DENATURAT CZŁOWIEKA NIE POKONA

Reportaż z Mobilnego Gorącego Patrolu w Lublinie

Środa 20 stycznia 2021

Mróz skacze powyżej 20 stopni, dla nas to nic, ale dla Naszych to naprawdę bestia ze Wschodu. Dla Naszych, czyli bezdomnych w Lublinie. Nie zostawimy ich samych przecież w takie zimna.

Jedziemy zatem, wieczorem. Mamy ze sobą kołdry, ciepłe kurtki, buty zimowe, polopiryny i wszystko inne, gorącą zupę, herbatę i latarki. Latarki, bo bez nich nie znajdziemy kogoś w śmietniku czy zawalisku.

Jest pan Piotr, w śmietniku żyje (bo przecież nie mieszka) od dwóch lat. Z radością bierze kołdrę, ma już materac i koc. Chlipie gorącą zupę, łyka magnez, witaminę c i aspargin. Nie pójdzie do noclegowni, jest odludkiem, samotnikiem. Lubi nas, bo nie żądamy dokumentów a jeszcze coś przywieziemy.

Pana Jurka odwiedzamy w pustym, walącym się budynku w pobliżu centrum Lublina. Wchodzę z latarką i widzę – po raz pierwszy w życiu – białoczarnego szczura! Naprawdę białoczarnego, jestem trzeźwy! Obok legowiska Jurka leży jednak martwy szczur, zwykły i szary. A przy szczurze butelka po denaturacie. Jurek wypił denaturat i żyje, a szczur pewnie pociągnął łyka i zmarł. Taka wyższość człowieka nad gryzoniem. Pana Jurka straszymy, że te szczury w końcu go zjedzą, udaje się! Nazajutrz jest już w noclegowni, jasne, że pan Jurek.

Najgorsze są przypadki samotników, jak się komuś coś złego zdarzy, to nic tylko skonać bez pomocy. Dlatego błogosławione są konkubinaty albo przedziwne komuny, przynajmniej ktoś może polecieć po pogotowie. W komunie trzech panów na ostatnim piętrze jest nawet pies, taki specjalista od chwytania kaczek. A Ewa ze Zbyszkiem mają swój konkubinat na siedmiu metrach kwadratowych, dokładnie policzyłem. Szerokość 3,5 metra, długość 2 metry. Mały barak na obrzeżach miasta, 21 wiek, ale takie wynalazki jak prąd, woda, gaz czy ogrzewanie, są tu nieznane. Za to sprawność intelektualna Ewy wzorowa, rozwiązuje krzyżówkę – przeciwniczka żydów na 11 liter? Antysemitka! Wpisuje przy tlącej się świeczce i pasuje!

Piszę o lubelskim mobilnym Gorącym Patrolu, od początku stycznia codziennie kolędujemy w pustostanach, na działkach, w zawaliskach, śmietnikach i piwnicach. Przy okazji testujemy ewentualne zakażenie kowidem. Podnosimy z Anetą z wilgotnej nory Marka, lokujemy w samochodzie. Po minucie mówię do Anety – Węchu na pewno nie straciłem … Ona: – Ja też, cuchnie okropnie! No cuchnie, cuchnie, ale to człowiek. Teraz już nie cuchnie, bo wykąpał się, przebrał i odwszawił. Tylko nie nadążamy z papierosami dla niego, bo jak pali to nie myśli o piciu.

To wozimy te zupy i kołdry, rozmawiamy z ludźmi, potem – jak się zgodzą – dajemy łóżka w naszych domach. Są ludźmi uratowanymi.

Miłosierny gość z Samarii, z Ewangelii. Zatrzymał się, opatrzył zranionego, wsadził na swoje bydlę. Uratował umierającego. Próbujemy jakoś, pewnie słabo, iść śladami tego Samarytanina.

Teraz prośba – koszt utrzymania jednego mieszkania (a mamy dwa, przygotowujemy też jeszcze dom)  miesięcznie to 2 500 złotych. Szukamy wsparcia, więc jak możecie to choćby w ten sposób podnoście razem z nami. A jeśli chcecie do nas dołączyć i podnosić własnoręcznie to bardzo prosimy o kontakt.


Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu

ul. Gospodarcza 2

20-217 Lublin

64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

tytułem: darowizna na cele statutowe – bezdomni

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.