Przeczuwam, że w najbliższym czasie warto odnowić sobie sztukę radości z prostych rzeczy. Oglądanie znanych zabytków i wdychanie śródziemnomorskiego powietrza zostawmy na później.
Znajoma opowiadała mi z zachwytem o dwóch małych jeżykach, które zagnieździły się w pobliżu domu i przychodzą wyjadać to, czego nie dojadły koty. Wcale się nie boją ani kotów ani ludzi, wiadomo najeżą się i są bezpieczne.
Wokół nas brązowią się jeszcze i żółcą liście z klonów i dębów, co za fantazja! A i żurawie odlatują z opóźnieniem, tak samo gęgawe. Sójki nie straciły rezonu i coraz mocniej panoszą się w miejskich parkach, choć do niedawna zwane były strażnikami lasów. Bardzo przystojnie też błyszczą się trawy z zielenią posrebrzoną przez pierwsze przymrozki. No i sowy razem z puszczykami sposobią się do godów, uwielbiają najdłuższe noce i najkrótsze dni.
Lockdown nie taki straszny, jak się człowiek dobrze rozpatrzy i posłucha. I za darmo mamy te wszystkie cuda, na pokrzepienie, radość prostą i nadzieję mocną.


