Wtorek 29 listopada 2016 Pan Henryk został bez domu z powodu żony, przynajmniej tak twierdzi. Małżonka nie tolerowała nadmiaru alkoholu i eksmitowała męża. Wylądował w altance w ogródku działkowym, wiedział, że jest niczyja.
Wymościł sobie posłanie z materaca i sterty koców, spanie zatem miał urządzone. Najgorzej było z posiłkami, ze zbioru puszek i butelek nie zawsze udawało się zakupić coś więcej poza chlebem i konserwą.
Kontakt ze światem utrzymywał dzięki małemu tranzystorowi na baterie, regularnie słuchał Radia eR 87,9 FM, rozgłośni katolickiej w Lublinie. W jedną ze styczniowych sobót usłyszał, że restauracja „Plackarnia” ufundowała zupę dla bezdomnych, którą odbierają wolontariusze w ramach akcji „Gorący Patrol”. Wiedział dokładnie gdzie jest „Plackarnia”.
Po zupę przyjechała wolontariuszka. Pan Henryk podszedł i uprzejmie zapytał czy jest z „Gorącego Patrolu”, bo słyszał w radiu, że wolontariusze rozdają gorące posiłki. Potwierdziła, zaprosiła człowieka na kolację. Potem pan Henryk sam już trafiał w miejsce gdzie mógł otrzymać posiłek, czasem ciepłe ubranie. Na wiosnę oznajmił, że ogarnął się, znalazł pracę i zamierza wrócić do bezdusznej żony.
Tak to wszystko opisuję, bezbarwnie. Wszystko tu jest jednak prawdziwe. „Gorący Patrol” pomaga bezdomnym w Lublinie już od 15 lat, Radio eR gra od ponad 20 lat i rzeczywiście poprzez marketing organizuje ciepłe posiłki w weekendy prosząc o nie lubelskich restauratorów, pośród których „Plackarnia” zawsze odpowiada pozytywnie. Pan Henryk to także facet z krwi i kości.
No ale gdzie tu Boże Narodzenie? Wyjaśniam. Wolontariuszka przyjechała po zupę do „Plackarni” o 17:30 i odjechała 10 minut później. Pan Henryk przyszedł właśnie w tym samym czasie. Pomyślicie, że przypadek i historia jest całkiem banalna.
W małym Betlejem, prawie 2017 lat temu, dziewczyna o imieniu Maria rodzi chłopczyka, w dość podłych warunkach. Całkiem banalna historia, jakich miliony na świecie. Tak właśnie, poprzez banalne historie Bóg działa pośród nas.

