niedługo.

A dzisiaj razem z naszymi ubogimi siostrami i braćmi zjemy dwudaniową kolację, z zupą i schabowym, będzie też ciasto. Pan Stanisław też przyjdzie.

A teraz zapowiedziana prośba.

Prosimy też o wsparcie naszych działań. Posiłki wydajemy w lokalu usytuowanym przy Dworcu Głównym PKP, który wynajmujemy od miasta. To szansa aby “Nasi” – bo tak nazywamy osoby, którym pomagamy, mogli zjeść posiłek pod dachem i ogrzać się przed nocą. Roczny koszt utrzymania tego miejsca to 12 tys. zł (czynsz i energia elektryczna, woda). I tu prośba. Jeśli chcecie nas jakoś wspomóc i możecie dorzucić swój grosz, prosimy o wpłaty na

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu

ul. Gospodarcza 2

20-217 Lublin

PL 64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

tytułem: darowizna na cele statutowe – bezdomni. 

Serdecznie dziękujemy. 

I na koniec wspomniane Orędzie Franciszka:

ORĘDZIE OJCA ŚWIĘTEGO

NA IV ŚWIATOWY DZIEŃ UBOGICH

XXXIII Niedziela Okresu Zwykłego
15 listopada 2020 r.

“Wyciągnij rękę do ubogiego” (Syr 7, 32)

“Wyciągnij rękę do ubogiego” (Syr 7, 32). Starożytna mądrość postawiła przed nami te słowa jako uświęcony kodeks do wprowadzania w życie. Brzmią one dziś z całą swoją znaczeniową mocą, pomagając nam skoncentrować wzrok na tym, co istotne i przekroczyć barierę obojętności. Ubóstwo ma różne twarze, które domagają się uwagi pod jednym, szczególnym względem: w każdej z nich możemy spotkać Pana Jezusa, który objawił nam, że jest obecny w swoich najmniejszych braciach (por. Mt 25, 40).

1. Weźmy do rąk Księgę Syracydesa ze Starego Testamentu. Znajdujemy tu słowa jednego z mistrzów mądrości, który żył prawie dwieście lat przed przyjściem Chrystusa. Poszukiwał on mądrości, która czyni ludzi lepszymi i zdolniejszymi do dogłębnej obserwacji wydarzeń życiowych. Czynił to w chwilach ciężkich prób, przez które przechodził lud Izraela, w czasie bólu, żałoby oraz biedy z powodu obcej dominacji. Będąc człowiekiem wielkiej wiary, zakorzenionym w tradycji przodków, Syracydes pomyślał najpierw o tym, by zwrócić się do Boga i poprosić Go o dar mądrości. A Pan nie pozbawił go tej pomocy.

Już od pierwszych stron Księgi, Syracydes przedstawia rady dotyczące wielu konkretnych sytuacji życiowych, a wśród nich ubóstwa. Nalega on, aby w niebezpieczeństwie pokładać ufność w Bogu: „Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy, a nie trać równowagi w czasie utrapienia! Przylgnij do Niego, a nie odstępuj, abyś był wywyższony w twoim dniu ostatnim. Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie, a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały! Bo w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu – w piecu poniżenia. Bądź Mu wierny, a On zajmie się tobą, prostuj swe drogi i Jemu zaufaj! Którzy boicie się Pana, oczekujcie Jego zmiłowania, nie zbaczajcie z drogi, abyście nie upadli” (Syr 2, 2-7).

2. Strona po stronie odkrywamy cenny zbiór rad odnośnie do sposobu postępowania w świetle intymnej relacji z Bogiem Stworzycielem, który kocha swoje stworzenie, jest sprawiedliwy i opatrznościowy dla swoich synów. Ciągłe odnoszenie się do Boga nie odwraca jednak wzroku od konkretnego człowieka, przeciwnie, te dwie rzeczy są ze sobą ściśle połączone.

