BUDUJMY NOWE SZKOŁY

Wtorek 26 października

Sam kończyłem liceum im. Mikołaja Kopernika w Kołobrzegu, mało stamtąd mnie nie wywali za kolportowanie ulotek przeciw komunie. W Lublinie jest kilka znakomitych liceów, sto lat świętuje właśnie Unia. Popełniłem artykuł do lubelskiej Niedzieli, z uznaniem dla Jubilata. I tak sobie myślę, że nadszedł czas do zakładania dobrych szkół. Takich, które spodobają się panu ministrowi  Czarnkowi  i takich, co go rozeźlą. Byle były dobre.

Oto co napisałem o Unii, resztę doczytacie w linku (płatnym) na końcu.

Sto lat Unii

Trudno sobie wyobrazić początki powszechnej oświaty lubelskiej bez bł. ks. Kazimierza Gostyńskiego, męczennika zagazowanego przez Niemców na zamku w Hartheim. Przynajmniej cztery najważniejsze do dzisiaj licea w Lublinie zawdzięczają swoje powstanie bądź rozwój księdzu Gostyńskiemu. Założył i kierował przez 18 lat męskim gimnazjum (obecnie liceum) im. J. Zamojskiego, ukończył budowę Biskupiaka, w gimnazjum Staszica przez wiele lat nauczał łaciny. Wreszcie w październiku 1921 r. zorganizował gimnazjum dla dziewcząt im. Unii Lubelskiej.

Po latach silnej rusyfikacji potrzeba dobrych polskich szkół była ogromna, zwłaszcza na terenach dawnego zaboru rosyjskiego, gdzie analfabetyzm był znacznie wyższy niż pod okupacją pruską czy austriacką. Szczególnie kulała edukacja dziewcząt, pokutowało jeszcze przekonanie, że wystarczy jak będą umiały dobrze gotować, sprzątać i dbać o dzieci. Ks. Gostyński, wspierany przez bpa Mariana Fulmana, widział konieczność kształcenia inteligentnych i patriotycznie uformowanych Polek.

Brakuje tylko biskupa

Proroczy duch ks. Gostyńskiego dobrze obrazuje poczet absolwentek Unii, naprawdę wybitnych patriotek, pisarek i artystek. Słynne liceum ukończyła przed wojną Anna Kamieńska, tłumaczka biblijnych psalmów, autorka znakomitych wierszy i powieści religijnych. Przed wojną w Unii uczyła się również Hanna Malewska, kierująca wydawnictwem „Znak” w latach świetności tej oficyny oraz Julia Hartwig, żołnierz Armii Krajowej i znana poetka.

A dalej tutaj:

https://www.niedziela.pl/artykul/73534/III-LO-w-Lublinie-Wiecej-niz-szkola

Itinerarium

PROBOSZCZ ZE SZRAPNELEM A DRUGI Z PARALIZATOREM

Poniedziałek 25 października 2021

Kolegów po fachu mam różnych, czasem oryginalnych. Jeden, proboszcz już, ma cały arsenał – kule, pociski, granaty, bomby, szrapnele, do tego pistolety, karabiny, włócznie, miecze, wszystko oczywiście legalnie. Ma też moździerz albo haubicę z demobilu. Ilekroć zaprasza na kawę wymawiam się delikatnie  a jeśli już godzę się to poza jego parafią. Inny, też proboszcz, namiętnie gra w ping ponga, został nawet kilka razy mistrzem czegoś tam. Jeszcze inny, nieżyjący już, uwielbiał polowania, do tego stopnia, że kilka razy zdarzyło mu się zapomnieć o popołudniowej Mszy Świętej i dopiero kościelny ściągał go telefonem z ambony pod lasem na ambonę w świątyni.

To w mojej diecezji, ale kolega ze świdnickiej (Dolny Śląsk) to już apogeum. Raczej bezmyślności czy jeszcze czegoś gorszego. Ów proboszcz, kierujący sanktuarium Marii Śnieżnej  w Międzygórzu, na Górze Iglicznej, założył tamże schronisko i coś w rodzaju „świętego rezerwatu”, brawo. Przy czym wchodzących turystów czeka cała lista zakazów – patrz fotografia poniżej. Nie wolno na przykład wprowadzać tam – według księdza kustosza – żadnych psów, ale jeden z wędrowców nie dopatrzył się chyba zakazu i stało się. Posłużę się cytatem z miejscowej prasy:

