Środa 5 stycznia 2022
Patrzyłem kiedyś jak pewien rozzuchwalony kocur usiłował dopaść małą, gapowatą sójkę. Jej rodzice, kuzyni i kuzynki (najbardziej) rozwrzeszczały się na potęgę i obrzuciły napastnika swoimi odchodami. Wspomagały je okoliczne sroki, nadlatywały tak, jakby zaraz miały wydziobać mu ślepia. Sierściuch zbaraniał (o ile to możliwe) i pobiegł szukać myszy.
Ta fantastyczna solidarność ptaków przychodzi mi na myśl w czasach, kiedy różne złe rzeczy wiszą nad nami. Co robić? Wyjść z partii i wspólnie bronić się, prawica i lewica razem! Obojętnie kto w roli sójek a kto w miejscu czarnobiałych srok. Razem!
Z wielu wędrówek po chaszczach i wertepach na Polesiu wiem, że w czasie mroźnych zim łosie (ale i jelenie) łączą się w gromady, łosie byki biorą w środek ciężarne klępy, żeby było im cieplej i grożą porożami intruzom, głównie wilkom. Brawo!
To co ja radzę wobec złych rzeczy, które tuptają i tupoczą u naszych bram? Razem!
Razem, musimy być razem! Róbcie kółka różańcowe, towarzystwa miłośników herbaty (zielonej i czarnej), kluby fanów Bacha i Zenka M. (no, tu może ostrożnie) i okrągłe stoły zakochanych. Cokolwiek, byleby razem!
Może jakoś postraszymy kocura z Kremla. I innych intruzów. Najbardziej potrzeba nam nowej, serdecznej, bliskiej i pomysłowej solidarności, jakiegoś Kościoła Miłości Wzajemnej, wspólnoty zatroskanych o los nasz, los Ukrainy i świata całego.
Na fotce – uratowana, płocha i gapowata sójka.


