Poniedziałek 20 lutego 2017 Halina Frąckowiak wyśpiewała kiedyś całkiem skoczny przebój „Droga, którą znam” ze słowami „Bądź gotowy dziś do drogi”. Nudny poniedziałek dzisiaj, na dodatek wiosny nie widać a zima jeszcze macha ogonem i odwilżą.
Przedwiośnie niegdyś było początkiem ruchu, należało wyprowadzać owce na powoli zieleniejące pastwiska, był to też najchętniej wybierany czas na rozpoczynanie wojen. Po zimie w spichlerzach było pustawo, warto było złupić sąsiadów. Dziś ruszamy się z konieczności, wszak fabryka czy biuro do nas nie przyjadą. Powstają nawet specjalne programy, których celem jest wyrwanie gimbazy sprzed smartfonów, wzbudzenie potrzeby ruchu.
Ociężałość naszych czasów jest chyba nie do pokonania. Nikogo nie poderwie pasja odkrywania nowych ziem, jak się to zdarzyło Kolumbowi czy Magellanowi. Prawda spokojnie stoi w muzeach, dziwny eksponat z prehistorii, a już żeby o nią walczyć (Galileusz – „A jednak się kręci …”) to fantastyka, a żeby za nią umierać to raczej choroba (przypadek bł. Księdza Jerzego Popiełuszki). Nie wyrwie nas z otępienia ani prawda ani pasja, piękno mocno pomieszane z kiczem też skonało.
Jeżeli jednak usłyszycie, dzisiaj, cichy głos „Idź”, zaryzykujcie. Tak się zaczęła zbawienna (także dla nas) historia Abrahama. Za podobnym głosem Piotr poszedł do Rzymu, może i to wezwanie usłyszał Karol Wojtyła i z Krakowa do Watykanu powędrował. No ale to wielcy ludzie, dziś już „historyczne postaci” z podręczników.
Nie bój się drogi, nie bój się wielkich uczuć, rozmachu wyobraźni, świeżych myśli. Pan Bóg nie ryczy z nieba, daje ci myśli, uczucia, pragnienia. Daje ci odwilż i wilgoć w butach, cieplejszy wiatr. Jak się człowiek nie rusza rośnie mu tusza, a jak się rusza wolna jest jego dusza. Rym taki sobie, a rzecz w tym, że Pan Bóg, szczęście, wieczność, sens, miłość, wszystko do nas przychodzi, jeżeli wyszarpniemy się z diabelskiego letargu i wyruszymy. Idź.