„Przypadków niewłaściwego zachowania księdza na Iglicznej można by mnożyć. Czarę goryczy przelało zapewne zdarzenie z 2016 roku, kiedy to jeden z turystów wszedł na teren sanktuarium z psem. Wyłapany na wszechobecnych kamerach, został wyzwany przez księdza i wyproszony. Gdy nie opuścił terenu sanktuarium, tylko wziął swego yorka na ręce, ksiądz podbiegł do niego i paralizatorem zaatakował go w brzuch. Sprawa zakończyła się w sądzie i właśnie sędzia Sądu Rejonowego w Kłodzku wydał wyrok: 10 miesięcy ograniczenia wolności, co przekłada się na odpracowanie przez księdza każdego miesiąca 30 godzin prac społecznych. Dodatkowo będzie musiał pokryć koszty sądowe oraz zapłacić poszkodowanemu 10 tysięcy złotych nawiązki.”

Na koniec, siostry i bracia, radujcie się z Waszych proboszczów i wikariuszy, którzy nie mają paralizatorów ani arsenałów z amunicją, którzy głoszą wam słowo Boże i odczytują ogłoszenia parafialne, czasem przydługie.

Poza tym, życzę Wam wszystkim radosnego ostatniego tygodnia października i wielkiej miłości do każdego człowieka!

Itinerarium

KRZYCZ GŁOŚNIEJ! BĘDZIE CUD!

Kazanie na 30 Niedzielę Zwykłą 24października 2021

Nie mam wątpliwości, że cuda zdarzały się i zdarzają nadal. Sam doświadczyłem przynajmniej kilku sytuacji, w których działał Ktoś Inny, a raz bardzo pośrednio przyczyniłem się do odzyskania zdrowia przez pewnego pana.

Mam wielki szacunek i podziw dla ludzi niewidomych i niedowidzących, nauczyłem się także trochę im pomagać, zachęcam, aby zawsze na ich widok podchodzić, subtelnie zapytać czy jakoś można im usłużyć, bez nachalności.

Bartymeusz żebrał, bo był niewidomy, nie mógł pracować a Lasek (ośrodek dla niewidomych) jeszcze nie było, ponadto choroby traktowano zwykle jako karę Bożą.

Teraz najważniejsze, czyli mechanizm działania cudu. Najpierw, nie ma co wołać o pieniądze, żeby cudem je zdobyć. Pieniądze można zarobić, pożyczyć, w najgorszym przypadku ukraść. Tak  samo z rzeczami. Cuda dotyczą spraw najważniejszych, życia i śmierci, miłości i nienawiści. Wyobrażam sobie – a Wy pewnie jeszcze lepiej – co czuł Bartymeusz, nie widział, brakowało mu zapewne na jedzenie, ziomkowie traktowali go jako grzesznika, pogardzali nim. Jezus był dla niego ostatnią szansą. Zaryzykował, co mu zostało? Jezus mógł go uratować ze ślepoty i z nędzy.

Oczywiście znaleźli się chętni, by zamknąć mu usta. Tak, jak zechcesz cudu, zaraz znajdą się racjonaliści, odpychacze, siewcy beznadziei, powątpiewacze i podpowiadacze, abyś zamiast cudu cierpiał wytrwale. Bartymeusz miał ich w nosie, krzyczał jeszcze głośniej! I jak chcesz cudu, drzyj się, krzycz, wrzeszcz, przekrzycz zgraję która chce Cię zakrzyczeć czyli uciszyć! Cuda przychodzą, jak trzymasz się Jeszcze Głośniej! Nie wiem, może cuda zdarzają się i po cichu, jednak w krzyku jest moc, jest wielka wiara, Bartymeuszowi się udało! Bogu miły jest nasz krzyk!

Zawołany przez Jezusa Bartymeusz porzuca całe swoje bogactwo, czyli płaszcz, na to też bądź gotów jak chcesz cudu. Cudu nie kupisz, ale czasem kasa tłumi wiarę, lepiej widzieć i nie mieć nic na koncie niźli z milionami potykać się o barierki.

I wreszcie strategia Jezusa, nie pyta „No, gościu, ile miałeś kobiet, po rozwodzie jesteś? Co tam zwinąłeś z Biedronki? Kląłeś dużo?” To jest poza sferą zainteresowania Jezusa, dlatego mam prawo wierzyć, że grzech nie jest żadną przeszkodą do uzyskania cudu, wyspowiadać się można po cudzie. Jezus nas kocha, diabeł liczy grzechy.