Ukazuje to jasno fragment, z którego zaczerpnięty jest tytuł niniejszego Orędzia (zob. Syr 7, 29-36). Modlitwa do Boga i solidarność z ubogimi i cierpiącymi są nierozłączne. Aby sprawować kult Panu przyjemny, konieczne jest, żeby rozpoznać w każdej osobie, również w tej najbardziej potrzebującej i odrzuconej, obraz Boga, który w niej jest odciśnięty. Dzięki temu otrzymujemy dar błogosławieństwa Bożego, który jest przyciągnięty szczodrością okazywaną potrzebującemu. Z tego też powodu czas poświęcany na modlitwę, nie może nigdy stać się wymówką dla zaniedbania bliźniego w trudnościach. Wręcz przeciwnie: błogosławieństwo Pana spływa na nas, a nasza modlitwa osiąga swój cel wtedy, gdy towarzyszy im służba ubogim.

3. Jakże aktualne jest to starotestamentalne nauczanie również dla nas! Słowo Boga przekracza czas, przestrzeń, religie i kultury. Szczodrość, która wspiera słabego, pociesza uciśnionego, łagodzi cierpienia i przywraca godność temu, kto został jej pozbawiony, jest warunkiem życia w pełni ludzkiego. Poświęcenie naszej uwagi ubogim oraz ich wielorakim potrzebom, nie może być uwarunkowane posiadanym czasem lub prywatnymi zainteresowaniami, ani bezdusznymi projektami pastoralnymi czy społecznymi. Siły, która jest w łasce Boga, nie można zdławić tendencją narcystyczną, która zawsze stawia nas samych na pierwszym miejscu.

Trudno jest utrzymać wzrok na ubogim, ale jest to konieczne, aby obrać w naszym życiu osobistym i społecznym słuszny kierunek. Nie chodzi tu o wielomówstwo, ale przede wszystkim o konkretne zaangażowanie życia poruszonego przez miłość Boga. Co roku, podczas Światowego Dnia Ubogich, powracam do tej fundamentalnej dla życia Kościoła rzeczywistości, ponieważ ubodzy są i zawsze będą z nami (por. J 12, 8), aby pomóc nam przyjąć towarzystwo Chrystusa w codzienności.

4. Zawsze spotkanie osoby ubogiej jest dla nas wyzwaniem i pytaniem. Co możemy zrobić, aby wyeliminować lub przynajmniej zmniejszyć jej marginalizację i cierpienie? Jak możemy pomóc jej w ubóstwie duchowym? Wspólnota chrześcijańska jest wezwana do zaangażowania się w to doświadczenie dzielenia się, mając świadomość tego, że nie może ona delegować tego zadania innym. Aby być wsparciem dla ubogich, fundamentalną rzeczą jest osobiste życie ubóstwem ewangelicznym. Nie możemy czuć się „w porządku”, kiedy członek naszej rodziny ludzkiej jest zepchnięty na tyły i staje się cieniem. Krzyk milczenia wielu ubogich musi docierać do Ludu Bożego będącego zawsze i wszędzie w gotowości, by dać im głos, aby solidaryzować się z nimi i bronić ich przed hipokryzją oraz wieloma obietnicami bez pokrycia, a także by zaprosić ich do udziału w życiu wspólnoty.

Prawdą jest, że Kościół nie ma do zaproponowania rozwiązań kompleksowych, ale oferuje, z łaską Pana, swoje świadectwo oraz gesty współdziałania. Ponadto, Kościół czuje się w obowiązku wskazywać na potrzeby tych, którzy nie mają tego, co jest konieczne do życia. Przypominanie wszystkim o wielkiej wartości dobra wspólnego jest życiowym zobowiązaniem ludu chrześcijańskiego, które realizuje się w próbie ocalenia od zapomnienia tych wszystkich, których człowieczeństwo jest naruszone w ich podstawowych potrzebach.

