Poniedziałek 13 grudnia 2021
Nie lubię tego aspektu polskiej mentalności, tego, który każe nieustannie nawracać do klęsk (Powstania: listopadowe, styczniowe i niestety warszawskie), w tym do daty 13 grudnia 1981 r. Niemcy jakoś nie nawiązują szczególnie do sromotnego lania jakie dostali pod Stalingradem, Anglicy pomijają jak dostali surową lekcję w Afganistanie (XIX wiek), podobnie Sowieci (XX wiek).
Dobrze, że świętujemy 15 sierpnia, kiedy to Armia Czerwona poległa w Cudzie nad Wisłą, a jak chcielibyśmy (a pewne wielu z nas chciałoby) dopiec Putinowi i jego wizji Wielkiej Rosji, to czemuż nie świętujemy – radośnie! – daty bitwy pod Kłuszynem, gdzie bodaj trzy tysiące polskich husarzy rozpirzyło 35 tysięcy wojsk ruskich i szwedzkich? Czemuż nie świętujemy daty następnej, kiedy rozpędzony hetman Żółkiewski (Stanisław) zdobył Kreml, a ówczesnego Putina (Wasyl Szujski) przywlókł do Warszawy i zmusił do złożenia w Warszawie hołdu naszemu Zygmuntowi? Rosjanie, owszem, świętują (od 2005 r.), za sprawą obecnego Putina, dzień 12 listopada, kiedy w końcu po dwóch latach panowania polskiego na Kremlu w 1612 r. poradzili sobie z polskim garnizonem. I uwaga, nikt potem w historii – ani Napoleon ani Hitler – czegoś podobnego nie dokonał (Napoleon tylko przez miesiąc spacerował po wyludnionej Moskwie). Owszem, przed Żółkiewskim władali Moskwą Tatarzy, ale wtedy jeszcze nie było Kremla.
I czemuż to nie świętujemy 15 lipca, kiedy w 1410 r. razem z Litwinami polski oręż rozgromił Krzyżaków i sprzymierzoną z nimi ówczesną Unie Europejską?
No nie wiem, ja tymi tematami zajmować się nie mam czasu, ale przecież jest ministerstwo. W nocy z 12 na 13 grudnia, 40 lat temu rozgrywałem kilka partyjek brydża ze znajomymi (pamiętam, że byłem w parze z Maruchą, Długi zaś chyba ze swoją późniejszą żoną Elą, jeszcze później porzucił ją dla dużo młodszej koleżanki, życie). Kiedy usłyszeliśmy czołgowe gąsienice na Al. Warszawskiej w Lublinie, wiedzieliśmy co mamy robić, Marucha pognał do Puław – chyba jakimś maluchem, było jeszcze przed północą – schować bibułę (podziemne wydawnictwa), ja z Długim zrobiliśmy to samo w Lublinie.
Tamten stan wojenny i ten obecny wyjątkowy na granicy z Białorusią, mimowolnie nasuwają się podobne skojarzenia. Tamta władza w 1981 r. wprowadziła swój stan ze strachu o swoje stołki, i ta obecna także z tego powodu – z tym, że nie chodzi mi jakąś konkretną partię, bo każda inna na miejscu tej dziś rządzącej (którą nawet za kilka rzeczy lubię) zrobiłaby to samo. Wtedy były niewinne ofiary i są dziś także. Tamta władza została osądzona (przynajmniej prawnie) i ta będzie osądzona, a na pewno wyśmiana. Nie było żadnej sensownej przyczyny dla której należało wprowadzać stan wyjątkowy, można było – i nadal można – rozwiązać sytuację spokojnie i z honorem. A już tzw. Bitwa pod Kuźnicą, gdzie polskie wojsko pokonało kilkuset rozwydrzonych młodzieniaszków, napuszczonych przez białoruską bezpiekę, to hucpa nieziemska.
Polskie wojsko, niestety, nie może się obecnie poszczycić sukcesami, ostatni wielki to bodaj zdobycie Monte Cassino (1944), w tym wieku polskie kompanie ewakuowały się z Iraku i Afganistanu, razem z dzielnymi Amerykanami, w obydwu krajach poległo kilkudziesięciu młodych polskich żołnierzy. Zupełnie bez sensu, bo działania w Iraku i Afganistanie były źle przygotowane, te pierwsze oparte na fałszywej przesłance, że Saddam dysponuje bronią masowego rażenia. Wszystko to, możecie potwierdzić serfując w Internecie.
W Internecie poległa też Polska Armia Internetowa, bo nie obroniła kont polityków, z których wypływają nadal kompromitujące maile.
Idzie Boże Narodzenie, Święta, wspominajmy to, co piękne i zwycięskie, zwycięstwo Pana Jezusa nad śmiercią. Zwycięstwo miłości pustką i rozpaczą. Dobrego, Bożego, radosnego Święta już teraz życzę.