Jak cudownie poczuł się Bartymeusz, kiedy usłyszał – „Bądź dobrej myśli, woła Cię!”

Siostry i bracia, bądźcie dobrej myśli, Jezus usłyszy nasz krzyk, cudów ma pod ręką miliardy, za darmo, czyli za wiarę! Dobrej niedzieli!

Ewangelia

Gdy Jezus wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. A słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Synu Dawida, ulituj się nade mną!»

Jezus przystanął i rzekł: «Zawołajcie go». I przywołali niewidomego, mówiąc mu: «Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię». On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się na nogi i przyszedł do Jezusa.

A Jezus przemówił do niego: «Co chcesz, abym ci uczynił?»

Powiedział Mu niewidomy: «Rabbuni, żebym przejrzał».

Jezus mu rzekł: «Idź, twoja wiara cię uzdrowiła». Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.

(Mk 10,46 – 52)

Itinerarium

PATRYCJA KOCHAMY CIĘ!

Sobota 23 października 2021

Już miałem zapodać w miarę wesołą historię na weekend, ale życie, życie, życie! Przynosi scenariusze dramatów, których bym nie wymyślił za nic. Zatem na weekend macie historię Patrycji.

Wyszła przedwczoraj ze szpitala psychiatrycznego, nie ma domu od kilkunastu lat, dach nad głową ma tylko wtedy gdy ląduje w więzieniu, ostatni raz była tam bodaj pół roku temu. Nasze wolontariuszki – z Centrum Wolontariatu w Lublinie – odebrały telefon, trzeba zawieźć Patrycję do schroniska dla bezdomnych kobiet. Nie ma sprawy, dziewczyny podjechały pod szpital a potem do schroniska. Nie przyjęli, bo Patrycja nie miała ani szczepień przeciw wirusowi ani testu. Był czwartkowy wieczór, szczepienie możliwe dopiero w piątek. A kobieta musi gdzieś zanocować, w naszych trzech domach mamy komplet.

 Dobrze, jest Centrum Interwencji Kryzysowej (CIK) w Lublinie, są pokoje, ładny domek, są specjaliści od kryzysów. Pojechały tam razem z Patrycją. I zaczyna się dramat, komedia, farsa i tragedia, wszystko naraz. W punkcie przyjęć CIK siedzi pan, w pokoju obok bezrobotny (chwilowo, mam nadzieję) psycholog grzebiący w smartfonie. Pan pierwszy prowadzi rozmowę z Patrycją, wypytuje co i jak. I orzeka, że nie przyjmą Patrycji z trzech powodów. Po pierwsze, jest bezdomna. Po drugie, uzależniona. Po trzecie, nie ma udokumentowanego stałego źródła dochodów. Zatem, nie jest w kryzysie i powinna sobie poszukać noclegu gdzie indziej.

Wolontariuszki dzwonią do mnie, co robimy? Wynajmujemy hostel (bez dowodu Patrycji, bo przecież nie ma takiego, nowy będzie dwunastym z kolei), płacimy za dwie doby, właścicielka rozumie, że sprawa pilna i wyjątkowa, zniżkę daje. Wczoraj – w piątek – Patrycja już zaszczepiona Johnsonem, ma papier, jest nadzieja, że w schronisku ją przygarną.

Nie złoszczę się na pracowników CIK, mają statut. Mogliby przyjąć Patrycję gdyby była w ciąży, pobił ją mąż albo gdyby była niepełnosprawna. A ona jest tylko bezdomna, uzależniona i bez udokumentowanego źródła dochodów, zatem, zgodnie ze statutem CIK w kryzysie nie jest.

Dobrze, Patrycja, nie martw się, śpij dobrze, jak Cię nie przyjmą do schroniska też coś wymyślimy, fajnie, że od miesiąca nie pijesz, że chcesz zacząć nowe życie, nie mamy Centrum Interwencji Kryzysowej, ale kochamy Cię! Będziemy wynajmować ten czy inny hostel, a jak już nam braknie kasy, to poprosimy w Internecie o wsparcie. Wiesz, jest wielu bardzo dobrych, wspaniałych ludzi, którzy są po Twojej stronie!