5. Wyciąganie ręki pozwala odkryć przede wszystkim temu, który to robi, że istnieje w nas zdolność do wykonywania gestów, które nadają życiu sens. Ileż wyciągniętych rąk widzimy codziennie! Niestety, coraz częściej zdarza się, że pośpiech wciąga nas w wir obojętności do takiego stopnia, że nie potrafimy docenić ogromu dobra, które codziennie dokonuje się w ciszy i z wielką szczodrością. Zdarza się, iż dopiero wtedy, gdy dzieją się rzeczy wywracające kurs naszego życia, nasze oczy stają się zdolne do zobaczenia dobroci „świętych z sąsiedztwa”, którzy „żyją blisko nas i są odblaskiem obecności Boga” (Adhort. apost. Gaudete et esultate, 7), ale o których nikt nie mówi. Złe wiadomości są obficie obecne na stronach gazet, w internecie, na ekranach telewizorów, do tego stopnia, że wydaje się, iż zło króluje niezwyciężone. Tak jednak nie jest. Z pewnością nie brakuje złości i przemocy, nadużywania władzy oraz korupcji, ale życie jest utkane przede wszystkim aktami szacunku i szczodrości, które nie tylko równoważą zło, ale popychają do wzniesienia się ponad i do bycia pełnymi nadziei.

6. Wyciągnięcie ręki jest znakiem: to znak, który natychmiast przywołuje do bliskości, solidarności i miłości. W ostatnich miesiącach, w których cały świat był jakby przytłoczony przez wirusa przynoszącego ból i śmierć, zniechęcenie oraz zagubienie, ileż wyciągniętych rąk mogliśmy widzieć! Wyciągnięta ręka lekarza, który przejmuje się każdym pacjentem, starając się znaleźć właściwe lekarstwo. Wyciągnięta ręka pielęgniarki i pielęgniarza, którzy nie patrząc na godziny pracy, zostają, aby troszczyć się o chorych. Wyciągnięta ręka tych, którzy pracują w administracji i organizują środki, aby ocalić jak najwięcej ludzkich istnień. Wyciągnięta ręka aptekarza, realizującego tak wiele próśb, wystawiając się jednocześnie na ryzykowny kontakt z ludźmi. Wyciągnięta ręka kapłana, który błogosławi ze ściśniętym sercem. Wyciągnięta ręka wolontariusza, który pomaga tym, którzy żyją na ulicy, ale też i tym, którzy mają dach nad głową, ale nie mają co jeść. Wyciągnięta ręka kobiet i mężczyzn, którzy pracują, aby zapewnić konieczne usługi i bezpieczeństwo. I jeszcze wiele innych wyciągniętych rąk, które moglibyśmy tu wyliczać, aż do skomponowania litanii dobrych dzieł. Wszystkie te ręce rzuciły wyzwanie zarazie oraz strachowi, aby dać wsparcie i pociechę.

7. Ta pandemia nadeszła nagle i zastała nas nieprzygotowanych, pozostawiając wielkie poczucie dezorientacji i niemocy. Wyciągnięta ręka w stronę ubogiego nie pojawiła się jednak znikąd i niespodziewanie. Ten gest zaświadcza raczej o tym, iż przygotowujemy się do rozpoznania ubogiego i do wsparcia go wtedy, gdy zacznie potrzebować pomocy. Nie improwizuje się narzędzi miłosierdzia. Konieczny jest codzienny trening, który rozpoczyna się od świadomości tego, jak bardzo my sami, jako pierwsi, potrzebujemy wyciągniętej ręki w naszą stronę.

Ta chwila, którą teraz przeżywamy, podała w wątpliwość wiele pewników. Czujemy się biedniejsi i słabsi, ponieważ doświadczyliśmy poczucia granic własnych możliwości oraz ograniczenia wolności. Utrata pracy, czułości naszych bliskich, jak również brak zwyczajnych relacji międzyosobowych, otwarły nagle horyzonty, które odzwyczailiśmy się już dostrzegać. Nasze bogactwa duchowe i materialne zostały postawione pod znakiem zapytania, i odkryliśmy strach. Zamknięci w ciszy naszych domów, odkryliśmy, jak bardzo jest ważna prostota oraz zwrócenie oczu na to, co istotne. Dojrzeliśmy do potrzeby nowego braterstwa, zdolnego do wzajemnej pomocy i szacunku. Teraz jest czas pomyślny, aby „odczuć, że potrzebujemy siebie nawzajem, że jesteśmy odpowiedzialni za innych i za świat, […]. Zbyt długo pozostawaliśmy w stanie degradacji moralnej, drwiąc z etyki, dobroci, wierności, uczciwości. […] To zniszczenie wszelkich podstaw życia społecznego prowadzi do wzajemnej konfrontacji w imię obrony swoich interesów. Powoduje pojawienie się nowych form przemocy i okrucieństwa oraz uniemożliwia rozwój prawdziwej kultury troski o środowisko naturalne” (Enc. Laudato si’, 229). W końcu, ciężkie kryzysy ekonomiczne, finansowe i polityczne nie ustąpią dotąd, dopóki pozwolimy, że będzie pozostawać w letargu odpowiedzialność, którą każdy powinien odczuwać w odniesieniu do bliźniego i każdej osoby ludzkiej.

