Brakuje nam dzisiaj proroka na miarę – choćby przybliżoną – św. Jana Chrzciciela. My o Ewangelii mówimy ładnie, grzecznie, wzniośle. A jak robił to Jan?
„Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone!” (Mt 3).
O siekierach i żmijach w kazaniach nie słyszymy. Chcielibyśmy? Pod warunkiem, że to nie byłoby adresowane do nas. Jeszcze jakoś przełkniemy, gdy dowiemy się, że jesteśmy zagubionymi owcami lub marnotrawnymi dziećmi. Żmijami już nie chcemy być.
Św. Jan traktował życie, Pana Boga i ludzi na serio, przez to stracił głowę pod toporem sług Heroda. Zapłacił za te żmije i siekiery.
I nauka dla nas, od św. Jana. Wszystko brać na serio.