Itinerarium

TO KAMIENIAMI W PAPIEŻA  ŚMIAŁO

Piątek 22 października 2021 Wspomnienie św. Jana Pawła II

Na papieża Jana Pawła II przyjdzie jeszcze czas. Był czas siewu, te wszystkie pielgrzymki, kazania, nawet pogawędki o kremówkach. Myśmy się przy tym wszystkim wzruszali, klaskali, wiwatowali, to też jest ważne i potrzebne, ale to minęło.

Teraz z jednej strony na postać papieża spadają różnej wagi gromy, że nie nazbyt światły był, że Dziwisz nim sterował, że mógł zrobić więcej, że za szybko go kanonizowano. Jasne, jest prawo krytyki, dociekania, zgoda. Najbardziej jednak smucą mnie ataki tych, co sami pozrzucali sutanny i habity i teraz walą kamieniami wagi najcięższej, a w tle jest sugestia, że jak oni byliby papieżami albo przynajmniej papieskimi sekretarzami, to byłoby niebo na ziemi, a nie ten brzydki Kościół, jak obecnie. I jaka to estyma, jaki honor, no, no, papieża krytykować! To dopiero walor, dopiero brawura, prawie jak szarża pod Somosierrą, i przecież świadomi są, że kamieniami rzucają tylko ci, co są bez winy.

Cenię tych, co wierni prawdzie, widzą słabe punkty pontyfikatu Jana Pawła II, ale też potrafią zobaczyć Himalaje dobra, świętości i miłosierdzia w słowach i czynach krakowskiego księdza, który wdarł się na komnaty watykańskie. Mało takich.

A dlaczego piszę, że na papieża dopiero przyjdzie czas? Bo Jego myśl, przesłanie, głównie dotyczące budowania Cywilizacji Miłości, wymaga czytania, myślenia i budowania. Oklaski, wzruszenia, już były, teraz pora na rozdawanie chleba głodnym, wysyłania namiotów do Usnarza (żaden oponent Jana Pawła II jeszcze nie wysłał), otwierania domów dla bezdomnych i odwiedzania więźniów.

Rozumiem jednak namiętnych i rozzuchwalonych krytyków papieża. Usługa obrzucania kamieniami jest nawet dobrze płatna. A tym zyskiem wszak pogardzić nie sposób. Nie martwcie się, to jest do wybaczenia i przy Sądzie Ostatecznym jakoś przemknie bez piekielnych konsekwencji.

Na koniec kazania, warto jednak kupić konserwę dla bezdomnego, lepsze to niż kremówka, nawet papieska.

Itinerarium

TRUDNY TESTAMENT  NA DZISIAJ

Wtorek 19 października 2021

Dwa razy pomógł mi ks. Jerzy, raz gdy jeszcze był tutaj na ziemi, drugi raz, jak już działał z nieba. Tu nauczył mnie, że nie wolno się bać, że za głoszenie prawdy, dobra, wolności i solidarności najwyżej może ktoś nas zabić. Jego zabili – mimo wszystko warto to przypominać – członkowie Służby Bezpieczeństwa, Grzegorz Piotrowski, Leszek Pękala, Waldemar Chmielewski, podżegał Adam Pietruszka, wszyscy są już ludźmi wolnymi, mają się nieźle, wcale mnie to nie oburza.

Najpierw trochę perspektywicznie, ks. Jerzy Popiełuszko pozostawił nam Polakom testament, testament dla władzy, dla kapłanów i dla każdego z nas.

Prawda, dobro, wolność, solidarność, za te wartości zginął ks. Jerzy. Lech Wałęsa, który znał osobiście ks. Jerzego powiedział trafnie kiedyś – „Polacy nie przyswoili sobie tego, czego nauczał ksiądz Popiełuszko. Nie dorośliśmy”. Powiedział, że nie dorośliśmy, choć patrząc na wszystkich dowodzących Polską po r. 1989, Wałęsa dorósł chyba najbardziej. Ups, dostanę po głowie, jednak panu Wałęsie wiele mogę wybaczyć, bo to prosty robotnik, bez studiów, potem władali nami już ludzie oświeceni, magistrowie (choć jeden prezydent skłamał, że ma ten tytuł, ale mu wybaczyliśmy, bo już zrozumieliśmy iż kłamać możemy bezkarnie wszyscy), doktorowie i nawet profesorowie, znaczy się elity. I wszyscy zgodnie wyznawali, że po ich stronie jest prawda, dobro, wolność i sprawiedliwość, a po drugiej są diabły, oszołomy, kocmołuchy i zdrajcy.