8. “Wyciągnij rękę do ubogiego” jest zatem zaproszeniem do odpowiedzialności będącej bezpośrednim zaangażowaniem tych, którzy czują, że dzielą ten sam los. To jest wezwanie do wzięcia na siebie ciężarów osób najsłabszych, jak przypomina św. Paweł: „Miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie! Bo całe Prawo wypełnia się w tym jednym nakazie: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. […] Jeden drugiego brzemiona noście” (Ga 5, 13-14; 6, 2). Apostoł Paweł naucza, że wolność, która została nam dana przez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, jest dla każdego z nas odpowiedzialnością, by zaangażować się w służbie innym, przede wszystkim najsłabszym. Nie jest to jakaś opcjonalna zachęta, ale warunek autentyczności wiary, którą wyznajemy.

Księga Syracydesa przychodzi nam tu z pomocą: sugeruje konkretne działania na rzecz najuboższych i przywołuje również pewne sugestywne obrazy. Najpierw rozważa słabość tych, którzy są smutni: „Nie usuwaj się od płaczących” (Syr 7, 34). Czas pandemii zmusił nas do izolacji, uniemożliwiając nam nawet niesienie pociechy i przebywanie blisko naszych przyjaciół i znajomych cierpiących z powodu straty swoich bliskich. Dalej kontynuuje autor natchniony: „Nie ociągaj się z odwiedzeniem chorego człowieka” (Syr 7, 35). Doświadczyliśmy niemożliwości przebywania obok tego, kto cierpi, jednocześnie uświadomiliśmy sobie kruchość naszej egzystencji. Zatem, Słowo Boże nigdy nie daje nam spokoju i pobudza nas do dobra.

9. “Wyciągnij rękę do ubogiego” uwydatnia, przez kontrast, zachowanie tych, którzy trzymają ręce w kieszeni i nie pozwalają sobie na współczucie spowodowane widokiem ubóstwa, do którego często także i oni przyczyniają się. Obojętność i cynizm są ich chlebem powszednim. Jakaż różnica w porównaniu do szczodrych rąk, które opisaliśmy! Są bowiem ręce wyciągnięte, aby pisać szybko na klawiaturze komputera i przesuwać sumy pieniędzy z jednej strony świata na drugą, dekretując bogactwo wąskich grup oligarchów i biedę mas, a nawet upadek całych narodów. Są ręce wyciągnięte do zagarniania pieniędzy poprzez sprzedaż broni, której inne ręce, również te dziecięce, użyją do siania śmierci i ubóstwa. Są wyciągnięte ręce, które w cieniu wymieniają dawki śmierci, aby wzbogacić się i żyć w luksusie oraz ulotnym nieuporządkowaniu. Są też ręce wyciągnięte, które w ukryciu wymieniają nielegalne przysługi, aby zarobić łatwo dzięki korupcji. Są także wyciągnięte ręce tych, którzy z poważną twarzą hipokrytów uchwalają prawa, których sami nie przestrzegają.

W tym przeglądzie ludzkich zachowań „wykluczeni nadal czekają. W celu utrzymania stylu życia wykluczającego innych, albo żeby móc entuzjazmować się tym egoistycznym ideałem, rozwinęła się globalizacja obojętności. Nie zdając sobie z tego sprawy, stajemy się niezdolni do współczucia wobec krzyku boleści innych, nie płaczemy już wobec dramatu innych, ani nie interesuje nas troska o nich, tak jakby odpowiedzialność za to nie dotyczyła nas” (Adhort. apost. Evangelii gaudium, 54). Nie możemy być zadowoleni, dopóki ręce, które sieją śmierć, nie przemienią się w narzędzia sprawiedliwości i pokoju dla całego świata.

