Wtorek 19 lipca 2011
Znam dziewczynę, która decydując się na małżeństwo, rozpowiadała koleżankom, że jest to jej pierwszy ślub. Mówiła przy ołtarzu „tak”, ale w jej deklaracji było równocześnie „nie”.
W słowach i deklaracjach polityków nie sposób rozróżnić „tak” od „nie”, a nawet należy spodziewać się, że gdy mówią „tak”, myślą „nie”. Przy czym nie chodzi o samą mowę, ale o zrujnowane serce, gdzie wszystko jest rozklekotane i obliczone na jakiś doraźny sukces.
Tym, z którymi idziemy przez życie bardzo potrzebne jest nasze „tak”, bez cienia nawet jakiegokolwiek „ale”.
Ile tylko obietnic Bożych, w Chrystusie wszystkie są „tak” (2 Kor). I życie i wiara są na „tak”, jeśli mają być prawdziwe.