Co na to prawda? Ano, myślę, ma w nosie te manifesty i jest po swojej stronie i nijak nie daje się uwikłać w programy żadnej partii, aż się dziwię, że nie ma w Polsce ugrupowania z „Prawdą” w nazwie. Miał rację Wałęsa, nie dorośliśmy, i on i reszta współczesnych monarchów.

Ustrzegł mnie Pan Bóg przed dolą polityka, jestem jednak księdzem i prawda, dobro, wolność, solidarność mam zadane przez Błogosławionego. Za prawdę oberwałem kilka razy, ostatnio najbardziej za moją miłość do uchodźców, jak dorosłem do dobra i solidarności, niech ocenią ci, którym staram się służyć. Najtrudniej jest z wolnością, bo jeszcze zdarza mi się myśleć, co powiedzą o mnie inni jak zrobię to czy tamto, a to już zniewolenie. Staram się pamiętać, że psy szczekają a karawana jedzie dalej. Czasem ktoś wrzuca mnie do sympatyków którejś ze stron obecnego sporu politycznego albo do symetrystów, trudno, odpowiadam (żartem), ale nadal należę do zwolenników nieistniejącej już formalnie Polskiej Partii Przyjaciół Piwa. Trudny testament od ks. Jerzego, ale staram się pamiętać i realizować.

I wreszcie jestem chrześcijaninem, Wy także, módlmy się, abyśmy dorastali do przesłania Błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki, patrona dzisiejszego dnia.

Itinerarium

MODLĘ SIĘ WSZYSTKIM

Poniedziałek 18 października 2021

Nie, nie zwariowałem. Modlę się wszystkim. Modlę się  ludzkim szczęściem, które widzę, obliczami zdziwionych dzieci, krajobrazami dolin, nawet nagrobkami na cmentarzach.

Nudzimy się i przestajemy się modlić, jeśli modlitwa ma być wymuszonym aktem naszego umysłu czy języka, powtarzaniem dobrze znanych formuł.

Jest jednak modlitwa nieustanna, kiedy pozwalam Panu Bogu wnikać w moje myśli, uczucia, w wyobraźnię, w słowa i w duszę. I nie w postaci jakiegoś gromu z jasnego nieba, bo zaraz poradziłbym się psychiatry. Tylko przez twarze, krajobrazy, szepty ludzi i szemrzące strumienie, przez melodie cmentarnych alejek i przez rozeźlonego jamnika ujadającego zawzięcie.

Modlitwa jest tym, co daje nam w każdej chwili Pan Bóg i co może osiąść w nas samych, zamieniając nas w pochwalny psalm.

Itinerarium

KOMU KAWALERKA W NIEBIE

Kazanie na 29 Niedzielę Zwykłą 17 października 2021

Władza jest straszną, bodaj najstraszniejszą chorobą umysłu i woli. Czytamy w dzisiejszej Ewangelii, że nie ominęła także Apostołów.

Jeden z naszych obecnych ministrów, nie wyciągnięcie ode mnie który, w gronie bliskich znajomych rozłożył przed nimi dwa albumy, jeden zawierał poczet polskich królów, drugi przedstawiał galerię przedwojennych prezydentów.

 – Popatrzcie, koledzy, do historii przechodzą królowie i prezydenci. Ministrowie to plewy, giną bez pamięci!

Zdaje się, że wspomniany pan nie zwątpił jeszcze w swoją prezydenturę.

Władza, każda, nawet ta rodzicielska czy dyrektorska, ma w sobie cząstkę boskości, władca może stwarzać – prawo, regulacje, rozporządzenia, decydować w jakimś stopniu o losach innych. Długo chyba szperać trzeba w historii Polski (innych państw także), aby znaleźć władcę, który pojmował swoją misję jako służbę, a nie jako upajające źródło samoubóstwienia, może wyszperacie sami.

Jeszcze bardziej groźna jest władza w rękach kapłanów, którzy mogą rozgrzeszyć lub nie, dopuścić do sakramentu lub odmówić, pogrzebać zmarłego w świątyni lub zasłonić się jego słabą frekwencją w trakcie kolędy i zamknąć drzwi za zrozpaczoną rodziną, wystawić zaświadczenie lub orzec chłodno, że prawo nie pozwala. Za decyzjami nas, kapłanów, kryje się sankcja zbawienia, poczucie godności „owieczek” i ich społeczna przyzwoitość. Jezus nie wyposażył nas w moc sądzenia i karania, choć chadzamy w togach podobnych sędziowskim, On wołał do nas, kapłanów, o pasję miłosierdzia i chęć podźwigania upadających.