10. „We wszystkich sprawach pamiętaj o swym kresie” (Syr 7, 36). Tym zdaniem Syracydes kończy swoją refleksję. Tekst ten pozwala na dwojaką interpretację. Po pierwsze ukazuje, że potrzebujemy zawsze mieć świadomość końca naszej egzystencji. Pamięć o wspólnym przeznaczeniu może być pomocna, aby prowadzić życie pełne uwagi poświęconej temu, kto jest uboższy i nie miał tych samych możliwości, jakie my mieliśmy. Istnieje również druga możliwość interpretacji, która uwydatnia przede wszystkim kres, cel, w stronę którego dążymy. Tenże kres naszego życia ukazuje, jak nieodzownym jest posiadanie projektu do zrealizowania w życiu oraz drogi, po której się kroczy, nie ulegając zmęczeniu. Ostatecznie kresem każdej naszej działalności nie może być nic innego, jak miłość. To jest cel, w stronę którego wyruszyliśmy i nic nie powinno nas od niego odciągnąć. Ta miłość jest współudziałem, oddaniem i służbą, ale zaczyna się od odkrycia, że my najpierw zostaliśmy ukochani i obudzeni do miłości. Kres ten pojawia się w momencie, w którym dziecko spotyka się z uśmiechem mamy i czuje się kochane tylko ze względu na to, że istnieje. Również uśmiech, który dzielimy z ubogim, jest źródłem miłości i pozwala żyć w radości. Ręka wyciągnięta może zawsze ubogacić się uśmiechem tego, który nie mierzy swojej obecności i pomocy, którą ofiaruje, ale cieszy się wyłącznie z życia w stylu uczniów Chrystusa.

W tej drodze codziennego spotykania się z ubogimi towarzyszy nam Matka Boga, która bardziej niż wszystkie inne jest Matką ubogich. Panna Maryja zna dobrze trudności tych, którzy są zmarginalizowani, ponieważ ona sama znalazła się w podobnej sytuacji, wydając na świat Syna Bożego w stajni. Ze względu na groźby Heroda uciekła do innego kraju wraz z Józefem, swoim mężem oraz z małym Jezusem, a sytuacja uchodźców naznaczyła na kilka lat Świętą Rodzinę. Niech modlitwa do Matki ubogich pozwoli przystąpić jej synom umiłowanym oraz tym wszystkim, którzy służą im w imię Chrystusa. A modlitwa niech przemieni wyciągniętą rękę w przytulenie, które świadczy o współuczestnictwie i o odnalezionym braterstwie.

Rzym, u Św. Jana na Lateranie, 13 czerwca 2020, we wspomnienie św. Antoniego z Padwy

FRANCISZEK

Itinerarium

EWANGELIA MOJE ŻYCIE Sobota 14 listopada 2020

Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Znam te słowa od lat. I wiem, że od ich wypełniania zależy sens mojego życia tutaj i ostateczny los. Wierzyć w Ewangelię, to nie znaczy jakoś ogólnie być po jej stronie.

Uczę się, nie zawsze dobrze, przekładać Ewangelię na życie. I czytam:

Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu.

Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się, i kradną.

Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni.

Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!

A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują.

Widzę, jak wiele mam do zrobienia, żeby ułożyć życie zgodnie z Ewangelią, w którą wierzę. Nie porzucam mojej wiary nawet jak z trudem przychodzi mi zmówić zdrowaśkę za kogoś kto jest do mnie źle nastawiony, nie mówiąc już o policzku, ledwo znoszę cios w ten pierwszy. Muszę się jeszcze mocno nawracać.

Wierzę w Ewangelię, najlepszy projekt życia jaki znam.

Itinerarium

PRZECIW POKUSIE OPADŁYCH RĄK Piątek 13 listopada 2020

W trudnych czasach, w zamieszaniu, niepewności czy rozpaczy przychodzi pokusa opadłych rąk. Pokusa, żeby przestać się modlić, „co ma być, to będzie”, „niech się dzieje, co chce”. To jest pokusa opadłych rąk, poddania się i rezygnacji.

