Piątek 7 września 2018
Nic tak nie inspiruje mojego myślenia, jak codzienna lektura Biblii i namysł nad jej treściami. Pomijam „zawodowe” spojrzenie na teksty biblijne, kiedy potrzebne są mi do pracy, czyli na przykład kazań. Potrzebuję Pisma Świętego jako człowiek.
W Biblii zawsze znajduję coś więcej, niż we wszystkich innych lekturach, coś więcej i inaczej. Dzięki Biblii inaczej patrzę na chleb i wino (pamiętam o weselu w Kanie, o rozmnożeniu nad jeziorem i o Wieczerniku), inaczej patrzę na więźniów i głodnych (wszak „Byłem głodny …”, itd.), nawet wróble – o które dba Ojciec w niebie – nie są zwykłymi ptaszkami. A lilie obrazują piękno nieprzemijające.
Profesor Sergiusz Riabinin, wielkiego formatu lublinianin (zm. 1997), choć miał problem z wiarą, uwielbiał liturgię, bo w niej znajdował inny i piękny świat. Młody prawnik z Gdańska, ateista, o którym czytałem, chodzi na Mszę Świętą nawet w tygodniu, aby posłuchać Biblii i śpiewów, bo przenoszą go w przestrzeń odmienną od tego, co ma na co dzień.
Są inne, piękne i powabne, nieskończone i bliskie zarazem, dobre i porywające wymiary życia. Ja odnajduję je w Piśmie Świętym, codziennie.