To samo jednak dotyczy każdego, kto włada kimkolwiek, dzieckiem, sklerotycznym rodzicem, więźniem w podległej celi, murarzami zasuwającymi na rusztowaniach w jego firmie albo kierowcami przekraczającymi o parę kilometrów prędkość w całkiem pustej wsi.

Władza, jeśli nie przemienia się w służbę, niszczy tych nad którymi stoimy, niszczy też nas, władców, choćbyśmy tylko mieli pod rozkazami pospolitego kundla. Tak władając do historii nie przejdziemy, ale jakąś szansę na skromną kawalerkę w niebie mamy.

Ewangelia

Jakub i Jan, synowie Zebedeusza, podeszli do Jezusa i rzekli: «Nauczycielu, pragniemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy».

On ich zapytał: «Co chcecie, żebym wam uczynił?»

Rzekli Mu: «Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie».

Jezus im odparł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?»

Odpowiedzieli Mu: «Możemy».

Lecz Jezus rzekł do nich: «Kielich, który Ja mam pić, wprawdzie pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale dostanie się ono tym, dla których zostało przygotowane».

Gdy usłyszało to dziesięciu pozostałych, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich:

«Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu».

(Mk 10,35 – 45)

Itinerarium

PAN JEZUS NA MURZE W USNARZU

Piątek 15 października 2021

Zatem będziemy mieli mur na granicy z Białorusią. Pojadę zobaczyć jak już powstanie, nie wiem czy dożyję czasu, kiedy zostanie rozebrany albo zburzony. Po murach pozostaje zwykle niewiele, ich ruiny trafiają zwykle na listę atrakcji turystycznych, żadne z tych wznoszonych w historii nie przetrwały. Polski mur dołączę do kolekcji tych, które albo jeszcze w dobrym stanie (berliński) albo w resztkach już widziałem (Stambuł).

Murowanie jest dość starym pomysłem, seniorem jest wał chiński, ten w Usnarzu pozwoli Polsce dołączyć do mało chlubnego grona ludów strachu. Za każdym murem stoi strach wznoszących go, w Polsce już prawie skutecznie rozbudzony został strach prze uchodźcami, których zresztą osobiście mało kto widział.

Dokładnie 60 lat temu powstał jeden z najbardziej wstydliwych murów, berliński, dzielący naród niemiecki. Przynajmniej dwóch Polaków poniosło przy nim śmierć. Historycy policzą kiedyś ofiary Polskiego Muru. Będzie wstyd wielki, nawet jest już teraz.

Uchodźcy próbujący dostać się do Europy stają u jej granic z powodu Europy. To przecież Europejczycy wymyślili Irak i Syrię z ich absurdalnymi granicami, to Europejczycy wespół ze swoimi rodakami z Ameryki, wzniecili wojny w Iraku i Afganistanie (te ostatnie), a wcześniej bezlitośnie gnębili i łupili ludy Afryki i Azji.

Polacy, odważny naród, walczący o „wolność naszą i waszą”, przelękli się – zostali zastraszeni parszywą narracją – jakichś innych, rzekomo dzikich ze Wschodu i Południa. Będziemy się bardzo wstydzić muru w Usnarzu.

Sąsiedzi wznoszą między sobą ogrodzenia i mury, kiedy panuje między nimi wrogość, kiedy jeden drugiego boi się. Już prawie nas nauczono, że uchodźcy są wrogami i chcą nas pozabijać.

No tak, wiele razy już o tym pisałem, „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie”. Teraz Panie Jezu, przychodzący w moich siostrach i braciach ze Wschodu i Południa, trafisz na mur. Ten betonowy w Usnarzu to jeszcze pikuś, można go przeskoczyć lub obejść podkopem. Trafisz jednak na mur w naszych polskich sercach, kiedyś tak gościnnych i szlachetnych.

Itinerarium

TO KIEDY ZNIESIEMY CELIBAT?
Czwartek 14 października 2021

Jeden z moich przyjaciół – sorry Andrzej – chciałby, aby to nastąpiło najdalej jutro. Ale po kolei.