Czasy, w jakich dziś przyszło nam żyć, są wezwaniem do modlitwy, która jest walką. Walką moją i walką o innych. Jeśli przeczytacie fragment z Księgi Wyjścia (poniżej), zobaczycie piękny symbol. Kiedy już Mojżesz był bez sił, wspomagali go Aaron i Chur. To zachęta do modlitewnego wspomagania tych, którzy słabną. Módl się za mnie, ja będę modlił się za ciebie.

Wzniesione ręce to znak, że przyzywamy mocy Pana Boga ale i że nie schodzimy z pola walki. Nie chodzi o fizyczny gest, bardziej o to, co słyszymy w liturgii –  „W górę serca!” I nie chodzi o to, żeby się dłużej modlić albo szukać jakichś nowych, cudownych formuł.

Wskutek wielu próśb o wsparcie w modlitwie – za chorych, ich bliskich, za zmarłych – czuję, że moja modlitwa zmienia jakość, jest wprost kierowana ku Bogu, czasem na zasadzie natychmiastowego wzniesienia serca. Oczywiście, chodzę, śpię, rozmawiam, jem ale w duchu nie schodzę z pola walki.

Dlatego, siostry i bracia, modlę się za Was i Wy módlcie się za mnie. Nie schodzimy z pola walki. Na odpoczynek przyjdzie pora po zwycięstwie.

Mojżesz powiedział wtedy do Jozuego: «Wybierz sobie mężów i wyruszysz z nimi na walkę z Amalekitami. Ja jutro stanę na szczycie góry z laską Boga w ręku». Jozue spełnił polecenie Mojżesza i wyruszył do walki z Amalekitami. Mojżesz, Aaron i Chur wyszli na szczyt góry. Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita. Gdy ręce Mojżesza zdrętwiały, wzięli kamień i położyli pod niego, i usiadł na nim. Aaron zaś i Chur podparli jego ręce, jeden z tej, a drugi z tamtej strony. W ten sposób aż do zachodu słońca były ręce jego stale wzniesione wysoko. I tak zdołał Jozue pokonać Amalekitów i ich lud ostrzem miecza.

Itinerarium

NAJSZCZĘŚLIWSZE POKOLENIE OD 220 LAT Czwartek 12 listopada 2020

Mam nadzieję, że sezon na jesienne marsze w Polsce zakończył się wraz z Marszem Niepodległości. Inaczej do przeciążenia systemu ochrony zdrowia dojdzie przeciążenie sił policyjnych. Rozumiem uroki demokracji i chęć przekazywania swoich pomysłów poprzez wydarzenia na ulicy, relacjonowane i komentowane przez media. I żałuję, że my Polacy wciąż nie znajdujemy formuły spokojnej rozmowy o Polsce i jej przyszłości.

Od ponad 30 lat mamy niepodległość, to najdłuższy okres od ponad 220 lat, ostatni raz dłużej rządziliśmy się sami przed r. 1772 (1-szy rozbiór). Wtedy Polska także wiecowała i wzajemnie zwalczała się, co skutecznie wykorzystali nasi wrogowie.

Nie ma jednak co marzyć o zgodnej Polsce, dopóki nie wykonamy podstawowej pracy. Myślę o powstrzymywaniu emocji i zaniechaniu walki z innymi w rodzinach, pracy, towarzystwie i innych gronach. O usilnym dążeniu do porozumienia, o cierpliwym słuchaniu racji drugiej strony. Wreszcie o koniecznym przebaczeniu i podejmowaniu współpracy. W tym wszystkim chodzi o ducha pokoju i budowania w miejsce ognia podziałów i walk.

Nie piszę manifestu, wiem tylko, że jesteśmy w trudnej sytuacji – z wielu powodów, z pandemicznym na czele – i chyba będzie jeszcze gorzej. Kontekst historyczny jest inny niż przed r. 1772, ale działa ta sama zasada – mocny naród i tworzone przezeń państwo trwają i rozwijają się w zgodzie. Zwykle uświadamiamy sobie to po szkodzie.

Bogu dziękuję za wolną Polskę, jesteśmy najszczęśliwszym pokoleniem od ponad 220 lat, niepodległym narodem. Jest się z czego cieszyć ale i  jest o co drżeć.

