Wtorek 20 lipca 2021
Są opowieści o miłości piękne, przejmujące i namiętne. I są bardzo zaskakujące, dziwne i dające do myślenia. Tak jak historia Andrzeja i Beaty.
Małżeństwem byli dziesięć lat, pojawiła się dwójka dzieci. Andrzej miał za sobą trudną przeszłość, dwa krótkie wyroki w więzieniu. Trzeci był już poważny, całe dziesięć lat. W trakcie kary związek zaczął się chwiać, po roku on przestał pisać listy, dzwonił coraz rzadziej, nie chciał widzeń. Wreszcie wystąpił o rozwód i sprawa wydawała się zamknięta.
Jakieś pół roku po wyjściu na wolność odezwał się do byłej żony, nalegał na spotkania, ona w tym czasie żyła w luźnym związku z innym mężczyzną. Zaczął wyznawać jej miłość, zadbał o kwiaty (niekradzione) i drobne prezenty. Dalej było nawet romantycznie, ponownie zawarli małżeństwo i od trzech prawie lat żyją w nowym – starym związku. Mniej romantycznie Andrzej uzasadniał swoją decyzję o rozwodzie. Dziesięć lat bez chłopa to dla kobiety w kwiecie wieku surowa kara, mówi. Nie chciał jej na to skazywać, założył, że być może po więzieniu ona zechce do niego wrócić. No i nie zdradzała go przecież, bo przez te dziesięć nie była jego żoną!
W rozumowaniu Andrzeja jest jakaś surowa logika, może i zawiła kalkulacja, z pozoru niedorzeczność. Słuchając jego opowieści przyszedł mi do głowy jednak werset z biblijnego hymnu o miłości, że „wszystko przetrzyma”. Nawet więzienie i rozwód zatem. To tylko jednak skojarzenie. Niemniej cieszę się, że bohaterom tej historii życie na razie układa się bardzo dobrze.


