Środa 9 lipca 2014
Znajomy, trochę oryginalny ale na pewno pomysłowy, przeprowadzał niedawno ankietę, w centrum miasta. Zadawał jedno pytanie: Kim pan jest? Kim pani jest?
Odpowiedzi – poza odpędzaniem – były nadzwyczaj bezpośrednie: kierowcą, studentką, urzędnikiem, pracownikiem jednej firmy, sprzedawcą. Kilka osób odburknęło: „Nikim!”, jeden mężczyzna dość radośnie oznajmił: „Radnym”, inny że „Polakiem” a młoda dziewczyna zadeklarowała, że od „od dwóch tygodni narzeczoną.”
Nikt nie powiedział, że jest człowiekiem! – konstatował kolega. Trochę ma rację, postrzegamy siebie poprzez sprawowane funkcje i role, które są często chwilową etykietką albo z góry narzuconą koniecznością (polskość). Być może człowieczeństwo przyjmujemy za oczywistość podobnie jak sen, chodzenie i mówienie. Na pewno dalecy jesteśmy od filozofowania, zwłaszcza w połowie lipca.
Najlepszą odpowiedź kolega ankieter uzyskał od „mężczyzny po pięćdziesiątce” (chodzi o wiek a nie stan po spożyciu). Ów pan namyślił się dłuższą chwilę i spokojnie odrzekł: „No … Tak naprawdę to jestem dzieckiem Boga, Jego synem”. Został wliczony do kategorii „nawiedzonych”, ale ja zaprotestowałem, przekonując, że ten gość miał na wierzchu to, co my zwykle mamy gdzieś głęboko skryte. Widzimy siebie jako pracowników, jako część jakiejś grupy (młodzi, starzy), rzadko docieramy do odkrycia, że jesteśmy ludźmi, a już prawie nigdy nie rozumiemy swojej tożsamości w odniesieniu do Boga. Ta jednak jest najważniejsza, bo dziecko Boga to nie byle kto, to super ważna figura, z centralnym miejscem w historii kosmosu oraz z nie mającym końca losem poza bramą śmierci. Głowa do góry, dzieci Boże!
Kolegi do końca nie przekonałem, może też niewielu z was. Ja jednak pod względem tożsamości czuję, że też jestem nawiedzony.


17 responses to CZUJĘ ŻE JESTEM NAWIEDZONY