Itinerarium

CO POLSCE WYJDZIE NA DOBRE Środa 11 listopada 2020

Poświętuję rocznicę odzyskania niepodległości Polski w środowisku, które jest mi bliskie. Razem z osobami bezdomnymi i wolontariuszami będę modlił się za osoby bezdomne z Lublina, które zmarły w ostatnim czasie.

W ogóle patrzę na Polskę z perspektywy trochę innej niźli marsze, flagi, akademie, inscenizacje i przemówienia. Znam Polskę, która – pomimo początku 21 wieku – mieszka na kilku metrach kwadratowych bez gazu, wody i prądu. I wcale nie są to warunki najgorsze. Gorzej mają ci dwaj moi bracia, którym dałem wczoraj wieczorem koce, owiną się w nie pod gołym niebem. Gorzej mają inni moi trzej bracia, którzy powalczą ze szczurami w swoim zawalisku, tam mają jednocześnie sypialnię, jadalnię i toaletę. Mamy jeszcze do wykonania dużo pracy, aby tę Polskę odmienić.

Ze smutkiem i niepokojem czytam też informacje związane z osobą kard. Stanisława Dziwisza. To także nasza polska sprawa.  Doświadczenie podpowiada mi, żeby powstrzymywać się od natychmiastowych osądów i trzymać ręce daleko od kamieni. To samo doświadczenie podpowiada mi, żeby więcej się modlić, żeby samemu się nawracać i bardziej ofiarnie służyć. Kościołowi i Polsce w dniu Jej święta wyjdzie to na dobre.

Na zdjęciu – Msza  Święta z osobami bezdomnymi w maju b. r. w hali Targów w Lublinie.

Itinerarium

SOLIDARNI POLACY DLA UCHODŹCÓW NIE TYLKO Z BIAŁORUSI

Dzięki Wam, solidarnym Polakom, zawieźliśmy w ostatnią sobotę konkretną pomoc dla uchodźców z Białorusi przebywających w ośrodkach w Białej Podlaskiej i kol. Horbów. Solidarni Polacy to pomysł na odpowiedź, skąd bierze się nasza pomoc. Pisałem już o tym tutaj:

Tym razem przekazaliśmy artykuły kosmetyczne i higieniczne. W ponad 50 paczkach była pasta i szczoteczka do zębów, mydło, proszki do prania, żele pod prysznic i inne podobne rzeczy, osobno dla pań i panów. Zadbaliśmy szczególnie o rodziny z dziećmi.  70 zł miesięcznie kieszonkowego dla uchodźcy nie wystarczy na zakup tych niezbędnych rzeczy.

Przy okazji naszej wizyty okazało się, że oprócz uchodźców z Czeczenii już dłużej przebywających w ośrodkach oraz przybyłych niedawno z Białorusi,  ostatnio zagościli tam również uchodźcy  m.in. z Uzbekistanu, Tadżykistanu, Afganistanu, rodzina z Mongolii i kobieta z synem z Kuby. Na szczęście mieliśmy mały zapas paczek i na początek wystarczyło dla wszystkich.

W najbliższą sobotę dowieziemy dla naszych sióstr i braci żywność oraz leki i suplementy przeciwko przeziębieniom. Zbieramy również albumy i publikacje o Polsce w różnych językach – angielskim, hiszpańskim i rosyjskim (chyba, że ktoś ma po arabsku lub w językach kaukaskich). Najczęściej przybysze nie wiedzą wiele o Polsce, kojarzą, że to kraj na wschodzie Unii Europejskiej. Chętnie także przyjmiemy książeczki do kolorowania dla dzieci o charakterze edukacyjnym, czyli takie, z których dzieci mogłyby się uczyć podstawowych zwrotów w języku polskim.

Kilka kwestii prawnych i administracyjnych próbujemy rozwiązywać na bieżąco.

Wsparcie, o którym piszę, nie byłoby możliwe bez Waszej solidarności okazanej poprzez wpłaty na rzecz pomocy uchodźcom. Część rzeczy bierzemy ze zgromadzonych wcześniej zapasów, inne musimy dokupić.

