Wtorek 8 lipca 2014
Im szybciej tym lepiej, głosi jedna z tzw. mądrości (ludowych?). Wierzymy w to bezkrytycznie i ufnie. Doświadczenie życiowe podpowiada mi jednak, że o ile zasada ta ma sens w wyścigach kolarskich to już w odniesieniu do terminu śmierci wolałbym odwrotną.
Podobnie bez sensu jest gadanie, że mądry Polak po szkodzie, bo znam Polaków mądrych już w czasie szkody a nawet przed jej poniesieniem.
O ile jednak wiara w tego typu mity jeszcze jakoś ujdzie, to już ślepa ufność w niektóre dogmaty funkcjonujące w przestrzeni publicznej przynosi fatalne skutki. Elity rządzące naszym krajem mają od 25 lat głęboką wiarę (powtarzam – wiarę!), że gospodarka wolnorynkowa jest doskonałym panaceum na problemy ekonomiczne i społeczne. A skoro jeszcze te problemy występują, to znaczy, że mamy za mało wolnego rynku. Elity wierzą w siłę sprawczą niewidzialnej ręki wolnego rynku i przez to nie są w stanie dostrzec, że rzeczywistość jest inna. A jest taka, że wolny rynek i ostra konkurencja powiększają różnice między stosunkowo niewielkim gronem tych, którzy sobie radzą (zwycięzcy) i tymi, którzy sobie nie radzą (przegrani). Odległość między tymi grupami powiększa się w Polsce z roku na rok i pod tym względem jesteśmy na poziomie Albanii.
To, co krytykuję, tak przy okazji 25 lat polskiej wolności, to zadziwiająca skłonność elit do wiary w mity, przy mocnej odporności na fakty. Ekspansja idei wolnego rynku na teren kultury doprowadziła do schamienia i zwulgaryzowania przekazu, a jego naczelną wartością jest skandal i dziwactwo (to jeszcze ludzie obejrzą, posłuchają). Większość mediów wycofała się z misji informacji o świecie i objaśniania zjawisk oraz procesów zachodzących dookoła nas. Media – jak każdy inny wolnorynkowy podmiot – sprzedają to, co ludzie kupują, a ludzie kupują skandal, krew i seks.
Przekonanie o nadrzędnej wartości zysku (jak najwyższego, przy jak najmniejszych nakładach) wynaturzyło już „służbę zdrowia” i „szkolnictwo”; piszę w cudzysłowie, ponieważ w tych sferach coraz mniej chodzi o to, by leczyć i uczyć, a coraz bardziej aby zarobić. Obawiam się, że wiara w zysk może doprowadzić do smutnego efektu w domach starców i opieki społecznej, przecież firmy ubezpieczeniowe będą więcej płacić tym ośrodkom, które najszybciej uwolnią je od konieczności finasowania leczenia czy płacenia rent i emerytur. Ergo, im pacjent żyje krócej, tym jest to bardziej opłacalne dla ubezpieczyciela.
Piszę o tej ślepej wierze, krzewiącej się od ponad ćwierćwiecza, wierze w rynek, konkurencję i zysk, ponieważ mam poczucie deja vu. Przed obecną polską wolnością w czasach komuny dominowała wiara, że socjalizm jest najwyższym etapem rozwoju społeczeństwa. Kiedy jednak robotnicy wychodzili z protestami na ulice, ponieważ nie doświadczali tego „rozwoju”, władza kazała do nich strzelać. I było po problemie. W Związku Radzieckim krytyków komunizmu zamykano w „psychuszkach” (szpitale o charakterze obozów), ponieważ jeśli ktoś nie widział sowieckiego szczęścia, uznawany był za chorego psychicznie. Należało go zamknąć i leczyć. I było po problemie.
Dzisiaj krytycy wiary w mity dobroczynnego wpływu wolnego rynku i zbawiennej roli zysku, zyskują miano frajerów, ciemnoty, abnegatów, nieszkodliwych naiwniaków czy fundamentalistów.
Niedawno krytykowałem współczesne mity i dogmaty, jako wiarę przynoszącą wiele fatalnych skutków. Przywoływałem dane mówiące o rosnącym zubożeniu dużej części polskich rodzin, o powiększającej się liczbie bezdomnych oraz nieletnich popełniających przestępstwa, itd. Argumentów mam moc, ponieważ bywam wśród takich ludzi i czytam uważnie statystyki. Moi rozmówcy trochę posłuchali, pokiwali głowami, a jeden zapytał (a może doradził):
– Chłopie, a może ty byś tak na urlop pojechał?
W sumie dużo lepsza wersja niż psychuszka.


12 responses to CHŁOPIE JEDŹ NA URLOP