BLIŹNI Z KOPYTAMI I INNE PRZYPADKI

Sobota 25 października 2014

W najbliższy poniedziałek i następne dni na ulicach Lublina pojawią się żaby, żyrafy i królewny. Dokładnie nie wiem jeszcze kto, ale na pewno Internet to ujawni. Inicjatywę pod nazwą „Proszę przepuść mnie” wymyśliłem już dawno, a w przyszłym tygodniu odbędzie się jej kolejna edycja (o początkach można przeczytać tutaj:

http://itinerarium.pl/2013/03/19/dlaczego-angielskie-konie-maja-lepiej-niz-polscy-piesi/#.VEq6ifmsXXU i tutaj http://itinerarium.pl/2014/01/19/przepuszczam-zaby/#.VEq7IPmsXXV ).

Napisałem inicjatywę, choć tak naprawdę chodzi mi o prosty przejaw miłości bliźniego. W zasadzie jestem przeciwnikiem „akcji” (choć o wiele jestem posądzany), zawsze jednak gotów jestem zrobić wszystko (a na pewno wiele), żeby miłość bliźniego nie pozostawała deklaracją, ale zamieniała się w konkretne dzieła, czyny, zachowania i gesty. Staram się nie proponować innym tego czego sam nie praktykuję.

W Polsce w ostatnie dni zrobiło się mrocznie, deszczowo i mgliście. Teraz małe studium głowy kierowców. Jeżeli ta głowa działa, to uświadamia sobie, że w takich warunkach jest gorsza widoczność, gorsze samopoczucie i dużo gorsze warunki do hamowania. I z tego prosty wniosek, że trzeba zwolnić, aby bliźniemu swemu pieszemu nie zrobić jakiejś krzywdy. Dalej, w głowie kierowcy powinien się wyświetlić obraz pieszego, któremu jest zimniej niż mnie (mam nawiew), że pada na niego deszcz i że mogą przemakać mu buty (wiadomo, że produkowane są coraz gorsze). Nie mówiąc już o tym, że tona samochodu zawsze wygra z 50 czy 80 kilogramami człowieka.

Sam będąc pieszym, czuję zwykle niepokój przy przechodzeniu przez ulicę, potwierdzają to także inni znajomi. Uciekłem kilka razy – mając zielone na przejściu – przed autem, które skręcało na „zielonej strzałce”, przynajmniej dwoje znajomych korzystało z pomocy chirurga po takich zdarzeniach.

Daleki jestem od przekonania, że wszystkiemu winni są kierowcy. Jednak, jeśli przełożyć miłość bliźniego na zachowania za kierownicą, dużo można zmienić.

I na koniec jeszcze jedna podpowiedź. Zaczęły się migracje łosi, jeleni i saren, w stadach. Ci użytkownicy dróg – nic na to nie poradzimy – nie chadzają po „zebrach”, w okolicach lasów, łąk i bagien warto zwolnić. Raz z troski o siebie (łoś może ważyć nawet do 600 kg), a drugi raz z miłości do bliźniego swego kopytnego.

Itinerarium

11 responses to BLIŹNI Z KOPYTAMI I INNE PRZYPADKI


Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.