Kontynuujemy zbiórkę, która umożliwia tę pomoc. Zbiórkę można wesprzeć na dwa sposoby. Przez stronę www.pomagam.pl/uchodzcybialorus lub wpłacając dowolną kwotę na konto:

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu

ul. Gospodarcza 2

20-217 Lublin

PL 64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

tytułem: darowizna na cele statutowe – uchodźcy

Podziękowanie

Za każdą formę wsparcia bardzo dziękujemy. Dziękujemy Wam, solidarnym Polakom!

Itinerarium

BLIŻEJ I RAZEM Wtorek 10 listopada 2020

Po obserwacjach w sklepach widzę, że wielu klientów lubi kumulację wygranych w loteriach. Sam nie biorę w tym udziału, choć przed laty kupiłem sobie rower za trafne obstawienie wyników meczów w lidze angielskiej.

Widzę, że obecnie mamy kulminację kryzysów. Za zdrowotnym idzie gospodarczy i ekonomiczny, wraz z nimi drepcze psychiczny i nerwowy. W każdym z nich bardzo ważne jest wsparcie, dodawanie sił, umacnianie innych. Potrzebujemy dobrych, ciepłych słów, zachęt do wytrwałości i cierpliwości, potrzebujemy nawzajem swoich głosów, rad i zrozumienia.

Przez kryzysy przechodzi się spokojniej kiedy jesteśmy bliżej siebie i razem.

Itinerarium

A JEŻE BEZ LOCKDOWNU Poniedziałek 9 listopada 2020

Przeczuwam, że w najbliższym czasie warto odnowić sobie sztukę radości z prostych rzeczy. Oglądanie znanych zabytków i wdychanie śródziemnomorskiego powietrza zostawmy na później.

Znajoma opowiadała mi z zachwytem o dwóch małych jeżykach, które zagnieździły się w pobliżu domu i przychodzą wyjadać to, czego nie dojadły koty. Wcale się nie boją ani kotów ani ludzi, wiadomo najeżą się i są bezpieczne.

Wokół nas brązowią się jeszcze i żółcą liście z klonów i dębów, co za fantazja! A i żurawie odlatują z opóźnieniem, tak samo gęgawe. Sójki nie straciły rezonu i coraz mocniej panoszą się w miejskich parkach, choć do niedawna zwane były strażnikami lasów. Bardzo przystojnie też błyszczą się trawy z zielenią posrebrzoną przez pierwsze przymrozki. No i sowy razem z puszczykami sposobią się do godów, uwielbiają najdłuższe noce i najkrótsze dni.

Lockdown nie taki straszny, jak się człowiek dobrze rozpatrzy i posłucha. I za darmo mamy te wszystkie cuda, na pokrzepienie, radość prostą  i nadzieję mocną.

Itinerarium

ZDĄŻYMY SIOSTRY I BRACIA Kazanie na 32 Niedzielę Zwykłą 8 listopada 2020

Mam nadzieję, że zdążyliście zakupić oliwę przed zamknięciem sklepów chemicznych, na nowo otwarte będą po 29 listopada.

Lubimy odkładać, zwłaszcza rzeczy najważniejsze. Jeszcze zdążę. Ze spowiedzią. Z przebaczeniem. Z przeprosinami. Z wizytą. Z wyznaniem. Z oddaniem tego, co powinienem. Jeszcze zdążę, jeszcze zdążę. Tak myślały i panny z dzisiejszej Ewangelii. Nie zdążyły.

Przynaglenie, żeby zdążyć i nie odłożyć znowu, staje się bardzo żywe w sytuacji, w jakiej dziś jesteśmy. Przypominam, że diabeł sprytnie posługuje się zwrotami: „jutro”, „kiedyś”, „później”. Chętnie tego słuchamy, choć nie znamy dnia ani godziny.

Siostry i bracia! Zdążymy. Z dobrem. Z radością. Ze służbą. Z solidarnością. Zdążymy z miłością. Po to właśnie dziś czytamy tę Ewangelię.

Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść:

«Podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w swoich naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły.

Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!” Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”. Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie”.

Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam!” Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”.

Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny».

(Mt 25, 1 -13)

Itinerarium