Najsmutniej jest obecnie w Bydgoszczy, Drohiczynie, Elblągu i Łowiczu. Najsmutniej pod względem liczby chętnych do kapłaństwa. W powyższych diecezjach nikt się nie zgłosił. Nie za wesoło jest w Ełku, Siedlcach, Toruniu, Włocławku i Zamościu-Lubaczowie. Tam ledwo jeden albo dwóch pojawiło się w murach seminaryjnych. Do dziewiętnastu zakonów męskich także nikt chętny się nie zgłosił. W Lublinie kandydatów jest 10, jednak warto pamiętać, że raczej nie wszyscy dotrwają do święceń. W skali kraju liczba nowych kleryków wyniosła 356 i spadła w porównaniu do ub. roku o 20%.

Padają propozycje, aby jakoś zaradzić tym spadkom. W najostrzejszej formie mówi się o konieczności zniesienia celibatu – w prawosławiu i u grekokatolików jest on dobrowolny, u protestantów bardzo rzadko spotykany. Przychodzi  mi na myśl zabawna nieco historia z czasów seminaryjnych, jeden z kolegów, rzymski katolik przez pierwsze trzy lata, oświadczył nagle, że jednak będzie grekokatolikiem. Na początku dziwiliśmy się wolcie, ale kiedy zobaczyliśmy przepiękną czarnowłosą Olgę, uznaliśmy że przyczyna zmiany jest oczywista i nawet godna pochwały. Jakby takich Olg było wtedy więcej, obawiam się, że mogłoby dojść do licznych konwersji.  

 Obecne nastroje są anty – celibatowe, ale to jeszcze nie powód by przyznawać im rację, pamiętacie jakie nastroje panowały na Golgocie przy egzekucji Jezusa, zatem nastrojom poddawać się należy ostrożnie albo wcale. Antyklerykalizm towarzyszy od początku chrześcijaństwu, jest także okresowo obecny w innych religiach.

Dość prostym krokiem jest też obwinienie biskupów za ten stan rzeczy, może i jest tu jakaś słuszność ale winno się przeprowadzić odpowiednie badania, aby tezę udowodnić. Na pewno wiele do życzenia pozostawiają tzw. akcje powołaniowe, zwykle nudne i  patetyczne, często przypominające rekrutacje do firm.

Powołanie do służby Chrystusowi i ludziom jest tajemnicą, wiem to po sobie. Poza wymiarem tajemnicy jest jednak kilka innych, bardziej wymiernych czynników. W moim przypadku był to zachwyt Ewangelią (do dziś) i chęć dzielenia się nią, co oczywiście nie musi prowadzić do sutanny, bo znam znakomitych ewangelizatorów bez sutann i habitów. Bardzo podobał mi się (i nadal podoba) Kościół, jego misja wskazywania drogi do zbawienia i liczne genialne dzieła miłosierdzia, od wprowadzania oświaty po budowę szpitali (w późnym średniowieczu szpital – przytułek istniał przy każdym kościele i klasztorze). Miałem też przywilej poznania i przyjaźnienia się z kilkoma mocno wierzącymi kapłanami – księżmi Franciszkiem Blachnickim, Antonim Zielińskim, bratem Bogumiłem (pierwszym współczesnym polskim pustelnikiem), o. Cherubinem  (karmelita) czy o. Celestynem Napiórkowskim (franciszkanin). Tu zadziałała zasada exempla trahunt. Trochę bałem się własnej grzeszności, ale jak poznałem biografie św. Pawła i św. Augustyna, zrozumiałem, że grzesznicy też mają szansę.

Wiem, co się dzisiaj mówi i pisze – często słusznie a często w imię mody – o biskupach i księżach, potrafiłbym napisać jeszcze bardziej pikantne rzeczy.

Na koniec jest sprawa dla mnie najważniejsza. Miłość. Miłość do Pana Boga, chciałbym, żeby była z całego serca, ze wszystkich sił itd., jak jest w pierwszym przykazaniu i żeby do bliźniego była „jak do siebie samego”. Mam tu jeszcze sporo egzaminów do poprawek i pewnie do końca życia będę brał korepetycje. I myślę, że jak ktoś próbuje kochać Pana Boga i ludzi, to pójdzie tam, gdzie wewnętrzny głos powie. Jeden do seminarium, a drugi do zakonu św. Katarzyny. Zakon św. Katarzyny – znaczy się dwie głowy spod jednej pierzyny …

Itinerarium