JAK MIŁOŚĆ TO SZCZĘŚLIWA I ZA MINIMUM PIĘĆ TYSIĘCY

Kazanie na Nowy Rok 2022

Sobota 1 stycznia

Czy będą żyli długo i szczęśliwie, nie wiem, ale start mieli z kategorii lotu z wielkim turbulencjami. Na początek roku opowiem o miłości, której jestem świadkiem.

Historia zaczęła się rok temu, spotkała się ze mną Czeczenka, zamieszkująca w Lublinie i najpierw napsioczyła na średniego syna. Chciał się żenić, proszę bardzo, dwadzieścia jeden lat skończył, pora najwyższa! Tłumaczyła, że ma w Polsce wiele pięknych dziewczyn, że śliczne Czeczenki są w Holandii i Danii i żeby nie robił kłopotów jak starszy brat, któremu zamarzyła się narzeczona wprost z Kaukazu.

Tu muszę wyjaśnić, że podróż młodego Czeczena do ojczystej ziemi, po wcześniejszej emigracji do Europy, często kończy się źle, od razu można gościa posądzić, że nie lubił chyba władzy skoro uciekł. I wtedy ląduje w kazamatach, jeśli da się udowodnić, iż ma jakiekolwiek związki z przeciwnikami Kadyrowa – o co w dwumilionowym narodzie o strukturze klanowej nie jest trudno – młodzian znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Jeśli zarzuty są słabsze to watażkowie zażądają wykupu, przecież rodzinka mieszka w Europie więc pieniążki ma. Średnia cena, po zbadaniu zamożności familii, wynosi obecnie 10 000 euro.

Szach, bohater historii, poszedł jednak w ślady starszego brata i zaręczył się piękną Ajszat z centrum Groznego. Oczywiście przez Internet, bo czeczeński wykład Koranu pozwala na to. Ze ślubem już gorzej, trzeba spotkać się osobiście przed obliczem mułły. W tym przypadku młodzi wymyślili, że zrobią to w „trzecim miejscu”, on nie mógł pojechać do Groznego, ona nie mogła wjechać do Polski, ale zjechali się w jednym z miast na południu Rosji. Ajszat wjechała tam legalnie, bo to Rosja, Szach mniej prawidłowo, bo zgodnie z papierami mógł najwyżej wjechać do Białorusi, do Rosji musiałby mieć wizę, a to oznaczałoby już jakąś możliwość kontaktu ze służbami specjalnymi Kadyrowa, tropiącymi rodaków nie tylko nad Wołgą, ale i w Polsce chociażby. Problem z przekroczeniem granicy pomiędzy Białorusią a Rosją – jeszcze pół roku temu istniała – rozwiązało bodaj 100 dolarów. Potem mułła zrobił swoje, młodzi powrócili do swoich sadyb i zaczęli myśleć co dalej, bo prawo islamskie (przynajmniej w Czeczenii) nakazuje najpóźniej w cztery miesiące po ślubie wspólne zamieszkanie, inaczej małżeństwa nie było. Termin upływał tuż po polskiej Wielkanocy.

A co ja mam z tym wspólnego? No mam, bo zaraz po mamie przydreptał do mnie Szach z błaganiem, aby przepiękną Ajaszat do Polski sprowadzić. Tłumaczę, że jest pandemia, że w ogóle granice są pozamykane i że uchodźcy mile u nas widziani nie są. A on na to, że chce tylko oryginalną Czeczenkę, taką co patrzyła na Kaukaz, na te wspaniałe i święte góry, a nie taką co ledwie Świętokrzyskie musnęła brązowymi oczętami, nie mówiąc już o tych falsyfikatach z Holandii, które co najwyżej gapiły się na depresję i tulipany. Ani takiej co szwendała się po różowych dzielnicach Kopenhagi. Powiedziałem, że rozumiem i nawet popieram trochę, ale przerzutem kobiet (mężczyzn także), nawet nie wiem jak ślicznych nie zajmuję się. I wtedy młodzieniec oświadczył:

– Ale ja ją kocham! Ja ją kocham nad wszystko! Kocham ją całym sercem, nie mogę żyć bez niej, otiec Mietek pomogi mnie!

No tak, pomyślałem, to jest dobry argument, lepszego nie znam. Pozwoliłem sobie na 24 godziny namysłu, trochę korciło mnie, żeby się wykręcić, potem jednak w głębi duszy jakiś głosik mnie drażnił – No, co ty, Mietek, zakochany nie byłeś? Liceum nie pamiętasz? Wymyśl coś!

Głosom wewnętrznym zwykle ulegam, czasy licealne pamiętam dobrze i miło. Wezwałem kochasia i pytam, czy mają jakiś papier z pieczątkami, że są małżeństwem. No nie, ale przecież zrobili zdjęcia z mułłą, mogą pokazać, a ponadto prawdziwy dżygit nigdy nie kłamie. Odparowałem, że w epoce fotoshopu dowód ten jest marny. I natchnęło mnie – A może tam w tym Groznym jest jakiś urzędnik, na pewno niezamożny, który jakoś pieczęciami i podpisami, potwierdził, iż Ajszat i Ty, zawarliście kontrakt przed nim?

Owszem, znalazło się nawet kilku, droższych i tańszych, najtańszy wystawił co trzeba za 5 000 dolarów, dokument wysłał skanem – mam do dzisiaj, ale nie pokażę bo widnieją na nim prawdziwe personalia bohaterów tej historii.

Zatem papiery są, pozostaje jeszcze granica Polski, zamknięta z powodu pandemii i uchodźców. Tuż przed Wielkanocą zjawiła się przy naszej granicy osiemnastolatka z Groznego (już trochę wyklinana przez babcię, że ośmiesza staropanieństwem ród cały), poradziłem aby przeczekać Święta, bo w taki czas to polskie służby wkurza jakikolwiek intruz przy granicznym szlabanie. Zaraz po Wielkanocy pojechałem do Właściwej Osoby, sterującej ruchem na jednym z przejść z Białorusią. Wyłożyłem sprawę, Właściwa Osoba przypomniała, że pandemia, że wszystko zamknięte i nic zrobić się nie da. Ja na to, jak prawdziwy dżygit, nie klucząc oświadczyłem, że to  Sprawa Miłości i zapytałem czy Właściwa Osoba nie była zakochana i czy nie zrobiłaby wszystkiego dla tej jedynej, ukochanej dziewczyny, z brązowymi, niebieskimi czy nawet zielonymi oczami? Osoba ta parsknęła cichym śmiechem, przybiła mi pionę i rzekła:

– Dość gadania! Paszport ma? Jakiś papier ze ślubu?

Ajszat wszystko miała, jak najbardziej. Z ostatniej rozmowy z Szachem i Ajszat wynika, że w ciążę zaszła już w Lublinie. Córeczka będzie miała na imię Fariha, po naszemu Szczęśliwa.

Szach przyszedł podziękować za pomoc, ja na to, że Pan Bóg pomógł, ja jestem tylko Jego personelem naziemnym. A szczęśliwy ojciec Szczęśliwej:

– Pomodlę się za otca, umiem nawet twoje Ojcze Nasz, nauczyłem się na waszej religii w szkole, na wszelki wypadek.

Foto – jak najbardziej ilustracyjne, z Lublina, przy okazji Dnia Uchodźcy 2017.

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.